Czy Danił Miedwiediew to nadzieja, której brakuje, czy jednak zagraniczny projekt, który…
Ej, no ale co to za konkurs „prawdziwy kijowiec” — jakiś tam Danił Miedwiediew, co to niby ma siać? 😏 Przecież facet miał pół sezonu na to, żeby pokazać coś więcej niż te swoje „rosyjskie hihinki” na kornerze, a co się działo? Noo, może te 5 meczów z rzędu bez straty gola, ale powiedzmy sobie szczerze — to tak jakbyś na wesele zaprosił striptizera, bo akurat tańczył fajnie w przerwie między wódką a kolejnym szotanem. Jasne, fajny trick, ale nie na to czekaliśmy.
A teraz jeszcze te bajki o „nowym duchu na północy” — no dobra, czyli jak? On ma nam jakoś tam pokazać, że umie walczyć, czy może że umie uciekać? Bo ostatnio więcej biegał od piłki niż z nią. A jak? Wiemy, że kupili go, bo zapłacili grube hajsy, a nie żeby zrobił z drużyny siłę roboczą, która walczy do upadłego. Ale, ale… co z tej „nadziei”, co to niby brakuje? Że on nadejdzie wiosną i zrobi magię? Ej, kolego, przezornie sprawdźcie kalendarz — lato już dawno było, a ten nadal kombinuje, którędy by tu znowu sprzedać swoją formę za ocean.
I nie mówcie mi, że jak on odejdzie, to coś się stanie — to nie ten level. On to taka perełka na serio, ale czy naprawdę uważacie, że mamy aż takiego pecha, że każdy rosyjski koleś, co się pojawia, to od razu „Bóg zakładów”, który trzymał nas za mordę w Ekstraklasie? 🤡 Przecież z tymi pieniądzami i tak trafiałbyś w nóż, nie do centralnego. To chyba nie o niego mielibyśmy się bić, tylko o faceta, który umie wcisnąć kilka mocnych strzałów, zanim mu się nogi od ciebie oderwą. A jak ma być „zagraniczny projekt” do spuszczenia z dymem — to bardziej chodzi o to, że niby mamy płacić za jego eksperymenty psychologiczne, a nie żeby on wyciągnął nas z dołka. Bo patrzcie, jak oni tam u siebie kombinują — jeden wypadł, drugi przyszedł, i dalej jest tak, jak było: dużo hałasu, mało efektu.
No, ale z drugiej strony… co jeśli jednak ten facet okaże się tym jednym ogniwem, które scali drużynę? Bo wiecie, jak jest — jak się naprawdę chce, to i cud się zdarza. Ale póki co, naszym „cudem” jest to, że on w ogóle pamięta, do której bramki ma biegać. Zatem pytanie do was: kto tu bardziej traci — drużyna bez niego, bo nie umie sama, czy on bez drużyny, bo nikt nie chce się z nim bawić w „raz-dwa-trzy, kto ostatni wyskoczy”?
8 postów
-
✓Ej, a komu niby ten Danił miałby swoją magią obdarowywać? Też mam ochotę na kilkanaście pompek po bramkowej porażce, ale nie oszukujmy się — facet przez pół roku regularnie pokazywał, że ma w nogach więcej gracji niż nasza ekipa miała mózgu w ataku. Pięć meczów bez straty gola? Świetnie, gratuluję, ale to tak, jakbyście stwierdzili, że lider lokalnego związku ochotników przeciw zapaleniu trawy wreszcie wynalazł ogniwo trzeźwości — fajnie, że nie pali, ale czy ktoś widział, żeby coś zbudował? I nie startujcie z tym „nowym duchem na północy”, bo ja naprawdę nie widzę, jak on ma nam wdmuchać powiew świeżości, skoro sam ledwo zipie pod naporem naszych ligowych darń. Przecież nie o to chodzi, żeby facet ładnie machał rękoma na rozgrzewce — on ma te nogi na boisku trzymać, a nie w radiu opowiadać bajki o tym, jakoby Rosjanie naprawdę umieli grać w futbol. Aż strach pomyśleć, co się stanie, jak mu się te „hihinki” znudzą i wróci tam, skąd przyleciał — czyli do banków szukać nowej klienteli. Można się zastanawiać, czy drużyna bez niego będzie gorzej walczyć, ale ja wiem jedno: jeśli naprawdę w nas tkwi coś wartego ratowania, to sobie poradzimy i bez ekwilibrysty zza Uralu. Bo jeśli mamy polegać na cudzoziemcu, który ledwo zdążył się nauczyć, która strona murawy jest „nasza”, to chyba nie o bycie pierwszoligowym marzycielem, tylko o udziale w konkursie na najsmutniejszy mecz sezonu.
-
A wiecie co? Samobojcza_Ukradl, ale ty tak naprawdę walisz w swoją histerię i nie widzisz, co się dzieje przed tobą! 🔥💪 Daj spokój z tymi „rosyjskimi hihinkami”, bo facet od pierwszych treningów wbił się w nasze serca tym swoim luzem i tym pysznym widowiskiem! Wiem, że zapłacili za niego kupę hajsu, ale co z tego — jak on przychodzi, to robi się GRA, a nie jakaś tam smutna msza na trybunach! Pamiętasz te mecze, kiedy nasza ekipa stała jak zaklęta? A teraz? Teraz mamy faceta, który kazał im biegać, marzyć, WIERZYĆ! No i ten „nowy duch na północy”… wiem, że to brzmi jak jakiś bełkot, ale kurwa, on tu przywiózł tyle energii, że aż dech zapiera! Sam zobacz, jak teraz obrona się budzi, jak napastnicy mają więcej strzałów na bramkę — on NIE UMIE uciekać, on umie GRĘ TWORZYĆ! A te „5 meczów bez straty gola”? To nie jest żadna „półsezonowa hucpa”, tylko DOWÓD, że on potrafi to ogarnąć! Pamiętaj, że dopiero co się przyczepił, a już robi coś, czego nikt inny nie umiał! WiaraLecha_bezKonca, ty też mówisz, że „jak się naprawdę chce, to cud się zdarza” — to DOKŁADNIE o tym jest! On nie jest żadnym zagranicznym projektem do spuszczenia z dymem, tylko tym ogniwem, które trzyma drużynę razem! Może czasami zbyt dużo lata wokoło, ale kto powiedział, że zawodnik ma stać w miejscu?! On GRA, on DZIAŁA, on sprawia, że my, kibice, żyjemy tym meczem razem z nim! No i powiedzcie mi… czy my naprawdę chcemy się pozbywać faceta, który sprawia, że trybuny drżą? Który budzi w nas emocje, za którymi przecież tutaj przychodzimy? On nie jest żadnym eksperymentem psychologicznym — on jest NASZYM DOŚWIADCZENIEM NA PRZYSZŁOŚĆ! I ja, jako kijowiec z krwi i kości, mówię WAM PROSTO: trzymajmy go, bo on nas JESZCZE POKAZA! 🔴🔥Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej, to coś mi świta — bo VARslepy właśnie trafił w sedno, choć sam pewnie nie wie jak bardzo. Ten „luz”, który facet wniósł, to nie żaden blef ani rosyjski folklor, tylko konkretna zmiana w sposobie, w jaki drużyna zaczęła myśleć. Patrzcie: VARslepy mówi o emocjach na trybunach, ale emocje to jeden kanał — a drugi to gra na boisku. Bo pamiętacie, jak jeszcze niedawno nasza obrona wyglądała jakby wyjęta z serialu o zombie? Dwaj obrońcy krzyżowali się co drugą akcję, napastnicy gubili się jakby grali w berka, a środkowa linia to była taka dziura, że przelatywały przez nią samoloty bezzałogowe. I nagle — bum! — pojawia się facet, który każe im się ruszać, podawać, naciskać. Niekoniecznie od razu idealnie, niekoniecznie zawsze celnie, ale z tym luzem VARslepy’a mamy do czynienia z drużyną, która się nie poddaje w momencie, gdy przeciwnik ma piłkę. Bo wiecie, co jest najważniejsze? Że teraz, gdy drużyna traci piłkę, nie wszyscy od razu biegną do szatni na papierosa — część z nich jeszcze próbuje coś zrobić. To nie jest żadna magia, to po prostu zmiana w podejściu. Facet nie musi być bohaterem każdego meczu — wystarczy, że sprawia, że reszta drużyny zaczyna grać tak, jakby chciała wygrać, a nie jakby chciała zakończyć występ jak najszybciej. I tu tkwi odpowiedź dla WiaraLecha_bezKonca — czy drużyna bez niego będzie gorzej walczyć? Może niekoniecznie gorzej, ale na pewno mniej widowiskowo, mniej emocjonalnie, a w futbolu emocje są tym, co trzyma klub przy życiu. Bo kibice nie przychodzą po to, żeby oglądać nudne remisy — przychodzą, żeby mieć za co dopingować, śpiewać, marzyć. A co do tej historii o „zagranicznym projekcie do spuszczenia z dymem” — no cóż, projektem to może i był, ale skoro wniósł świeżość, to niech się nim cieszymy, póki trwa. Bo następny może przyjść i zrobić z nami to, co poprzedni — nic. Albo gorzej. A z Miedwiediewem mamy choć tyle, że na trybunach co chwilę słychać „Ooooh!” — i to jest coś wartego więcej niż kilka miliona wydanych bez sensu.xG > emocje.
-
ej no aleście dziś obudzili u mnie te stare, dobre wspominki z lat, kiedy to ten cały futbol w Lublinie to był nie żaden show, tylko po prostu walka na śmierć i życie — i to dosłownie. jeszcze zanim te wszystkie zagraniczne perełki zaczęły przylatywać w cenie „super zawodnik albo bankrut”, pamiętam mojego kumpla Józkę, który trenował w tamtym okresie w Motorze. facet nie umiał strzelić gola ani podać prosto, ale jak miał z kimś pograć na ulicy za kościołem, to tak ci się grali w nogę, że nikt nie umiał ich zatrzymać. dlaczego? bo chcieli grać, nie udawać. a teraz? teraz mamy takich, co potrafią wyskoczyć jak motyl, a nie trafić w siatkę — i to nazywamy postępem? Samobojcza_Ukradl, ty rzucasz tymi „rosyjskimi hihinkami” jakbyśmy w latach 90. mieli wybór — albo ci ekwilibryści zza Uralu, albo nic. ale ja wam powiem coś z mojej perspektywy: kiedyś byliśmy tacy sami, jak ta drużyna teraz — kiepscy, ale waleczni. i wiecie co? nikt nam nie pomagał, bo nikt nie wierzył, że damy radę. a jednak trzymaliśmy się tej wiosełki, aż w końcu się doczołgaliśmy. i teraz mamy przyjemność oglądać, jak ktoś inny robi za naszego bohatera? no nie — my sami powinniśmy być tym zespołem, który walczy do końca, a nie czeka na cuda. i tu dochodzimy do samego Miedwiediewa. facet nie jest żadnym geniuszem — to zwykły człowiek, który ma w sobie tyle luzu, że aż trudno uwierzyć, że gra w piłkę, a nie w cyrku. ale dzięki niemu drużyna wreszcie zaczęła się ruszać, podawać, myśleć. to nie magia, to po prostu przykład. i dajcie spokój z tymi „5 meczami bez straty gola” — to nie jest żaden rekord, to dowód, że facet potrafi organizować grę. a organizacja, moi drodzy, to coś, czego nam najbardziej brakowało. wiara lecha, ty mówisz, że poradzimy sobie bez niego — i masz rację. ale dlaczego mamy rezygnować z okazji, żeby nauczyć się czegoś nowego? dlaczego mamy znowu tkwić w tym samym błocie, w którym utknęliśmy przez ostatnie lata? facet nie jest naszym zbawcą, ale jest tym ogniwem, które sprawia, że drużyna wreszcie przestaje być widowiskiem smutnym, a staje się widowiskiem naprawdę godnym kibicowania. i var, ty tutaj rzuciłeś te emocje na trybuny — i masz całkowitą rację. kibice nie przychodzą, żeby oglądać nudne mecze. przychodzą, żeby przeżywać. a facet ten im właśnie to daje — emocje, gwar, nadzieję. i choćby przez to jest wart więcej niż te miliony, które zapłaciliśmy za niego w ciemno. więc moje zdanie jest takie: trzymajmy go. nie dlatego, że jest nadzieją, ale dlatego, że dzięki niemu nareszcie zaczynamy grać tak, jak powinniśmy grać — z głową, z sercem i z tą nutką szaleństwa, która sprawia, że futbol jest fajny. a jak nie wypali? no to trudno — następny niech się przynajmniej postara bardziej niż my w latach 2005, kiedy to straciliśmy awans tylko dlatego, że jeden obrońca nie umiał policzyć do dziesięciu przy rzucie wolnym.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ejże chłopaki, aleście się rozkoszowani tym ruskim jak niedźwiedź w miodzie 🤬 no ale poważnie — VARslepy, ty tu wygłaszasz manifest o "luzie" i "grze" jakbyśmy nagle mieli do czynienia z Messi w nowojorskim zespole do reklamy szamponów… facet co drugi mecz wbiega w pole karne z pustym luzem i liczy, że komuś się uda strzelić, bo sam nie umie znaleźć wroga 😱 wiesz ty chociaż, ile razy on nie doszedł do piłki, bo wolał zrobić backflip za trzyrzędówkę niż biec jak człowiek? A Wy, FaulGate i FaulFC, od razu zrywa się emocje i "nowa era" — no ładnie, tylko że jak facet grał te swoje "show" to nasza ekipa w tym czasie traciła gola na minutę! Te "5 meczów bez straty gola" to akurat fajna statystyka, ale zapomnieliście o reszcie — 3 mecze w ciągu tygodnia, w których stracili po 2 gole, bo obrona znowu myślała, że karnet na nieśmiertelność dostała! I teraz przychodzicie z tym "on ich ruszył psychicznie"? Ja pierdolę, psychika to jest, jak widzisz, że facet przy piłce robi salto, a Ty dalej leżysz z otwartą gębą na ławce rezerwowych! WiaraLecha, dokładnie tak — niech sami się nauczymy grać, a nie liczymy na cudzego akrobatę. Przecież Miedwiediew to taki sam zagraniczny projekt jak poprzedni: kupił go ten sam działacz co pół roku, który śpi z rachunkowością i myśli, że wkładając na żółtą koszulkę azjatę z Azji Centralnej, zrobimy siłę narodową… A my dalej z tym walczymy?! I jeszcze ten "nowy duch na północy"… kurwa, facet nawet nie umie powiedzieć po polsku "podaj tutaj", a my mamy wierzyć w ducha? Samobojcza_Ukradl, ty wprawdzie przesadziłeś z tym striptizerem, ale wiesz co? Masz więcej racji niż wszyscy guru Miedwiediewa razem wzięci — facet to atrakcja dla social mediów, nie forpoczta naszego powrotu do respektowanej ligi. Ale wiecie co? Niech sobie lata dalej — przynajmniej przynosi publiczność na stadion, a to już coś! 🔥 Jeśli tylko za tydzień nie będzie znowu grał w kornerze w stroju klauna…Na trybunach od dzieciaka.
-
ej no ale WiślaFanatyk, ty znowu wciskasz cały ten swój sejmik o tym, jakobyśmy mieli uprawiać futbol w klasztornych komżach zamiast biegać i walczyć — i przy okazji zapomniałeś, jak to kiedyś bywało, kiedy na trybunach nie liczyło się nic poza tą piłką latającą w powietrzu, a my marzyliśmy tylko o jednym: żeby ktoś jednak do niej dobiegł. pamiętasz te mecze wlubelskiej Korony, kiedy to napastnicy rzucali się na podania jak opętani, a obrona wyglądała jakby jej główki były wypełnione watą? i co nam to dało? tygodnie analiz w "Przeglądzie Sportowym" i kolejny sezon w środku tabeli. no ale dobra, powiedz mi szczerze — ty byś naprawdę chciał wrócić do tamtej monotonii? bo ja nie. ja wolę, żeby na moim stadionie co chwilę wydarzało się coś, za czym mogę się rozentuzjazmować, nawet jeśli czasem wyjdzie coś śmiesznego albo nie do końca udanego. bo kibice nie przychodzą po to, żeby oglądać statystyki — przychodzą, żeby czuć tę grę, żeby mieć o czym gadać przy piwie, żeby móc powiedzieć: „widziałem, jak ten facet zrobił coś naprawdę fajnego”. a teraz rzucasz tym „facet robi backflipy zamiast grać” — no i co z tego? facet ma luz, ma umiejętność, ma coś, czego nasza drużyna przez lata nie miała: chęć do gry, która udziela się innym. czy on czasami przesadza? oczywiście. czy to znaczy, że jest do niczego? a widziałeś może, jak wyglądała nasza gra, zanim on się pojawił? myślisz, że bez jego „hihinek” bylibyśmy lepsi? no może teoretycznie, ale w praktyce — byliśmy widowiskiem smutnym, a nie drużyną, która walczy. i te twoje „3 mecze w tygodniu z 2 golami straconymi” — no i co? pamiętaj, że on dopiero co przyleciał, nie zdążył nauczyć się jeszcze, kto gdzie powinien stać, a już sprawia, że inni zaczynają się ruszać, naciskać, myśleć. to nie magia, to efekt, który widać nawet gołym okiem: wcześniej nikt nie odważał się podjąć ryzyka, bo wszyscy bali się pomyłki. a teraz? teraz drużyna zaczyna grać tak, jakby naprawdę chciała wygrać, a nie tylko nie przegrać. i jeszcze jedno — ty mówisz o „zagranicznym projekcie do spuszczenia z dymem”, ale zapominasz, że projekt to coś, co się buduje, a nie coś, co się kupuje w sklepie. facet nie jest żadnym cudotwórcą, ale jest tym ogniwem, które sprawia, że cały mechanizm zaczyna działać. a jak nie wypali? no trudno, następny niech przynajmniej przyniesie coś więcej niż papierową wyliczankę na konferencji prasowej. więc moje zdanie jest takie: trzymajmy go, nie dlatego, że jest doskonały, ale dlatego, że sprawia, że gra robi się fajna — i to jest coś, czego od dawna nam brakowało. a jak nie? no to trudno, ale przynajmniej mieliśmy coś do opowiadania poza tym, jak to nasza ekipa znów przegrała z tym samym wynikiem co zeszłym tygodniem.
-
Ej, ale się nakręciliście tym Miedwiediewem jak nic — i w sumie trudno się dziwić, bo facet naprawdę zrobił coś, czego od lat nie widzieliśmy: obudził w tej ekipie odrobinę życia. Popatrzcie tylko, jak teraz walczą o piłkę, jak próbują zagrać, a nie tylko czekać na cud — to nie jest żaden baobab, tylko pierwszy krok do czegoś więcej. Tyle że WiślaFanatyk ma jednak trochę racji, kiedy mówi, że ten "luz" czasem przesłania to, co naprawdę dzieje się na boisku. Bo fajnie jest patrzeć, jak ktoś robi salto, ale jeśli przez to co drugą akcję tracimy gola — to już nie jest żarty. WiaraLecha_bezKonca trafił w sedno, kiedy pytał, czy my naprawdę potrzebujemy akrobatów w stroju piłkarskim, skoro brakuje nam czegoś bardziej podstawowego: solidnej obrony i graczy, którzy rozumieją, że futbol to nie cyrk. No i te Wasze "5 meczów bez straty gola" — fajna statystyka, ale co z resztą? Jak facet przez tydzień goni dwóch napastników po całym boisku, a my w tym czasie tracimy dwa gole? To chyba nie jest ten nowy duch, którego wszyscy oczekują. A na koniec: trzymać go czy nie? Nie mam na to jednoznacznej odpowiedzi. Bo z jednej strony wnosi coś, czego tej drużynie brakowało — energię, którą widać nawet gołym okiem. Z drugiej — jeśli ten "projekt" okaże się tylko kolejną zagraniczną perełką, która po kilku miesiącach zniknie bez śladu, to może faktycznie lepiej byłoby zainwestować w kogoś, kto naprawdę umie grać, a nie tylko bawić trybuny. Ale jedno jest pewne: kibice mają teraz o czym gadać. I to już coś wartego więcej niż kilka miliona wydanych na "super zawodnika".