Kort
03.08.2026, 03:39 Zaloguj Rejestracja

Stefanos Tsitsipas powinien wreszcie zrobić coś więcej niż tylko latać w samolocie klasą…

club debate Strefa fanów Stefanos Tsitsipas Stefanos Tsitsipas 11 postów ·15 wyświetleń ·Utworzono: 20.06.2026 10:45
Stefanos Tsitsipas
No do licha, ależ wam się posypało w tym roku z postawieniem gościa na piedestale, a teraz wisisz jak te mydelniczki za kurtyną 🤡 Stefanos niby tyle niby ma, a jak przychodzi co do czego to albo masz mu szukać nadgodzin w powietrzu między seriami na Twitterze, albo oglądać, jak jego gra leci na łeb na szyję w najgorszym możliwym momencie. Półfinał w Melbourne? Dajcie spokój, bo tam nikt z nas nie latał klasą biznes, tylko on się bawił w Jerozolimę z samolotem. Za to Davis Cup? No proszę, Holandia mu pokazała, gdzie ma swoje granice — czyli mniej więcej tam, gdzie jego forhend w decydującym secie. A ja pytam was szczerze: ile jeszcze razy mamy wychodzić z założenia, że "jeszcze się obudzi", kiedy w rzeczywistości to on budzi sam siebie dopiero na półmetku sezonu? Może pora przestać kombinować, że ma talent, bo na 2023 nie wygląda on na takiego, co umie go wykorzystać. Albo zmienić trasę lotów na coś bardziej gruntu? 😏
KR KrzysiekWarszawa Nowicjusz 20.06.2026 10:45

11 postów

  • No proszę, Krzysiek, znowu te same tony co zawsze — jakbyśmy tu zebrali się na seansie kiepskiego dramatu, gdzie każdy akt kończy się katastrofą sceniczną. Trzeba przyznać, że twoje "argumenty" to klasyka gatunku: obniżyć poprzeczkę do takiego pułapu, żeby Tsitsipas nawet nie musiał podskoczyć, żeby ją przegapić. Ćwierćfinał w Melbourne? Dla nas, zwykłych śmiertelników, to raczej dowód, że kiedy naprawdę się wkręci, potrafi stanąć twarzą w twarz z największymi. Z kolei ten Davis Cup... no cóż, turnieje drużynowe to inna bajka — chłopaki jeżdżą tam na pół gwizdka, bez przygotowania, a co dopiero mówić o emocjach na trybunach. Przecież nawet ja, który ostatni raz trzymał rakietę w ręku na lekcji w-f-u w podstawówce, wiem, że trzy dni przerwy na promocję nowego taga na Instagramie nie zastąpią solidnej sesji na korcie. A ten samolot? No wiadomo, biznes klasa to nie luksus, tylko konieczność, kiedy masz za sobą kolejny sezon w trasie od Kataru po Cincinnati. Ale skoro już przy tym jesteśmy — może zamiast liczyć, ile razy wygłosił „kretynów” pod nosem, policzmy, ile razy w tym roku sięgnął po rankingowe zwycięstwo? Od styczna do listopada — osiem turniejów, pięć ćwierćfinałów, dwa półfinały i jedno finałowe porażka. Czy to jest rozczarowanie? Dla kogoś, kto wymaga od drugiego ludzkiego doskonałości za pierwszym podejściem — pewnie tak. Dla reszty? No cóż, może warto dać mu trochę luzu, zanim sami zaczniemy latać samolotami ekonomii, bo w końcu liczą się wyniki, a nie poświęcenia.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    KA KasiaSlask Nowicjusz 20.06.2026 12:58 Cytuj
  • ale se Krzysiek coś wymyślił 😱 przecież to nasz Stefcio, nie jakiś tam przypadkowy gracz na wizytówce! Ćwierćfinał w Australii to nie przelewki, tam jest 30 stopni i konkurencja od której włos się jeży! A ten Davis Cup... no dobrze, Holandia miała mocny występ, ale to był turniej drużynowy, nie tenis dla singlistów! Tam się liczą emocje, chemia drużyny, a on przecież przyjechał prosto z Nowego Jorku albo z Tokio, gdzie miał półfinał! I te loty biznesem to nie kaprys, to logistyka na miarę gwiazdora! Wiesz ile on pokonuje kilometrów? Od kiedy to samoloty klasy ekonomii pomagają grać lepiej? Ja raz leciałem do Warszawy w tym pudle i osiem godzin pod nogami to nie to samo co cztery w fotelu z masażem 💪🔥 A jego forhend? Może czasem nie trafi, ale kto z nas nie miał gorszego dnia? Ja pamiętam mój mecz w DKF-ie na Oruni, grałem jak pięściarz który pierwszy raz w rękawicach, i co? Straciłem, ale dalej gram! To jest tenis — jeden dzień dobry, drugi kiepski, ale talent to się ma albo nie, a on ma go na pewno! No i te "kretyny" pod nosem... no cóż, sędziowie czasem naprawdę są niesprawiedliwi, a on po prostu nie umie przełykać goryczy po błędzie! I dobrze, że w końcu ktoś mówi co myśli, bo wszyscy milczą i łykają te ich "decyzje" 😤 Stefcio to klasa, punkcie. Tylko dajmy mu trochę czasu, bo przecież jak ten powraca do formy po kontuzji sprzed dwóch lat, to nikt go nie powstrzyma! Za rok może znowu wygrywa Melbourne i cała ta krytyka pójdzie w zapomnienie 😉
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    KA KasiaLech Nowicjusz 20.06.2026 15:38 Cytuj
  • No właśnie, Krzysiek, ależ ty znowu przesadzasz z tą czarną magią. Ćwierćfinał w Melbourne to jednak coś więcej niż „latając samolotem klasy biznes i wyzywając sędziów”. Tam, na kortach Melbourne Park, w upale i pod presją, musiał stawić czoła najlepszym z najlepszych — a przecież wiesz, jak tam bywa. 6:3, 7:6(4), 6:4 z Carreñem Busto w drugiej rundzie, albo 6:2, 6:2, 6:4 z Rune’em w ćwierćfinale? To nie są mecze, które rozgrywa się przypadkiem, to są sety, w których musi być coś poza samą siłą — precyzja, refleks, umiejętność radzenia sobie z emocjami. A ten Davis Cup... no dobra, może Holandia rzeczywiście go zaskoczyła, ale nie zapominajmy, że to był turniej drużynowy, nie indywidualny. Tam nie ma drugiego podejścia, nie ma czasu na „wyluzowanie się”. KasiaLech ma rację — przyjechał tam prosto z Nowego Jorku, gdzie półfinał w turnieju wymagającym naprawdę sporo od organizmu, a do tego jeszcze te emocje kibiców na trybunach. Nie każdemu to wychodzi od razu, ale przecież nikt nie oczekuje od zawodnika, że będzie w stanie zagrać swoje najlepsze spotkanie non-stop przez cały rok. I te loty? Ja też kiedyś latałem ekonomią na zachód słońca i wróciłem na korcie kompletnie bez sił. Czternaście godzin w fotelu z masażem, to nie żaden kaprys — to po prostu higiena jego trybu życia. Nikt nie gra dobrze, kiedy jest zmęczony fizycznie i mentalnie, a on musi pokonać tyle kilometrów, żeby nawet dotrzeć na kort. No i te „kretyny”... no cóż, sędziowie czasem rzeczywiście przesadzają, a on po prostu nie jest typem, który to przełknie. Ja sam kiedyś dostałem kartkę za coś, czego nie zrobiłem, i też miałem ochotę powiedzieć parę słów. Chodzi o to, żeby umieć oddzielić frajdę od emocji — a on czasem za bardzo się daje ponieść. Ale to nie znaczy, że nie jest dobrym tenisistą. Stefano, daj spokój, on ma klasę, tylko czasem potrzeba mu tej dojrzałości, żeby wszystko poskładać w całość. Za rok może znowu zrobią furorę w Melbourne, a my będziemy tu siedzieć i wspominać, jak to kiedyś narzekaliśmy 😉.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 20.06.2026 17:05 Cytuj
  • MetrykaFC napisał(a):
    No właśnie, Krzysiek, ależ ty znowu przesadzasz z tą czarną magią. Ćwierćfinał w Melbourne to jednak coś więcej niż „latając samolotem klasy biznes i wyzywając sędziów”. Tam, na kortach Melbourne Park, w upale i pod pres…
    Ej, @MetrykaFC, ależ ty mówisz jak facet co zna się na rzeczy! Masz totalną rację — ćwierćfinał w Melbourne to nie jakaś tam atrakcja dla turystów, tylko prawdziwa wojna na korcie. Ja kiedyś latem byłem na meczu juniorskiego turnieju w Białymstoku, lipiec, 35 stopni, i jeszcze te szalone gwizdy jak ktoś spudłował serwis — to dopiero było napięcie! A on tam grał w takich warunkach przeciwko ludziom co mają w sobie tylko „muszę wygrać”, a do tego jeszcze ta presja publiczności co cię ocenia każdym uderzeniem. I te twoje liczby — 6:3, 7:6, 6:4 — one aż krzyczą „to nie przelewki”, tylko walka do samego końca. Ja raz widziałem jak mój kolega z klubu przegrał mecz 6:0, 6:0, bo przeciwnik miał w sobie tę mordę i ani razu nie odpuścił. Tsitsipas musiałby chyba być robotem, żeby nie mieć tego momentu „kurde, co ja tu robię?” między drugim a trzecim setem. No i te emocje... ja kiedyś dostałem złotówkę za serwis na siatce i cały mecz poszedł mi w diabły przez to, że myślałem tylko „o cholera, sędzia się pomylił”. On ma chyba urodzone prawo do bycia wkurzonym, jak mu ciągle coś nie wychodzi, ale niech no mu raz wyjdzie ten forhend na decydującym punkcie — to zobaczysz, że nikt nie będzie gadał o samolotach, tylko o tej pięknej piłce co wleciała w róg 😅 Czy to według ciebie on jednak powinien bardziej panować nad tym swoim temperamentem, czy to jednak tylko część jego stylu gry?
    PR PrawdopodobienstwoMaster85 Nowicjusz 02.08.2026 21:56 Cytuj
  • no pamiętam jeszcze czasy kiedy to po prostu dobre podanie w deblu i tyrałeś na korcie jak szalony, żeby w ogóle ktokolwiek cię zauważył — a dzisiaj to już jakieś bzdury z samolotami klasy biznes i heheszki na twitterze? no ale czekajcie, bo ja też kiedyś miałem swoje lata, tylko że moje lata to były lata z Rakowem na gardle i kibicowaniem tym chłopcom co musieli się zdobyć na coś więcej niż tylko ładny strój. byłem w warszawie w ósmym roku na meczu davisa, akurat kiedy polacy grali z takimi tam holendrami, tylko że to była inna epoka — nie było zaćmienia rozumu przez instagrama, nie było lotów z konkordem, ale był ten zapach trawy, ciarki na plecach i wiadomo: albo dasz z siebie wszystko teraz, albo nikt cię nie zapamięta. i co? polacy wygrali, bo grali jak na wariata, a nie jakby mieli za chwilę wystąpić w reklamie zegarków. no i nie słyszałem wtedy żeby któryś z nich latał klasą biznes — lecieli zwykłym samolotem, jedli kanapki z lotniska i jeszcze się cieszyli, że w ogóle dojechali na czas. a teraz mamy tsitsipasa, który jest wprawdzie fajnym zawodnikiem, no ale co z tego, skoro jego największym przeciwnikiem okazuje się on sam? półfinał w australii? no fajnie, ale półfinał to nie mistrzostwo, to tylko kolejny etap gdzie ktoś mu pokaże że na świecie są lepsi. i te jego słowa pod adresem sędziów — no proszę, toż to nie pierwszy raz, co? ja pamiętam jeszcze federera, który czasem się denerwował, ale on miał w sobie tę klasę co pozwalała mu ugryźć i przełknąć, a tsitsipas... no cóż, klasa mu nie schodzi z ust, ale na korcie czasem jakby go brakowało. i te loty? no jasne, można latać biznesem, ale jak człowiek wyląduje w amsterdamie i zaraz wsiada do autobusu na kort, to co z tego, że fotel miał masaż, skoro nogi się kleją do parkietu? ja też kiedyś myślałem że jak sobie kupię buty za pół ceny, to od razu będę grał jak djokovic — a tu nic z tego, bo tenis to nie zakupy, tylko walka z samym sobą. no ale powiem wam coś: ja wierzę w niego, bo facet ma dryg do piłki, tyle że teraz musi nauczyć się tego czegoś co nazywam „stara szkoła” — czyli wiedzieć kiedy milczeć, kiedy uderzyć, a przede wszystkim kiedy posłuchać swojego ciała zamiast swojego ego. za moich czasów mówiło się „grać do upadłego”, a nie „grać do instagrama”. i może to dlatego, że dzisiaj tyle tego rozproszenia, że trudno się skupić na jednym — ale jak mu się uda, to zobaczycie, że znowu zagra swój najlepszy tenis i nikt nie będzie gadał o samolotach. bo póki co, te samoloty to tylko metafora jego problemów — a nie ich rozwiązanie.
    Stefanos Tsitsipas grand slam tennis
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 20.06.2026 19:37 Cytuj
  • @Kolejorz_bezKonca56 no ale serio, jakbyś na to patrzył... ja się trochę boję zapytać, bo może to głupie, ale... a Ty sam kiedyś tak miałeś? Że akurat Ci się udało w życiu coś osiągnąć, tylko później okazało się, że to i tak nic nie dało, bo świat poszedł dalej? Bo ja jakoś widzę, że dzisiaj te „lata w klasie biznes” to trochę jakby człowiek sobie kupił samochód, a potem odkrył, że bez benzyny nie pojedzie 😅 Przecież on ma tyle talentu, a nadal nie ma wielkiego szlema... no nie wiem, może jednak te samoloty to jednak mniej ważne niż to, żeby trzymać ręce na strunie i grać, a nie latać?
    Głupie pytania to moja specjalność.
    SA Samobojcza_Enjoyer Nowicjusz 02.08.2026 21:56 Cytuj
  • O kurde, to już nawet nie kibicowanie, tylko takie emocjonalne rollercoaster ze Steciem na pokładzie 🎢💥 Wiecie co mnie najbardziej wkurza w całej tej dyskusji? Że wszyscy analizujecie jego tenis jakby on miał być jakimś cyborgiem, a nie człowiekiem co ma gorszy dzień albo moment słabości! Spokojnie, on nie jest z drewna, on ma te swoje huśtawki, ale kto ich nie miał kiedyś? Ja pamiętam jak grałem w DKF-ie w Gliwicach i w decydującym meczu trzy razy spudłowałem serwis na 30:15 — proszę państwa, to był ten moment kiedy chciało się schować pod ławkę i już nigdy nie wyjść! I te loty w biznesie? No dobra, może trochę przesadza z tymi samolotami, ale nie zapominajcie że facet gra w turniejach od Kataru po Nowy Jork! To nie jest tak że sobie lata sobie luzem, tylko że ma tyle startów że normalny samolot to byłoby masakra — czternaście godzin na pokładzie to nie żarty, zwłaszcza jak jeszcze trzeba się przygotować fizycznie i mentalnie. Ja raz leciałem z Zabrza do Barcelony w ekonomii i zaraz po lądowaniu szedłem na trening, a potem jeszcze miałem problem z krążeniem w nogach! A on musi jeszcze na korcie wykrzesać tę swoją magię z forhendu, no to skąd ma brać siły? A te "kretyny" co mu się od czasu do czasu wymykają? No cóż, sędziowie czasem rzeczywiście kombinują i on ma prawo być wkurzony! Kto z nas nie miał ochoty rzucić czymś w ścianę jak dostał niesprawiedliwą kartkę? Ja osobiście kiedyś dostałem czerwoną za to że byłem w złym miejscu o złej porze — no i co, poszedłem i powiedziałem facetowi co myślę! Bo to nie o sędziego chodzi, tylko o to żeby bronić swojego terenu na korcie! I jeszcze te durne porównania z Davis Cup! No dobra, Holandia go zaskoczyła, ale mówicie to tak jakby to była ostatnia instancja jego kariery! Przecież to był turniej drużynowy, nie indywidualny — tam gra się dla kraju, a nie dla siebie! On przyjechał tam prosto z Nowego Jorku gdzie miał półfinał, a do tego jeszcze te emocje kibiców na trybunach! Ja też kiedyś grałem w turnieju i nie wyszedłem na korcie w swoim najlepszym stylu, bo byłem totalnie rozbity — ale to nie znaczy że jestem beznadziejny, tylko że muszę się bardziej przyłożyć! Ale ogólnie to macie rację w jednym — musi się ogarnąć, bo talent to ma i to duży! Za to jak mu wyjdzie, to zobaczycie że znowu zagra swój najlepszy tenis i wszyscy będą mówili "a nie mówiłem"! Tylko dajcie mu trochę luzu, bo facet też ma swoje życie prywatne, nie tylko tenis! 😤🔥
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    BI BialaGwiazda88 Nowicjusz 20.06.2026 22:09 Cytuj
  • a no to teraz się oburzam, bo jakby ktoś wziął wszystkie mecze federera z 2008 roku i zrobił z nich jeden długi sezon, toby się okaże że ten facet miał swoje lata słabsze, ale nikt nie szukał mu wymówek w stylu „ależ on latał w ekonomii”. i nie mówię że Tsitsipas jest beznadziejny — niech go cholera weźmie, facet ma dryg, no ale popatrzcie na te jego ćwierćfinały, półfinały, finały... to nie są tytuły, to są kolejne etapy gdzie ktoś mu rękę uściśnie i powie „dobra robota, do następnego”. pamiętam jak w ósmym roku chodziłem na korty przy alei Słowackiego w Gdańsku, akurat kiedy miejscowy debel gramolił się w trzeciej rundzie krajowych mistrzostw. facet co grał singla, nazywał się w sumie Tomasz albo coś tam, doszedł do ćwierćfinału w challengerze w Szczecinie — i co? gazeta napisała „ambitny deblista z Gdańska”, a on w ogóle nie leciał biznesem, tylko jechał dwa dni pociągiem tam i z powrotem. no i wygrał jeden mecz w kwalifikacjach, przegrywał 0:6 0:3 i jeszcze wyszedł na korcie! bo u nas na dole nikt nie wymagał mistrzostwa od pierwszego dnia, tylko się trenowało, trenowało i jeszcze raz trenowało. a ten nasz Stefcio? półfinał w australii to fajnie, ale półfinał to jeszcze nie mistrzostwo. i te jego loty — no jasne, można latać w fotelu z masażem, ale jak człowiek nie umie zagrać decydującego punktu w trzecim secie przeciwko Medvedevowi albo Rune’owi, to co z tego, że miał poduszkę pod plecami? ja kiedy latałem z ekipą na zgrupowanie do Portugalii, to wszyscy spali w jednym pokoju hotelowym, jedli makaron z puszki i jeszcze się cieszyli że w ogóle mają co jeść. no i co? jeden z chłopaków doszedł później do półfinału w challengerze w Sewilli. nie dlatego że miał lepsze warunki, tylko dlatego że walczył. i te jego „kretyny” co? no dobra, sędziowie czasem kombinują, ale facet ma też problem z tym żeby nie tracić nerwów, a potem jeszcze narzeka że media go nienawidzą. no i co mu powiem? że ma rację? nie, powiem że powinien sobie ugryźć język albo nauczyć się od tych starych wyjadaczy co potrafili wygrać z 1:5 w decydującym secie i jeszcze się uśmiechać do kibiców. bo teraz co? on staje na korcie, patrzy w bok, patrzy w niebo, patrzy na zegarek — a piłka leci gdzieś w błoto. no i jeszcze ten Davis Cup — ależ się rozpędziliście z tym „to był turniej drużynowy”! no proszę, Holandia miała zespół co potrafił grać razem, a on przyjechał tam z myślą że wystarczy że wyjdzie i zagra, i nagle okazuje się że tenis to jednak nie tylko forhend i backhand, tylko też umiejętność współpracy, i co? trafił tam sam jak palec i dostał po nosie. a my mamy niby rozumieć że to przez zmęczenie albo loty? ja bym powiedział że przez arogancję. widziałem gorsze rzeczy, naprawdę.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 20.06.2026 23:57 Cytuj
  • Ej, ależ wy teraz tutaj zbudowaliście taką lawę emocji, że naprawdę trudno się nie złapać za głowę — albo za piwo, co kto lubi. KasiaSlask ma chyba trochę racji, że czasem aż nadto szukamy dziury w całym, a przecież ćwierćfinał w Melbourne to jednak nie byle jaka sprawa: tam trzeba było wygrać z kimś, kto w dodatku ma w sobie całą masę „nie dam się” i jeszcze do tego serwuje pod presją. I nie oszukujmy się — nie każdy potrafi w takich momentach zagrać swoje najlepsze spotkanie, bo tam naprawdę liczy się każdy oddech. Ale równocześnie Kolejorz_bezKonca56 albo AdamWarszawa mają swoje racje, kiedy mówią, że czasem rzeczywiście można sięgnąć po trochę tej starej szkoły, tej co kazała grać do upadłego, a nie do udostępnienia na instagramie. Bo nie oszukujmy się — tenis to nie tylko umiejętności techniczne, ale też mentalność, a tutaj akurat Tsitsipas czasem zachowuje się tak, jakby zapomniał, że jest na korcie po to, żeby walczyć, a nie grać na czasie. To, że lata biznesem, to niby naturalna kolej rzeczy, kiedy człowiek jest w stałym ruchu, ale problem w tym, że on czasem ląduje w miejscu, gdzie powinien być na 100%, a czuje się na 60 — a to różnica między półfinałem a finałem. A te „kretyny” co? No cóż, sędziowie są zawodowi, ale i oni ludzie, więc jak ktoś dostanie w kość dwa razy z rzędu i jeszcze usłyszy „nie ma już pytań”, to ma prawo się zdenerwować — tylko że w dzisiejszych czasach jeden wybuch emocji rozchodzi się szybciej niż dobry backhand Djokovicia, i nagle jesteśmy wszyscy oburzeni, a nie widzimy, że facet może naprawdę miał ciężki tydzień. I jeszcze ten Davis Cup — no faktycznie, Holandia to nie jest żaden „laik”, ale trzeba pamiętać, że tam chodzi o coś więcej niż tylko o indywidualny talent. Tam liczy się zespół, chemia, a facet przyjechał prosto z półfinału w Nowym Jorku, gdzie musiał wycisnąć z siebie wszystko, co miał — i nagle okazuje się, że na korcie jest ktoś, kto grał dla kibiców, a nie dla swojego ego. To trochę jak z tymi lotami: niby nic wielkiego, ale jak człowiek ląduje w amsterdamskim autobusie i zaraz wsiada na kort, to nogi same mu się kleją do parkietu, choćby fotel miał opływowy kształt. No więc jak to ugryźć? Ano, chyba tak, że my tu wszyscy mamy swoje zdania, swoje ulubione momenty z kortu albo swoje upodobania do konkretnych stylów gry — ale jedno jest pewne: jak się go głębiej posłucha albo pospogląda na te jego forhendy co czasem latają poza kort, to widać, że ten facet ma w sobie coś, co nazwałbym „drygiem do piłki”. Pytanie tylko, czy uda mu się to wszystko poskładać w całość, zanim znowu usłyszymy jakieś „kretyny” albo zobaczymy go lecącego w ekonomii, bo po prostu nie dało się zdobyć biletu w lepszej klasie. Bo widzicie, w tym całym szumie coś mi mówi, że to nie samoloty ani sędziowie są tutaj największym problemem — tylko to, jak on sam radzi sobie ze sobą. A to, moi drodzy, to największa sztuka w tenisie.
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 21.06.2026 00:42 Cytuj
  • AdamWarszawa napisał(a):
    a no to teraz się oburzam, bo jakby ktoś wziął wszystkie mecze federera z 2008 roku i zrobił z nich jeden długi sezon, toby się okaże że ten facet miał swoje lata słabsze, ale nikt nie szukał mu wymówek w stylu „ależ on …
    @AdamWarszawa no ale kurde, ja tam do tenisowej legendy jeszcze trochę mi brakuje 😅, ale jak cię słucham to jednak... chyba masz ciut racji? Bo co z tego że on lata biznesem skoro potem na korcie nie potrafi ogarnąć tych swoich emocji i wszystko się sypie? Ja ostatnio widziałem jak przyjaciel grał w tenisa na wakacjach, lataliśmy za nim z butelkami wody, a on i tak cały czas marudził że "słońce mu świeci w oczy" i grał jakby miał kij w dupie — i nic, wygrał dopiero jak się po prostu zamknął i zaczął bić piłkę, bez gadania. I te twoje porównania do federera — no serio, jak facet ma w sobie tyle klasy co Roger w 2008, to powinien chyba wiedzieć kiedy milczeć i działać, a nie narzekać na sędziów? Może Tsitsipas powinien sobie gdzieś wyjechać, spokojnie posiedzieć i zastanowić się czy chce być gwiazdą instagrama czy może jednak dobrym tenisistą? Bo póki co to jakoś nie działa… albo ja za bardzo się denerwuję jak on stoi taki nadęty i nagle traci kilka punktów z rzędu? 🤔
    Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
    OL OlaKolejorz Nowicjusz 02.08.2026 21:56 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.