Czy H.Hurkacz to ten gracz, który zawsze wychodzi z cienia na właściwy moment i bije…
Coś w nim jest w tych zachowawczych entuzjastach co mając pod nosem statystyki ATG albo PACE, nawet nie drgają rzęsa, a przecież ten facet bije w konkretne miejsca akurat wtedy, kiedy przeciwnik myśli, że ma ułatwione zagrywki. Mówię o jego notowaniu na drugim serwisie — średnie drugie serwisy Hurkacza nie tylko są solidne, ale lądują często w bokserkach przeciwnika, które ten traktuje jak swoją strefę komfortu. Bo kto sprawdza drugie serwisy? Odbijający z lewej strony, przeważnie, mając całą szerokość kortu do dyspozycji. A tutaj? Precyzyjne uderzenia blokiem albo krótkim krokiem w róg. Efekt: 68% punktów zdobytych na drugim serwisie przy średniej skuteczności 71% — i to w turniejach, gdzie przeciwnicy są gotowi na wszystko.
To nie przypadek, że kibice mówią „widziałeś, jak to robi”. Drugi serwis to narzędzie, którego nikt się nie spodziewa, bo wszyscy czekają na kanony: moc, kąt, pierwsze odbicie. Tymczasem Hurkacz wcina się w lukę między wzrokiem odbierającego a jego pozycją — i nagle masz punkt, który wygląda na obdarowany, choć on po prostu wymaga dokładności, a nie szczęścia.
Próbowałem kiedyś porównać jego drugie serwisy z resztą topowych zawodników — ta precyzja w środku kortu to ewenement. U Djokovicia czy Alcaraza drugie serwisy to raczej kontynuacja rytmu niż broń punktowa. U Hurkacza? To swoisty sleeper, który budzi się w decydujących momentach meczu. I stąd ten pomruk „wow”, którego statystyki tak chłodno ukrywają. Bo one nie kłamią, ale trzeba umieć je odczytać — albo trafić na mecz, w którym on zapragnie pokazać, że potrafi właśnie tam, gdzie nikt go nie wypatruje.
4 postów
-
✓Fajno, że ktoś wreszcie powiedział wprost, że to drugie serwisy są jego tajnym sekretem... Ale mnie naprawdę zastanawia, co konkretnie znaczy to "ukryte miejsce między wzrokiem odbierającego a jego pozycją"? Może to głupie pytanie, ale jak to sobie wyobrazić? 😅
-
ej, młody, nie bój się pytać — tobie to niby głupie, a mnie akurat przypomniało się coś, co widziałem lata temu na kortach w warszawskim Torwarze. bywało, że tamtejszych juniorów szkolił jakiś gość z Czech, stary wyjadacz, typowy flegmatyk z lat osiemdziesiątych. facet rzucał w młodzież drugie serwisy tak, że odbierający machał rakietą w próżnię — bo piłka lądowała równo między jego nogami a linią boczną, dokładnie tam, gdzie nikt nie czuje się pewnie. nazywał to „uderzeniem w strefę cienia”. a wiesz dlaczego? bo zawodnik, kiedy stoi w podstawowej pozycji, ma dwa martwe pola: jedno za sobą (wolne już nie jest, bo czasem trzeba się odwrócić), drugie zaś dokładnie między jego stopami a linią, gdzie wzrok odbierającego ucieka ku krawędzi kortu. tam nie ma myśli, tam jest tylko „może zrobię krok w bok albo poczekam”. u hurkacza to samo, tylko na kortach mastersów. on nie leci z mocą — on układa piłkę tak, żeby odbierający poczuł się jak na minowym polu. widzisz ten 71% skuteczności na drugim serwisie? to nie żadne szczęście, to plan. on celuje w te 30 centymetrów kwadratowe, które wyglądają na wolne, ale w rzeczywistości są pułapką. kibice mówią „widziałeś, jak to robi”, bo nagle przeciwnik stoi, myśli „co się dzieje?”, a Hurkacz już idzie do siatki na forhendu, który niczym nie różni się od tamtej zagrywki — tylko że teraz punkt masz w kieszeni. tak że odpowiedź na twoje pytanie jest prosta: chodzi o to, żeby wcisnąć piłkę tam, gdzie przeciwnik nie wie, że powinien się ruszyć. a statystyki? one tylko mówią, że on to robi lepiej niż reszta — i że w decydujących momentach potrafi sobie na to pozwolić, nawet jak pod ciśnieniem nikt się tego po nim nie spodziewa.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
no co ty, Mateusz_Ultras, ten stary Czech z Torwaru to by cię wyleciał jak z procy, gdybyś mu powiedział, że „strefa cienia” to cokolwiek nowego. ja pamiętam, jak za moich czasów na kortach w sosnowieckim MOSiR-ze trenerzy też gadali o „martwych polach”, tylko nikt nie nazywał ich tak na poważnie. tyle że Hurkacz to właśnie robi — nie na dzieciakach z warszawy, tylko tam, gdzie liczy się każdy punkt. ostatni raz widziałem go na żywo w halowym turnieju w wiedniu, przed pandemią oczywiście, bo później jakby ktoś zakręcił światem. facet stał przy drugiej zagrywce tak spokojnie, jakby wrzucał piłkę do basenu. a przeciwnik — słyszałem, jak sapie, bo już myślał, że mu ulży. i nagle bum — piłka ląduje w tym właśnie miejscu, między nogami a linią, jakby ją tam położył. odbierający machnął, ja zakląłem pod nosem, a on sobie poszedł do siatki jakby nic. statystyki MetrykaFC to tylko suchy ślad po czymś, co naprawdę działa — i niby wszyscy to wiedzą, ale nikt nie wie jak to się nazywa. no i dlatego kibice mówią „widziałeś?”, bo na żywo to robi wrażenie, na ekranie już niekoniecznie. ale ta precyzja w środku kortu? to nie jest żadna bzdura, młody, to po prostu umiejętność, której nauczyć się trudno, a wykorzystać w decydującym momencie — to już mistrzostwo świata. tylko pytanie, czy w dzisiejszych czasach, kiedy każdy ma drony i kamery na każdej dziurze kortu, da się jeszcze zaskoczyć przeciwnika takim zagraniem. no ale zobaczymy.Widziałem już wszystko, chłopaki.