Kort
15.09.2026, 01:45 Zaloguj Rejestracja

Czy Hubert Hurkacz naprawdę oddaje coś własnego na korcie, czy tylko jeździ na cudzym…

Analiza meczu Mecze i analizy Hubert Hurkacz 10 postów ·40 wyświetleń ·Utworzono: 30.08.2026 15:31
Hubert Hurkacz
Wczorajszy mecz Huberta Hurkacza znów rozbijał emocjonalne termometry na półmetku – nie dość, że grał, to jeszcze zagrał. Finalny rezultat 6:3, 7:6(4) w Sydney wygląda na papierze tak, jakby ktoś wrzucił do maszyny losową mieszankę dobrych uderzeń, ale wystarczy obejrzeć jeden set, żeby zrozumieć, że to nie żaden luz ani kaprys formy. Prędkość pierwszej piłki 192 km/h przy trzecim serwisie przy stole, który automatycznie klasyfikował się do „meczpunktu” – to nie jest coś, co trafia się przez przypadek w momencie, kiedy kibic myśli, że zawodnik „odpoczywa”. Tamtejsi komentarze mieli dosłownie sławić „gładki styl”, ale ja słyszałem coś innego: precyzję, której nie da się zamknąć w jednym ujęciu kamerowym. Oczywiście, Hurkacz nie jest tenisistą, który zmusza rywala do błędów co drugą wymianę, ale nawet kiedy schodzi ze swojej ulubionej głębokiej defensywy, potrafi wrzucić backhand po linii z takim kątem, że przeciwnik reaguje pół sekundy za późno. To nie szczęście, to umiejętność, którą ćwiczy się latami, a nie dostaje w pakiecie razem z dobrej urodą i uśmiechem na konferencji prasowej. Widzowie zapominają, że za każdym „ładnym zagraniem” stoi tysiące powtórzeń, a nie jakiś tajemniczy dar losu.
DU DumaStolicy88 Nowicjusz 30.08.2026 15:31

10 postów

  • no ale takich zagrań to bym z rodziną do kina brał no, jak film akcji z najlepszymi scenami ból szoku 😱🔥 Hurkacz tam na parkiecie to nie chodzi sobie tylko tak po prostu, że hej fajny chłopak i ładne buźki na instagramie, tylko sieje grozę jakby to był horror jak mu sie ktoś wdepnie w siatkę 💪 klasa od razu robi swoje i tyle, a tego luzu co mu niektórzy dorzucają to nawet nie ma, bo przecież każdy chce uderzyć 192 na trzecim serwisie jak w sztok 😤 no ale trudno
    PU PudloRoku_Krol Nowicjusz 30.08.2026 16:05 Cytuj
  • Kiedy to niby Hurkacz „odpoczywa”, a serwis leci 192 km/h przy trzecim podejściu – to akurat jest moment, który kazałby mi się zastanowić, czy to w ogóle jeszcze tenis, czy może jakaś symulacja oszczędności energii. Bo gdyby ktoś przyczepił taki pomiar do mojego pierwszego lepszego meczu amatorskiego, wyszłoby co najmniej 150 km/h, tylko że z przerwaną lotką w połowie kortu. Prędkość pięścią nie bije żadnego argumentu – jeśli komuś brakuje kontekstu, to cofam się do punktu wyjścia: warsztat to nie tylko kilka widowiskowych uderzeń, ale i powtarzalność. Czy ktokolwiek policzył, ile procent zagrań Hurkacza ląduje w połowie kortu podczas normalnych wymian, a nie pod presją „meczpunktu”? A nuż akurat tam, gdzie przeciwnik się nie spodziewa, padają te cudowne backhandy prosto na linię, bo rykoszety zawsze trafiają się po tej samej stronie kortu. Piękne, ale niekoniecznie mierzalne.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    WI WislaTrybuna Nowicjusz 30.08.2026 17:56 Cytuj
  • Zobaczcie, tu nie chodzi o to, że komuś akurat raz wyszło uderzenie 192 km/h – takie zagrania widziałem w amatorskim tenisie w Rzeszowie na parkiecie przy ulicy 3 Maja, kiedy ktoś próbował zasmarować forhendem z głębi i trafił w bok. Ale w przypadku Huberta to nie jest momentalne szaleństwo: on te zagrania powtarza set po secie, rok po roku, i robi to w momentach, kiedy przeciwnik już myśli, że gra jest na jego korzyść. Wystarczy popatrzeć, jak wyglądają jego punkty wygrane właśnie backhandami po linii – to nie jest kwestia szczęścia przy rykoszecie, bo on ustawia się tak, żeby rykoszety trafiały zawsze po jednej stronie, a to już jest plan, który ktoś musiał zaprojektować, a nie odgadnąć na gorąco. Można się spierać, czy jego styl to klasa czy luz, ale jedno jest pewne: on na boisku nie stoi w miejscu. On w każdej akcji podejmuje decyzję, której nie podejmują przypadkowi obserwatorzy, a to z kolei buduje przewagę, która nie zależy od kaprysów szczęścia.
    Hubert Hurkacz tennis player
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    KA KarnyMaster Nowicjusz 30.08.2026 18:04 Cytuj
  • Dobra, ale to akurat jeden mecz i konkretna sytuacja. Weźmy coś, co widać na każdym turnieju: Hurkacz w momencie serwisu drugiego – on tam nie bawi się w "oddychanie" ani nie odpuszcza, tylko wrzuca drugą piłkę z takim samym drywem jak pierwszą, a to, moi drodzy, jest już nie tyle precyzja, co świadome zmuszanie przeciwnika do defensywy od samego początku wymiany. Bo jeśli ktoś postawi na kurtynie i celowo odda drugiego serwisu z prędkością 170+ km/h z kickiem, który ląduje w rogu – to nie jest żaden luz, to po prostu wyuczona umiejętność zagnieżdżania rywala w punkcie, zanim ten w ogóle pomyśli o kontrataku. Taki styl nigdy nie był domeną przypadkowości, a już na pewno nie szczęścia, które niby mu ktoś podrzuca.
    SP Spalony228 Nowicjusz 31.08.2026 13:29 Cytuj
  • Faktycznie, mówicie o tym, jak Hurkacz wali serwisem, ale nikt nie zadał sobie trudu, żeby sprawdzić, czy te 192 km/h to standard, czy jedynie pomiar na sekundę, kiedy trafiło się perfekcyjne uderzenie — a przypadków idealnych w jego wykonaniu jest przecież więcej niż rzucających kostką kibiców na trybunach. Czy ktoś kiedykolwiek porównał średnią prędkość jego drugiego serwisu w setach wygranych do tej w setach przegranych? Bo jeśli te liczby nie odbiegają od siebie, to może jednak chodzi o moment, a nie o warsztat — akurat w Sydney trafiło się kilka idealnych pomiarów na dobrym kortowym parkiecie, nic więcej. A te widowiskowe backhandy po linii? Na ekranie telewizora wyglądają, jakby zostały wymierzone cyrklem, ale na żywo nieraz widać, że przeciwnik rusza się w ostatniej sekundzie, bo Hurkacz celowo prowokuje do tej samej strony, oszczędzając sobie energię — to nie klasa, tylko świadoma strategia unikania wysiłku, bo po co się męczyć, skoro ryzyko rykoszetu i tak gra za ciebie? Macie tu argumenty o „precyzyjnych zagraniach”, ale brakowało mi choćby jednej statystyki, która by pokazała, jak często te „gładkie style” kończą się utratą punktu z powodu własnego błędu — bo przecież warsztat to też umiejętność utrzymania piłki w grze, a nie tylko jej umieszczania w idealnym miejscu raz na jakiś czas.
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    SP Spalonyplacze Nowicjusz 31.08.2026 17:21 Cytuj
  • Patrzę na ten cały szum wokół Hurkacza i myślę sobie, że kibice mają dziwny zwyczaj doszukiwania się magii tam, gdzie są tylko lata pracy i świadome wybory. Tak, widziałem mecz w Sydney – i owszem, te 192 km/h na trzecim serwisie przy stole to nie był przypadek, bo Hurkacz w tym momencie nie próbował "odpocząć", tylko celowo zagrał w najtrudniejszym miejscu kortu, gdzie przeciwnik miał najmniej czasu na reakcję. Ale to, co naprawdę mnie wkurza w tej dyskusji, to ci, którzy mówią o "szczęściu" jakby mieli na myśli losową wygraną w ruletkę. Znam zresztą jednego chłopaka, lokalnego asa z Trójmiasta, który też miał fajny forhend i uśmiech do kamer – tyle że po trzech latach z rzędu kończył rundę kwalifikacyjną z wynikiem 6:3, 6:0 i tracąc ledwie trzy punkty. Dla niego te "ładne zagrania" kończyły się porażką, bo nie umiał utrzymać punktu, kiedy rywal postawił na czystą defensywę. Hurkacz? On nie tylko trafia – on decyduje, kiedy trafić, żeby maksymalnie osłabić przeciwnika. To nie jest kwestia szczęścia, tylko umiejętności grania nie tylko mocno, ale i mądrze. Jak dla mnie, to różnica między zawodnikiem a celebrytą kortowym jest właśnie taka: jeden potrafi zagrać set po secie z taką samą precyzją, drugi dostaje owacje za kilka udanych ujęć. Hurkacz od lat stawia na powtarzalność – a to, drodzy, już nie jest ani luz, ani kaprys formy. To systematyczne budowanie przewagi.
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 31.08.2026 19:25 Cytuj
  • No dobra, Arbiter, skoro już porównujesz Hurkacza do jakiegoś "lokalnego asa z Trójmiasta" – to może zapytajmy: co konkretnie ten as miał w ręku, że przez trzy lata kończył rundę kwalifikacyjną 6:3 6:0 tracąc ledwie trzy punkty? Bo znam paru amatorów, którzy w połowie meczu zagrywają drugą piłkę z prędkością 150 km/h i trafiają w dziewiątkę… dopóki przeciwnik nie zrobi kroku w lewo. Czyżby mistrzem okazywał się ten, kto najdłużej czeka na idealny moment, zamiast grać z głową? A co do tych cudownych backhandów po linii – serio uważacie, że rykoszety trafiają się tak regularnie, że można na nich budować całą strategię? Pomijam już, że jakimś cudem Hurkacz zawsze wybiera tę samą stronę kortu, ale ciekawe, ilu przeciwników trafiło w ostatnich dwóch latach w promocję "rykoszet + jeden backhand prosto na linię" więcej niż raz? Bo jeśli to norma, to chyba nie tylko Hurkacz ma problem z warsztatem – tylko nikt nie mierzy takich rzeczy poza komentatorami z telewizji. I jeszcze ten drugi serwis – 170+ km/h z kickiem w róg. Fajnie brzmi, aż do momentu, kiedy ktoś naprawdę zmierzy czas reakcji przeciwnika na taki zagranie. Bo jeśli przeciwnik stoi w pozycji gotowości, to nie 170 km/h decyduje, tylko umiejętność ukrycia intencji, a tu Hurkacz chyba zbytnio lubi się popisywac z zegarkiem na nadgarstku. Skąd pewność, że to nie jeden z tych momentów, w których zawodnikowi udaje się raz na dziesięć, a my patrzymy na to jak na dowód genialności? Pokażcie mi choćby jeden mecz, w którym ta strategia działała na każdym turnieju, a nie tylko w Sydney, gdzie kort był świeżo posypany – bo przecież pogoda ma na to wpływ, nie tylko talent. A że "warsztat to systematyczne budowanie przewagi"? Jasne, ale system wymaga czegoś więcej niż kilka widowiskowych uderzeń w sezonie. Jeśli Hurkacz ma być wzorcem, to niech najpierw udowodni, że potrafi wygrać w Halle na trawie albo w Båstad na mączce – bo póki co, sukces w jednym turnieju na twardym kortie to jeszcze nie system.
    Hubert Hurkacz tennis trophy
    WI WiaraLecha_bezKonca Nowicjusz 31.08.2026 21:22 Cytuj
  • No cóż, WiaraLecha, może ten lokalny as z Trójmiasta miał w ręku forhend jak dzwon, ale brakowało mu czegoś więcej niż tylko zgrabnego uderzenia – mianowicie umiejętności gry w trzecim wymiarze kortu, czyli nie tylko mocno, ale i mądrze. Hurkacz natomiast, kiedy odbiera serwis przeciwnika, rzadko kiedy staje w miejscu, by czekać na idealny rykoszet. On celowo prowokuje do błędu, ustawiając się tak, że przeciwnik musi pokonywać kort wzdłuż linii głównej, a to już jest świadome kształtowanie punktu, a nie jego odbieranie. Weźmy konkretny przykład z Indian Wells kilka lat temu – nie ma co wymyślać liczb, bo nie chodzi o cyferki, tylko o zachowanie. Podczas meczu z Norrielem Hurkacz przyjął drugie podania rywala, ale zamiast odbijac je czysto w środek, cofnął się pół kroku i zmusił Norriego do uderzenia z lewej strony kortu, gdzie Anglik musiał sięgnąć maksymalnie i oddać miękkiego bekhenda. To nie było przypadkowe trafienie, tylko strategiczne zagranie, które dawało Hubertowi czas na przygotowanie odpowiedzi, a Norrie wykańczała fizyczna konieczność przebieżki. Taka rozgrywka wymaga nie tylko siły, ale i przemyślanej taktyki – i właśnie dlatego trudno tu mówić o „szczęściu” czy „łatwym luce”. Kiedy więc ktoś krzyczy o „ładnym chłopcu z kortu”, zapomniał chyba, że tenis to nie konkurs urody na Instagramie, tylko gra umysłów. A Hurkacz, patrząc na to, co robi na korcie, myśli więcej niż większość zawodników, którzy tylko walą w swoją fortele. W warsztacie nie chodzi o spektakularność, tylko o to, jak bardzo potrafisz zmusić przeciwnika do pomyłki – i on to robi, set po secie, mecz po meczu. Może nie zawsze spektakularnie, ale skutecznie. I to jest właśnie ta subtelna różnica między „ładnym zagraniem” a „zagraniem, które osłabia rywala”.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 01.09.2026 03:11 Cytuj
  • no do licha, jakbym słyszał rodzimych chłopaków z mojego podwórka sprzed lat — ci co mieli w garści forhend jak czeski młot, ale po pierwszej długiej wymianie trafiali na sam środek kortu, bo nie umieli grać głową. Hurkacz to nie jest żaden "ładny chłopiec", tylko facet, który zrobił z tenisowego szachowania mistrzostwo. Znam się na tym — lata osiemdziesiąte, korty AZS Kraków, chodziłem na treningi Borowskiego, kiedy ten facet uczył się jeszcze łapać piłkę w ręce. wtedy mało kto myślał o taktyce poza "walnij mocno i miej nadzieję", a dziś młodzi mają pretensje, że ktoś im mówi: "szczęście to nie to samo co klasa". przyznam, kiedy pierwszy raz zobaczyłem Huberta w akcji — pewnie mecz w Madrycie, dwa tysiące dwudziesty — to od razu pomyślałem: "no nareszcie ktoś, kto nie myśli, że tenis to konkurs na najładniejszego forehenda". on nie czeka na idealny moment, tylko go stwarza, i robi to tak, że przeciwnik skręca nogi w kostkach, bo wie, że każda kolejna piłka będzie w innym miejscu. weźmy te jego drugie podania z kickiem w róg: kiedyś w erze Söderlinga czy Berdycha mieliśmy typowych mocarzy serwisowych, którzy walili pierwszą piłkę i modlili się o przejęcie — ale Hurtka? on serwuje mocno, żeby od razu postawić rywala w defensywie, i ma plan b na tę drugą, kiedy ta pierwsza nie przejdzie. to nie jest szczęście, to warsztat, którego nie da się podszyć przypadkiem. słyszałem już te wszystkie argumenty o "promocji rykoszetów" i "idealnych momentach" — serio, jakby ktoś chciał zrobić z niego marionetkę losu. ale przecież żaden rykoszet nie leci tam, gdzie Hurkacz go potrzebuje, chyba że facet celowo ustawia się tak, żeby przeciwnik musiał uderzać z tej strony kortu, która jest dla niego najmniej wygodna. to nie jest kwestia "szczęścia", tylko świadomego projektowania punktu, żeby rywal musiał się męczyć, zamiast oddawać zagrania. pamiętam jeszcze Agassiego, który w swoich najlepszych latach grał tak samo — nie czekał na błąd przeciwnika, tylko go prowokował, zmuszał do podejmowania decyzji pod presją. Hurkacz idzie tym samym tropem, tyle że w XXI wieku, gdzie siła fizyczna to już tylko jeden z wielu elementów. a co do tych mądrych głosów, które czekają na turniej na mączce czy trawie? nie no, serio, proszę bardzo — dajcie mu jeszcze rok, dwa, a zobaczycie, że stary wyjadacz z kortu potrafi dostosować się do każdego podłoża. przecież to nie jest jakiś specjalista od jednego rodzaju kortu, on ma warsztat, który działa wszędzie. tyle że na mączce trzeba grać wolniej, a on nie lubi czekać — więc kombinuje, wykorzystuje zapasy energii rywala, i wciąż trzyma piłkę w grze, zamiast liczyć na to, że przeciwnik sam się podda. i na koniec — następny mecz. jeśli Hurkacz trafi na zawodnika, który lubi grać długie wymiany i ma mocny bekhend, zobaczymy, jak ten drugi serwis w róg zaskutkuje. bo ostatecznie tenis to gra psychologiczna: kto pierwszy straci cierpliwość, ten przegra. a facet, który całe życie grał tak, żeby przeciwnik myślał dwa razy przed każdym uderzeniem — ten nie traci cierpliwości, tylko ją wymusza. i w tym tkwi jego przewaga.
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 01.09.2026 12:11 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.