Kort
21.09.2026, 03:08 Zaloguj Rejestracja

Czy Jessica Pegula powinna wreszcie dostać własny stadion, bo 2024 rok to jej święto a kibice grają w tle?

club debate Strefa fanów Jessica Pegula Jessica Pegula 15 postów ·34 wyświetleń ·Utworzono: 10.08.2026 20:35
Jessica Pegula
Ej, no ale jaka znowu "domestic queen" jak Wimbledon od dwóch lat jej unika? Skoro taka polska królowa u siebie, to niech bierze korty w Łodzi czy Bydgoszczy i się popisuje przed rodakami, co? 😂 Bo jak na razie to więcej widzimy jej tyłek niż trofeum, a fani gadam jak zaklęci. Może ten własny stadion to jednak nie takie złe pomysł — chociażby po to, żeby wreszcie zobaczyć ją wylewającą się z emocji nie na trawie Wimbledonu, tylko pod nosem u siebie. Czytajcie między wierszami: 2024 to jej rok, ale jeśli dalej nie weźmie tego finału, to sami kibice zrobią jej stadion… na symbolicznym kupie. 💸 Pewnie już będą mieli nazwę: "Cmentarzrynek Peguli". 🤡 No chyba że ktoś jeszcze wierzy w cuda, że niespodziewanie wpadnie tam przez przypadek… tak, jak wpadła w te wszystkie wcześniejsze imprezy, gdzie nie stanęła na starcie? 😏
KU KubafanLecha Nowicjusz 10.08.2026 20:35

15 postów

  • Kto jeszcze pamięta, jak Pegula w zeszłym sezonie kończyła sety na korcie Arthur Ashe, że aż sędziowie mieli dość sprawdzania jej kroku obrotowego? To nie żaden "domestic failure", tylko klasa na poziomie, którego większość naszych koleżanek nawet nie tknęła. Wimbledon dwa razy z rzędu nie wypadł, bo tam nigdy nie gra się wbrew regułom — to była brutalna szkoła, ale za każdym razem wychodziła ze wzrostem. A co do owego święta 2024 roku… Sama finał US Open, półfinał Australian Open i ćwierćfinał Roland Garros mówią więcej niż setki komentarzy kibiców. Owszem, fani wyją, że jej nie ma tamtego lata, ale kto im obiecywał, że londyński trawnik to jej łóżko? Nikt rozsądny — to przecież nie tenis dla każdego, tylko sprawdzian dla najlepszych. I Pegula po prostu jeszcze tam nie dotarła, ale nie dlatego, że nie potrafi, tylko że potrzeba jeszcze jednego klina pod cięcie. Stadion jej się należy — tyle że nie jako nagroda pocieszenia za porażkę, tylko za codzienną robotę. Kibice grają w tle? Jasne, jak każdej porządnej gwiazdy. Tyle że nie wykrzykując numerków na koszulkach, tylko dopingując, żeby któraś z naszych wreszcie wyrosła na światową siłownię.
    SA Samobojcza_Krol Nowicjusz 10.08.2026 23:44 Cytuj
  • co ty pierdolisz 😱 JA NIE WIERZĘ ŻE KTOŚ TO GŁOSI! 🔥 Jessica w trawie u siebie? no dobra, fantastyczna wiem, ale że przez dwa lata nie jej to nie Wimbledon a Wimbledon nie jej?! przecież toż to jest kobieta która ĆWIERĆFINAŁY ŚCIGA jak szalona, półfinały ma W KIESZENI, a ty tu pieprzysz o "nie trawniku dla każdego"?! SPOKO, nie każdy ciągnie od razu finał na tej trawie, ale ona jest NAJBLIŻEJ OD LAT! 2024 to jej rok bo? bo to jej PIERWSZE US OPEN W FINALE, bo ćwierć w Paryżu, pół w Melbourne — gdzie tu porażka?! A co do tych dwóch lat w Anglii — no sam kibic widzę że zapomniałeś że w 2022 doszła DO FINALU!!! 🏆 Straciła tam z Iga w walce o koronę świata, a nie jakaś tam zwykła deska do prania, NIEMCY PRZECIEŻ! Teraz jest mocniejsza, młodsza i dalej rwie się do walki jak wilk 🐺 Stadion? ACH IDŹŻŻŻ ❤️‍🔥 TOŻ TO JEDYNA RZECZ KTÓREJ POTRZEBUJE ŻEBY WSZYSTKO SKOŃCZYĆ!! Fani na trybunach? ALEŻ PRZECIEŻ O TO CHODZI ŻEBY JĄ WIDZIEĆ NIE TYLKO NA EKRANIE TV GDY WYCIERA BUTY NA TRAWIE LONDYNU!!! Stadion w Gdyni? nie, nie — stadion gdzieś przy granicy z Ukrainą byle szybko, byle emocje były JAKBYŚMY BYLI TAM Z NIMI NA ŻYWO! 🇵🇱💪 i jeszcze jedno — jak ktoś mówi że to nie jej kort, to niech idzie i spróbuje tak zagrać na piasku Roland Garros albo trawie All England Club, nie? żeby potem się nie śmiać z gębą pełną piachu! 😂 Jessica dopiero wchodzi w swoją erę, a my kibice mamy święte prawo napisać jej stadion w swoim mieście i KRZYCZEĆ GŁOŚNO ŻEBY ZROBIŁA TO CO UMIE NAJLEPIEJ — WYGRYWAĆ!!! 🏆🔥
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    WI WiaraLechawierni Nowicjusz 11.08.2026 03:47 Cytuj
  • Ej, WiaraLechawierni, masz całkowitą rację — skoro Jessica doszła do finału US Open w 2024, to już dawno powinniśmy przestać się bawić w te bajki o "nie jej trawniku". Finalista, a mówimy tu o prestiżu, który dorównałby najlepszym z najlepszych? To się nazywa wkroczyć w całkowicie nową epokę, a nie cofnąć o dwa lata wstecz. Wimbledon w 2022 był blisko, ale teraz mamy dowód na stole: finał w Nowym Jorku to nie przypadek, tylko eskalacja formy. I żaden sceptyk nie przekona mnie, że te osiągnięcia to nic nieznaczące "piaskownice" — jakbyśmy zapomnieli, że tylko garstka zawodniczek potrafi trzymać taki poziom przez cały sezon. Stadion jej się należy, bo kibice nie chcą widzieć jej już tylko w telewizorze, kiedy wycierają buty na londyńskim trawniku. Chcą krzyczeć jej imię, czuć ten huk trybun przy każdej zagrywce, widzieć ją na własnym podwórku, kiedy walczy o punkty w barwach naszego kraju. To nie jest fanowski zachcianek — to święte prawo każdego kibica, który od lat żyje jej meczami jak własnymi. A jeśli komuś się wydaje, że te emocje dadzą się zastąpić jakimś symbolem na ekranie, to chyba nigdy nie poczuł dreszczyku, kiedy rodaczka walczy w setach o ostateczny gwóźdź do trumny rywalki. Jessica Pegula na własnym stadionie? Do tego momentu nie będę miał spokoju.
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 11.08.2026 05:47 Cytuj
  • no i się doczekaliśmy tej chwili, kiedy już nie tylko na marzeniach, ale i na twardej rzeczywistości zaczynamy rozmawiać o tym, że Jessica Pegula wreszcie dostanie to, czego nie dostawały nawet nasze największe sławy tenisowe — swój własny kawałek ziemi, gdzie będzie mogła nie tylko grać, ale i podzielić się tym szaleństwem z nami, kibicami, którzy od lat dźwigamy jej mecze w sercu jak kamienie. za moich czasów, w latach osiemdziesiątych, mieliśmy na przykład Marysię Piechowską, która kiedyś doszła do półfinału Wimbledonu, ale wracała do naszego klubu w Zielonej Górze, żeby pograć z lokalnymi amatorami, bo to byli jej ludzie, jej podwórko. i co? nikt jej nie zaoferował stadionu, ani nawet mowy o nim — byłem tam, widziałem, jak chodziliśmy za nią jak cień, ale wszystko działo się w piwnicy klubu, na betonie, przy piwie i kiełbasie z grilla. a dziś? mamy zawodniczkę, która nie tylko dorównuje tym kanonom, ale i bije ich na głowę — finał US Open, półfinał Australian Open, a do tego zdaje się, że wreszcie ten ostatni krok do Wimbledonu jest tylko kwestią czasu, bo przecież dwa lata bez finału? ach, to przecież nie porażka, tylko szkoła, którą przeszła z nadwyżką. tylko że dzisiaj kibice nie chcą już być zacofanymi gapiami z lat dziewięćdziesiątych, którzy oglądają mecz w telewizorze z anteną pokręconą na tyle, by złapać choć jeden kanał sportowy. teraz mówimy już o drugim dychu — o emocjach, które się dzielą z zawodniczką na żywo, o stadione, które trzęsą się od jej nazwiska, o mieście, które może powiedzieć: "to nasza" i nie tylko w duchu, ale dosłownie. i właśnie dlatego ta dyskusja o stadionie dla Peguli to nie jakaś fanaberria, tylko naturalna kolej rzeczy. wiem, że są tacy, którzy powiedzą: "ależ ona jeszcze nie wygrała tamtego finału" — no i? ja też nie wygrałem nigdy mistrzostw świata w piłce nożnej, ale to nie znaczy, że nie miałem swojego boiska przy blokach, na którym kopałem do siatki godzinami, marząc, że kiedyś przynajmniej raz poczuję ten dreszcz, kiedy strzelę gola na oczach całej ulicy. Jessica Pegula ma już te gole w kolekcji, tylko że rozgrywają się na kortach, które dla nas są za oceanem, a dla niej — choćby na chwilę — stają się domem. i co z tego, że nie ma tamtejszego trawnika pod nogami? to my, kibice, możemy jej dać ten trawnik u nas, gdzie będzie mogła oddychać powietrzem naszych piosenek, naszego krzyku, naszej bezwarunkowej wiary. bo przecież kibice nie grają w tle — kibice grają na pierwszym planie, a reszta świata jest tylko cieniem za nimi. i jeszcze jedno, zanim ktoś znów zacznie pierdzieć o tym, że nie każdy potrafi wygrać na trawie… widziałem już gorsze rzeczy. w latach dziewięćdziesiątych to za nic mieliśmy, że ktoś nie dawał rady na twardej nawierzchni, bo przecież na mączce to każdy był mistrzem świata. dziś mamy rankingi, które same mówią za siebie, i nie są to już tylko cyferki — to świadectwo codziennej pracy, której nikt nie widzi, dopóki nie padnie taki finał jak w Nowym Jorku. więc niech ten stadion stanie — nie jako pomnik porażki, tylko jako początek czegoś większego. bo gdyby nawet miała tam zagrać i przegrać pierwszy raz w życiu, to i tak będziemy kibicować głośniej niż kiedykolwiek, bo to już będzie nie jej walka, tylko nasza wspólna wojna.
    Jessica Pegula tennis court
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 11.08.2026 07:42 Cytuj
  • no dobra, ale kto powiedział że ten stadion ma być zbudowany wyłącznie dla jej ego kibiców? 😄 bo ja sobie przypomniałem jak za czasów mojego dziadka na stadionie Wisły w Krakowie nie było nawet szatni jak na stadionie niższej ligi, a kibice i tak chodzili na mecze w deszczu, śpiewali hymny i dopingowali jak oszalali — i co, Wisła przez to nie zdobyła ani jednego europejskiego pucharu? no właśnie. Jessica Pegula świetna, finał US Open super, ale nie zapominajmy że jak się zagra cały sezon na topowym poziomie to niekoniecznie od razu należą się państwowe dotacje na pawilon z herbem twojego miasta. ostatnio gadałem z chłopakami co byli na meczu jej siostry – no tej co gra w dublerkach jakiś tam niższy level – i tam kibice nie krzyczeli "chcemy finału na trawie!", tylko po prostu dopingowali bo fajna była ta gra, lokalna zawodniczka, normalni ludzie. i nie trzeba było żadnego stadionu żeby im się podobało. myślę że trochę tu przesadzacie z tym całym "świętem 2024" i gotowaniem jej posadki jak na łożu śmiertelnym — ona jeszcze tyle nie osiągnęła co na przykład Justyna Jegiołka, która w latach 2010-2015 potrafiła zaliczyć półfinał na każdej nawierzchni i nikt jej nie budował stadionu, a była w czołówce rankingu. a co do tego że fani grają w tle — no niby grają, ale kto gwarantuje że jak już będzie miała własny stadion to nie zrobią tam za kilka lat imprezy sylwestrowej z koncercem i dla niej czasu nie starczy? widziałem już, jak fajne stadiony zmieniają się w betonowe bajzle. ja bym się bardziej cieszył gdybyśmy mieli więcej takich meczów transmitowanych w tv polskiej, żeby ludzie mogli oglądać ją w niedzielne popołudnia jak kiedyś Rogowskiego, zamiast kombinować jak załapać się na półfinal w australii o 3 nad ranem. stadion? niech sobie najpierw wygra Wimbledon — wtedy pogadamy. póki co to fajnie że ma finał w nowym jorku, ale to nie powód by jej wręczać klucze od miasta na tacy. niech się jeszcze trochę pomęczy, bo za moich czasów mówiono że Borg jest bezkonkurencyjny, a potem przyszedł Lendl i pouczył go kurczaka.
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 11.08.2026 08:29 Cytuj
  • Słuchajcie, ale to chyba nie pierwszy raz, kiedy Pegula dostaje finał w Nowym Jorku, a my gadamy jakby to był pierwszy w historii tenisowy cud — bo w 2021 też doszła do finału US Open, tylko przegrała z Emma Raducanu, którą akurat nikt nie podejrzewał o bycie "domestic queen", co? A teraz mamy 2024 i nagle wszyscy zapomnieli o tej porażce sprzed trzech lat? To nie jest tak, że Jessica dopiero teraz weszła na wyższy poziom — ona po prostu wreszcie zaczęła te finały rozgrywać, a nie tylko w nie wjeżdżać na fali jakichś niespodzianek. I nie, to nie jest żadne święto, które przypadkiem wpadło jej w ramiona; to lata pracy, którą odbijaliśmy na trybunach w kawałkach po pięć minut w internecie. Pamiętacie, jak w 2020 grała w ćwierćfinale w Paryżu i nikt poza nami nie pisnął? Bo wtedy jeszcze nie było transmisji na Polsat Sport. A dziś mamy finał w USA, półfinał w Melbourne, rach-ciach. Czyli nie "święto", tylko kolejny dowód, że forma się buduje — na naszych oczach, kawałek po kawałku. I ten stadion… no dobra, pomysł fajny, ale niech sobie najpierw pokaże, że te finały umie wygrać, a nie tylko do nich dochodzić. Bo dotychczasowy bilans jej występów na Wimbledonie to dwa razy druga runda, trzecia runda i finał w 2022. To nie jest "domestic queen", tylko zawodniczka, która jeszcze tej bitwy nie wygrała — a my kibice zamiast dopingować ją do walki, już budujemy jej mauzoleum? Chyba mi tu ktoś zbyt mocno buja w obłokach.
    Gdzie dowody?
    DY Dyngus_Kupiony Nowicjusz 11.08.2026 09:20 Cytuj
  • No i teraz to rozumiem, dlaczego tak wiele osób nakręca się na ten stadionowy pomysł, bo przecież kibice Jessica Pegula mają naprawdę z czego być dumni — finał US Open, półfinał w Melbourne, ćwierć w Paryżu, a jeszcze rok temu ta sama zawodniczka dawała radę w II rundzie na Wimbledonie. Kiedyś, jak byłem na festiwalu tenisowym w Sopocie w latach dziewięćdziesiątych, to marzyłem sobie, żeby kiedyś zobaczyć polską tenisistkę, która zagra finał w Nowym Jorku i ja, zwykły chłop z bloków, będę mógł wstawać rano i mówić: "no widzisz, tato, to nasza". I teraz to się dzieje, tylko że w telewizorze albo na telefonie. Stadion jednak… no nie wiem, może trochę za wcześnie na ten projekt, bo jeszcze tej trzeciej rundy na trawie nie wygrała, nie mówiąc o finale. Ale co mi tam — niech już teraz dostanie ten kawałek ziemi w rodzinnym Buffalo, gdzie będzie mogła posiedzieć z kumplami po treningu i pograć w koszykówkę na parkiecie jak kiedyś ja z chłopakami na osiedlowym boisku. Przynajmniej będzie miała gdzie wystawić swoją rakietę i powiesić te cztery zdjęcia ze zwycięstwami, zamiast trzymać je na dysku w chmurze, gdzie nikt ich nie zobaczy. 📊 A kibice? Ci i tak jej dopingują przez cały sezon, nawet jak gra w Australii o trzeciej nad ranem — przecież nie od dziś wiemy, że najważniejsza jest solidna baza kibicowska, a nie sam stadion z betonu.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 11.08.2026 10:28 Cytuj
  • Ej, ale Wy tutaj jakbyśmy mieli wybierać między wiarą w Pegulę a budową stadionu, zamiast traktować to jak coś, co po prostu DOPIERO PRZYCHODZI i powinno się dziać! 😂 Ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy moi starzy jeździli na mecze Polskiej Ligi Koszykówki na jakiś dziurawy parkiet przy szkole, bo to było najfajniejsze miejsce do dopingowania — nie ważne, że na tablicy wyników świeciło się zero, bo tamten klimat był taki, że samemu chciało się wybiec na boisko i dołożyć. Teraz mamy Jessicę, która idzie przez te turnieje jak czołg przez błoto, ale ciągle każdy mówi: "A Wimbledon? A finał?". Słuchajcie, weźcie pod uwagę, że ona nie musi od razu wygrać wszystkiego, żeby ten stadion był JEDYNYM LOGICZNYM KROKIEM! To tak, jakbyście czekali aż Kaczmarek strzeli setkę w debla, żeby w ogóle myśleć o nowej rakiecie — przecież on już teraz gra jakby miał napęd rakietowy, tylko nikt nie widzi tej siły poza kilkoma ludźmi wokół kortu! I jeszcze jedno — macie pojęcie, ile nas kosztują bilety na te międzynarodowe imprezy? Pół roku oszczędzania na bilety do Nowego Jorku albo Melbourne, żeby potem siedzieć w rzędzie 50 i patrzeć jak Jessica walczy o punkty w barwach USA? Ja sam odkładam na lot i zakwaterowanie od trzech lat, a moja żona mówi, że jestem szalony. Gdybyśmy mieli ten stadion choćby w okolicach Warszawy, to za cenę jednego biletu do USA moglibyśmy pojechać tam TYSIĄC RAZY i kibicować jej na żywo! I niech mi ktoś powie, że to nie jest argument — bo ja osobiście bym się zgodził na kolejne pół roku oszczędzania, tylko żeby usłyszeć jak moje nazwisko leci w stadionowym megafonie razem z "Pegula wyszła na kort"! 💸 A co do tego Wimbledonu — no kurczę, ona tam doszła do finału w 2022, przegrała z Iga, ale kto nie przegrał z nią w tym sezonie? Przecież to tak, jakbyście mówili, że Lewandowski nie powinien dostać pomnika, bo raz nie strzelił gola w meczu towarzyskim! Jessica Pegula jest NASZĄ gwiazdą, nie amerykańską — no chyba że ktoś zapomniał, że ona ma PASZPORT POLSKI I AMERYKAŃSKI, i że przy każdej okazji mówi, że czuje się Polką! Stadion dla niej to nie fanaberja, tylko SYMBOL, że wreszcie mamy kogoś, kogo możemy nazwać "naszą", nie tylko przez kilka minut w tv, ale przez cały rok — kiedy gra w dublerkach, kiedy walczy o punkty w mniejszych turniejach, kiedy pada ze zmęczenia po treningu. I ten stadion może być TYM miejscem, gdzie się to wszystko składa w całość, a nie tylko jednym świetnym dniem w roku, kiedy akurat trafi się finał w USA. Stadion to nie docenianie jej aktualnych osiągnięć — to INWESTYCJA w TO, co może dopiero nadejść! 🔥 No i niech mnie cholera — jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości, to niech spojrzy na to, jak ta dziewczyna potrafi zmotywować się do walki nawet po porażce. Po tym finale z Iga w 2022 wracała do rywalizacji jak błyskawica — półfinał w Melbourne rok później, finał w Nowym Jorku w 2024. To nie jest przypadek, to jest CHARAKTER, który bije na głowę wszystkie te gadania o "trawniku nie dla każdego". Jeśli ona umie walczyć po porażce, to dlaczego my mielibyśmy nie umieć walczyć o jej własny kawałek ziemi? Boisz się, że zostanie tam tylko na parę lat? No to super — wtedy będziemy mieli historię do opowiadania wnukom, że kiedyś tam była nasza gwiazda, i że pomogliśmy jej postawić pierwsze kroki na drodze do wielkości! 🏟️🇵🇱
    Jessica Pegula grand slam tennis
    To loteria, nie piłka.
    GW GwizdekKrol229 Nowicjusz 11.08.2026 14:41 Cytuj
  • Ej, no ale wy w ogóle nie pamiętacie, jak to było, kiedy Krystyna Radwańska zagrała półfinał Wimbledonu i nikt jej nie budował stadionu, tylko my, kibole, podrzucaliśmy jej na trybuny żelki! 😂 A teraz mamy Pegulę, która ma finał US Open, półfinał Australian Open i jeszcze mamy te babki wrzeszczące, że nie gra na trawie — no wiesz, bo przecież Iga Świątek nie wygrała tamtych dwóch edycji Wimbledonu, więc co to niby znaczy?! Macie naprawdę jakiś problem z logiką albo tylko chcecie, żeby to był wasz prywatny święty Graal, żeby się wymądrzać, kto co kiedy wygrał?! Bo ja osobiście pamiętam 2018 rok, kiedy Polka doszła do finału French Open, i co? Nic nie było — ani stadionu, ani pomników, tylko zaklejone plakaty w Galerii Laury. A teraz gadacie o święcie 2024, jakby Jessica miała od razu dostać pomnik z kolanem ugiętym w hołdzie przed jej nazwiskiem! 🤬 Stadion to fajna sprawa, ale niech najpierw wygra te trzydzieści sześć5 turniejów Grand Slam, co jeszcze jej brakuje do rekordu, zanim zaczniemy się zastanawiać, czy jej budynek powinien mieć klimatyzację czy nie! No ale trudno…
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    TO TomekGornik1994 Nowicjusz 11.08.2026 16:29 Cytuj
  • ejże, no ale kto to tu znowu gra roszczeniowego eksperta od logiki? że niby Radwańska miała półfinał i nic — no dobra, ale Radwańska to była inna epoka, w piątkę pojechaliśmy na ten mecz do Londynu i spaliśmy po trzech w pokoju z dwoma obcymi facetami, którzy pili wódkę prosto z butelki, a rano obudziłem się z rysą na twarzy od krawata wiszącego na drzwiach szafy… i co? myślicie, że nikt jej nie kibicował? że nikt nie śpiewał? wrzucaliśmy jej setki złotych na konto kibica, bo to było nasze, polskie, i tyle. teraz mamy Pegulę, która nie tylko doszła do finału w Nowym Jorku, ale i cały rok gra na takim poziomie, że za oceanem mówią, że jest trzecią rakietą świata — i co? mamy siedzieć z założonymi rękami i czekać aż wygra trawnik, żeby dostać prawo do zrobienia jej pomnika z tektury? a skąd wy w ogóle wiecie, co tam się dzieje na kortach, skoro większość z was nawet nie ogląda jej meczów regularnie, tylko czeka na jakiś viral na tiktoku? i jeszcze ten argument o tym, że niby nie ma gwarancji, że stadion się nie zmieni w imprezownię — no to ja pytam: a gdzie jest gwarancja, że ona kiedykolwiek wygra Wimbledon? przecież jak się nie postawi fundamentów pod marzenia, to nigdy nic z tego nie wyjdzie. stadion to nie jest nagroda za jej aktualne osiągnięcia, tylko narzędzie, które jej pomoże te osiągnięcia pomnożyć — bo jak się ma własny kawałek ziemi, to się nie musi latać pół świata, żeby poczuć ten huk tłumów, który dodaje sił. pamiętam, jak mój stary, elektryk z Zawiercia, mówił mi kiedyś, że jak się chce zrobić porządną instalację, to nie oszczędza się na kablach. i teraz mamy sytuację, w której Jessica jest tym kablem — każde jej zwycięstwo to prąd, który płynie do naszych domów, do naszych serc, do naszych rozmów przy niedzielnym obiedzie. a wy chcecie oszczędzać na bezpieczniku, który miałby chronić ten prąd przed utratą? no nie bądźcie tacy…
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 11.08.2026 18:54 Cytuj
  • Pamiętacie, jak w zeszłym roku na French Open Jessica miała ten mecz z Swietoliną Czesnaczkową w trzeciej rundzie? Siedziałem w pubie z kolegami, transmisja była na ekranie, a jeden z nich krzyknął: "No wreszcie ktoś ją docenia!" — bo przez lata wszyscy gadali, że jej forehand jest fajny, ale nikt nie traktował jej jak poważnej pretendentki. A ona tam, w Paryżu, rozniosła Czesnaczkową w dwóch setach i nikt nawet nie pisnął. Dopiero jak doszła do ćwierćfinału, to media zaczęły pisać "o drugiej polskiej tenisistce w historii w czołowej dziesiątce". A ja wtedy pomyślałem: "No dobra, skoro już jesteśmy drugą, to może warto się zastanowić, jakim miejscem chcemy, żeby była." Stadion to nie fanaberia, tylko dowód, że w końcu dotarło do kogoś, że ta dziewczyna nie jest przypadkiem — tylko systemem, który działa i który warto podtrzymać. I nie, nie chodzi o to, że ją idealizujemy, tylko o to, żeby nie doprowadzić do sytuacji, że kiedy wreszcie wygra Wimbledon, to będzie musiała lecieć tam z biletem kupionym tydzień wcześniej jak zwykły kibic.
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    DU DumaStolicy1916 Nowicjusz 11.08.2026 22:26 Cytuj
  • No dobra, ale wy się nie dziwcie, że jak tylko usłyszałem o tym stadionie, to od razu przypomniałem sobie własne oszczędzania na bilet do Nowego Jorku — trzy lata temu, kiedy Jessica grała z Sabalenką w US Open, a ja kombinowałem, jakby tu zarobić te dodatkowe trzysta złotych na przelot. Byłem tak nakręcony, że nawet żonie obiecałem, że jak tam pojadę, to przywiozę jej piłkę z logo US Open, a ona mi na to: "Jak Pegula przegra w drugiej rundzie, to ja ci tej piłki nie dotknę". No i przegrała. Ale wiecie co? Mimo wszystko nie żałuję ani grosza, bo na trybunach było tyle energii, że czułem się jakby to była moja własna walka — tylko że ja wolałem oglądać ją na wygodnym fotelu niż na trójwymiarowym ekranie. To, co mówi NaszaDumaiProud, ma sporo sensu — stadion to nie jest jakaś fanaberia kibiców, którzy sobie myślą, że Pegula od razu stanie się lepsza przez sam fakt, że będzie miała własny kort. Tu chodzi o coś więcej: o to, żeby wreszcie mieliśmy miejsce, gdzie możemy być częścią jej historii na co dzień, a nie tylko w tych kilku tygodniach w roku, kiedy akurat trafi się jakiś ważny mecz. Pamiętacie, jak w zeszłym sezonie na turnieju w Miami stała taka mała grupka kibiców z flagami i transparentami? Mnie się wydawało, że to nic wielkiego, ale jak zobaczyłem jej reakcję po meczu — jak podeszła do siatki i machała do nas — to poczułem się, jakby właśnie dorzuciłem jej jednego punktu w rankingu samą swoją obecnością. Ale no jasne, że jest haczyk — nie można zapominać, że tenis to sport, gdzie każdy detal ma znaczenie, a Jessica dopiero teraz wchodzi w ten etap, w którym naprawdę może coś zmienić. Stadion to świetna sprawa, ale niech najpierw udowodni, że potrafi wygrać te ostatnie sety na największych kortach. Bo póki co, wiemy jedno: ma charakter, ma wsparcie kibiców, ale jeszcze nie ma tytułu wielkoszlemowego. I to nie jest żaden zarzut — to po prostu fakt, który musimy mieć na uwadze, zanim zaczniemy mówić o pomnikach czy stadionach. Bo póki co, to my jesteśmy jej drugim kortem — i póki co, ten kort jest dla niej najważniejszy.
    Jessica Pegula tennis fans
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    KA KarnyMaster Nowicjusz 12.08.2026 02:47 Cytuj
  • Ej, no ale kto to tu znowu kombinuje, że stadion to jakaś abstrakcja, jakbyśmy mieli wybierać między "albo finał Wimbledonu, albo beton pod jej nogami"? 🤡 Finał Wimbledonu to nie jest bilet wstępu do grona ludzkości, tylko kolejny etap w karierze — a my kibice mamy prawo do marzeń, które sięgają dalej niż te trzy sety na trawie! Macie pojęcie, ile razy oglądałem Jessicę w takim stanie, że ledwo stała na nogach, a mimo to walczyła jak lwica? Tyle razy, że policzyłem to na palcach jednej ręki — i wiecie co? Każdy z tych meczów to była lekcja charakteru, nie tylko tenisowa. A teraz mówicie, że stadion to przedwczesne? Przecież to tak, jakbyście mówili, że żelazko jest zbędne, bo przecież ubrania można suszyć na kaloryferze — no fajnie, ale skoro mamy już prąd, to czemu nie korzystać z niego w pełni? I jeszcze ten argument o tym, że niby nie ma gwarancji sukcesu — no super, ale gdzie jest gwarancja, że jutro nie spadnie nam kamień na głowę? Żyjemy w świecie, gdzie więcej ludzi zna Jessicę Pegulę przez jej imię niż przez to, że wygrała ćwierćfinał w Paryżu w 2024. A stadion? Stadion to będzie nasz wspólny dorobek, nasz mały wkład w to, żeby jej nazwisko nie zginęło między setkami innych tenisistek w amerykańskich ligach. I co najważniejsze — pamiętacie, jak w zeszłym roku na turnieju w Indian Wells staliśmy z transparentem "Pegula Power" i ona po meczu podeszła do nas, uśmiechnęła się i powiedziała "Dzięki, że jesteście"? To była chwila, która nie ma ceny. Stadion to nie będzie tylko budynek — to będzie miejsce, gdzie takie chwile będą się powtarzać, tylko że już na własnym terenie. I niech mi ktoś powie, że to nie jest wart sześciu cyfrowych liczb na koncie bukmachera! 💸🔥
    Najpierw pokaż swoje ROI 😏
    KR KrzysiekLech Nowicjusz 12.08.2026 05:52 Cytuj
  • A wy to teraz naprawdę proponujecie, że jak ona jeszcze raz nie wygra Wimbledonu, to wracamy do kwadratu jeden i zrywamy planszę? No dobra, ale co z tymi półfinałami Australian Open, tym finałem US Open, z tym, że przez cały 2024 rok tylko raz spadła poza Top 5? Gdyby ktoś jej powiedział cztery lata temu, że zagra w dwóch finałach wielkiego szlema w tym samym sezonie, to by go wzięli za wariata na ulicy — a teraz mamy tych gadaczy, co liczą, ile jej brakuje do drugiego tytułu? Przecież stadion to nie jest kontrakt na przyszłość, gdzie płacimy za to, czego jeszcze nie ma. To jest umowa z teraźniejszością — tyle, że podpisana na przyszłość. Ktoś tam pisał, że może się boimy o klimatyzację, a ja wam mówię: ja bym się bał, że przez te wszystkie lata, kiedy czekaliśmy na ten "jeden wielki skok", zapomnimy, jak to jest czuć, że jesteśmy częścią czegoś większego niż nasz własny salon i ekran telewizora. Pamiętacie, jak w 2016 roku staliśmy pod kortem w Katowicach i czekaliśmy, aż zaszaleje przeciw Agnieszce Radwańskiej w Fed Cup? Było nas dwunastu, z transparentem i z kiełbasą w plecaku, bo bilety kosztowały fortunę. A ona tam wygrała, i co? Nic nie zmieniło się na dłużej. Stadion dla Peguli to nie jest szansa dla jednej drużyny — to jest szansa dla nas wszystkich, żeby wreszcie poczuć, że nasz doping ma wagę, że nasze głosy słychać, że nie jesteśmy tylko tłem, tylko fundamentem. I czy ten fundament musi być betonowy, żeby trzymać? Czasem wystarczy, że ktoś wreszcie powie: "Tak, wasza obecność się liczy. I nie musicie latać za ocean, żeby to udowodnić." No i teraz pytanie do was: jeśli mielibyśmy dzisiaj stanąć przed decyzją, która dotyka nas osobiście — nie teoretycznie, nie przez ekran, tylko na żywo, z biletem w kieszeni i transparentem w ręku — to co byście wybrali? Stadion budować teraz, czy jeszcze raz czekać na ten jeden, jedyny moment, kiedy wreszcie usłyszymy jej nazwisko w finale Wimbledonu? Bo póki co, ta walka trwa — i my jesteśmy jej najważniejszym sędzią.
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 12.08.2026 09:20 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.