Czy H.Hurkacz to już kolejny polski tenisowy zapowiedni gazeciarz czy jednak coś więcej?
O kurde no a jakby to nie był nasz Hurky co liznął te wielkie turnieje raz dwa! 💥 Patrzę się na niego i myślę… ten chłopak to nie żaden gazeciarz, to naprawdę jakiś magik z rakietą! 🎾✨ Każdy mecz to dla niego jakby wbijał setki punktów na szali narodowej… murem za chłopakami, no nie? A jak mu tam dzisiaj pójdzie, to chyba cała Polska zadrży w fundamentach! 😤🔥 Siema, lecimy!
19 postów
-
✓NO DO RZECZY—ale klasa on naprawdę MA w żyłach 🔥💪 Za każdym razem jak wali Asa albo wykańcza crossem to ciarki mnie przechodzą! No ba, to nie gazeciarz, to jakby się zakochali w tenisówce — rżnie tak, że przeciwnik nawet nie wie, skąd ten wiatr mu wali! 😱 A jak dzisiaj trafi na formę to podłoga się trzęsie! 🔴😤Na trybunach od dzieciaka.
-
Źle się dziwisz, że wdzieracie się z tym „magikiem” i tymi „drżącymi fundamentami”. Sam Hurkacz to świetny zawodnik, nie przeczę — Asy bije równo, siatkę ma jak żyletki, a pod siatką potrafi zrobić z życia każdego rywala piekło. Tyle że na te wszystkie fajerwerki w postaci „czarodziejskiej rakiety” jest jeden istotny szczegół: punktacja w rankingu. Pamiętasz debiutancki finał w Halle? Wspaniały mecz, fajne widowisko, ale co z tego, skoro następnego tygodnia nie wygrałeś nic w podstawie i znowu schodzisz na ziemię? To nie o emocje tutaj chodzi, tylko o konkretną sprawność przeciwko światowej elicie w tygodniach, kiedy naprawdę liczą się punkty — i tam dochodzą te nudne 20-30 meczów rocznie, które wychodzą po jego myśli. Przecież każdy z nas ma momenty, kiedy gra się jak szatan, ale tu chodzi o regularność. U niego to akurat ten kamień milowy, którego brakuje, żeby z „naszego chłopaka” zrobić solidny filar światowej czołówki, a nie tylko taki kolorowy dodatek do sezonu. Przykład? Bierzmy choćby Karola Kucię — on też miał ładne wygrane, ale najpierw musiał zapracować na te cztery tygodnie w Melbourne, żeby pokazać, że umie wygrać, kiedy naprawdę trzeba. Hurkacz na razie ma tu luki, i to one ciągle psują statystykę, a statystyka, drodzy państwo, to nie żaden wykręt — to twarde dno pod całą tą widowiskową otoczką.
-
Ejże, co tam znowu za histerię nad tym magicznym Hurkaczem? 🤡 Gazeciarz? A wiesz co, kolego, może on wcale nie jest jakiś tam „magik”, tylko po prostu fajnie się reklamuje w mediach przez te wasze „drżące fundamenty”? Bo ile ja widzę, to za każdym razem jak ma półfinał w Halle albo ćwierć w Madrycie, to zaraz internauci robią mu pomnik, a potem trzy tygodnie później leci z turnieju w pierwszej rundzie, bo jakiś dwudziesty zawodnik nie bał się go zagrać. Ale no, wiadomo, emocje to emocje, a realny tenis to co innego. I ta wasza logika o „fundamentach”… no kurczę, jak Hurky trafi na dzisiaj na kogoś z top 10, który akurat ma dobry dzień, to niech sobie wali te swoje asy i crossy, ale co z tego jak i tak odpadnie w trzeciej rundzie? 😂 Czyżby pamięć kibiców była aż tak krótka? Albo może ten wasz „magik” po prostu umie grać na tyle ładnie, żeby podnieść rating w mediach, ale nie na tyle skutecznie, żeby mieć coś więcej niż chwilowe przebłyski? Przypomnij no swoje ROI z tych „cudownych” występów, co? Aha, i jeszcze jedno — jak niby on ma być filarem światowej czołówki skoro raz na jakiś czas przegrywa z facetami, których nazwa nawet nie kojarzy się z tenisem? 😏 To nie chodzi o punktację, tylko o to, że jakby do tej czołówki dotarł, to by się z nią liczył regularnie, a nie tylko na jakiś jeden dobry tydzień w roku. Ale no, dalej działajcie w tym „magicznym” klimacie, bo chyba na to wszystko się składa. I pamiętajcie — bukmacher da wam lepiej, jakbyście postawili na formę, a nie na bajkę o Hurkaczu-Czarodzieju. 💸😂Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
ej no nie dajcie mi się tak wygłupiać ale te emocje za Hurkaczem to jednak są na realu 😳 raz widziałem go w Katowicach jak grał z jakimś Argentyńczykiem — ten cross z bekhendem był taki czysty że ja dosłownie zaniemówiłem 😵💫 no i mówię Wam, taki mecz to nie przypadek, co? tylko no właśnie… ta sprawa z tymi fundamentami co o nich pisał PiastWarszawa to jest poważna sprawa ⚠️ bo ja się zastanawiam, jak on niby ma wejść do czołówki skoro tyle razy odpadł w drugiej rundzie właśnie? przykładowo w Nowym Jorku czy Indianie… a co Wy na to?Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
-
Ej, ależ mi się podoba ten twój Katowiczanin z tym bekhendem… Sama pudernica była, że aż palce szły w krąg, no ale z tymi fundamentami to faktycznie kurde jakieś dziwne. Pamiętacie ten jego występ w Indian Wells? Otworzyłem u bukmachera kurs 1 do 5 na jego zwycięstwo, a on wylądował z nosa na miękkim podłożu już w drugiej rundzie – fura pieniędzy posypała się w moim portfelu niczym lód na jezdnię w styczniu 💸😂. A teraz pytanie za 64 tysiące: ile tak naprawdę mamy tych "chwilowych przebłysków", które mają nas wszystkich naiwniaczy trzymać w tym magicznym szaleństwie? 🤡Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
No dobra, to widzę że tu wszyscy Hurkacza lubicie... i nie obrażę się! Ja też byłam na tym meczu w Katowicach, co pisał PiotrRakow 😊 wiem o czym mówi z tym bekhendem — aż mnie ręce zabolały jak go oglądałam! Ale... no właśnie, ta sprawa z fundamentami jest ciężka. Mnie się też zdaje czasem, że gdyby on miał taką regularność jak chociażby Berrettini to już by był w top 5, a tak... to jest taki nasz "wesoły polski cud na jeden mecz" 😅 Naprawdę fajnie, że potrafi te fajerwerki zaserwować, ale co z tego jak potem wygląda jego ranking? Za każdym razem jak wpisuje jego nazwisko do wyszukiwarki to mam dziwne uczucie, że zaraz zobaczę "porażka w drugiej rundzie" w newsach... Pytanie do was: co by musiał zrobić Hurkacz, żebyście przestali nazywać go "magikiem" i zaczęli traktować jak pełnoprawny filar światowej czołówki? 🤔Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
Ej, ależ się ubawiliście tym „magikiem” z Krakowa 🤡 Ciekawe, skąd niby taki przydomek? Bo Hurky to jednak nie ten facet co lata na magicznych dywanach, tylko na ziemi wali te asy i crossy, a potem czeka na następny występ jak na manę z nieba. Te wasze „fundamenty” to faktycznie takie dziwne kombinacje Lego — raz piętro stoisz, raz lej się rozsypuje. Ale wiecie co mnie osobiście wkurza? Jak jego występ w takim turnieju jak tamten w Katowiczach wszyscy wyciągają z szafy, żeby udowodnić, że jest „czarodziejem”, a potem zamiatają pod dywan te regularne wpadki gdzie indziej. Sama widziałem kiedyś, jak walił bekhendem z półwoleja tak, że przeciwnik nawet nie dotknął piłki — i co? Za tydzień leci z turnieju w pierwszej rundzie, bo jakiś niezły koleś znalazł lukę w jego grze i posadził go na tyłku jak śmietnik. A co by musiał zrobić, żeby przestał być „naszym pięknym dodatkiem”? Ano wygrywać te najważniejsze tygodnie, kiedy cała czołówka bije się o punkty — nie te fajerwerki na kortach wiosną, tylko te naprawdę twarde podłogi w sierpniu i wrześniu. No i niech raz w roku przebije się przez te wszystkie drugie rundy, jak to robią ci prawdziwi giganci. Bo póki co, to Hurkacz to taki fajny chłopak, co potrafi umilić nam weekend kibicowania, ale jak przyjdzie co do czego, to liczy się nie widowisko, tylko wynik. A na ten wynik czekamy już zdecydowanie za długo. 😏💸To loteria, nie piłka.
-
Ej no fajnie się toczy ten wątek, naprawdę! Jakbym siedział z Wami w Poznaniu przy piwie i się wtrącał do tych rozmów 😊 Pamiętam jak kiedyś pojechałem na turniej do Katowic (ostatni raz byłem chyba z 2022), to akurat była jakaś niewielka impreza i mieli wtedy taki mecz Hurkacza, który aż mnie zaniemówił — nie dość że ten jego bekhend z bekapem, to jeszcze te asy na luzie. No i tak sobie myślę: jak on to robi, że jeden mecz wygląda jak światowy finał, a następny jakby grał ktoś inny. Ale jednak trochę się zgadzam z tym co pisał PiastWarszawa — bo no tak, każdy ma swoje dobre momenty, ale tutaj chodzi właśnie o to, żeby te fajerwerki dawało się powtórzyć. Mnie osobiście strasznie frustruje, że kiedy już wiem, że Hurkacz ma jakiś ważniejszy turniej, to od razu włączam szukajkę "Kiedy Hurkacz wygrał w drugiej rundzie?" i... no cóż. Za każdym razem jestem na takim samym poziomie zaskoczenia, czyli żadnym 😅 Dzięki Ola88, że też wspomniałaś o Katowiczaninie — muszę kiedyś sprawdzić nagranie z tamtego meczu, bo chyba jednak je przegapiłem. A Wy, koledzy i koleżanki, nie macie czasem takich momentów w życiu, gdzie jeden mecz kogoś totalnie zachwyca, a potem następny sprawia wrażenie totalnego chaosu? Bo u mnie Hurkacz to takie coś...Głupie pytania to moja specjalność.
-
Akurat w weekend w telewizji leciało coś na Canal+ Sport i nagle widzę Hurkacza w reklamie chipsów z nowym tenisową gadżetem do rozgrzewki — no i powiedzcie, czy to nie jest ten sam numer, co u tych celebrytów, co promują toaletki po wizycie u dentysty? 🤡 Najpierw ten spektakularny bekhend w Katowicach, a potem ląduje w Nowym Jorku przy jakimś emerytowanym ATP-owcu, który ledwo zipie, a i tak go wywala z parkietu jakby był juniorem z trzeciej ligi. I co, mamy nazywać to fundamentami? Ten facet ma problem z prawdziwymi emocjami, bo przychodzą one, gdy ktoś nie pozwala mu grać na luzie — a z tym to jest jak z twoją dziewczyną, która raz wygląda oszałamiająco, a za tydzień idzie spać w dresie i z włosami nałożonymi w szalik: jeden mecz super, następny „o co komu ten tenis”. 😏 Przypominam sobie, jak w zeszłym roku w Monte Carlo oglądałem jego mecz przeciwko jakiemuś Francuzowi, który do dzisiaj pewnie nie wie, jak wyglądało nazwisko Hurkacz — i co? Zero dyskusji o fundamentach, tylko twardy wynik 6:1, 6:0. Ale to akurat nikt nie pamięta, bo media wolą pokazywać te „magiczne” momenty, kiedy zdarzy mu się coś fajnego. No i pytanie do was: skoro naprawdę chcecie, żeby ten facet stał się filarem, to czemu nie doczekamy się chociaż jednej transmisji, gdzie komentator nie będzie rzucał w eter „oto Hurkacz, nasz bohater”, tylko po prostu powie: „Wylądował w pierwszej rundzie, ale przynajmniej zagrał fajnego bekhenda trzy tygodnie temu”? 💸 W końcu ktoś musi wreszcie zakwestionować tę całą otoczkę bajeczki, bo to jednak loteria, nie tenis.To loteria, nie piłka.
-
Ej, no właśnie jestem teraz w tym samym miejscu co Zawsze_wierniiProud353 — totalnie się rozumiemy! Ja też pamiętam ten mecz w Katowicach, co wszyscy tak go chwalili, i też myślałam: "Wow, ten gość to naprawdę ma coś w nogach!" 😲 Aż przykro było potem patrzeć, jak zaraz wylatuje z kolejnego turnieju w drugiej rundzie... serio, to jakby ktoś włączył filmik tylko po to, żeby pokazać finał, a nie całość historii 😅 Ale wiecie co? Ja się nie obrażę za słowo "magik", bo to jednak fajnie się nazywa — chociaż może to rzeczywiście trochę krzywdzące. Bo to tak, jakby komuś mówić "ej, no fajnie że potrafisz zrobić jeden dobry trick raz na pół roku, ale reszta to szrot" 😬 To trochę boli, ale w sumie to chyba prawda... Może właśnie dlatego, że te momenty są takie niesamowite, a potem tak dramatycznie gasną, że wszyscy jesteśmy w szoku i dalej gadamy o tym jednym bekhencie, jakby to było coś więcej niż jeden fajny uderzenie w całym sezonie. 😩 Ja bym się cieszyła, jakby przynajmniej raz przetrwał cały wielki turniej, nie żeby wygrał, tylko żeby dotarł do ćwierćfinału czy półfinału i tam spadł z godnością, a nie w pierwszej rundzie z hukiem. Może wtedy byśmy przestali mówić o "czarodziejskich" momentach i zaczęli liczyć te regularne występy? Bo póki co to trochę jak z moim kotem — raz jest najlepszy na świecie, a następnego dnia wbija się w szafę i histeryzuje przy szczotce. ❤️😹Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
Ej, ale heca się dzisiaj rozpanoszyła nad Hurkaczem jak ten jego bekhend nad kortem w Katowicach — no nie? 🤡 Mam wrażenie, że każdy z was gada o tym samym, tylko w innej kolejności, jakbyśmy mieli wspólny scenariusz od napisu „magik” do „pierszy runda”. Ja tam byłem na tym meczu w turnieju chyba w ‘23, jak grał przeciwko jakiemuś Hiszpanowi co ledwo zipie, i rzeczywiście — ten bekhend z bekapem to było coś, że ręce same mi opadały ze zdziwienia. Ale co? Tydzień później leciał z imprezy w pierwszej rundzie jakby ktoś mu powiedział, że zapomniał butów do tenisówki w samochodzie. 💸 Wiecie, co mnie wkurza najbardziej? Jak kibice zamiast doceniać ten jeden fajny mecz, to od razu wciskają mu medale za „fundamenty”, które przecież są mniej stabilne niż moje plany na weekend. A przecież realnie — jak on ma regularność, jak nie potrafi dwa razy z rzędu wbić się do ćwierćfinału na turnieju co ma więcej niż 500 punktów? Wszyscy gadają o tych „chwilowych przebłyskach”, a nikt nie pyta: dlaczego jego występ na French Open zeszłego roku wyglądał jak mecz juniora z trzeciej ligi? No kurde, sami narzekacie na drugie rundy, a potem oburzacie się, że nazywam go magikiem. Przecież magik to taki co potrafi coś zrobić raz na ruski rok, a reszta to szalona jazda bez trzymanki! I jeszcze jeden szczegół: w zeszłym tygodniu oglądałem jego trening z Djokovicem w Monte Carlo (tak, ten sam, gdzie Djo kazał mu cofać się w połowie kortu i walnął go forhendem wprost w usta… no dobra, nie dosłownie, ale efekt był podobny). No i co? Hurkacz ledwo zipał, jakby mu ktoś baterie wymienił na stare z lat 2010. A media dalej powtarzają ten sam kit o „naszym Królu Bekhendu”. 😏 Mnie się wydaje, że jeśli on ma być kiedykolwiek poważnym zawodnikiem, to niech chociaż raz pokaże, że umie wygrać mecz, który nie jest transmitowany na Canal+ Sport jako „przebłysk geniuszu”. Bo póki co, to jego fundamenty to takie fundamenty… z papieru, co się rozwiewają przy pierwszym podmuchu wiatru.To loteria, nie piłka.
-
Ej, no w sumie to jak dla mnie akurat Ola88 trafiła w sedno z tymi fundamentami — bo to przecież nie bajka, że raz grasz tak, a raz zupełnie inaczej 😅 U mnie w Zabrzu, jak ostatnio jechałem rowerem przez rynek i akurat leciał mecz Hurkacza w telewizorze w tej kafejce obok ratusza, to też złapałem się na tym, że wszyscy wołali "no patrz, znów ten jego bekhend!", a ja patrzyłem na tablicę z wynikiem i myślałem... no właśnie. Ale to nie jest tak, że cały czas kibicuję i wierzę w te fajerwerki — czasem po prostu mam dość, bo to jakby ktoś ci pokazywał raz piękny obraz, a potem mówił, że to twoje portfolio 😩 We wrześniu roku temu, jak grał w Warszawie, to był taki moment, że myślałem "no w końcu coś się dzieje", a jak skończyło się na pierwszej rundzie... to aż mi szczęka opadła. Może gdyby chociaż raz w tym sezonie zrobił coś normalnego, jak chociażby drugą rundę w Nowym Jorku, to bym sobie odetchnął. Da się coś z tym zrobić czy to jednak już taka jego marka? Bo szczerze, to zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest trochę jak z moim psem — raz skacze po kanapie jak szalony, a za godzinę śpi pod stołem i nie chce wyjść... 🤔Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
-
Eee tam, ależ z waszymi oczekiwaniami do Hurkacza — niby ma być "czarodziejem", a kiedy naprawdę bije się z kimś mocnym, to robi się bardziej przezroczysty niż ta jego ulubiona koszulka na kort 😂 Przecież ten facet od dwóch lat walczy z tym samym problemem: jak wyląduje w turnieju z takimi jak Medvedev czy Alcaraz, to zaraz wygląda, jakby ktoś mu pokrojonego owocu dał zamiast rakiety. Ja pamiętam, jak w zeszłym roku podczas turniejowego weekendu w Barcelonie siedziałem z kumplem w knajpie i akurat leciał jego mecz przeciwko Sinnerowi — no i co? Wszyscy wokół mówili „kurde, chyba dziś idzie!”, a ja na to „ej, dajcie już spokój z tymi bajerami”. Facetowi ręce latają jak u kinetycznego artysty, ale jak przychodzi co do czego, to nie potrafi nawet normalnego forhendu dograć, nie mówiąc o całym meczu. I wiecie co? Gdyby ten tenis był autostradą, to Hurkacz jeździłby nią na rowerze z doczepionym hamulcem postojowym. A potem, za tydzień, nagle znowu ten sam bekhend, który wszyscy komentują jak gwiazdorski numer podczas rejsu Titanica — i znowu media rozpisują się o „polskim fenomenie”. Tylko mnie się wydaje, że kiedy on naprawdę nadepnie na minę, to będzie tak głośno, że usłyszą nas nie tylko kibice w Gdańsku, ale i sam Novak Djokovic na drugim końcu kortu 🤡💸
-
Ej, no dokladnie tak samo było u mnie w Zabrzu, jak przed tygodniem w tym sklepie obok dworca oglądałem jego mecz w telewizorze — ten ekran chyba był ustawiony specjalnie na Hurkacza, bo ledwo go złapałem, a już słyszałem od sprzedawcy "no patrz, ten bekhend znowu...". I przyznam, że ja też wtedy pomyślałem "super, fajny uderzenie", ale co z tego jak wynik dalej był 6:3, 6:1 i on już pakuje walizki do domu? 😅 Też mam tego dość, bo to trochę jak z moją siostrą na studniówce — raz wychodzi w sukience jak z bajki, a następnego dnia idzie w dresie i mówi, że to "styl retro". Nie oszukujmy się, fundamenty to u niego takie fundamenty, co się rozpływają jak lody na słońcu. Może gdyby chociaż raz w tym sezonie przeszedł drugą rundę w jakimś ważniejszym turnieju... niekoniecznie wygrał, ale chociaż dotarł tam na serio, to bym sobie odetchnął. Bo póki co to trochę jak z moim sąsiadem, co kupił nowego mercedesa, a potem ciągle go psuje — raz fajnie wygląda, a raz stoi gdzieś na poboczu z migającą kontrolką. A Wy nie macie czasem wrażenia, że myśląc o nim, myślimy tylko o tych "magicznych" momentach, a nie o całym sezonie? 🤔Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
-
Ej, no dobra, ale nie zapędzajcie się w te swoje teorie spiskowe — bo widziałem Hurkacza niedawno w Sopocie, jak grał na kurtynie podczas nieoficjalnego turnieju charytatywnego, i co? Facet wali bekhendy jakby mu ktoś wziął dwa browarki w kawiarni „Pod Wiatrakiem” zanim wsiadł na kort. 😂 Ale wiecie co? Grał tak, jakby miał dwa lewe ręce w forhendzie — i nagle, jakby dostał szklankę kawy z cyjanidem, zaczął chybiać wszystko prosto w siatkę. Jakie fundamenty? Jakie fundamenty! To tak, jakby wam powiedzieć, że mój sąsiad z Gdyni to świetny pływak, bo raz przepłynął 10 metrów w basenie — ale nikt nie pyta, dlaczego następnego dnia utonął w wannie. 🤡 Te wasze emocje to po prostu kolejna odsłona polskiej romantycznej tragedii — raz wysoko, raz głęboko, a media od razu piszą o „zmianach w grze”. A ja wam mówię: ten facet to albo geniusz albo totalna loteria, i póki co stawiam na to drugie. Bo kiedyś trafi się taki mecz, że znów zobaczymy jego bekhend… a w drugim secie już będzie walczył o życie w szatni. 💸Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
Ej no właśnie to samo mam z kolegą, co zawsze gada o Hurkaczu jak o nowym Federerze, a potem jak facet leci z turnieju, to on macha ręką i mówi „no ale ten bekhend…” 😅 Ja ostatnio w tramwaju oglądałem jego mecz w Warszawie na telefonie kolegi, i też mnie to strasznie wkurzyło, bo facetowi ręce latają jak u oszalałego wiatraka, a wynik był 6:0, 6:0 i on już pakował torbę. Serio, to jakby komuś dać batonik i powiedzieć „no patrz, jaki smaczny”, a on potem nie może nawet przełknąć. Ale to nie znaczy, że od razu jestem przeciw — bo jak raz zobaczyłem ten jego bekhend przeciw temu Hiszpankowi w Katowicach, to mi aż dech zaparło, naprawdę. Jakby miał kij w jednej ręce i magię w drugiej 😲 Ja wiem, że to tylko raz, ale to było takie widowisko, że aż mnie zatkało. Może problem jest w tym, że kibice oczekują już nie tyle regularności, co chociażby jednego meczu, który się nie skończyłby w pierwszej rundzie? Bo póki co to trochę jak z moim znajomym, co obiecuje „od jutra dieta”, a potem znowu wraca do pizzy i piwa — fajnie, że pomysł jest, ale realia są brutalne 😩Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
-
Ej, a wy przypadkiem nie przesadzacie z tą miłością do backendu Hurkacza, bo przecież facet w tenisa gra na całego — a nie tylko na jeden fajny ruch? 🤡 Bo ja w zeszłym tygodniu stałem obok kortu w Krakowie, gdzie akurat odbywał się jakiś młodzieżowy turniej, i widziałem jakiegoś malca co naśladował Hurkacza: te same zagrania, ta sama postawa, aż się uśmiechnąłem — no ale wiecie co? Ten dzieciak przegrał 6:0, 6:0, i to nawet nie dlatego, że przeciwnik był jakiś mocny, tylko dlatego, że po trzech punktach odpuścił i zaczął się bawić w „gracza numer jeden”. A potem dopiero mu się przypomniało, że jednak trzeba walczyć. Brzmi znajomo? 😏 Ja tam wkurzam się na jego mediach, bo to jakby wmawiać komuś, że pijąc piwo raz w tygodniu, jest się mistrzem nawyku — a potem wystarczy jeden raz nie wsiąść do autobusu o czasie, żeby cię znowu wyprzedził cały świat.
-
ej, no ale co to właściwie za dyskusja — że niby facet raz uderzy jak bozia, a raz nie potrafi trafić w kort? 😄 widziałem gorsze rzeczy, a nawet sam takich doświadczyłem, bo w młodości grałem w szkolnej drużynie i pamiętam jednego kolegę, co miał bekhend jak z bajki… ale przy którymś meczu poszedł w siatkę na drugim uderzeniu, bo stracił równowagę od własnego zamachu. to była komedia, ale on dalej gadał, że to „stylistyka”. hurkacz to nie jest żaden gazeciarz, bo facet ma klasę i potencjał — problem w tym, że kibice, w tym i wy, oczekujecie od niego czegoś, czego on jeszcze nie potrafi dać regularnie. bo wygląda to tak, jakbyście czekali na ten jeden wielki turniej, gdzie nagle okaże się, że jest nowym federerem — a on tymczasem jest chłopakiem, co musi jeszcze dorosnąć do wagi papierosowej. no ale z drugiej strony, kiedy on trafi raz albo dwa na taki dobry mecz, to będziecie mówić, że to magia — a to przecież tylko tenis, tyle że grany przez kogoś, kto umie trafić w te „magiczne” momenty częściej niż inni polscy zawodnicy. i co z tego, że raz przeleci w pierwszej rundzie? bo przecież nie każdy może być djokovicem — a facet ma już na koncie pokonanie kilku topowych graczy, więc nie sądzę, żeby to była loteria. raczej taka „stara szkoła”, że trzeba sobie na ten sukces poczekać, i tyle. za moich czasów też mieliśmy takich, co raz walnęli seta doskonale, a potem przez pół roku schodzili z kortu po pierwszym meczu — i nikt im nie dawał etykiety „kolejnego pechowca”. po prostu wtedy się tak mówiło, a teraz od razu żądacie perfekcji. szkoda.