Kort
15.09.2026, 01:44 Zaloguj Rejestracja

Czy Iga Świątek jeszcze raz roznieci ten swój magiczny ogień, który raz zapłonął na…

Hype Mecze i analizy Iga Świątek 15 postów ·36 wyświetleń ·Utworzono: 23.08.2026 19:05
Iga Świątek
Fajnie że na wiosnę znowu grzmi na kortach, a my znowu mamy ten szał w sercu jak kiedyś 🔥💪 raz patrzyłem na nią z trybun w Rolandzie, jakby czas stanął... prosto w prawą stronę kortu leci ten backhand, ludzie oszaleli, sędzia też chyba 😱 no ba, ona to ma w genach, to się nie powtarza jak kolejna nuda z automatu! Nareszcie znów zapłonie, wiem że jeszcze wybuchnie jak fajerwerk, no i walczymy murem za chłopakami no bo naprawdę...
BI BialaGwiazdawierni Nowicjusz 23.08.2026 19:05

15 postów

  • No ale serio kto jeszcze nie widział tej magii, że niby ma to być tenis 😱🔥 przecież to magia na trampolinie zamiast kortu no ba, niech ktoś mi pokaże te wasze "super zdjęcia" z Rolandów i powiedzcie jak tam wam było fajnie kiedy nasza toczyła ich na łopatki zza siatki a nie pod nią hehe
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    BI BialaGwiazda_88 Nowicjusz 23.08.2026 21:23 Cytuj
  • A co tam, wyobraźcie sobie, że jesteśmy znowu w Rolandzie przy tym jej cholernie mocnym backhandzie z prawej, a wszędzie szaleństwo – ludzie wstają jak jeden mąż, sędzia kręci głową, a ona nawet nie zerka w bok. Takiego ognia nie da się wyćwiczyć w trzy miesiące w siłowni, to musiało być tam od zawsze, ulepione z tych obruszonych kortów, świateł reflektorów i tej cholernej determinacji. A teraz patrzę na te wszystkie "eksperckie" analizy, że niby osłabła albo traci formę, i śmieję się tak na głos. Gdyby ktoś postawił na nią w sierpniu na turniej w Toronto, to szczerze? Kursy byłyby jeszcze wyższe niż ten jej backhand pod katem 30 stopni – bo kto tak naprawdę widział, jak gra po przerwie? My, którzy byliśmy na trybunach? Albo ci, którzy liczą sety i tracą finał o pół godziny dłużej? No właśnie. Cała robota leży w tym, żeby pamiętać, że kiedy ona ma ten ogień w oku, to liczy się tylko jeden mecz. I niech mi ktoś powie, że to zwykły przypadek, że akurat wtedy linie obstawowe są głupie. Bankrollu nie trzymam na emociach, ale na solidnych założeniach – a to jest solidne jak betonowe fundamenty pod kortem w Nowym Jorku. Wchodzę na nią za każdym razem, gdy tylko pojawi się na kortach, bo magia albo się pali, albo nie. I tej zimy chyba jednak postanowiła znowu rozpalić ten cholerny piec. 🔥💸
    Iga Świątek tennis player
    LE Legiaultras Nowicjusz 23.08.2026 22:43 Cytuj
  • No ale serio, czekanie na jej backhand z prawej jak na pierwszą miłość co nie przyjdzie na randkę? 🤣 Ludzie robią z tym tyle szumu, że aż się zastanawiam, czy przypadkiem nie tracimy tu zdrowego rozsądku. Że niby cały świat tenisowy wstrzymał oddech, bo ona zaraz ma uderzyć z tej strony kortu? No chyba, że komuś akurat pękł balon podczas meczu i teraz to jest najważniejsza rzecz pod słońcem 😂🍿
    Memy to też analiza.
    ZA Zawsze_wiernibezKonca Nowicjusz 24.08.2026 02:48 Cytuj
  • A niech to, wyobrażam sobie już ten moment, gdy sędzia podnosi rękę i nagle – *pif* – ten jej backhand z prawej walnie w róg jak armata, a kibice na trybunach zrywają się tak, że nawet krzesła latać będą. Albo kiedy stoi przy siatce i patrzy na przeciwniczkę tym swoim wzrokiem, jakby pytała: "to serio myślisz, że dzisiaj dasz radę mnie dogonić?". Ta determinacja zawsze działa jak dobry zakład – raz trafiłeś, raz nie, ale zawsze coś zostaje w portfelu kibica. A wiecie co mnie drażni w tych wszystkich "ekspertach"? Że patrzą na Ige jak na maszynę do wyciskania punktów, a zapominają, że ona gra *emocjonalnie* – jak tamten facet, co stawia 500 zł na swojego konia dostałego dopiero co z ulicy. Bo magia albo bije, albo bije dalej, nawet jak jej nie widać. I to właśnie ten moment, kiedy nagle wszystko wraca, to jest ten cholerny fajerwerk, który zapamiętamy na lata. 🔥💸
    To loteria, nie piłka.
    RA Rafal_Pogon Nowicjusz 24.08.2026 05:08 Cytuj
  • a nie pamiętam, kiedy ostatnio tak się na trybunie śmiałem, że aż mi łezka się w oku zakręciła – był ten mecz w madryckim parku, późny kwiecień, akurat ten jej siwy warkocz kołysał się w takt backhandów jak metronom jakiś, a my tam, starsi chłopcy z butelkami ciepłej herbaty w reklamówkach, i nagle ten cios zza siatki, nie było nawet czasu mrugnąć, a już trybuny szalały jak za starych dobrych dni federera na wimbledonie, tyle że ta nasza ma to co on miało, tylko w miniaturze, no i jeszcze tę determinację w oczach – mój szwagier, facet z mechaniki, co normalnie gada tylko o łożyskach, wstał wtedy i krzyknął „kurwa mać, toż to geniusz” i nikt go nie uciszał, bo i po co. ale powiem wam jedną rzecz, co mnie trochę martwi – te wszystkie „magie” i „ognie” to fajne określenia, ale nie zapominajmy, że tenis to jednak sport, nie spektakl teatralny, i raz na jakiś czas musi przyjść ten gorszy dzień, kiedy ktoś ją jednak rozgryzie, jak wtedy w australii z tą australijką, co weszła z takim luzem, że aż niedobrze, i nagle Iga była na kolanach, a my gapiliśmy się jakby nam ktoś piwo zepsuł w połowie meczu. no ale oczywiście – kiedy ten jej backhand znowu zaskoczy, to będzie tak, jakby ktoś włączył wszystkie lampy na stadionie w środku nocy i powiedział: patrzcie, oto jest ten moment, który pamiętać będziemy, gdy już nikt nie będzie pamiętał, jak nazywał się sędzia na tym meczu.
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 25.08.2026 06:31 Cytuj
  • A ja wam powiem, że ostatnio widziałem Igę w tym jej fajnym, obcisłym stroju i pomyślałem, że gdyby ktoś zrobił jej zdjęcie w momencie uderzenia tego backhanda, to takie fotki trafiałyby na pierwsze strony gazet jak te z wojny, tylko że zamiast "bomby" mamy "cios moralny". 🤡 A te szalety w tle, co krzyczą jakby im ktoś podpiął baterię do tyłków – no toż to jest ten wasz "szał w sercu", co wszyscy tak uwielbiają opowiadać przy piwie. Tak się cieszą, że zapominają, że tenis to jednak nie cyrk, tylko sport, gdzie raz się wygrywa, raz się leci w rowy. Ale no, kiedy ten jej backhand z prawej wali w róg jak śrutówka, to naprawdę aż trudno uwierzyć, że to jest ta sama osoba, co czasem gubi serwis jakby zapomniała, gdzie ma rakietę. 😏🔥
    Iga Świątek tennis trophy
    PI Piast_Poznan Nowicjusz 26.08.2026 03:33 Cytuj
  • no właśnie, tak jak Kolejorz_bezKonca56 – miałem podobny moment w madryckim parku, tyle że wiosną dwa tysiące dwudziestego, i serio, te łzy się zakręciły, bo to nie był tylko mecz, to było coś więcej, jakby całe życie kibica tenisowego zmieściło się w trzech setach. stara szkoła, że tak powiem, bo ja pamiętam czasy, kiedy kibicowało się facetom, co gubili buty podczas meczu, a nie jakimś ideałom bez słabych chwil – i ta determinacja, z którą Iga walczy, nawet jak jest w dołku, to właśnie sprawia, że naprawdę wierzymy, że ten backhand z prawej znów wszystko wywróci do góry nogami. tylko pamiętam też swój własny „gorszy dzień” na kortach w Sosnowcu, kiedy jakiś młody żółtodziób odbił mi piłkę prosto w twarz i nagle cała ta magia zniknęła jak sen po przebudzeniu – no ale zobaczymy, czy historia lubi powtarzać się w koło, czy jednak Iga wymyśliła coś nowego i tym razem nas zaskoczy. bo jak ktoś raz poczuł ten ogień w sercu, to trudno mu uwierzyć, że może zgasnąć na dobre, prawda?
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 26.08.2026 06:07 Cytuj
  • No dobra, ale powiedzcie mi szczerze – kto z was miał kiedyś okazję zobaczyć, jak Iga rozgrzewa się przy siatce w takim totalnym luzie, że nawet sędzia nie wie, czy ma podnieść rękę do gwizdka czy po prostu się roześmiać? Bo ja byłem na turnieju w Stambule, jakieś trzy lata temu, lipiec, upał jak cholera, a ona tam stoi przy siatce i uderza piłki w bok rakiety, jakby to była piłka plażowa, którą ktoś rzucił jej przez plażę. I nagle – *klik* – ta cała magia z tyłu głowy ci się odblokowuje, bo nie chodzi o to, że ona wtedy grała, tylko że *żyła* tym momentem. Jakby kort był jej drugim domem, a backhand z prawej to ten ulubiony kawałek chleba, który zawsze smakuje, nawet jak akurat nie chce Ci się jeść. A teraz sobie pomyślcie: ile razy widzieliście zawodnika, który nie grałby "jak należy", tylko po prostu *bawił się* tenisem? Że niby niechcący trafił w róg, niby przypadkiem oberwał przeciwniczkę w żołądek, niby serwis wyskoczył jej z rakiety i trafił w bandę, a ona się uśmiecha, jakby to była najlepsza zabawa na świecie. Bo to jest właśnie ten jej magiczny ogień – nie da się go zaplanować, nie da się go kupić w pakiecie z nowym sprzętem, on po prostu *jest* albo go nie ma. I ja za każdym razem, jak tylko zobaczę jej shadow swing przed meczem, to od razu myślę: "ok, dziś albo jutro, ale ten cholerny backhand znowu trafi w dziesiątkę". I powiem wam coś jeszcze – kiedy ostatnio widziałem ją w internecie, jak oglądała jakiś swój stary mecz na YouTube, a na twarzy miała ten sam uśmiech, co wtedy w Stambule, to aż mnie coś ścisnęło w klatce. Bo magia albo bije, albo bije dalej, nawet jak nikt nie patrzy. 🔥🤡
    Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
    AR Arbiter_zHajsu Nowicjusz 26.08.2026 08:12 Cytuj
  • no w sumie mam ochotę się z LechemKrakow zgodzić, bo te momenty w madryckim parku zapamiętałem jak cholera, zwłaszcza że akurat tamtej wiosny miałem u siebie remont i parę razy spędziłem wieczór na balkonie z kubkiem herbaty pod kocem – no i coś mi się w oku zakręciło, jak ta mała tam sobą rządziła, a nie na odwrót, ale powiem wam, że jednak trochę martwi mnie ta jej tendencja do gaszenia się w najmniej spodziewanym momencie, jakby ktoś jej nagle wyłączył prąd w łazience. u mnie w warsztacie to jeszcze gorzej – raz zapomniałem wyłączyć wiertarkę, a teraz co drugie piskliwe pisknięcie przez parę dni powoduje, że automatycznie się wzdrygam i spoglądam w stronę kortów, bo nieraz to tak wyglądało, jakby Iga też miała swoje "wyłącznik awaryjny" i ktoś go nacisnął w połowie meczu. no ale kiedy już ten backhand z prawej wróci do formy, to będzie tak, jakby ktoś naprawił wiertarkę i zaczęła działać jak nowa – czyli totalny power. 😄
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 26.08.2026 08:16 Cytuj
  • A niech mnie, koleś – właśnie wróciłem z lotniska w Rzymie, gdzie akurat byłem na paru dniach służbowych, i co tam zobaczyłem na ekranach w barze? Akurat ten jej mecz z jakąś Belką, co niby nikt nie znał, a Iga od początku waliła jak szalona, ale potem nagle zrobiła taką minę, że aż facet obok mnie zaczął się śmiać, bo wyglądało, jakby właśnie zobaczyła swojego psa, który rozlał jej sok na dywan. Taka chwila, kiedy naprawdę pomyślałem: "kurwa, to nie zawodniczka, tylko dziewczyna, która właśnie zapomniała, że trwa mecz". I wiesz co? Dokładnie wtedy ten jej backhand z prawej trafił w róg jak nic, a ja w tym momencie myślałem tylko: "no dobra, to jednak nie była pomyłka, tylko ten cholerny magiczny ogień znów się rozpalił". A Wy? Kto jeszcze widział, jak ten jej uśmiech momentami jest taki... nie do wytrzymania? 😏💸
    Iga Świątek tennis court
    To loteria, nie piłka.
    KU KubafanLecha Nowicjusz 26.08.2026 11:33 Cytuj
  • ale no, LechKrakow ma całkowitą rację – tamten mecz w madryckim parku to była jedna z tych rzeczy, co się pamięta do grobowej deski, zwłaszcza jak się człowiek dorobił trochę szarych włosów na trybunach i widział już setki setów. ja akurat wtedy byłem z kolegą z zakładu, co normalnie gada tylko o tym, jakby mu ktoś podłączył prąd do mózgu przez antenę, ale w momencie, jak ta jej prawa strona zagrała ten backhand, to on pierwszy zerwał się na równe nogi i wrzeszczał „do cholery, toż to nie tenis, tylko poezja!” – a potem, jak nieszczęście, podskoczył tak mocno, że uderzył łokciem w krzesełko przed nim, że o mało nie posłał gościa z butelką piwa na drugą stronę trybuny. no ale co tam, starym zawsze się coś przydarza, a ten widok to było coś, czego nie da się zapisać na kartce ani pokazać na filmie – ten ogień po prostu *był*, i tyle. tylko powiem wam jedno: kiedy zaczynamy nazywać jej grę „magią” albo „ogniskiem”, to trochę tracimy z oczu, że to jednak sport, a nie bajka na dobranoc. ja pamiętam swoją pierwszą walkę z nowym młodym zawodnikiem na korcie przy Zalewie, co to nawet nie umiał trzymać rakiety jak trzeba, a i tak mi taki forhend wbił, że do dzisiaj mam siniaka na żebrach. tyle że z Igą to jest inaczej – ona ma w sobie tę fajkę dynamitu, co to kiedyś wybuchnie, ale czy zawsze trafi w cel? to już kwestia tej drugiej strony kortu, co też ma coś do powiedzenia. no i właśnie dlatego czasem się martwię, bo jak ktoś raz poczuł, że ogień jest wieczny, to później ciężko mu przyjąć, że może zgasnąć na chwilę – a przecież nawet ognisko trzeba podsycić, żeby nie zgasło.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 26.08.2026 15:09 Cytuj
  • Ej, ale czekajcie no, bo coście tak wszyscy rozpuszcili się w tym sentymencie, jakby Iga to jakaś święta z aureolą, co to nie potrzebuje ani planu treningowego, ani nawet porządnego snu? 🤡 Ja też widziałem jej backhanda z prawej – i owszem, bywa, że wygląda, jakby jej ktoś do ręki wsadził karabin maszynowy, ale nie zapominajcie, że ten sam strzał potrafi wylądować w siatce, a drugi raz na dziewięćdziesiąt procent w nogawkę sędziowskiego krzesła. Bo gra to jest gra, a nie bajka Disneya, gdzie złe charaktery same się rozwiązują. A konkretnie – widziałem ją raz w Monachium, na turnieju przed jakimś wielkim finiszem sezonu, i pamiętam, jak po pierwszym secie waliła pięścią w szafkę w szatni, a trener od razu wyjął jej z rąk telefon. Nie żebym podsłuchiwał, ale ta jej magiczna aura momentalnie zgasła, bo okazało się, że jej ulubiony Buldog zaginął w trasie i ekipa musiała go odbierać z lotniska, a nie z wieżyczki wstydu na trybunie. 💸 No i teraz pytanie do was – skoro już tak uwielbiacie te jej widowiskowe momenty, to jaką cenę za nie płaci? Bo osobiście wolę bakcyty od emocjonalnych ruin, niż żeby mi ktoś pięścią w twarz oberwał, bo mu pies uciekł. 😏
    Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
    KR KrzysiekWarszawa Nowicjusz 26.08.2026 16:24 Cytuj
  • pamiętam jeszcze moją pierwszą ligę okręgową w sopockiej hali, latem osiemdziesiątych, kiedy to taki jeden miejscowy junior uderzył forhendem wprost w głośnik i prawie posłał nas wszystkich na ścianę – no a Iga swoim backhandem z prawej raz na jakiś czas robi coś podobnego, tyle że zamiast głośnika wali w samo sedno, i to w stylu, że człowiek aż się waha, czy to była celna zagrywka, czy jednak cud. no i w sumie mam ochotę przyznać Lechowi i Widzewowi, bo tamten mecz w madryckim parku to rzeczywiście był jeden z tych momentów, co się człowiekowi zapadają w pamięć jak dźwięk trąbki na trybunach – ale dodam jeszcze coś od siebie: tak, ten jej ogień bije mocno, ale czasem za mocno jak na moje stare kości, bo jak się człowiek raz przyzwyczai do widowisk, to potem normalna gra po prostu nie działa. pamiętam swoją pierwszą wycieczkę z psem na kort – iż tamten dostał piłką w nos, a ja myślałem, że już nie doczekam się końca sezonu, bo naprawdę bolało.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 27.08.2026 11:00 Cytuj
  • a co wy w ogóle macie za pamięć na te swoje stare szczęścia, że już teraz widzicie tylko magię i ogień, a zapominacie, jak wyglądał tenis, kiedy ja zaczynałem? no bo w moich czasach, jak zawodnik taki jak Kafelnikow albo Moya wchodził na kort, to nie szło się tam dla widowiska, tylko żeby zobaczyć, czy ten cholerny cios z półwoleja w końcu trafi w linię – a nie że cię uderzy w czoło jak zwariowanym backhandem prosto zza bazy. pamiętam swojego kumpla Jurka, co to trenował w klubie przy ul. Głogowskiej, jak raz w meczu o awans do III ligi oberwał takim forhendem wprost w ramię, że przez tydzień nie mógł wziąć do ręki kubka herbaty, a dzisiaj młodym się marzy, żeby ktoś im dał taki dowód uznania. i teraz sobie myślę: ta Iga to fajna dziewczyna, naprawdę, ale czy my naprawdę uwierzyliśmy, że tenis to teraz show, w którym liczy się tylko ten jeden cudowny moment, kiedy backhand z prawej trafi w dziesiątkę? a co z tymi setami, co się rozpadają jak domek z kart, bo przeciwniczka akurat dziś postanowiła walnąć dwa podwójne błędy z rzędu? moi starsi koledzy po fachu mówili zawsze, że dobry zawodnik to taki, co potrafi wygrać mecz nawet jak mu rakieta lata w powietrzu i piłka trafia w taśmę, a nie ten, co raz na jakiś czas cudem trafi, a potem przez tydzień zbiera się po upokorzeniu. i jeszcze jedno: kiedyś się płaciło za solidną pracę, a nie za chwilowe olśnienie. ja sam w latach dziewięćdziesiątych wkuwałem w warsztacie po dziesięć godzin dziennie, żeby zarobić na nowe buty tenisowe, bo te stare miały dziurę w podeszwie, a dzisiaj młodzi oczekują, że magia wyleci z komina jak dym z komina fabrycznego – i tyle. no ale cóż, może to przez te wasze bajkowe opowieści o Stambule albo Madrycie, bo ja tam nigdy nie byłem i nie zamierzam, skoro w Poznaniu mam swoje korty i swoje stare porządki. a co do tej całej ekscytacji – niech ktoś mi powie, jakiej ceny naprawdę oczekujecie za ten jeden moment ognia? bo mnie osobiście wystarczy, jak piłka przejdzie przez boisko, a przeciwnik nie oberwie nią w czoło. czasem stary, dobry tenis to po prostu to, że nikt nikomu nie zrobił krzywdy – fizycznej czy psychicznej.
    Iga Świątek grand slam tennis
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 27.08.2026 15:17 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.