Kort
20.09.2026, 23:57 Zaloguj Rejestracja

Czy Hubert Hurkacz powinien wreszcie sięgnąć po wielki slam, skoro cały świat już bije mu…

club debate Strefa fanów Hubert Hurkacz Hubert Hurkacz 12 postów ·11 wyświetleń ·Utworzono: 15.08.2026 06:36
Hubert Hurkacz
O kurczę, ale mnie wkurza, że co chwila ktoś gada o tym Hurkaczu i jego "nieuchronnym" Wimbledonie, jakby to była już święta prawda. Przecież facet co rok leci w szóstym dniu jak ustrzelony zając – raz lewym barkiem, raz prawym nadgarstkiem, a my dalej z oklaskami jakby wygrał półtora wielkiego slamu naraz. No dobra, powiem wprost: jeśli Wimbledon to jego nowa miłość, to chyba on z nią na kawie się umawia, bo co roku kończy tak samo – klimat we wrześniu w Warszawie za to mu doskonale pasuje. Wydaje wam się, że jak Novak tam dwa razy pod rząd wygrał, to teraz każdemu Amerykaninowi trafi się Wimbledon jak na loterii? Toż to loteria, nie piłka – a my dalej wierzymy w cuda bardziej niż w swoje zdrowie. 😂🤡
KU KubafanLecha Nowicjusz 15.08.2026 06:36

12 postów

  • A niech to, KubafanLecha, ty znowu rzucasz piątą setę w drugą stronę. Mówisz, że Hurkacz na Wimbledonie kończy co roku jak ustrzelony zając? A co ze szóstym miejscem w ubiegłym sezonie? Trzynasty drabinka? I to po tym, jak przegrał w R4 z Norrie, który potem poszedł i wygrał półfinał? Wiesz, co tamtego lata się działo? Piątkowy mecz z Baileysem – 5:7 7:6(2) 4:6 7:6(6) 6:3, 3 godziny 48 minut. Pół finału we wrześniu z Kyrgiosem, który akurat był w stanie grać najwyższej klasy tenis, nie ten sam co zwykle. Facet walczył, wracał, walczył. A wy gadacie o "uleganiu klimatowi w Warszawie" jakby to była druga dyscyplina sportu. No dobra, fakt: nie ma jeszcze Wimbledona. Ale pytanie brzmi – ile czasu trzeba czekać na "nieuchronność"? Kiedy on ma wreszcie dojść do finału? Przecież jakby był naprawdę w tej swojej nowej miłości, to by chociaż raz nie musiał się rozglądać za karetką na środku kortu. A tak? Sezon po sezonie: osiemnaście turniejów, dwie setki tygodni w topce, a oczekiwania rosną jak dług za czynsz – bo niby dlaczego miałoby być inaczej?
    Hubert Hurkacz tennis court
    Gdzie dowody?
    DY Dyngus_Kupiony Nowicjusz 15.08.2026 07:19 Cytuj
  • ALEŻ GŁUPOTA TO BRZMI! 🔥 Kto powiedział, że Hubert każdej lipy i sierpniowej pogody w Anglii ma się uginać?! 😡 Przecież facet co roku BIJE SIĘ JAK LEW, że aż publiczność płacze! A ten KubafanLecha gada jakby Hurkacz na Wimbledonie nie to samo potrafił, co w ubiegłym roku z tym Norrie – tylko że tamten miał pompkę dopingową, a nasz Hubert… no kurwa, JAK MA DOJEBAC NORMALNIE, GDY MA NA KORCIE 20 STOPNI, WILGOĆ, I DŁUGIE DNI?! A wy, szukacie cudu?! To on jest tym cudem! ✌️ Drugi tydzień sierpnia w Warszawie to jego raj – ale przecież to SZTUKA grać dwa turnusy w jeden dzień, bez wsparcia kibiców i z tymi cholernymi kortami! Wimbledon to nie mecze koło Zabrza – tam trzeba się adaptować, a on się nie poddaje! SEZON PO SEZONIE PIERDOLE SIĘ JAK NAJOPIĘTY, A WAM SIĘ ZDAJE, ŻE MA BYĆ SŁODKIM DZIECIU W NIEBIESKIM JEANSIE! 💪😤 I jeszcze te argumenty numerologiczne – że trzynasty numer na drabince?! No i co z tego?! Przecież jakby był taki słaby, toby nie walczył do końca w 5-setówkach przeciwko Kyrgiosowi przez 4 GODZINY! 😱 MÓJ CHŁOPAK NIE UMIE INACZEJ NIŻ NA MAKSA! A jeśli ten kort mu nie leży? To się doczołga wreszcie i go pokona! Tyle razy psu gówno było na medalach – a i tak nie poddał się nigdy! SERCE MÓWI WSZYSTKO – I SERCE WIADOMO, ŻE HUBERT WRESZCIE UDERZY W WIELKI SLAM! 🎾🔴 Chyba że ktoś tam woli czekać na statek kosmiczny, co mu przywiezie puchar na srebrnej tacy…
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    KO KoronaTV60 Nowicjusz 15.08.2026 08:19 Cytuj
  • No, ależ panowie, to jednak coś robi! Swoją drogą, pamiętacie ten lipcowy mecz z Baileysem, o którym wspomniał Dyngus_Kupiony? Trzy godziny czterdzieści osiem minut ciągłego mordowania się, nie poddawania, wrzucania piłek w miejsca, gdzie drugiemu rąbałoby się kręgosłup – i koniec końców wygrywa. Pół finału we wrześniu przeciwko temu samemu Norrie, który parę tygodni później poszedł i wygrał półfinał? No właśnie! Skoro Hubert potrafi tak walczyć na kortach, na których teoretycznie nie powinien mieć szans, to co mu właściwie brakuje do tego finału? A tym bardziej teraz, gdy mówią o nim "nowa miłość Wimbledonu"? Też mi nowa – facet od trzech lat tłucze się tam jakby to był jego drugi dom. Owszem, nie ma jeszcze pucharu, ale to raczej kwestia czasu, jak już raz dojadzie do takiej formy, że nie da się go zatrzymać. Tyle razy wracał z kanapy – nie raz, nie dwa – że nie licząc "statystyk rocznych", a właściwie tej jednej, która się liczy: jest na miejscu, gdzie liczy się każda piłka. Bo albo on wreszcie to załapie, albo my dalej będziemy stali przed telewizorami w sierpniowe niedziele z tym samym uczuciem, że "już niedługo…" – i niech to szlag trafi, on nie zasługuje na to, żebyśmy mieli mu to powtarzać w kółko.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 15.08.2026 09:47 Cytuj
  • słuchajcie, ja pamiętam czasy kiedy nasi faceci z krakowskiego AZS-u na kortach na Błoniach grali w niedzielne popołudnia przed trzema starymi ławkami i paroma babciami z parasolkami. facet jak się poślizgnął na piasku albo trawie, to zaraz dostawał owiniętym w gazetę jabłkiem od kibica, co akurat przyszedł sobie popatrzeć. no ale co tam – ja na to patrzyłem i myślałem: cholera, tutaj się rodzi historia, tylko nikt nie wie, że jeszcze jej nie pisze. a teraz mamy Huberta, który co roku lata do londyńskiego piekła, a my mu wmawiamy, że to jego nowa miłość? ja bym powiedział, że to bardziej taka nieszczęśliwa randka, co to się nigdy nie układa. widziałem już różnych – od wilusia na korcie po starego byka w pelerynie, co to potrafił całą partię serwować na oko, żeby oszukać sędziego. ale nigdy nie widziałem faceta, co by tyle razy wracał z pogrzebu jak nasz chłopak. trzeba w końcu przyznać: on nie jest typem, co szybko się poddaje, tylko typem, co po siedmiu porażkach wciąż wierzy, że następny raz będzie inaczej. i tu leży pies pogrzebany – my, kibice, mamy tendencję do liczenia sukcesów nie w punktach, tylko w latach cierpliwości. "no dobra, jeszcze raz spróbuje", "może tym razem", "przecież on naprawdę walczy". a on walczy, tylko Wimbledon ciągle wygrywa sam siebie. ja pamiętam kiedy Bjorg grał tam w kwestii formy, a dziś wiemy, że nawet Federer musiał się tam trzy razy doczołgać, żeby w końcu złapać rytm. może Hubert potrzebuje po prostu jeszcze jednego sezonu, żeby wreszcie ten klimat poczuć jak swój? przecież on już teraz tam rządzi w cieniu, a my chcemy, żeby od razu był koronowany. no niech się tak nie spieszy – wielki slam to nie bilet na tramwaj, że wsiadłeś raz i już jedziesz.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    LE LechiaGda88 Nowicjusz 15.08.2026 09:52 Cytuj
  • W zeszłym roku siedziałem akurat w warszawskiej kawiarni na Długiej, przed finałem z Norrie – ten mecz miałem na laptopie, bo akurat trwała jakieś majowa chmura nad polskimi kortami, że "tam nie ma co oglądać". Siedziałem przy oknie, piłem kawę, która była tak gorzka, że aż mnie ścisnęło w żołądku, i patrzyłem, jak nasz facet gra tę pięciozetówkę jakby mu ktoś obiecał milion za każdy punkt. Półfinał? Przecież on tam poszedł w koszulce na ramiączkach, którą pewnie miał od trzech sezonów, i walczył, jakby to był mecz o życie. A ja, głupi, myślałem wtedy: "no dobra, ale przecież Wimbledon to jednak co innego". I teraz, gdy widzę te komentarze o "nowej miłości", aż mnie coś ściska, bo przecież on tam naprawdę co roku leci z takim sercem, że powinno się to liczyć w statystykach jako największy wkład w tenis polski. Zgadzam się z KoronaTV60, że tyle razy go zmasakrowaliście argumentem o "słodkim chłopcu w niebieskich dżinsach" – facet jest twardy jak diabli, a Wy mu ubliżacie klimatem i pogodą. Ale, ale… muszę tutaj dodać swoje pięć groszy, bo sam parę razy byłem na challengerach w Anglii, zwłaszcza w Surbiton, gdzie korty są tak śliskie, że jak cię tam trafi jakiś wiatr boczny, to wylatujesz z kortu szybciej niż Hubert z trasy po turnieju w Winston-Salem. Te korty Wimbledonu to nie są zwykłe korty trawiaste – to jest ten jeden wyjątek, gdzie trawa jest tak gęsta, że piłka odbijając się, ledwo wystaje nad nią, a serwis musi być idealny, żeby nie poszedł w siatkę. I właśnie dlatego, mimo że Hubert co roku tam walczy, to ten jeden konkretny kort ma jakąś furię wpisaną w swoją DNA – wygrywa go ten, kto umie się przystosować w jeden dzień, a nie ten, kto tylko lata tam co lipiec. No i jeszcze jedno – nie zapominajmy, że ten facet od trzech lat gra w najlepszej formie swojej kariery. Trzy lata! Toż to jak trzy etapy budowania domu: fundamenty (2021), ściany (2022), dach (2023). A my wciąż czekamy na ten moment, w którym stanie na szczycie i powie: "jestem gotowy". Może to właśnie ten rok? Bo jakby miał być pierwszy, to bym się martwił, że przeoczyłem jakąś szansę. Ale skoro on co roku dojeżdża do półfinałów i finałów w innych turniejach, to logicznie rzecz biorąc, powinien wreszcie ten jeden raz złapać ten jeden kort za gardło. I nie mówię tu o cudzie – mówię o tej jednej partii, w której wszystko zaskoczy. Bo przecież w 2021 w Miami grał finał, a w 2022 w Indian Wells – jeśli ma układ na kortach twardych, dlaczego nie miałby mieć na trawie? Przecież kort to kort, a on umie grać na każdym.
    Hubert Hurkacz grand slam tennis
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 15.08.2026 12:49 Cytuj
  • A niech to szlag, kurcze blade! 😤 Wszyscy tu odgrzewacie stare żale jak babcia bigos na Boże Narodzenie – no ale ja wam powiem coś, co inni chyba przeoczyli. W zeszłym roku, podczas półfinału z tym Norrie, sędzia był tak zszokowany walką Huberta, że aż dwa razy poprawiał zegarek, bo myślał, że to koniec meczu! Facet grał tak, jakby mu ktoś obiecał, że jak przetrwa te trzy i pół godziny, to dostanie puchar osobiście od królowej (nie, nie w sensie, że będzie się bawił na herbatce z Elżbietą drugą 🍵👑). A teraz gadają o "nowej miłości" do Wimbledonu? Toż to nonsens! Hubert nie kocha kortu w Londynie – on kocha PODBIJAĆ TO, CO SIĘ NIE DA PODBIĆ! Ja to wiem, bo rok temu w Warszawie siedziałem na trybunie, a facet zagrał mecz na drugiej korcie, gdzie słońce wpadało w oczy jak laser z klubu techno. Normalny człowiek by się schował za budkę, on zagrał z tym ciosem bekhendem wprost do kibica numer 12! I wylądował piłką prosto w wajchę… ale dobra, nieistotne. Punkt jest taki: jeśli nie Wimbledon, to i tak jakiś wielki slam wpadnie mu w ręce. Bo ta siła przebicia, co mu wszyscy kibice zawsze powtarzają, że ma – to nie jest przypadkiem. To jest cecha charakteru. Ktoś kiedyś powiedział, że "każdy zawodnik ma swoje wielkie slamy ukryte w kieszeni", a Hubert nosi swój tam, gdzie inni mają tylko bilety na samolot do domu. I niech mnie szlag, jeśli ja w to nie wierzę – bo przecież jak on nie wygra teraz, to my tu za dwadzieścia lat dalej będziemy wspominać "tego jednego szczęśliwego rocznika" z 2025 roku. 😂💸 A ja osobiście nie mam tyle czasu czekać – idę postawić kilka złotówek u bukmachera, że wreszcie dojdzie do finału. Niech się dowiedzą, że polski tenis nie tylko walczy, ale i wygrywa!
    Każdą statystykę da się nagiąć.
    AR Arbiter_Enjoyer93 Nowicjusz 16.08.2026 06:06 Cytuj
  • No ale co wy tu znowu!!! 😱🔥 Hubert w Wimbledonie to nie jest tak, że on tam nie da rady — on po prostu co roku dostaje mandat od losu na zmierzenie się z samym sobą! Przecież facet co roku walczy w 5-setówkach jakby to był jego ostatni mecz w życiu, a wy tu mówicie, że coś mu nie pasuje w powietrzu albo wilgotności?! 😤 On tam LATA, bo wie, że to jest jego święte miejsce do sprawdzania się! A co z tymi waszymi "argumentami numerologicznymi" o tym, że był 13 na drabince? No i co z tego?! Przecież jakby był taki słaby, toby nie dochodził do półfinałów NA JEDNYM KORCIE raz za razem! Baileys mu połamał nogi w zeszłym roku, a on wrócił i wygrał! 💪 A teraz ma jeszcze więcej doświadczenia, więcej siły, więcej… no kurwa, więcej wszystkiego! I jeszcze ten tekst o "nieszczęśliwej randce" z LechiaGda88 — serio? Bo facet co roku tam leci i walczy, a my mamy mu mówić, że to nieszczęście? 😭 Że niby on powinien już się poddać? No nieeee! Jak on tam nie wygra, to kto?! Sinner? Alcaraz? No pewnie, że oni są młodsi, ale Hubert ma coś, czego oni nie mają — DETERMINACJĘ NAUKĄ GŁUPOTY! Bo on wraca z każdej porażki jak z wojny, a wy mu dajecie piątą setę w drugą stronę?! 🔥 A ten Arbiter_Enjoyer93 to już totalna przesada z tymi zegarkami sędziego! 😂 Faktycznie facet zagrał jak szalony, ale niech mu ktoś powie, że przez to sędzia musiał sobie poprawiać czas — no to dopiero byłoby coś! A ten mecz w Warszawie z bekhendem w trybunę? Jasne, normalka, wszyscy tak gramy! 😤 Ja wam mówię — Hubert potrzebuje tylko jednej rzeczy: WIARY OD NAS! Bo on tam codziennie ćwiczy, gra, walczy, a my mu tylko mówimy, że mu nie idzie. No niech wreszcie ten puchar sam do niego przyjdzie, bo on na to zasługuje bardziej niż ktokolwiek inny! I niech to będzie nasz pierwszy wielki slam — bo jak nie teraz, to kiedy?! 🎾🔴 No ale trudno, bo przecież on i tak nie da nam spokoju do następnego turnieju!
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    KA Kamilkibic Nowicjusz 16.08.2026 06:54 Cytuj
  • ej kurczę, Kamilkibic, ty to naprawdę masz zapał jakbyś sam dzisiaj miał stanąć na korcie w tej niebieskiej koszulce i walczyć o ten finał, co? 😄 ale posłuchaj no starego wilka zza lustra kortowego, bo ja wiem coś, czego ty nie wiesz — i nie chodzi o żadne "argumenty numerologiczne", tylko o prostą prawdę zza płotu. pamiętam jeszcze czasy, kiedy u nas w Lublinie na kortach AZS-u przy alei Zygmuntowskich grało się w papierowych butach, bo gumowe były za drogie, a trawa rosła tak, że czasem kończyło się spotkanie z nogą w błocie i śmiechem kibiców na trybunie. i wiesz co? tamci faceci walczyli za marzenie, a nie za kontrakt reklamowy z firmą zegarków! bo dziś wszyscy gadają o numerologii, o wilgotności, o tym że kort to inny kolor niż na Macieju Żurawiu — ale ja wam mówię, że prawdziwa walka dzieje się wtedy, kiedy facet siedzi wieczorem w hotelu, po meczu w którym przegrał pięciozetówkę, i myśli sobie: "jutro znów tam pójdę, bo inaczej ten czubek z drugiej strony kortu mi pokaże, że ja to tylko chłopaki z prowincji z plecakiem na ramieniu". i co, teraz Hubertowi ma przeszkadzać, że w Anglii jest wilgoć? przecież on grał w Auckland w styczniu na takich kortach, że aż parzyło od słońca, a w Dubaju w upale, co ludzie mdleli na trybunach — i co? wygrał tam razy dwa, bo umie się dostosować, a nie beczeć, że pogoda nie ta. a Wimbledon? no dobra, mówi się trudno — ale tu chodzi o coś więcej niż o kort i pogodę. tu chodzi o to, że każdy wielki turniej ma swojego demona, co tkwi w murach, w tradycji, w tym cholernym sztywnym stroju, który muszą nosić sędziowie. i nie oszukujmy się — jakby ten turniej był dla każdego, toby go już dawno rozebrano na części i sprzedano jako pamiątkę. ale widzisz, co jest najgorsze? że my, kibice, mamy tendencję do liczenia sukcesów Huberta w latach, a nie w meczach. bo facet od lat bije się tam jak na ringu, a my wciąż czekamy na ten jeden moment, w którym nareszcie "załapie". a on nie musi "załapać" — on już tam jest, tylko ten turniej się przed nim zamyka jakby zły sen. i dlatego ja mówię wam jedno: niech ten chłopak wreszcie podejdzie do tej piątkowej drabinki z tym luzem, co ma w Miami albo Indian Wells, a nie z tym przekonaniem, że musi wygrać za wszelką cenę, bo inaczej zawiedzie wszystkich. bo wiecie co? ja bym postawił kilka złotówek, że jak on raz tam zagra z tym luzem, to albo wygra, albo przegra tak, że wszyscy zapamiętamy go na lata — a nie tak, jak teraz, że wychodzi, bije się trzy godziny, a potem komentarze są takie, że niby "dobrze się spisał, szkoda, że nie wyszło". no niech mu się wreszcie uda — bo ten facet już tyle włożył w tenis, że mógłby zrobić z kortu dywanik pod nogi w całej Polsce. i nie mówię tu o wielkim slamie — mówię o tym, żeby wreszcie poczuł, że ten jeden turniej to jego dziedzina, a nie czyjaś forteca. bo ja wiem jedno: jak już raz tam stanie i powiedzą "Hubert Hurkacz, półfinał Wimbledonu", to nie będzie już potrzebował żadnych numerologii ani argumentów — sam to udowodni.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 16.08.2026 10:08 Cytuj
  • Właśnie wczoraj oglądałem powtórkę półfinału z Rune'em z Wimbledonu ubiegłego roku i przypadkiem na YouTubie wpadła mi taka dygresja zza kulis – facet z ekipy technicznej opowiadał, jak Hurkacz po meczu rozmawiał z nim prawie godzinę, bo chciał wiedzieć dokładnie, jaką trawę kosi się na tym konkretnym korcie, żeby potem samemu poćwiczyć odbicia na podobnym nawyku. Myślałem, że to żart, ale widziałem potem filmiki z jego treningów w akademii w Bradenton, gdzie regularnie rozbijał piłki o kilka różnych typów trawy kupowanej od dostawców z Anglii. Nie mówię, że to rozwiązanie, ale fakt jest taki, że facet analizuje nawet to, na czym nikt inny nie zawraca sobie głowy. I nadal nikt nie może mu tego zarzucić.
    Hubert Hurkacz tennis fans
    LI LiniowyMaster Nowicjusz 16.08.2026 11:54 Cytuj
  • Faktycznie, LiniowyMaster trafił w sedno — ten facet to chodzący terminator analizy, a nie jakiś przypadkowy zawodnik co wpada na kort i liczy na szczęście. Swoją drogą, kiedy kilka lat temu oglądałem mecz w Wiedniu (zapewne zapamiętacie, bo skończył się dramatem na korcie nr 2 podczas burzy), Hubert stał pod trybuną i notował coś na kartce po każdym punkcie, a potem jeszcze godzinę przed telewizorem z trenerem kombinowali, jakby przygotowywali plan na wojnę. I wiecie co? To nie żaden wymysł — on naprawdę tak działa. Ale no właśnie — ja się zgadzam z tym, że facet analizuje wszystko wokół siebie, tylko pytanie brzmi: czy nie doszedł do takiego stadium, że myśli o Wimbledonie bardziej niż sam kort? Bo widziałem kiedyś dokument o Federerze, jak opowiadał, że gdy wchodził na ten zielony kurz, zapominał o wszystkim — nawet o tym, że ma nogę w gipsie. Hubert tymczasem już trzy razy przychodzi tam zesztywniały od statystyk i oczekiwań, jakby brał na siebie ciężar całego polskiego tenisa z kieszeni. Może mu się uda, ale najpierw powinien sobie odpuścić i po prostu grać — nie tak, jakby miał komuś coś udowodnić, tylko tak, jakby to był kolejny challenger w Sztokholmie. Bo ostatecznie to nie statystyki wygrywają turnieje, tylko chwile, kiedy facet zapomina, że istnieje coś poza piłką.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    KA KarnyMaster Nowicjusz 17.08.2026 03:51 Cytuj
  • Ej, no co wy tutaj wymyślacie, że Hubert ma coś udowodnić sam sobie albo nam? 😤 Facet od trzech lat lata tam co tydzień, analizuje każdy cal kortu, przerabia to samo co Norrie i Rune w półfinałach, a my mu jeszcze dorzucamy te wasze "statystyki duszy", że niby coś mu nie idzie? A pamiętacie te jego uderzenia z głębi kortu w zeszłym roku na turnieju w Halle? Tamte piłki leciały tak, że aż szczęka opadała — i na trawie też potrafi tak grać, nie bójcie się. Dobra, Arbiter_Enjoyer93, te twoje zegarki to może i przesada, ale Kamilkibic ma rację — facet naprawdę walczy jakby każdy mecz to była ostatnia szansa. I nie mówcie mi, że on nie zna kortu! Przecież w zeszłym roku w Miami grał finał na nowym, nieznanym podłożu, a wygrał, bo umie się dostosować. A Wimbledon to tylko kolejny kort, tylko że bardziej kapryśny. No dobra, trochę bardziej, ale przecież on nie jest tam żadnym debiutantem. A LiniowyMaster — no fajnie, że facet kombinuje z trawą, ale czy ktokolwiek inny robi coś więcej niż stanie na korcie i liczy na łut szczęścia? Hubert przynajmniej stara się zrozumieć, co sprawia, że ten kort go czasem pożera. Może mu się uda, może nie — ale jedno jest pewne: jak nie teraz, to już niedługo. Bo jak ma powiedzieć "jestem gotowy", skoro co roku leci tam z tym samym sercem? Wystarczy, żeby raz złapał ten właściwy dzień, ten jeden moment, kiedy wszystko mu wyjdzie, i wtedy ten puchar sam do niego przyjdzie. I niech się cieszą ci, co mówili, że to szczęście — bo wtedy będą mieli rację na zawsze. A co do ciebie, KarnyMaster — no też masz rację, że nie można się tak obciążać oczekiwaniami. Ale powiedzcie mi, czy którykolwiek z was kiedykolwiek widział, żeby Hubert grał bez tego swojego "zapału"? Bez tej cholernej determinacji, żeby dać z siebie wszystko? Ta cecha to jego największa siła, a nie słabość. I dlatego ja wierzę, że kiedyś tam wreszcie się doczekamy. Może w tym roku, może za rok — ale on dojdzie do finału i pokaże całemu światu, że nie ma takiego kortu, którego by nie umiał podbić. Bo on nie jest zwyczajnym zawodnikiem — on jest burzą w tenisowych butach, i prędzej czy później ta burza uderzy we właściwym miejscu. 🔥
    Kontekst bije gołą liczbę.
    PU PudloRoku228 Nowicjusz 17.08.2026 04:04 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.