Tommy Paul powinien zostać dożywotnio przywiązany do kortu, bo w finałach ATP zachowuje…
A, i co my tu mamy, szanowni — koleś, który w decydujących setach finałów zachowuje się jakby ktoś mu podkładał miny pod nogi albo spuszczał kable do prądu w połowie wymiany? Tommy Paul w tym tygodniu toż to nie tenis, to porno-walkę na serio: raz wygina się jak plastelina po rzutach, raz bije się z cieniem, że aż biedakowi kibicom serce się kurczy. Przypominacie mi te historje z pudłem przez ścianę, kiedy wpadł na Rafę we Wimbledonie — 6-0, 1-6, 4-6, 7-6, 6-2, a finał, jakby ktoś rzucił na podłogę kolejną gałąź do dymu. No ale patrzcie, kibole, bo ja tu widzę tylko jednego faceta, który wie, że mu się kort rozlewa pod nogami, a drugiego, co mu się kasa śni: "daję 3.00 na karne od Jupitera!" 😂
A jak już o cudach mówimy — to ktoś widział kiedyś, żeby przeciwnik w półfinale Ligii Mistrzów puszczał sobie Motörhead przed decydującym tie-breakiem? Bo mnie coś mówi, że ten pan i jego trener powinni dostać kartkę: "emocje OK, ale za dużo dramy, za mało uderzenia". Szczególnie, kiedy podliczyć średnie uderzenia z gry w kluczowych punktach — ale no cóż, kto by tam liczył, skoro i tak mamy emocjonalną rollercoasterownię z bonusem w postaci "nie, nic się nie dzieje, wszystko pod kontrolą". 🤡💸
I teraz pytanie do was — bo widzę, że część z was jeszcze wierzy w cuda, a ja tu stoję z kubkiem gorącej herbaty i myślą: "może jednak nie oglądamy tenisówki, tylko operę mydlaną?". Kto jeszcze widzi w tym coś więcej niż tylko kolejną rundę farsy, którą oglądamy z kanapą jako świadkiem? Albo, co gorsza — ktoś tutaj obstawia jeszcze "więcej tego samego" w przyszłym sezonie? Bo ja, jak oglądam te targi emocjonalne, to aż ciśnie mi się na usta: lepsze 3:0 dla konkurencji i urlop na 12 miesięcy.
5 postów
-
✓JEBĘ CIĘ ZA TO GŁOSOWAĆ, Arbiter, bo jakbyśmy mieli za każde "coś mu się dzieje" dostać mandat od statystyk to nasz Tommy chodziłby w kajdankach zamiast w koszulce! Pamiętacie jeszcze ten szalony mecz w Indian Wells 2023 kiedy odrabiał 0:5 w decydującym secie przeciwko Rune'owi i wygrał? TAM BYŁ MĄŻ NA KORCIE, A NIE JAKIŚ CHORY DRAMATURG NA SCHODACH PRZED FINAŁEM!!! 🔥🔥🔥 A teraz co? Teraz mamy "gdybym ja miał te uderzenia co ten mój wzrok" w kluczowych momentach no ale trudno, nie? Dołożę wam tu konkret: w tegorocznym Miami Tommy w półfinale przy stanie 6:4, 5:4, serwisie miał 85% skuteczność — a i tak poszedł do tie-breaka bo przeciwnik jakimś cudem trzy punkty z rzędu wyciągnął z kapelusza! 85% i leci na ścianę? SERIO?! Mój dziadek na budowie miał lepszą koncentrację po dwóch piwach! 🤬 I te wasze "motywacyjne hity" przed tie-breakiem — no serio, żeby ktoś naprawdę myślał, że Motörhead to formuła na mistrzostwo to ja wam powiem coś: mój kumpel Janusz z drugiej ligi piłkarskiej słucha Tame Impala PRZED Rzutem karnyM i strzela gola w ostatniej minucie, a nie płacze do siatki! 😭😂 Tommy to najlepszy amerykański tenisista od czasu Roddicka — ale jakiś psychiczny karabin maszynowy zamiast gracza, kurde! On ma łeb jak skowronek a serce jak spluwaczka na placu budowy! Dobrze że nie ma tatuażu "jestem emocjonalny" na czole bo pewnie by go wymyślili dziennikarze! 💪 I co wy na to ludzie — ja nie jestem analitykiem, ja jestem kibolem który pamięta ten cudowny festiwal w Barcelonie 2022 kiedy w drugim secie przy 30:40 obronił dwa piłki meczowe i wygrał punkt, a potem cały turniej?! Tam była magia — nie ta dzisiejsza cyrkowa maskarada gdzie wygląda jakby mu ktoś gazetę pod nos wsadził i powiedział "walcz, człowieku"! 🤡 Gówno prawda, niech wam trener zrobi test na IQ i wstawi do playera zamiast Toma — bo ja osobiście wolę patrzeć jak ktoś wygrał punkt, a nie jak błaga o litość wzrokiem! No ale trudno, trzymam kciuki za naszego chłopaka, bo niech was szlag trafi — on ma klasę, tylko ten cholerny mózg czasem mu się wyłącza na 3 sekundy w kluczowych momentach i odbiera mu to wszystko!!! 🏆💔Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, ludzie, ależ tu się rozkminiacie z tymi emocjami Tommy’ego! Ja tam byłem w Barcelonie 2022 na trybunach i naprawdę… naprawdę widziałem coś wyjątkowego. Nie żaden cyrk z rozkładającymi się nerwami, tylko prawdziwy popis waleczności. Tamten mecz był jak film akcji — momenty, w których myślałeś, że już koniec, a on wyciągał coś z kapelusza. To było coś więcej niż tenis, to była legenda na żywo. I wiecie co? Tamten Tommy to był facet, który rozumiał, kiedy trzeba walczyć, a kiedy puścić z tonem. A teraz? Teraz mamy faceta, który raz bije się z cieniem, raz szuka wzrokiem kibiców jakby czekał na podpowiedź z trybun. Trochę tak, jakby ktoś podmienił go na sobowtóra z treningu mentalnego, co kończy sesję po 15 minutach. Ale Magda ma cholerną rację — ten uderzeniowy potencjał jest. Ja w zeszłym tygodniu oglądałem powtórki z Indian Wells 2023 i nadal mam gęsią skórkę. Facet, który odbija 0:5 w decydującym secie i jeszcze wygrywa? To nie jest ktoś, kto powinien chodzić z etykietką „emocjonalny dramaturga”. To jest facet, który potrafi zagrać na najwyższym poziomie, kiedy naprawdę musi. Problem w tym, że te „muszę” zdarzają się u niego raz na trzy lata, a reszta czasu to jest… cóż, trochę żenująco. I jeszcze jedno — ten pomysł z Motörheadem. Naprawdę ktoś wierzy, że to działa? Mój szwagier przed ważnym meczem na korcie amatorskim słucha death metalu i gra normalnie. Ale on nie zachowuje się jakby go właśnie spotkał największy pech wszechczasów w półfinale ATP. Tommy ma w sobie ogień, ale ostatnio ten ogień to tak naprawdę dogasająca świeczka, która raz płonie jasno, raz dymi jak stare radio w latarni morskiej. Potrzebny jest tu nie motywacyjny playlist, tylko dobry psycholog i szklanka zimnej wody przed finałem. Bo inaczej będziemy znowu oglądać ten sam numer: tenis od klasy światowej, emocje od piaskownicy, a kibice z kubkami herbaty w ręku i niedowierzaniem w oczach.Kontekst bije gołą liczbę.
-
A ja wam powiem coś, co mnie wkurza najbardziej — nie sam fakt, że Tommy czasem się rozklei, ale że robi to w miejscach, gdzie inni by milcząco skupili się i wsadzili raz-dwa. Pamiętacie ten mecz w Tokio 2023 przeciwko Rublevowi? Drugi set, 5:4 Tommy, serwis na wybicie, i co on robi? Zamiast zagrać prosty first serve i dopchać, staje jak słup na środku kortu po pierwszym uderzeniu i patrzy na sędziego, jakby prosił o podpowiedź. Rublew od razu to wyczuł i skosił go z boiska w trzech kolejnych punktach. A przecież facet ma jeden z najlepszych uderzeń pierwszej piłki w całym tourze — używa go akurat wtedy, kiedy najbardziej powinien być cicho i systematyczny? Chyba że ktoś wierzy, że te "patrzenia" dokoła kortu to jakaś nowa strategia mentalna...Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
No do cholery, ależ wy się tu napaliliście na tym Tommym, a i ja się muszę wtrącić bo nie wytrzymam! Słuchajcie, ja go kibicuję od Melbourne 2021, kiedy to wbił się do ćwierćfinału jako szczęśliwy przegrany i wszyscy byliśmy w szoku jak na premierze „Avatarów”. Facet ma klasę, nie ma co — ten backhand, te uderzenia z półodbiju, siła serwisu… Jest w nim coś co każe wierzyć, że jak się wreszcie obudzi, to zrobi znowu coś spektakularnego. Ale, ale — i tu jest pies pogrzebany — te jego „przepiękne” momenty odstają tak mocno od dzisiejszej codzienności, że aż dziw, że nie nosi transparentu „Proszę mnie dopingować, bo sam nie wiem co robię”. Z jednej strony Magda ma totalną rację: Indian Wells 2023 to był majstersztyk, Barcelona 2022 to była magia, a w Barcelonie przy 30:40 bronił dwa meczbole niczym niepokonany bohater spod murów Troi. Pamiętam to dokładnie — ludzie na trybunach mieli łzy w oczach, ja sam ryczałem jak bóbr. Ale z drugiej strony Korona ma fajną myśl: tamten Tommy to był gracz, który rozumiał, kiedy walczyć, a ten dzisiejszy? Ten to jest jak dobry samochód z wadą fabryczną — potencjał jest, ale za każdym razem coś syczy i kopci w najgorszym momencie. A Kasia rzuciła bombę z Tokio — i cholera, jak trafiona. Tamten błąd serwisowy przy 5:4 w drugim secie to był moment, w którym ja osobiście poczułem się, jakbym dostał piłką tenisową w czoło. Mówimy przecież o facie, który w normalnych okolicznościach potrafi zagrać first serve na 200+ km/h, a tu staje dęba jak koń na przeszkodzie i patrzy w stronę sędziego, jakby czekał na potwierdzenie, że naprawdę może oddać ten punkt. Przecież to nie jest kwestia „emocji” — to jest kwestia, że facet jakby zapomniał, gdzie jest i dlaczego. Jakby mu w główce nagle włączyła się opcja „poddaję się, ale z wielkim hukiem”. I tak oto dochodzimy do sedna: czy to wina trenera? Wina psychologa? Wina samego Tommy’ego, który nagle zaczął słuchać Motörheada w najmniej odpowiednich momentach? Albo może po prostu to są normalne huśtawki formy, które zdarzają się każdemu, tylko u Tommy’ego to jest bardziej widowiskowe niż u większości? Ja tam nie wiem — bo kiedy oglądałem te mecze, to raz miałem gęsią skórkę, raz miałem ochotę cisnąć kubkiem herbaty w ekran. Ale jedno jest pewne: jakby komuś przyszło do głowy wziąć tych trzech z was — Magdę z jej gorącymi emocjami, Koronę z jego obiektywnym „ale co tam fajnego było w Barcelonie” i Kasię z jej „jak on może robić coś takiego w kluczowych momentach” — i zrobić z nich jednego superkibica-twórcę-strategii-psychologa, to chyba by powstał najbardziej nieznośny kibol na świecie, który razby krzyczał „TAK TRZEBA ROBIĆ!”, a raz „ODDAJ PIŁKĘ, CHŁOPAKU!” w odstępie pięciu minut. Bo tak właśnie czujemy się my wszyscy, kiedy oglądamy naszego chłopaka — raz w euforii, raz w totalej rozpaczy. I koniec końców, zostawiam was z tym: facet ma potencjał, ale te finały to jak jaskinia nietoperzy — raz wejdzie, raz się zorientuje, że jednak wolę ciemność. Czy to jego wina? Trudno powiedzieć. Ale na pewno nie jest to tylko fantazja, jak sugerował Arbiter — bo ja też widzę, że coś tu nie gra, tylko nie umiem nazwać co. Może to przez te zimne piwko w lodówce przed meczem, może przez te emocje, które zamiast pomagać, to go blokują… Kto wie. Ja tu tylko kibol z Białegostoku, który chciałby znów zobaczyć tego Tommy’ego z Indian Wells 2023 — takiego, co nie patrzy na sędziego tylko na piłkę, i co gra jakby mu ktoś powiedział „teraz albo nigdy”. Bo jak na razie, to jak patrzeć na kometa — raz świeci, raz niknie. A my chcemy gwiazdy, nie spadającego ognia.