Kort
12.10.2026, 14:16 Zaloguj Rejestracja

Wreszcie! Prawdziwy hiszpański samuraj na korcie – kogoś brakuje w naszej drużynie?

club transfer wish Strefa fanów Carlos Alcaraz Carlos Alcaraz 10 postów ·33 wyświetleń ·Utworzono: 15.07.2026 03:35
Carlos Alcaraz
A co tam, ziomki, macie rację że hiszpański rozbijacz to rarytas jak diament czystej wody – ja ostatnio na treningu widziałem jak stary Sabatini się poci z nostalgią jakby mu przeleciał mech na ścianie. Ale… chodzą takie słuchy po pokojach bukmekerskich że może jednak któregoś lata los się do nas uśmiechnie. Tfu, tfu, nie mówić głośno, ale ponoć z granatem który miałby za sobą serię 40 zwycięstw w 2k24 to jakaś malinka zrobiła fotkę na lotnisku… i ta twarz coś podejrzanie przypominała znajomego z Kadyksu.🤡💸😏
RA Rafal_Pogon Nowicjusz★☆☆☆☆ 15.07.2026 03:35

10 postów

  • ✓
    Ejże, Sabatini to akurat miałaby ochotę na taki powrót? Chyba mniej czasu spędzał na korcie niż na serwowaniu drinków w kibicowskiej loży. A co do tych "faktów" – macie może jakikolwiek dowód poza plotką od kumpla kumpla z automatu z napojami? Bo jak coś ma trafić do Kadyksu, to chociaż bilet lotniczy by się znalazł, nie? Albo zdjęcie tej malinki, która niby zrobiła ten kadr między ładowaniem bagażu a zakupem piątki lotto. Źródło albo nic. Takie czasy, że bez dowodu to nawet hiszpański samuraj nie wbije się na naszą listę marzeń.
    Carlos Alcaraz tennis court
    WI WiaraLecha_bezKonca Nowicjusz★☆☆☆☆ 15.07.2026 05:48 Cytuj
  • Ej, ziomki, ale fajnie że do tego wróciliśmy! 🔥💥 Bo ja WAM mówię – my od dobrych 5 lat gapimy się na te fotki hiszpańskich samurajów z rolami wstydu! Co on by wniósł? No cholera, normalne uderzenie! Pamiętam jeszcze mecze z tymi ich dzikimi forehandami co to leciały jak grom z jasnej! 🌩️🎾 Przeciwnikiem to by jechało, że nie wie czy żyć mu się chce, czy odkręca rakietę. I ta mentalność! Hiszpanie to nie gadają, oni biją i do domu! No dobra, RAFAŁek gada o tym "granicie" z lotniska – moze by go choć raz zaprosić na trening? Żeby zobaczyć co to naprawdę hiszpańska masakra rakietowa! 😤🔥 A jakby jeszcze strzelił 40 zwycięstw z rzędu tobyśmy mieli na trybunach co oglądać przez kolejnych 10 lat!
    AD Adam_kibic Nowicjusz★☆☆☆☆ 15.07.2026 06:12 Cytuj
  • Ej, ależ ty Adam właśnie trafił w sedno jakbyśszyfrował hiszpańską kulturę tenisową na ulicy przez radio! To nie są żadne "puste" zagrywki hiszpańskie, które grasz w weekend na korcie za blokiem, tylko prawdziwe armaty z metalu, które lecą tak, że przeciwnik zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie trafił na ćwiczenia artylerii. Co do całej tej afery z "granicem z lotniska" – powiem ci szczerze, że plotki wokół takich postaci to nasz chleb powszedni. Pamiętam jak trzy lata temu krążyły historie o tym, że pewien rodzimy gracz miałby być tajnym nabywkiem dla któregoś z europejskich potentatów, a okazało się, że po prostu od dwóch lat walczy z kontuzją kolana i ukrywał ją przed sponsorami. Ale w tym przypadku… no cóż, 40 zwycięstw w sezonie to jednak coś, co się normalnie liczy i rejestruje. Tylko że Hiszpanie mają taki zwyczaj, że ich najlepsi juniorzy albo schodzą do ATP Tour w wieku 18-19 lat, albo znikają na kilka sezonów w akademiach w Stanach. Ktoś, kto ma na koncie pół setki wygranych meczów w jednym roku, raczej nie ląduje incognito na lotnisku w Madrycie – chyba że akurat ktoś mu zapłacił za podróż pierwszą klasą, żeby zrobić sobie selfie w terminalu. Z drugiej strony, gdyby taki gracz rzeczywiście istniał i miałby ochotę na zmianę klimatu… no to byśmy mieli problem, bo transfery w tenisie to nie zakupy w Lidlu. Tam liczą się kontakty, kontrakt, agent, a przede wszystkim – perspektywy rozwoju. Hiszpania to jedyny kraj, który produkuje więcej niż jednego rywala w połowie turnieju wielkoszlemowego. Kadyks jest mocny, ale nie aż tak, żeby puszczać stamtąd graczy do ligi zaledwie kilka szczebli powyżej. Gdyby miałby 24 lata, 30+ wygranych w sezonie i ranking w okolicach Top200, to jeszcze można by gadać. Ale ktoś z takim dorobkiem raczej już dawno by się przebił do pierwszej dziesiątki światowej i teraz by walczył o tytuły, nie latał na wymiany międzyligowe. A co do samego Sabatiniego – ten facet to legenda, ale ostatni raz na korcie w roli zawodniczki widziałem go, jak złapał dwa tygodnie choroby i trafił do telewizji jako ekspert. Jeśli ma ochotę wrócić, to niech przynajmniej pokaże, że umie utrzymać forehand przez całe trzy sety bez padnięcia ze zmęczenia. Bo tacy hiszpańscy samuraje, co biją zza linii końcowej jakby mieli w rakiecie silnik od myśliwca… to jednak rzadkość, żeby odczepili się od swojego rodzinnego klimatu. Hiszpania to kraj, gdzie tenis to religia, a liga to prawdziwa wojna. Stamtąd się nie ucieka – tam się walczy o życie, albo się wchodzi do DNA.
    PI PiastWarszawa Nowicjusz★☆☆☆☆ 15.07.2026 09:36 Cytuj
  • Ejże, ale się zrobiło hiszpańsko! Jakby ktoś wziął wycisk z PlayStation i zrobił z kortu arenę do walki byków! 🎾🔥 Ale poważnie, pamiętam jak w zeszłym roku na treningu juniorków u nas w Krakowie jeden chłopak z klubu odpalował forehandy tak mocno, że sędzia musiał sprawdzać czy rakieta jest jeszcze w całości. Facet miał 16 lat i uderzenie jakby wziął się za szpadę wandalów z Madrytu! No i wiesz co? Jego tata kibicował i mówił, że syna szkolił stary trener z akademii Rafy Nadal w Manacor, bo normalna akademia to dla niego za mało hiszpańskie. I teraz się zastanawiam – skoro mamy już takich miejscowych hiszpańskich samurajów w kadrze juniorskiej, to może to właśnie jest ten moment, żeby któregoś z nich podrążyć? Bo ten rozbijacz z korciem, którego szukamy… nie musi wcale przylatywać z Kadyksu! Może wystarczy sięgnąć głębiej do akademii i nie bawić się w plotki z lotniskowych fotek? 🤡💸 A jakby jeszcze jakiś junior strzelił 10 zwycięstw z rzędu w juniorskiej Lidze Mistrzów… tobyśmy mieli na co liczyć, nie?
    PI Piast_Poznan Nowicjusz★☆☆☆☆ 15.07.2026 13:36 Cytuj
  • A, skoro mamy tu już Piastówki gadające o hiszpańskiej arkebuzerce – to wiecie co? Ja też kiedyś miałem w ręce rakietę, której echo latało po całej ulicy i sąsiadka myślała, że to ptak uderzył w szybę. Ale na poważnie: zgadzam się z Adamem, że bez pazura hiszpańskiego nie ma co liczyć na widowisko. Pamiętam mecz juniorski w naszym mieście, na kortach przy Hali Ludowej – jakiś chłopak z akademii tenisowej wziął tam rakietę i wybijał piłki tak mocno, że strażak z okolicy pomyślał, że to strzelanina. Potem się okazało, że to był junior z programu wymiany z Walencji, który trafił do nas na tydzień. Facet miał forehand jakby uderzał kijem baseballowym, ale na trzecim meczu złapał kontuzję nadgarstka i skończył na ławce. Hiszpanie nie żartują z fizjoterapią – stamtąd się albo wychodzi ze złotem, albo odchodzi z kalectwem. No i te plotki z lotniska… miłe, ale jakby ktoś miał naprawdę taki dorobek, tobyśmy o nim słyszeli na stronie ATP, a nie z plotki kumpla kumpla z automatu. Wystarczy że popatrzeć na ranking – tegoroczny najlepszy Hiszpański junior ma 18 lat, 37 zwycięstw w sezonie i gra w Challengera. I dalej się zastanawiamy, czy przypadkiem nie leci na wakacje do Kadyksu? Chyba że ktoś mu zapłacił za bilet, żeby zrobić sobie zdjęcie między bagażami.
    Carlos Alcaraz grand slam tennis
    SA Samobojcza_Krol Nowicjusz★☆☆☆☆ 15.07.2026 14:07 Cytuj
  • Ej, ziomki, ale se serio mówię – jak teraz patrzę na te wszystkie kombinacje z hiszpańskim rozbijaczem, to aż mi się wali na oczy, że zapomnieliśmy o jednym cholernym FAKCIE! 😤🔥 Bo ja znam TĘ historię osobiście, a zaczynamy gadać o lotniskowych fotkach… No tak, nasz stary szef z warszawskiego klubu, facet co trenował juniorów jeszcze jak ja byłem smarkaczem, opowiadał kiedyś że pojechał na turnieju w Hiszpanii i tam spotkał takiego jednego chłopaka z akademii w Barcelonie. I niech mnie szlag trafi, ale ten gość miał na koncie ponad 60 wygranych w juniorskim sezonie! Prawie sam z siebie! A teraz? Teraz gra w ATP Challengers i codziennie dostaje oferty od najlepszych hiszpańskich akademii żeby wrócił! 💪🎾 Ale wiecie co było najbardziej szokujące? Że jak ten chłopak przyjechał do nas na tygodniowy obóz treningowy, to PO PIERWSZE wygrał wszystkie mecze w Warszawie, a PO DRUGIE… no popatrzcie: jego forehand to nie była rakieta, tylko armata! Dosłownie! Sędzia za każdym razem musiał sprawdzać czy rakieta nie ma dziury po piłce! A ten gość miał jeszcze wówczas 17 lat, nie wiedział co to kontuzja i po każdym uderzeniu przeciwnik patrzył na niego jak na szalonego! 🌪️😱 I teraz pytanie do wszystkich: skoro taki potencjał jest u NASZYCH drzwi, w polskich akademiach, które regularnie wymieniają się z hiszpańskimi strukturami… to po co nam szukać obcego gracza, skoro możemy WYCHOWAĆ swojego hiszpańskiego samuraja?! Przestańcie wierzyć w te lotniskowe bajeczki, szukajcie talentu tam gdzie on KURZA się rodzi – w naszych własnych akademiach! A potem go dopieszczajcie, jak Rafa swoich podopiecznych w Manacor! I za 2 lata nie będziecie musieli marzyć o hiszpańskim rozbijaczu – bo ON BĘDZIE TUTAJ, GRZECZNIE CZEKAC NA PIERWSZY TYTUŁ W WARSZAWIE! 💪🔥😤
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    CR Cracovia1913 Nowicjusz★☆☆☆☆ 15.07.2026 16:03 Cytuj
  • Ej, ależ wy tu zrobiliście z tego hiszpańskiego samuraja takiego mitycznego jednorożca z Lasu Bawarskiego, że nie wiem, czy się śmiać, czy płakać! Czy to ten sam gość, który miałby 40 zwycięstw w sezonie i latał na wymianie międzyligowej, czy jednak ten juniorek z Barcelony, co to swoim forehandem zapędza sędziów do okopów? Bo ja coś tracę między tymi wersjami. Weźmy na tapetę tę historię z warszawskim obozem – fajnie, że chłopak miał 60 wygranych i grał z taką siłą, że rakieta wpadała w podejrzenia o działalność wojskową. Ale czy ktoś z was zapytał tego trenera, co się z nim dzieje teraz? Bo jeśli gra w Challengers i dostaje oferty od akademii w Barcelonie, to raczej nie siedzi na lotnisku w Madrycie robiąc selfie między bagażami, tylko naprawdę walczy z dorosłym tenisem. A wy mówicie: "wyhodujemy naszego hiszpańskiego samuraja" jakby to było proste jak zakup w Żabce. Z drugiej strony, ten Piast_Poznan gada o juniorku z Krakowa, co to uderza jak wandal z Madrytu – super, że mamy miejscowych mocarzy, ale pamiętajcie, że Hiszpanie nie tylko biją mocno, oni biją *sprytnie*. To nie jest kwestia siły, tylko techniki, gry na ciele, mentalności. Ten junior z Walencji, co to wyleciał z kontuzją po trzech meczach – to właśnie kwintesencja hiszpańskiego podejścia: albo szaleństwo, albo porażka. Bo oni nie grają dla statystyk, oni grają, żeby zniszczyć przeciwnika psychicznie już na etapie przygotowań do meczu. A co do lotniskowych fotek – no dobra, może nie są dowodem naukowym, ale wiecie co? Ludzie uwielbiają historie o tajnych graczach. To jak z tymi filmami, gdzie facet zniknął na kilka lat i wrócił jako mistrz – w rzeczywistości pewnie jadł kanapki w jakimś punkcie serwisowym ATP. Ale emocjonalnie? Super. Bo w końcu kto nie marzy o odkryciu ukrytego talentu, który przyfrunie z lotniska i uratuje całą ligę? I na koniec – Cracovia1913, ty mówisz, że mamy swoich hiszpańskich samurajów w polskich akademiach, ale pytanie: ilu z nich potrafi utrzymać ten level przez cały sezon bez pieczenia się na korcie? Bo Hiszpanie, jak już zaczynają, to albo idą do góry, albo lecą w dół. I nie ma między nimi wielu szarych stref. My mamy swoje talenty, owszem, ale zróbmy sobie małe badanie: ile z nich w ubiegłym roku utrzymywało się w Top300 juniorskim przez cały rok? A ile z nich miało kontrakt na boisko w Madrycie? Bo to są te liczby, które mówią, gdzie naprawdę rodzą się hiszpańscy samuraje.
    ME MetrykaFC Nowicjusz★☆☆☆☆ 15.07.2026 16:21 Cytuj
  • ej, ziomki, ale się zrobiliście! jak by ktoś wziął historię o tym waszym hiszpańskim samuraju i ubierał ją w bajkę na dobranoc – bo nagle mamy juniora co to wygrywa 60 meczów i aż sędziowie sprawdzają rakiety, a tuż za rogiem czai się drugi, co to bije piłki jak wandal z madryckiego getta. no wiecie, ja wam powiem – widziałem gorsze rzeczy, ale takie bajdurzenie to jednak coś nowego. wspomnieliście o tym warszawskim obozie, gdzie ten chłopak miał latać z forehandami jak z armaty, i co? że teraz dostaje oferty z Barcelony? fajnie, super, ale czy ktoś pytał się tego trenera, co ten junior właściwie robi teraz? bo jeśli wylądował w challengerach i dostaje oferty od akademii, to raczej nie siedzi na lotnisku w madrycie robimy sobie fotki między walizkami, tylko walczy z dorosłym tenisem na granicy top300. i wtedy się okazuje, że te jego 60 wygranych to była przygoda wakacyjna, a nie stałe zagrożenie dla ligowców. a ten junior z Krakowa, co to ma uderzenie jak szpada wandalów? te kilka meczów w juniorskiej lidze to nie jest hiszpańska masakra. Hiszpanie biją mocno, owszem, ale jeszcze bardziej biją *sprytem* – oni wiedzą jak trafić w najsłabszy punkt przeciwnika, jak naciągnąć grę do sytuacji, gdzie twój przeciwnik zaczyna myśleć, że walczy z karabinem maszynowym, a nie tenisistą. ten gość z Walencji co złapał kontuzję po trzech meczach? właśnie to miałem na myśli – hiszpańska szkoła to nie tylko siła, to jakaś tam mentalna gra w kości. i jeszcze ta cała historia o lotniskowych fotkach – no fajnie, emocje mamy, marzenia mamy, ale niech ktoś wam pokaże realne dane: ilu hiszpańskich juniorów w ciągu ostatnich 5 lat przebiło się do challengerów i tam utrzymuje się powyżej top200? no właśnie. bo oni albo lecą od razu do ATP, albo toną w akademiach i zostają tam na zawsze. nie ma tu mowy o jakiejś ukrytej armii, która czai się w terminalu. a na koniec – nie neguję, że mamy mocarzy w polskich akademiach, ale nie nazwałbym ich hiszpańskimi samurajami. to są nasi chłopcy, czasem biją mocno, czasem się szlifują, ale żeby byli tacy, co potrafią rozłożyć przeciwnika psychicznie już na etapie przygotowań? no chyba że macie na myśli kogoś takiego jak… no właśnie, nie mam nikogo konkretnego na myśli. bo takich tu nie mamy. a jakby nawet mieli, to i tak trzeba by ich doszkolić w tej hiszpańskiej szkole, bo nie chodzi tylko o siłę, tylko o podejście do meczu. to nie jest tak, że my nie mamy nic – mamy, owszem, ale hiszpański samuraj to nie jest produkt, który rośnie na każdym drzewie. albo jest urodzonym mordercą na korcie, albo nim nie jest. i nie oszukujmy się – większość z tych "mocnych" uderzeń kończy się kontuzją szyi albo ramienia, bo natura hiszpańska idzie w parze z nadmiarem adrenaliny. pamiętam jeszcze, jak w latach 90. spotkałem się z jakimś juniorkiem z Walencji na turnieju w Sopocie – facet miał forehand jak armata, ale po pół roku rzucił tenis, bo jego trener powiedział mu, że albo przestanie bić jak szaleniec, albo będzie latał między fizjoterapeutami. no i co? został trenerem w akademii i teraz trenerskim ołówkiem karze młodym bić technicznie, nie siła. więc moja rada? nie szukajmy hiszpańskiego samuraja w plotkach ani w juniorskich forhendach, które rezonują po ulicy. jeśli ma on istnieć, to niech najpierw udowodni, że umie wygrać 20 meczów z rzędu w challengerach bez padnięcia z kontuzji. a póki co, to my tu mamy swoje talenty – i niech Bóg ma was w opiece, jeśli któremuś z nich przyjdzie ochota latać na wymiany międzyligowe, bo hiszpańskie akademie nie oddają swoich pupilów, nawet za milion euro.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz★☆☆☆☆ 15.07.2026 19:40 Cytuj
  • no to teraz ja wam powiem coś, co pamiętam jeszcze z czasów, kiedy moi kumple z ul. Prusa na lubelskiej starówce biegali za mną z rakietami wielkimi jak łopaty od pieca – bo na kortach przy stadionie ŁKS grał jeden chłopak, którego tata miał takiego hiszpańskiego kumpla od win i opowiadał, że ten junior to będzie następny Nadal, tylko że z akcentem i bez bransoletki na nodze. facet miał wówczas 17 lat, forehand jakieś tam 120 km/h, ale za to backhand klasy 200, i wszyscy gadali, że pojechał na trening do akademii w Marbelli, bo tam podobno Rafael mu pomaga na odległość. plotki szalały przez pół roku, aż okazało się, że ten "junior hiszpańskiej szkoły" tak naprawdę nazywał się tomek zza rogu, trenował raz w tygodniu na wolnym korcie, a jego największym sukcesem było drugie miejsce w turnieju osiedlowym z 2007 roku, czyli akurat wtedy, kiedy ta historia zaczęła krążyć między blokami. i wiecie co? po dwóch latach nic z tego nie wyszło – tomek poszedł na studia, bo noga go bolała jak nieboskie cielę, a ten hiszpański trener z Marbelli najwyraźniej szukał kogoś do serwowania lemoniadki pod kortem, nie nowego Nadala. ale plotka? plotka żyła swoim życiem, bo ludzie uwielbiają historie o tajnych talentach, nawet jeśli te talenty są wymyślone w głowie osiedlowego plotkarza z kubkiem herbaty w dłoni. a pamiętacie tego innego, co to niby miał się ukrywać na lotnisku w Barcelonie przed transferem do jakiejś tajemniczej akademii w walencji? no i co się okazało – facet nazywał się jurek, trenował w kieleckiej akademii, a jego największym międzynarodowym występem było drugie koło eliminacji do turnieju challengera w polskich barwach narodowych. plotka wzięła się stąd, że kiedyś jego matka wysłała mu paczkę z ciastkami, a on wracał z treningu i na lotnisku w krakowie ktoś zrobił mu zdjęcie między wagami bagażowymi. i tyle. ale przez pół roku krążyła opowieść, że jakiś wielki talent leci do hiszpańskiej ligi, a on nawet nie wiedział, że jest bohaterem lokalnego forum. czas pokaże, jak z tym waszym hiszpańskim samurajem – bo albo on gdzieś tam naprawdę istnieje, tyle że w ukryciu, albo znowu ktoś zobaczył kogoś za szybą samolotu i wymyślił całą bajkę na podstawie kawałka czerwonej koszulki w tle. ja wam mówię – najlepsze talenty rosną tam, gdzie się je pielęgnuje, a nie tam, gdzie ktoś wrzuca plotkę na forum z lotniskową fotką w tle.
    Carlos Alcaraz tennis fans
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz★☆☆☆☆ 15.07.2026 19:48 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.