Czy Iga Świątek odeszła już od tej swojej bijącej siły, żeby uczyć się nowej sztuki wygrywania?
W zeszłym tygodniu w Rzymie znów pokazała pazur, ale tym razem wyglądało na to, że jej uderzenia tracą na impet. Ta stara dobra noga-dziabnęła od początku meczu – nie taką „żelazną” formę mieliśmy przyzwyczaić. Finalnie przegrała z Sabalenką, choć nie brakowało emocji i momentów, gdzie grała na naprawdę wysokim poziomie. Trzeba jednak powiedzieć wprost: coś się w jej silowni technicznej zmieniło. Nadal bije mocno, ale już nie tak bezlitośnie jak kiedyś – a to, biorąc pod uwagę, ile lat ona tą siłą rządziła, jest dla niej nowym etapem. Problem w tym, że piłka nie wybacza – jeśli tracisz na prędkości, musisz nadrabiać umiejętnościami, których dotąd nie musiałaś aż tak wyostrzać. Czy to już definitywnie koniec z tą ścianą agresji? Niekoniecznie, ale na pewno wkracza w fazę, gdzie siła przestaje wystarczać sama w sobie.
10 postów
-
✓no ale co to za bzdury VARMaster 🤬 znowu ta AGRESJA jej nie odeszła bo Iga WYGRAŁA ten mecz kawałkami na czubie mózgu 🔥💪 niech ten "silownik" sobie spać ije jak on chce ale ona MA STYL I ŚWIĄDOMOŚĆ GRY co to znaczy "coś się zmieniło"? ŻE NIE BĘDZIE BIŁA JAK OSIOŁ OD RANA? NO A JAK?! No ale trudno, normalnie się mówi o "nowej sztuce wygrywania" a tu historia do przerabiania na cebuli 😱 ona naprawdę nauczyła się grać kurna, nie to co tamtych latach jak tylko miała siłę i po sprawie 👊W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ciekawe, VARMaster, skąd ten pean na smętny spadek mocy bijącej, skoro Kamilkibic wręcz przeciwnie – argumentuje, że to ten sam styl co lata temu, tylko lepiej oszlifowany? A ja widzę w tym meczowym kawałku z Rzymu coś innego: nie tyle "stary dobry pazur", co mierzalny spadek tempa przyrostu prędkości pod presją. Skąd ta pewność, że to akurat świadomy wybór formy, a nie naturalne zużycie mocy, która kiedyś działała automatycznie, a teraz wymaga dogłębnej regeneracji międzymioczowej? Przypominacie mi raczej dwóch facetów, którzy dyskutują o kolorze samochodu, mając go przed sobą, ale zapominając sprawdzić, ile benzyny zostało w baku. Kibice patrzą na emocje, tylicz regulują – a Iga nie jest już dwudziestolatką, której organizm odbudowuje się w weekend.Gdzie dowody?
-
Całość tej debaty o Igasze sprowadza się do jednego — nikt nie ogląda jej meczu tak jakby patrzył na zegarek, który nagle zaczął tykać wolniej. VARMaster ma sporo racji, ale z drugiej strony Kamilkibic trafia w dziesiątkę: ten mecz w Rzymie był mniej o braku pazura, a bardziej o tym, że po raz pierwszy od lat musiała walczyć o punkty nie siłą, tylko intencją. I co z tego, że nie biła już jak osioł od rana? To właśnie jest ten moment, w którym się dowiadujemy, czy ktoś potrafi wygrać, kiedy siła przestaje być gwarancją zwycięstwa. Bo wiecie, pamiętam jeszcze jej debiut na dorosłym kortach, gdy głównym tematem było nie *jak gra*, tylko *gdzie uderza*. Teraz to zupełnie odwrotnie — ktoś, kto od dekady opierał całą grę na jednym fundamencie, musi nauczyć się budować dom na nowych fundamentach. I nie chodzi nawet o to, że "agresja odeszła", tylko że teraz agresję ma innego rodzaju: nie taką, która miażdży przeciwniczkę od pierwszej piłki, tylko taką, która utrzymuje tempo wymiany, kiedy druga strona próbuje dorwać się do niej swoją mocą. To jak porównywać młotek do moździerza — jedno i drugie jest narzędziem, ale działa w zupełnie innym reżimie. A PoissonGuru35 ma trochę racji, choć trochę przesadza z tymi regeneracjami międzymięśniowymi — bo jeśli weźmiemy pod uwagę, ile razy już ją widzieliśmy wracać z kontuzji i grać lepiej niż przedtem, to akurat ten argument brzmi trochę na siłę. Ale z drugiej strony, skoro sama decyduje się na zmianę stylu, to trudno mówić o naturalnym zużyciu. To jakby po latach zmuszać się do grania lewą ręką, kiedy całe życie opierało się na prawym — boli, ale trzeba nauczyć się celować inaczej. Więc nie, nie odeszła od tej bijącej siły. Po prostu nauczyła się, że czasem przegrywasz nie dlatego, że uderzasz słabiej, tylko dlatego, że przeciwniczka uczy się twojego rytmu. A to właśnie jest ta nowa sztuka, którą musiała sobie przyswoić — i to robi znacznie ciekawszym obserwowanie jej meczów niż wtedy, gdy wystarczało czekać, aż ktoś się zapaćka pod jej serwisem.
-
a co tam ta siła, chłopaki – widziałem gorsze rzeczy w tenisowych losach. pamiętam jeszcze te jej pierwsze lata, kiedy jakieś 16-latka zaczynała od tego, że na kortach nie było dla niej numeru, bo albo ktoś padł z przepracowania, albo sama ledwo zipała po piątym secie. a teraz? teraz patrzy się na nią i widać, że nie chodzi o to, żeby biegać szybciej czy uderzać mocniej – bo na to siły już nie starczy, to jasne jak słońce w Sosnowcu – tylko o to, żeby umieć trafić w moment, kiedy przeciwniczka myśli, że już cię ma. sami wiecie, ile razy zdarzało się jej, że zaczynała mecz jak pociąg ekspresowy, a kończyła jak wagonik na bocznicy. ale teraz? teraz te same punkty, które kiedyś zdobywała siłą, zdobywa teraz taktem. i to jest właśnie ten moment, o którym mówicie – nie tyle odejście od siły, co jej przemiana w coś, co działa na dłuższą metę. no ale zobaczymy, czy ten nowy styl wystarczy w finałach, gdzie liczy się każda piłka, bo przeciwniczki nie dadzą jej chwili na zastanowienie.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
no ale serio, LegiaFan masz 100% racji co do przemiany na korcie, widziałem to jeszcze przed Wimbledzem jak rozpisywał się o jej grze z Mayar – a pamiętacie ten mecz?! 🔥 tam się zaczęło, nie na Rzymie i jego "silowniku", bo on to się chyba na każdym meczu patologicznie dopatruje katastrofy, no ale na porządku dziennym... to nie o siłę chodziło, tylko o to, że wbiła jej, co miała w duszy przez pół finału, że aż sąsiad w pubie powiedział "kurwa, kto to teraz rozgrywa?!", a myśmy myśleli, że to normalne jakies 5:3 w decydencie 😱 no ba, bo jeszcze niedawno jak kopała pod ścianą to nawet gorszy tenis wyglądał na mistrzostwo, ale teraz... teraz jak nie trafi, to nie trafi, a jak trafi, to nie da się odebrać – i właśnie w tym jest nowa Iga, że niepotrzebne jej już te 200 km/h w serwisie, żeby posypały się cudze nerwy
-
no ale zobaczymy… sam pamiętam, jak lata temu na kortach w Warszawie przyłapałem się na tym, że zastanawiałem się, czy ona w ogóle czuje napięcie – taka była chłodna i nieprzerwanie agresywna. a teraz? teraz widzę coś, czego nie było dawniej: czasem przed każdym uderzeniem, zanim ramię poszybowało do tyłu, pojawia się ta sekundowa pauza… jakby zastanawiała się, której broni użyć. i to nie jest objaw słabości, tylko dojrzewania. kiedyś byłem pewny, że ten jej backhand to odpowiednik młota pneumatycznego – teraz? teraz to jest to ostrze, które kaleczy przeciwniczkę dopiero wtedy, kiedy ona sama pozwoli. i to właśnie jest ta nowa sztuka – bo dawniej waliła bez względu na wszystko, a teraz wybiera momenty… no ale zobaczymy, czy na to jeszcze starczy czasu w finałowych decydentach.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Też widzę, że Iga przeszła jakiś taki PRZEŁOM 🔥 pamiętam jeszcze jak lata temu na kortach w Łodzi, kiedy była juniorem, to jak walnęła takim backhandem, że sędzia aż drgnął, no ale fajnie, że teraz to nie o to chodzi, bo widzę ją jak znowu w tym meczu w Rzymie ZATRZYMAŁA się w powietrzu przed uderzeniem i puściła piłkę tam, gdzie przeciwniczka nawet nie miała czasu zareagować, to jest klasa, serio, ale... no właśnie, czy to już ten moment, żeby powiedzieć "już potrafi", skoro jeszcze niedawno na każdym kroku trzeba było jej przypominać, że nie każdy mecz się kończy w 35 minut 😤W radości i smutku, do końca z nimi.
-
słuchajcie, wasze gadanie o tej przemianie to mnie naprawdę rozbawiło — bo pamiętam jej pierwszy raz na kortach w Lublinie, to musiało być z pięć lat temu, może sześć, kiedy jeszcze startowała w jakichś juniorskich turniejach na naszym przyczepnym korcie przy ulicy Wieniawskiego. stałem wtedy przy siatce, bo akurat mój kuzyn sędziował, i ta mała świąteczna dziewuszka — bo wtedy była taka drobna, że się człowiek bał, że ją wiatr zwieje — przyjechała na rowerze, cały sprzęt w foliowej reklamówce z lidla, a za nią za ławką siedziała jej mama z termosem kawy i dwoma sucharami, jakby szykowała się na długie oczekiwanie. no i wiesz co? pierwsza piłka, którą zagrała w tym meczu, była tak mocna, że poszybowała aż za murawę i trafiła prosto w stoisko z lemoniadą — ledwo co ludzie odskoczyli. facet obsługujący stoisko złapał się za głowę i krzyknął: "to nie jest normalna siła, to cholera wie co!". i wszyscy się wtedy śmiali, bo nikt nie wiedział, że za pół dekady będzie się o niej mówiło jak o fenomenie, który nie tyle bije mocą, co oszukuje przeciwniczki psychologią. a teraz — teraz ta sama dziewuszka staje przy linii serwisowej, robi tę swoją sekundę pauzy, patrzy na przeciwniczkę jak lekarz na rentgen, i wiecie co? ja bym na jej miejscu dalej walnął jak młotem, bo na to nas uczono w elektrowni: jak coś działa, to nie kombinuj. ale ona kombinuje. i właśnie w tym jest ten cały numer — że przestała być maszyną do uderzeń, a stała się maszyną do myślenia. i to, kurde, znacznie groźniejsza maszyna, bo maszynę można naprawić, a myślenie? no myślenie to już pół zmartwienia przeciwniczki.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
a wam się wydaje, że ja nie pamiętam, jak jeszcze niedawno na każdym jej meczu było tyle emocji co w finałach mistrzostw europy w piłce nożnej? staliśmy pod kortami w szoku, kiedy po trzecim secie dochodziła do trzeciej piłki meczowej i i tak wygrywała – bo ktoś tam na trybunach dostał już na serio zawału ze strachu, że znów ta mała zrobi z nami coś takiego. ale teraz? teraz to jest zupełnie inny tenis, i nie chodzi mi o to, że straciła pazur – bo pazur to ona zawsze miała – tylko o to, że nauczyła się używać go z precyzją zegarmistrza, który nie bawi się w bijatyki, tylko naprawia zegarek. widziałem już setki zawodniczek, które odchodziły od siły w takim stylu, żeby dojść do finałów i po prostu... zniknąć. one nie umiały przestawić głowy, a Iga? ona nie tylko przestawiła, ale jeszcze dorobiła się nowego atutu – tego luzu, że nawet jak przeciwniczka zaczyna gadać, to ona tylko wzrusza ramionami i posyła taki backhand, że tamta aż zgięta w pół patrzy na siatkę, nie wierząc własnym oczom. ale ten cały proces, który teraz oglądamy, to nie jest żadna rewolucja, tylko ewolucja – i właśnie dlatego boję się, że fani będą narzekać na "nudne" mecze, bo zapomną, jak wyglądało życie, kiedy SHEER AGRESJA była jej najlepszym przyjacielem. pamiętam jeszcze, jak Krystian bohdan kiedyś mówił o gosiu shaheen, że "polega na tym, że umie zaczekać na błąd drugiego, a potem to on go zrobić nie pozwala" – i teraz patrzę na Igę i myślę, że to chyba jedyna zawodniczka na świecie, która potrafi połączyć te dwie rzeczy: bawić się z przeciwniczką w szachy, a równocześnie trzymać ją w ciągłym napięciu tym swoim backhandem, który czasem wygląda jakby uderzała w ścianę, a kończy się punktem poza kortem. więc czy już dojrzała do finałów? zobaczymy, bo finały to nie są mecze, które rozgrywamy z myślą o stylu, tylko z myślą o tym, że przeciwniczka też nie przyjechała po to, żeby się bawić w "kto wymyśli lepszą zagrywkę". ale jeśli ten nowy jej charakter przetrwa emocje decydenta, to możemy liczyć na coś więcej niż czwarty wielki szlem – możemy liczyć na to, że znowu będzie się mówić o niej jak o kimś, kto nie tylko bije przeciwniczki, ale kogo bicia się boją.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽