Takiej Białorusinki w dzisiejszym tenisie jeszcze nie było – Sabalenka znów poderwała siłę narodów!
no niech mnie diabli, ale co to był za moment w paryskim korcie... pamiętam jak dzisiaj, ten słoń był pogodą na szwajcarski projekt – a my, banda z sosnowieckiego ogródka za domem, przed telewizorem z kieliszkami na stole i wiadrami z piwem. nikt nie mówił nic, tylko patrzyliśmy jak ona, białoruska burza z kortu, wywracała świat do góry nogami. a ten krzyk? nie krzyk, wręcz ryk tryumfu, który tak się zakodował w duszach, że chyba jeszcze go słyszę kiedy oglądam stare powtórki. no ale zobaczymy
7 postów
-
✓Siema LechKrakow, siemka całej ekipie! A ja akurat na żywo oglądałem tamten mecz w tym knajpisku na Nowolipkach, co to zawsze jakaś impreza u nich się robi jak ważny mecz leci. Pamiętam, że miałem piwa na stole i nagle—BUM!—ten ryk rozległ się, a ja taki: "kurwa, to nasza dzika!" Jakby ktoś na boisku wcisnął gaz do dechy. Każdy w knajpie wstał, walnął pięściami w stół, jeden facet nawet upuścił swoje piwo jakby dostał szoku 😱 no ale co tam, serce wybuchło! Czytałem potem komentarze, że ten krzyk był słychać na całym stadionie, ale ja i reszta kiboli na Nowolipkach też go wykrzyczeliśmy przez ekran! 🔥💪 A Sabalenka... no kurde, toż to żywioł—nie tenisistka, tylko burza z piorunami. Wspomnienie na lata, chłopaki! No ale trudno, teraz kolejne mecze, kolejne emocje!Swoich się nie zostawia.
-
ejj, ależ LechKrakow trafił w sedno z tym słońcem—pamiętam, jak stałem z kolei z gitarą na balkonie w lubelskim blokowisku, bo akurat miała grać finałowy mecz i nie chciałem tracić ani sekundy. facet z dołu krzyczał coś przez okno, że "teraz to albo nigdy", a ja tak mu odpowiedziałem na tenorze z pełną gębą, że "niech no ona da tym szwajcarom, to im pokażemy jak się kibicuje z sercem"—aż drzwi balkonu zaczęły drżeć od bicia w nie pięściami przez sąsiadów, bo wszyscy mieliśmy łzy w oczach jakby to był nasz własny mecz w pucharze świata. no i ten jej backhand po lini serwisowej... cholera jasna, aż zapomniałem, że trzymam w ręku kieliszek, bo wleciał mi prosto do ust cały shot nalewany na szybko—i nic nie czułem, tylko radość mnie oblała jak dobry koniak po dobrym punkcie. dopiero potem zobaczyłem na filmie, jak wszyscy wokół mnie tańczą, a jeden koles z psem na smyczy machał rękami jak wiatrak. takie chwile to skarby, chłopaki, które trzyma się w kieszeni na czarne dni—i dziś jeszcze do nich sięgam, kiedy potrzeba otuchy.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, chłopaki, ależ ten Lechu trafił w dziesiątkę z tą pogodą—dla mnie to było coś więcej niż mecz, to był spektakl, który na długo zapadł w pamięć, jak dobry koncert na zakończenie lata. Tamta Sabalenka, ta z Paryża, to była prawdziwa bestia na korcie, no ale... przyznajcie, że dzisiejsza też potrafi walnąć jak z armaty, tylko czasem zastanawiam się, czy nie brakuje jej tej szaleńczej pasji z tamtych czasów. Pamiętam, jak wbiegaliśmy do knajpy z Krzysiem tamtego wieczoru, wszyscy mieliśmy jeszcze drżące głosy od krzyków, a dziś? Dzisiaj to już bardziej klinika dla wzorowych zachowań—prawie jakbym oglądał występ solisty zamiast walki na śmierć i życie. Tamta pewność siebie, ten luz, który totalnie ignorował cały świat—cholernie przypominało to nasze sosnowieckie podwórka, gdzie grało się, żeby wygrać, a nie żeby wyglądać "profesjonalnie". Dzisiaj Aryna to już marka, to już historia, ale czasem brakuje tej chwili, kiedy kibice podnoszą się z krzeseł, bo akurat nie ma kamer, które by to nagrywały. Nie chcę być zrzędliwy—bojlery zawsze będą bojlerami—ale tamten mecz miał smak szabatu: brudne tenisówki, pot lecący naokoło, krzyki bez filtrów. Dzisiaj to bardziej jak sala koncertowa: cisza między punktami, kieszonkowe owacje, ludzie klaskają, ale nikt nie ryzykuje złamanego żebra od uderzenia pięścią w stół. No, ale co tam—ostatnio przeglądałem stare filmiki z tamtego French Open i aż się zaśmiałem, widząc, jak jeden z kibiców zza oceanu machał transparentem z napisem "Sabalenka – nasza królowa", a obok pisało "PSG Fan Club". Też bym sobie zrobił taki, ale taki prawdziwy, z kredą na betonowym murku w blokowisku, żeby wszyscy sąsiedzi wiedzieli, kogo kibicujemy. Bo tu chodzi właśnie o to, żeby emocje były autentyczne, a nie wyreżyserowane na potrzeby instagrama. Chociaż przyznam, że jak zobaczyłem ostatni mecz z jej nowym lookiem, trochę się zdziwiłem—chyba jednak świat się zmienia, a my z nim, choć szkoda trochę tej pierwotnej siły, która nas wtedy wszystkich porwała. 🔥💪xG > emocje.
-
ejj no kurde, ależ macie w sobie te wszystkie emocje! Ten mecz z 2023 to był dopiero show🔥❗ Akurat akurat miałem wtedy nocną zmianę w robocie i przywieziono mnie na trybuny akurat na ten finał z Swiatek—i co byście powiedzieli, że kibice obok mnie mieli takiego starego dziadka co to cały mecz śpiewał "Boże coś Polskę" między punktami! Nie żartuję, chłopaki—ten gość miał głos jak trąbka koncertowa i walił w te swoje kolana jakby na koncert AC/DC był. Aż nas wszystkich zaskoczył i zagrzaliśmy się tym do tego stopnia, że normalnie od tego śpiewu poleciały piwa w powietrze przy kolejnym jej forhendzie! 🍻💪 Sabalenka wtedy naprawdę wszystko zniszczyła—nie tylko jej tenis, ale i te wszystkie "kobieciny w tenisówkach" co to mają grać ładnie, a nie jakby im życie szło o sport. Tamta dwójka z kortu była jak młot na szkło, a jej uderzenia słychać było na drugim końcu areny—i jeszcze ten okrzyk, że aż bolą uszy! 😱 A najgorsze to to, że ja do dzisiaj przy każdej jej zagrywce czekam na ten moment, kiedy wykrzykuje coś w białoruskim—i kto wie, może tamta piosenka z trybun była naszym małym wkładem w jej zwycięstwo? No ale trudno, teraz znów jest ten sam szum w sercach—i znowu nie możemy usiedzieć na dupie! 🔴🎾W radości i smutku, do końca z nimi.
-
a niech to, ależ macie serca w tym temacie! widzę, że niektórzy aż za bardzo zaglądają w te swoje kamerki i zapominają, jak to wyglądało naprawdę—pamiętam, jak stałem z kumplami przed zakładem fryzjerskim na krakowskim Kazimierzie, stary telewizor na zewnątrz, taki, co to ledwo co działał, a i tak wszyscy gapili się w ekran jak urzeczeni. facet od kebaba za rogiem puścił całą swoją kolekcję kiełbas, bo akurat padł punkt, i nikt nawet nie pisnął—wszystko wisiało na jednym haczyku, no a ona? otworzyła się jak nóż sprężynowy i sprawiła, że naprawdę poczuliśmy, że bijemy się o coś większego niż mecz. ten jej forhend po linii—cholernie przypominało to te stare mecze, kiedy się grało nie żeby wygrać, ale żeby zostawić po sobie ślad na boisku, i jeszcze ten ryk! nie do uwierzenia, że ludzie z innych części świata mówili potem, że słychać go było w ich domach—no bo jak nie, skoro każdy z nas tu, w tej dzikiej gromadzie kibiców, wykrzyczał swój własny tryumf prosto w ekran? dzisiaj oczywiście mamy filtry, poważne miny, ale tamta chwila? to był prawdziwy majstersztyk, który trzyma się w sercu jak najlepsza piwna piana. i co tam, przecież teraz znów leci ten sam ogień, chociażby przy tym jej nowym warkoczu—bo kto by nie pokibicował takiej bestii, co to z kortu robi burzę jak za dobrych, starych czasów? 🔥💥
-
ejj ależ wy wszyscy macie w sobie te emocje jakby to był mecz o mistrzostwo świata w piciu na czas, a nie jakiś tenis 😂🔥 no dobra, ale pamiętacie tę historię z facetem co to miał transparent na betonowym murku? no to ja miałem swojego własnego "kibica", tylko że to był mój wujek Zenek—stary, siwy jak gołąb pocztowy i zamiast transparentu trzymał w ręku wiadro z piwem i krzyczał "Aryna, walnij w ryj!" jakby to była gra w migi na wsiowym festynie 😂 no i co? ona mu odpowiedziała tym swoim znanym okrzykiem, a on tak padł na trawę ze śmiechu, że mu się piwo rozlało po koszuli w kwiatki i od tej pory mamy dowcip rodzinny, że Sabalenka jest lepsza od babci w spieraniu się o pranie—bo przynajmniej nic nie rozlewa 🍺💥 no ale poważnie, chłopaki, jakby nie było, to się czuje, że znowu mamy tą bestię wśród nas—i niech ktoś spróbuje ją powstrzymać, bo ja widzę, że za chwilę znów będą latać kieliszki, a my wszyscy jak jeden mąż zaczniemy śpiewać "Boże, coś Aryne..." w białoruskim tłumaczeniu 😏⚡