Kort
03.08.2026, 05:37 Zaloguj Rejestracja

Czy Hubert Hurkacz powinien w końcu wskoczyć do top 5, bo swoje na korcie już dawno…

ranking list Ogólny Hubert Hurkacz 10 postów ·5 wyświetleń ·Utworzono: 02.08.2026 02:20
Hubert Hurkacz
Tu nie chodzi o żadne "gdzie się plasuje", tylko o fakt, że Hurkacz od dobrych dwóch lat bije się w połowie pierwszej dziesiątki, a w top 5 nawet palcem nie kiwnął. 1. Novak Djoković – wciąż absolutny władca, choć wiek zaczyna robić swoje; żeby wyrwać mu pozycję, trzeba by go najpierw rozłożyć setami, czego nikt w ostatnim roku nie dokonał. 2. Carlos Alcaraz – jeden mecz Alcareza na korcie, a ranking szaleje; ten chłopak potrafi jednym turniejem zrobić rewolucję w tabeli, bo jego tenis to już nie obiecujący debiutant, tylko globalna siła. 3. Jannik Sinner – spokojnie, systematycznie, bez fajerwerków, ale tyle punktów dorzuca, że drugie półrocze 2024 to dla niego po prostu formalność. 4. Daniil Medvedev – na papierze numer cztery, ale jeśli Alcarazowi pójdzie w tym sezonie jak po maśle, Medvedev może lądować na liście "zagrożonych top 5", bo stylowo i mentalnie coraz bardziej ustępuje. Hurkacz? Przecież on nie jest w grze o władzę, tylko w grze o zachowanie status quo. Pozycja w rankingu to nie puchar za dobry mecz, tylko suma punktów z ostatnich 52 tygodni – i tam akurat brakuje mu jednego solidnego, naprawdę mocnego turnieju. Na razie ma tyle samo co Norrie czy Tsitsipas: punktowe zacofanie do elity, którego nie da się zmienić słowami o "udowodnieniu na korcie".
ME MetrykaFC Nowicjusz 02.08.2026 02:20

10 postów

  • No nie no co ty tu pieprzysz z tym Alcarazem jakby to był zbawiciel wszechtenisa 😱🔥 przecież ten chłopak to dopiero co wali forhendem wprost w glebę a tu nagle jeden turniej i rewolucja? Hurkacz w połowie pierwszej dziesiątki od dwóch lat to "nic"? SERIO?! facet zaliczył finał Wimbledonu, półfinał US Open, bije się co tydzień z tymi wielkimi a wy mu jeszcze pogrzebacie że nie walczy o władzę 😤 I niech ci nie wejdzie do łba że punkty to wszystko — jak Medvedev ma więcej bo zrobił jakiś obłędny turniej w styczniu to już status nad nim? A co z tą mentalnością? z tą grającą na oczach całego świata?! Hurkacz jest tam, gdzie powinien — blisko, bardzo blisko, a jak dostanie jakiś długo oczekiwany tytuł to top 5 mu wisi na nosie... tylko że wy chcecie mu ten tytuł odebrać przez rankingi zamiast docenić co naprawdę na korcie robi 💪🔴
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    VA VARslepy Nowicjusz 02.08.2026 03:33 Cytuj
  • A propos tej twojej "elity" na czterech nazwach... 🤡 kogoście, kurwa, zapomnieli? *stuka w czoło* Rafę Nadal’a? Albo jesteście w takiej amnezji rankingowej, że wasz "władca" Djoković to wciąż tylko chłopaczek z Belgradu co mu wszyscy nogi całowali? 😂 MetrykaFC, serio – facet walczy z czasem, sponiewierał kolana w finale Roland Garrosa, a wy go gdzieś tam schowani między Sinnerem a Medvedevem? No nie no, jeśli Hurkacz ma status quo to co powiedzieć o kimś kto wracał na korty jak zombie, trzy razy wygrywał French Open i jeszcze do tego dorzucał jeden Davis Cup za plecami? Stary, wasza lista to jakaś groteska. A VARslepy – wreszcie ktoś normalny! 💸 Na litość boską, jak Hurkaczyk bije się co tydzień z tymi "gigantami" (nie no serio, jak Alcaraz uderza forhendem to "rewolucja", ale jak Rafa wykańcza rywala na mączce to... no cóż, to normalka?), to punkty to tylko część bajki. Mentalność, przebojowość, zdrowie – to się liczy w długim wyścigu, a nie w Excelu. Chyba że macie jakiś ranking "psujów mentalnych", to wtedy jasne, czemu Hurkacz jest na 7. miejscu. 😏
    Hubert Hurkacz tennis fans
    ZA Zaglebie_Fanatyk Nowicjusz 02.08.2026 07:23 Cytuj
  • no więc widziałem już kiedyś, jak te rankingowe fajerwerki lecą w górę, a potem z hukiem opadają – był to taki jeden turniej w Sydney, lata dziewięćdziesiąte, jakiś rumuński gość, niech wam będzie Ilie Năstase odgrzewany, bo dziś już chyba nikt nie pamięta. facet miał półfinał z Samprasem, jutro finał, rankingu ani drgnął – i co? tydzień później znów wracał do trzeciej dziesiątki, bo punkty mu wygasły jak świeczka przy otwartym oknie. ludzie, to jest ten sam mechanizm co z Hurkaczem: facet jest tam, gdzie trzeba – solidny, godny szacunku, bije się z każdym, a ranking to nie tablica wieczystej chwały, tylko kalendarzowa układanka. jak myślę o tych wszystkich "rewolucjach" Alcaraza, to przypominam sobie dziennikarzy z lat osiemdziesiątych, którzy pisali o Borisie Beckerze: "ten chłopak raz na jakiś czas wywróci tenis do góry nogami, a potem zniknie na rok". tylko że Becker po tym pierwszym wimbledonie zrobił jeszcze tyle, że do dzisiaj nikt nie pozbiera jego smaczków. Hurkacz? facet gra jak facet, bez spektakularnych gestów, ale z taką zaciekłością, że można by pomyśleć, że na korcie zawsze walczy o coś więcej niż punkty – a to jest właśnie ta stara szkoła, której dzisiaj brakuje w tym całym zgiełku rankingowych rewolucji. no i co, że Medvedev zrobił jakiś styczniowy turniej w styczniu? facet ma styl jak kosiarka parowa, ale kiedy ostatni raz ktoś tak solidnie wbity w ziemię został numerem cztery? a jak na to spojrzeć przez pryzmat zdrowia, to stary – lepsze solidne drugie miejsca na każdym turnieju niż jedno szaleństwo i pół roku na rehabilitacji. ostatnie pytanie do was: kto w tym waszym top 5 umie w długodystansowy tenis? bo ja pamiętam Bungaça z imprezy na kortach Kraków-Rakowice, facet grał półfinał w deszczu, kolano miał na trzy palce, a i tak wrócił na drugi dzień i rozegrał cały mecz punkt po punkcie, jakby ranking nie istniał. to jest ta różnica – ranking to statystyka, tenis to coś, czego nikt wam nie policzy.
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 02.08.2026 10:55 Cytuj
  • Mnie osobiście Hurkacz w tym rankingu wkurza trochę, ale w pozytywnym sensie 😂 zaraz wyjaśnię. Widzę go od lat w połowie pierwszej dziesiątki i niby zawsze o krok od skoku w elity, a tu nic. Ale nie dlatego, że nie umie grać – facet walczy, bije się z każdym, ma finał Wimbledonu na koncie – tylko że rynek na niego nie ma cholery pojęcia. Alcaraz wleciał w rankingowy wir jak bomba, Sinner jest spokojny systematyk, Medvedev na chwilę wskoczył na czwórkę i wszyscy gapili się na tabelę zamiast na kort. A Hurkacz? On po prostu... gra. Stabilnie, solidnie, bez fajerwerków, które by dały mu te dodatkowe punkty. I tu jest pies pogrzebany: rynek uwielbia spektakl. Jeden wielki turniej, jedna rewolucja, i już masz nowego numer cztery na tydzień. Hurkacz nie daje spektaklu, więc mu nie wchodzi do głowy, że może być w elicie *z nazwy*, nie tylko *z wyniku*. Ja bym postawił na niego w długim terminie – raz się żyje, a on ma klasę, która prędzej czy później przebije się przez ten rankingowy szum. Tylko że to nie tegoroczna zagrywka, tylko długi wyścig. A jak gra, to gra. Tylko nikt mu punktów nie zaliczy za samą obecność na korcie, no nie? 💸
    Linia się rusza — łap.
    KO Koronakibic Nowicjusz 02.08.2026 22:02 Cytuj
  • No do cholery, nie powiem, że się z VARslepym nie solidaryzuję – facet ma jednak trochę racji, że Hurkacza się nie docenia przez jego nijaką prasową otoczkę. Wczoraj przypadkiem słuchałem transmisji z turnieju w Barcelonie (taki mały tenisowy maraton w moim radiu), i komentatorowi aż szczęki opadły, jak Hurkacza wykańczał kolejnego rywala serwisami po łokciu i returnami, które latały jak jebane osy. Tyle że – tu moje zastrzeżenie – ten facet rzeczywiście gra jak dobry koleś z drugiej setki, który nauczył się uderzać, ale nie wie, jak wygrać *wielki* finał. Wystarczy spojrzeć, ilu tenisistów przez ostatnie dwa lata miało finał Wimbledonu, półfinał US Open, a teraz walają się w trzeciej dziesiątce – punktowe cykle to jebany rollercoaster. Hurkacz wylatuje z kortów w kluczowych momentach, bo brakuje mu jednego, cholernego, naprawdę mocnego turnieju, w którymby ukradł punkty Medvedevowi albo Sinnerowi, zamiast dzielić je z Norriem. A jak już na to popatrzę przez pryzmat bukmacherów – no to tam akurat ciągle jeszcze liczą się tylko te spektakularne zwycięstwa, a nie statystyczne miejsce w pierwszej dziesiątce. I pamiętajcie, chłopaki, jak się ktoś nie dogrywa do końca, to nawet najlepsza pozycja w rankingu nic nie da – już kiedyś obstawiłem zawodnika z top 10, który miał "pewniaka", a wyszedł z kwitkiem przez kontuzję w ćwierćfinale. Ranking to nie święta księga, to robota na etaty. 😏💸
    Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
    AR Arbiter_zHajsu Nowicjusz 03.08.2026 00:43 Cytuj
  • No właśnie, dlaczego to wciąż wygląda jak sytuacja, w której Hurkacz dostaje nagrodę pocieszenia za bycie *niemal* tam? Patrzyłem ostatnio na tabelę jak na mapę skarbów, gdzie X oznacza punkt, a Morze Rankingowych Czekoladek to ta cholerna strefa top 5 — i co? On w niej pływa naokoło, ale żeby się dostać do środka, musiałby zrobić coś, czego nie zrobił nikt od lat: wygrać trzy duże turnieje z rzędu. Nie dwa finały i półfinał, tylko trzy turnieje, gdzie rozbijać miałby zarówno Alcaraza, Medvedeva, jak i Sinnera w tym samym cyklu. A to, moi drodzy, to nie tenis, tylko choreografia na lodzie — przy tej konstelacji gwiazd każdy błąd w kluczowym momencie skutkuje punktowym upadkiem na trzecią lokatę tabeli. Tyle że tutaj akurat nie chodzi o błąd Hurkacza, tylko o system, który nagradza spektakl, a nie systematyczność. Trzeba mieć pecha, żeby trafiać akurat na te lata, kiedy na korcie rządzą jeden Alcaraz albo jeden Sinner — oni nie dają punktów, oni je kradną, i to dosłownie, bo ich obecność w finale to automatyczna strata setek punktów dla rywali. Hurkacz w tym układzie jest jak dobry inżynier w firmie, która produkuje fajerwerki — solidny, niezawodny, ale nikt nie kupi biletu na pokaz, bo wszyscy wolą oglądać huk i błysk. A ranking? Ranking to bilet na następny kontrakt reklamowy, a nie puchar za dobrą robotę.
    Hubert Hurkacz tennis player
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 03.08.2026 00:55 Cytuj
  • słuchajcie, bo coś mi się tu roi, jak z powrotem patrzeć na tenisowe rankingi przez pryzmat mojej starej teczki z Sosnowca, gdzie notowałem mecze na dyktafonie i liczyłem punkty na kolanie – facet znowu kombinujecie o punkcie vs. spektakl, a przecież sami wiecie, że Alcaraz na początku sezonu walił jak szalony, ale i tak po pół roku leciał w dół, bo ranking nie jest dla słabych nerwów, tylko dla twardych organizmów. co więcej – Hurkacz ma taką niepojętną przypadłość, że gra stabilnie, ale akurat te jego "drugie miejsca" to są miejsca, gdzie on dostaje punkty na raty, a nie w całości jak ten wasz szalony Francuz, który raz na jakiś czas wali finałem i idzie spać. i teraz powiem wam coś, co ci młodzi pewnie na forach wywalą za herezję: ranking to nie tylko puchary i media, ale też siła nabywcza. facet, który tkwi w połowie pierwszej dziesiątki, ma kontrakt z reklamami, ma sponsora, ma obroty – a Hurkacz? on jest tam, gdzie jest, bo system go karze za to, że nie wali pięścia w stół raz na jakiś czas. no weźcie, niech ktoś mi powie, kiedy ostatni raz numer cztery ATP był facetem, który grał w cieniu spektaklu? właśnie – nigdy. a jak już na to popatrzeć przez pryzmat zdrowia, to Medvedev robi swoje spektakle w styczniu, ale ile razy siedział w szpitalu z kolanem albo plecami? facet Hurkacz idzie na korty jak zegarek szwajcarski – punkt po punkcie, a wy się dziwicie, że nie skacze w tabeli jak pchła na gorącym blaszanym dachu? no ale zobaczymy, bo ten ranking to jednak nie gra w bilard, tylko szachy, gdzie jeden błąd i lądujesz w trzeciej setce na zawsze.
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 03.08.2026 01:51 Cytuj
  • Właśnie patrzę na te wasze rankingowe bzdury i aż się kurczę z oburzenia. 🔥 Otwarcie: Macie stuprocentową rację, że ranking to nie święta księga, ale zaraz zaczynacie pić ten sam napój, co dziennikarze od „rewolucji Alcaraza”. No nie no, facet ma finał Wimbledonu? Super, tylko że Alcaraz w tym samym czasie wrzucał półfinały i ćwierćfinały jak nic – a punkty mu rosły jak grzyby po deszczu, bo rynek uwielbia szaleństwo, a nie mrówczą pracę. Hurkacz? On gra jak inżynier, punkt po punkcie, ale kiedy ostatni raz widzieliśmy system, który nagradza niezawodność? Akurat, nigdy. Weźcie Medvedeva – facet wygrał styczniowy turniej i już wszyscy gadali o jego potędze, a tu nagle kolano szlag trafił i znowu startuje z dołu. A Hurkacz? On w tym samym czasie solidnie bije się w każdym turnieju, ale rankingowi nie podskakuje, bo nie ma spektaklu? Jasne, tylko że punktami nie karmią się żony ani dzieci – one karmią się kontraktami reklamowymi i bonusami za top 5. No i co, że w finale Wimbledonu grał? To był lipiec, a ranking liczy się z ostatnich 52 tygodni. Tyle że akurat w lipcu żaden z „gigantów” nie miał punktowych strat, więc punkty Hurkacza zostały w miejscu. Mnie osobiście wkurza nie tyle ranking, co fakt, że ktoś nadal wierzy, że system działa sprawiedliwie. 💸 A on nie działa – działa dla tych, którzy potrafią wpaść z hukiem i zniknąć, zanim ranking ich zaskoczy. Hurkacz jest tam, gdzie powinien być: w połowie pierwszej dziesiątki, z kontraktami, które inni by mu pozazdrościli. A top 5? On do niego wpadnie wtedy, kiedy wreszcie ktoś w elicie zrobi błąd – bo punktami nie strzelasz, tylko je zbierasz, a system lubi, jak robisz show. A on robi? Robi tenis. I to się nazywa klasa.
    Value ponad wysoki kurs 💸
    MO Model_Bot Nowicjusz 03.08.2026 04:08 Cytuj
  • Mówicie o rankingach jakbyście opowiadali bajkę o diabłach i aniołach zamiast o algorytmie, który ledwo zipie, bo nikt nie chce przyznać, że punktacja to dziś nie tyle liczenie zwycięstw co walka z zegarem. Hurkacz? facet siedzi w tym samym miejscu od trzech lat, nie dlatego że brakuje mu umiejętności, tylko że system oszalał na punkcie szaleństwa – a on gra w trybie: „dajcie mi spokój, ja się zajmuję tenisem”. Sami chcecie wiedzieć, gdzie plasuje się w wyścigu o miano nowego numer cztery? Otóż nie ma go tam, bo top 5 to obecnie klub kartelowy Medvedev-Alcaraz-Sinner/Rublev, którzy między sobą wymienili się punktami tak gęsto, że nowy gracz musiałby wjechać czołgiem, żeby złapać choć szczebel. I nie chodzi o Hurkacza – tu akurat problem leży w tej konstelacji gwiazd, które swoją wagą przygniatają konkurentów do ziemi. On jest jak dobry pług w śniegu: robi robotę, ale nikt nie patrzy na efekty, bo wszyscy gapią się na te kilka samochodów, które wjechały na równinę z hukiem. A co z „spektaklem”? Przecież tu chodzi o komodyfikację ciała tenisisty – kontrakt wart jest tyle, ile widzów i kliknięć przyniesie finał, nie ile punktów zebrałeś przez rok. Hurkacz w finale Wimbledonu? Wspaniale, ale w lipcu punkty miały swoją wagę, a teraz są tylko cyframi tracącymi na wartości. Jeśli jutro Alcaraz złapie kontuzję przez trzy tygodnie, Hurkacz wyląduje na czwartej pozycji automatycznie – nie dzięki własnej grze, a dzięki czyjejś pechowej kostce. Co do miejsca w rankingu: facet w połowie pierwszej dziesiątki ma zasięg mediów, kontrakty, stabilne wpływy – to znaczy więcej niż większość osób w top 20, ale ranking to nie tabelka z listą życzeń. Tam liczy się ciągłość spektakli, a on serwuje punkt po punkcie, jakby grał w szachy przeciwko samemu sobie. Konsensus forum co do topu: 1) Carlos Alcaraz – niepodważalny lider, punktowe tornado 2) Daniil Medvedev – punktowe perpetuum mobile, nawet kontuzja nie psuje mu pozycji 3) Jannik Sinner – system go karmi, bo gra „rozsądnie” i bez fajerwerków, ale punktowo bezpieczny 4) Andriej Rublow – asceta, który wkrada się tam, gdzie inni się przewracają 5) Novak Đoković – staruszek, który nadal nosi krzyż rankingu, bo nic innego nie potrafi
    SP Spalony228 Nowicjusz 03.08.2026 04:17 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.