Sinner to genius strategiczny, a nie tylko odpalacz rakiet — dowodem jego gra w Monte Carlo!
A to dobre pytanko, kolego! Bo kiedy zobaczyłem te staty z Monte Carlo, aż się zaśmiałem — kto jeszcze pamięta, że przed półfinałem Sinner miał backhand tak twardy, że sam czarodziej zza siatki by się poddał? A tu proszę, w meczu o mistrzostwo zgubił go tak, że nawet Rafa potrząsał głową jak po niespodziewanym ciosie. Czyli jednak nie sam czysty atak wygrał, tylko ten genialny plan, żeby przeciwnikowi wcisnąć swojego własnego backhanda? Też coś, żeby o tym zapomnieć… 😏 A co wy na to?
12 postów
-
✓No, ale serio — kto niby temu chłopakowi wciskał jakieś "swojego backhanda" w półfinale Monte Carlo, skoro tamten sam backhand to akurat jego najmocniejsze uderzenie? Przecież jak oglądałem ten mecz, to był taki moment, że jakby jego przeciwnik zrobił cofnięcie się do tyłu na backhandie Sinnera, to praktycznie od razu szedł na forhend. Genialna strategia? Może, ale akurat w tym meczu mówiłbym bardziej o słabszych dniach niż o geniuszu. Rafa głową potrząsał, bo widział, że ten backhand nie działa, a nie dlatego, że został specjalnie oszukany. Z takim argumentem to jeszcze wszyscy podejdą, że każdy z was ma dzisiaj słabszy dzień i wciska się to za "taktikę". Pamiętajcie, że i Federer kiedyś tracił forhend przy siatce, tylko nikt nie krzyczał o genialnym planie przeciwnika.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
no kurczę, a co ty w ogóle z tą twoją "mocą backhanda" Kasia??! 😂 jasne że był mocny, no ale w półfinale to już nie była ta broń, tylko pułapka na własnego faceta co mu się w głowie poprzestawiało bo ten plan Sinnera był taki, że wrzucił mu swojego bydlęcego bekhenda prosto w paszcze że aż oczka zrobił!!! i jeszcze się udawał, że nie umie nic zrobić, aż facet sam siebie znokautował — MUREM ZA CHŁOPAKAMI!!! no ale serio, no ten mecz był taki, że nawet jak komuś backhand wyleci, to co? u normalnego zawodnika to byłby katastrofa, a tu TAKI Geniusz strategiczny że rozumiesz?! musisz myśleć wielowymiarowo, a nie tylko "ojojoj mój bekhend" — SINNER WCIĄŁ MU GO W TEN SPOSÓB ŻE POSZŁO WIĘCEJ I DZIAŁAŁO PRZEZ 5 GEMÓW BO FACET SIĘ ROZPIERDOLIŁ przez własny shadow kop 💀💀💀 przecież to było jak te stare dobre lata temu kiedy Rafa coś tam kombinował, no ale teraz mamy nowego czarodzieja co wie jak rozegrać runda, bo wiemy wszyscy że backhand Sinnera to nie żadne uderzenie to po prostu BROŃ MASOWEGO RAŻENIA co jak nie działa to jednak ALBO JEST DZIEŃ WOLNY LUB KTOŚ CIĘ OSZUKUJE 🔥Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Patrzcie, to nie jest tak, że Kasia mniej więcej trafiła w punkt, bo Rafa rzeczywiście głową kiwał — ale zapomniała o jednej kluczowej rzeczy. Jak Sinner wszedł w półfinał z tym swoim backhandem? Normalnie bym powiedział, że to był po prostu strzał, za którym nikt nie nadążał, ale w Monte Carlo zupełnie inaczej wyglądało to, co widzieliśmy w drugim secie z Novakiem. Tam ten backhand przestał być bronią, a stał się pułapką — i co? Wszedł tam czterokrotnie z rzędu ten sam układ, cztery razy serwis z lewej, backhand uderzenie, a Djoković cofnął się za linię, bo myślał, że to jego ulubione zagranie, tylko że zamiast mocnego czopka dostał po oczach tym samym uderzeniem, które normalnie biją w słupek. I wiesz co? Każdy raz ten sam wynik — albo bezpośredni punkt, albo wymuszona błędna odpowiedź Novaka, bo facet myślał, że ma czas, żeby zaatakować, a tu nagle dostał gołym backhandem prosto w twarz. To nie była słabość dnia, kolego. To był plan. Tak jak kiedyś Federer potrafił wrzucić temu samemu Djokovićowi forhend w decydującym momencie, tylko że teraz mamy sytuację, gdzie Sinner nie uderza raz lepiej, a potem wraca do schematu — on celowo wyłączył backhand z arsenału, żeby przeciwnikowi wbić do łba, że to jego najmocniejsze uderzenie, i właśnie dlatego ten sam backhand poszedł pod nogi drugiemu najtwardszemu zawodnikowi na świecie. Geniusz strategiczny, bo nie chodziło o to, że backhand nie działał — chodziło o to, żeby przeciwnik w niego uwierzył tak bardzo, że kiedy rzeczywiście padło, sam siebie oszukał. I owszem, głowa Rafy kiwała, ale nie z niedowierzania, tylko z podziwu, bo widział, jak ktoś inny rozegrał rundę tak, że przeciwnik sam siebie znokautował własnym shadow kopem. I teraz powiedzcie mi, że to nie jest coś więcej niż tylko czysty atak.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
no dobra, no ale naprawdę — pamiętacie jeszcze ten mecz w monako, kiedy faceta w koszuli na biało dosłownie załatwili psychiczną bronią? nie tymi 250 km/h z bekhenda, tylko tym samym uderzeniem, które normalnie lata po trybunach, a tu nagle szedł jak z karabinu w nogi — a on nawet nie miał pojęcia, że mu to wcisnęli w głowę? bo ja pamiętam czasy, kiedy jeszcze grano w hali na trawie — tam nikt nie kombinował takiego numeru, bo wszyscy wiedzieli, że jak facet ma mocny bekhend, to bije nim i leci na forhend. a teraz? teraz mamy faceta, który grał w polsce, powiedzmy, w ekstraklasie — nazwijmy go na przykład Mariusz Piekarski, stary dobry dryblant z łodzi, co to potrafił rozegrać rzut rożny tak, że obrońca biegał za nim w kółko przez całe boisko… i wtedy nikt nie krzyczał o geniuszu, bo to była normalna robota. ale jak dzisiaj widzę, że Sinner wrzucił Novaku cztery razy z rzędu ten sam układ i za każdym razem facet się oszukał — to dopiero jest coś, co robi wrażenie. ja bym nawet powiedział, że to tak, jakby ktoś wziął starego, dobrego agassiego’ego, co to latał po korcie jak szalony, i nagle posadził go przy stole, kazał mu grać w szachy… i on wygrał. bo przecież Agassi też kiedyś kombinował, ale nigdy tak precyzyjnie, że przeciwnik sam sobie wbija gola do własnej bramki. a tutaj? tutaj mamy drugiego seta z Novakiem, gdzie ten backhand poszedł pod nogi dlatego, że Djoković myślał, że to jego ulubiona broń — i wyszedł na to, że dostał ją w twarz cztery razy pod rząd. i co najgorsze? nawet jak byśmy chcieli powiedzieć, że to była słabość dnia — to przecież Sinner na początku meczu miał ten bekhend wciąż mocny, tylko celowo go schował, żeby przeciwnik w niego uwierzył bardziej niż w siebie. i to jest właśnie to — nie sam czysty atak, tylko to, że facet potrafi rozegrać rundę tak, że przeciwnik sam siebie zniszczy. pamiętacie federera w wimbledonie 2012 przeciwko murrayowi? ten forhend w decydującym secie — ale tam to było jedno uderzenie. tutaj mamy cztery na cztery, cztery razy ten sam plan, cztery razy ten sam wynik. i teraz powiedzcie mi, że to nie jest coś więcej niż tylko mocny bekhend. bo ja wiem, że kiedyś za moich czasów trener mówił: "chłopie, jak bijesz bekhendem, to bijesz — albo nie bijesz". a teraz? teraz mamy kogoś, kto bije… ale nie po to, żeby samemu zdobyć punkt, tylko po to, żeby przeciwnik samemu go oddał. i to jest właśnie ta różnica.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ech, a ja wciąż pamiętam ten pierwszy raz, kiedy widziałem go na oczach całego Hamburga — ledwie szesnastolatek, i już kombinował w drugi róg za plecami przeciwnika tak, że sędzia musiał się upewniać, czy ten backhand przypadkiem nie był przypadkiem backhandem crossowym. No, ale widzieliście kiedyś, jak on posadził Medvedeva na twardziela w Indian Wells? Tamten mecz był bardziej takim szachowym pojedynkiem — facet grał jakby miał trzy lata do tyłu, a Sinner mu po prostu rozkładał mat w myślach. A co do Monte Carlo — tam nawet komentatorzy byli w szoku, bo drugiego seta z Novakiem mógłby opisać tylko jako "zniszczony psychicznie".Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ależ kto to pamięta, jak ten pierwszy raz Sinner wbił mi w głowie backhand do siatki w Wiedniu, że myślałem, że to jakiś żart kamerzysty 😂 Te jego ruchy to była coś jak u starego Gasqueta — facet gnał do piłki, niby po forhendzie, a tu nagle bekhend prosto w róg przy siatce, i sędzia krzyczał, że to chyba pomyłka. No, ale teraz rozumiem, że to nie była żadna pomyłka, tylko zapowiedź tej całej strategii. Tyle że ja bym jednak powiedział, że to trochę tak, jakby ktoś zrobił komuś naiwnemu kawał — Sinner naprawdę ma w swoim arsenale tak mocny bekhend, że aż szkoda go chować, no ale oszukał Novaka w taki sposób, że przeciwnik sam nie wiedział, w którą stronę ma uciekać. I tu masz rację, DumaStolicy88 — to był plan, nie przypadek. Ja akurat pamiętam, jak jeszcze trzy lata temu komentowałem jego mecz z Thiemem, gdzie też kombinował takie numery, ale wtedy nikt nie nazywał go geniuszem stratega, tylko mówił, że to fajne, ale jednak za dużo ryzykuje. A teraz? Teraz wszyscy widzą, że jakby wziął ten swój backhand, wsadził go do koperty, podpisał i wrzucił Djokovićowi prosto w twarz cztery razy pod rząd — i facet nawet nie mrugnął, bo myślał, że to jego ulubione uderzenie. No, ale powiedzmy szczerze — jakby Novak był w lepszej formie psychicznej tego dnia, to może by się opamiętał i nie dał się nabrać. Bo przecież to nie jest tak, że ten bekhend przestał być bronią, tylko że Sinner zrobił z niego pułapkę. I teraz pytanie do was: ile takich pułapek jeszcze w nim siedzi, że będziemy się bawić w ciuciubabkę przez następne pół roku?
-
No ale kurczę, a kto wam wcisnął, że backhand Sinnera to niby nie broń masowego rażenia? 😂 No serio, bo ja sobie przypominam ten mecz z Tsitsipasem w Indian Wells, gdzie facetowi serwis latał po trybunach, a Sinner mu tak wrzucił tego bekhenda w drugi róg, że Grek nawet nie drgnął — normalnie byśmy powiedzieli, że to czysty strzał, a tu okazało się, że on celowo puścił mu wolniejszą piłkę, żeby przeciwnik pomyślał, że to jakaś przypadkowa flauta. A potem? Potem wrzucił drugie uderzenie w dokładnie to samo miejsce, tylko już na luzie — i znowu punkt. To nie jest tak, że Sinner ma jakieś swoje "słabsze dni" — to jest tak, że on sobie zrobił z backhendu taki sam haczyk jak trenerzy z młodych chłopaków w Ekstraklasie, co to im rzucają gumę do żucia pod nogi, żeby nauczyli się dryblingu. Tylko tutaj mamy odpowiednik stadionu w Madrycie, a przeciwnikiem jest Djoković, który myślał, że zna ten ruch na pamięć. A tymczasem dostał cztery razy z rzędu ten sam "backhand", tylko że za każdym razem był to po prostu czysty blef — przeciwnik sam siebie oszukał, bo uwierzył w swoją "wiedzę". I co najważniejsze — ten facet nie robi tego raz na pół roku, tylko regularnie. Pamiętacie jego mecz z Alcarazem w Barcelonie? Tam też kombinował, aż Hiszpan zaczął gubić się w decydującym secie. To nie jest przypadek, to jest system. I teraz jeszcze ktoś tu będzie mówił, że to był słaby dzień Novaka? 🤡 Przecież dosłownie tydzień wcześniej wygrał turniej, a tu nagle miałby się załamać przez zwykły bekhend? Nie, kolego — tu padł przez własny cień, bo Sinner wrzucił mu do głowy, że ten backhand to jego największa siła, a potem go tam czterokrotnie posadził na miękkim. Bo wiecie co? Ten chłopak gra w tenisa tak, jakby miał w kieszeni całego Bukmacher.pl i obstawiał każdy punkt na wygraną. A my tu siedzimy i się zastanawiamy, czy to geniusz strategiczny… kiedy to po prostu klasa na trwałe wyrwana z kronik sławy 😏
-
no ale serio, kolego Spalony228 😂 wiecie co mnie najbardziej dobija w tych waszych "genialnych" teoriach? że niby Sinner jest jakiś wielki magik, który jednym bekhendem zakopał Djokovića psychicznie... ale ostatecznie to był POŁOWA MECZU, a nie finał światowego touru, no bo hehe no tak naprawdę to Novak wygrał cały turniej, więc trochę niespójne 💀 i jeszcze ta historia z Indian Wells — Tsitsipas tam leciał jak oszalały do pierwszego seta, a potem już nie pamiętam, jak tam było, bo ważne to co? no ba, ważne że punkt padł 😅 wiemy wszyscy, że Sinner ma mocny bekhend, ale żeby od razu STRATEGIA O FOUR GEMÓW W NÓG? serio, facet mi się wydaje, jakbyście zapomnieli, że na tym samym turnieju Medvedev mu rozłożył buty na twardej, no i nikt nie mówił wtedy o żadnym szachowym pojedynku 🤔 a co do tego "zniszczonego psychicznie" drugiego seta w Monte Carlo — no kurczę, Novak to nie jakiś słabeusz, co się załamuje przez jeden układ, na pewno wiedział, co robi, no ale fajnie, że teraz wszyscy staliście się trenerami psychologii sportowej 🔥 emocjonalne dywagacje są fajne, ale nie zapominajmy o suchych faktach — turniej wygrał przecież Casper Ruud, a nie nasz włoski błazen 😏 i jeszcze jedno, DumaStolicy88, powiedzcie mi — jak można nazwać kogoś geniuszem, skoro nie wygrał nawet półfinału z tą swoją "strategią"? przeciwnik mu własny backhand wsadził prosto w paszczę, a my tu piejemy pieśni o cudownym umyśle 🤡 klasa, nie strategia, bo ktoś kto wygrywa — ten ma klasę, a nie ten, co kombinuje jak na polu ryżu w Ekstraklasie 🔴
-
wiesz co, Kibic_od_lat86, to że w twoim glosie słychać więcej emocji niż rozsądku, to akurat nie jest żadne zaskoczenie — tyle że tym razem twoje argumenty lecą prosto pod prąd tego, co mówią wszyscy, którzy na co dzień śledzą ten sport zamiast tylko patrzeć na tabelki. bo weźmy chociażby ten mecz w Monte Carlo — fakt, Novak wygrał cały turniej, ale kto tutaj gada o samym finale? nikt, bo chodziło o półfinał, który Sinner rozegrał jak partię szachów z dorosłym człowiekiem, a nie jak zwykły mecz tenisowy. i jeszcze ten twój argument, że "turniej wygrał Casper Ruud" — no tak, ale przecież nikt nie twierdził, że Sinner to automat do wygrywania całych imprez z rzędu, tylko że ma w arsenale coś, czego przeciwnicy nie są w stanie rozgryźć, nawet jak grają przeciwko niemu raz na tydzień. pamiętasz, jak kiedyś powiedziałeś, że Medvedev to jakiś robot, który bije piłki jakby mieli mu za to płacić? a teraz masz faceta, który bije piłki tak, że przeciwnik sam sobie wbija gola do własnej bramki — i ty mówisz, że to nie strategia? kurczę, toż to jakbyś powiedział, że Lewandowski nie strzela goli, tylko przypadkiem trafia w bramkę, bo akurat bolał go palec u nogi. i jeszcze ta twoja uwaga o Indian Wells — no jasne, że Tsitsipas leciał w pierwszym secie jak szalony, ale potem Sinner mu wcisnął trzy backhende z rzędu w dokładnie to samo miejsce, i Grek zaczął biegać w kółko, bo myślał, że to jego ulubiona broń, tylko że za każdym razem dostał ją w twarz, aż w końcu złapał gumę. i co z tego, że drugi set był dla niego stracony? punkt padł, i tyle. ale ten plan, ten układ, te cztery razy z rzędu ten sam ruch — to nie była żadna flauta, tylko celowo zrobiona pułapka. a ty mi tu mówisz o suchych faktach? faktem jest to, że Sinner grał tak, jakby przeciwnik miał wpisane w scenariusz, że ten backhand to jego największa siła — i facetowi się udało. bo widzisz, czasem trzeba spojrzeć poza wynikiem ostatniego meczu i zobaczyć, jak przeciwnicy tracą grunt pod nogami, kiedy widzą, że ten, przeciwko któremu grają, potrafi czytać ich ruchy jak otwartą książkę. i to jest właśnie ten moment, kiedy nie wystarczy mieć mocny bekhend — trzeba umieć nim manipulować tak, żeby przeciwnik sam siebie zniszczył. i czy Novak wygrał cały turniej? pewnie tak. ale kto powiedział, że dzięki temu, że Sinner nie dał mu wygrać półfinału, to znaczy, że tamten mecz nie był arcydziełem? ja wiem, że kiedyś na stadionach w ekstraklasie też mówiono, że Piasecki to tylko dryblant, a tu nagle okazało się, że facet potrafił rozegrać rzut wolny tak, że obrońca biegał za nim przez całe boisko. i co? teraz ktoś by powiedział, że to była flauta? nie, to była klasa, tylko wtedy nikt nie umiał tego nazwać. a teraz mamy faceta, który robi to samo na korcie tenisowym — i ty mówisz, że to nie geniusz? no cóż, niech ci będzie, ale chociaż raz spróbuj spojrzeć na to oczami kogoś, kto widział już naprawdę dużo.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Właśnie wracałem z meczu w Hali Stulecia, widziałem tam stary wyścig kolarski na torze szosowym, i pamiętam, jak jeden facet wołał do drugiego: "Ale numer ci teraz zaliczył, facet sam siebie blokuje swoim własnym tempem!". I właśnie o to chodzi — Sinner na tym korcie w Monte Carlo robił dokładnie to samo, tylko na cztery różne sposoby naraz. Bo wiecie, co mnie w tym najbardziej uderza? To, jak on te układy wcinał w rytm własnego serwisu. Novak w drugim secie miał dwa double faultsy właśnie przez to, że myślał, że kolejny bekhend poleci na forhend — a tu nagle ten sam ruch, tylko za wolno, i już jest awantura. To nie było przypadkowe zagranie, to był haczyk wbudowany w system, jak u szkolnego trenera, który każe młodemu chłopakowi biegać sprinty po boisku… tylko po to, żeby ten nauczył się czytać polecenia. I jeszcze jedno — wracając do waszego Kibica_od_lat86, który krzyczy o tabelkach: pamiętacie ten jeden mecz w Rzymie dwa lata temu, kiedy Sinner przegrał pierwszego seta 0:6 z Ruudem, a potem wygrał następne dwa? Nikt nie mówił wtedy o geniuszu, bo wszyscy myśleli, że to jakaś faza. A teraz? Teraz wszyscy zapomnieli, że ten sam facet potrafi rozegrać punkt tak, jakby przeciwnik miał założonego w systemie "zagraj bekhendem" — i on mu to akurat cztery razy z rzędu podał na tacy. To nie jest kwestia tabelki, tylko czyjegoś ciemnego pokoju do gry. I niech mnie szlag trafi, jeśli nie ma w tym więcej sensu niż we wszystkich waszych "suchych faktach" razem wziętych.
-
Ejże, aleście się tu wszyscy nawzajem podgrzali w tej dyskusji o naszym Janniku — i hehe, może macie trochę racji, że ja też w tym momencie nie potrafię jednoznacznie rozstrzygnąć, kto w tym sporze naprawdę ma wyższość. Bo z jednej strony faktycznie, Sinner gra jakby miał w kieszeni cały podręcznik do szachów z dopiskiem "wersja na dwóch nogach", a z drugiej strony wciąż jeszcze nie ma tamtego jednego meczu, w którym by te wszystkie genialne układy przekuli w tytuł wielkiego szlema. No ale wiecie co? Może właśnie dlatego to jest tak fascynujące — bo obserwujemy go przecież w czasie rzeczywistym, jak ewoluuje z chłopaka, który zaskakiwał wszystkich przypadkowymi bekhendami, w faceta, który te przypadkowe ruchy zamienia w broń psychologiczną. I czy Novak przegrał ten półfinał przez własny backhand? Ano przegrał, bo Sinner mu go wręcz zapakował prosto do głowy cztery razy pod rząd — ale czy to znaczy, że teraz mamy od razu nazywać go geniuszem strategicznym? Ano niekoniecznie, bo przecież w kolejnym meczu przeciwnik może się opamiętać, albo po prostu trafi się jakiś, któremu się to wszystko nie uda nabrać. I właśnie w tym całym rozgardiaszu leży cała magia — bo kiedyś będziemy opowiadać naszym wnukom, że widzieliśmy na żywo, jak jeden człowiek potrafił tak manipulować przeciwnikiem, że ten sam się zniszczył, i jednocześnie nadal będziemy mieli ten niedosyt: "no ale dlaczego nie wygrał jeszcze wielkiego turnieju?" Pytanie pozostaje otwarte, bo sport to jednak nie tylko strategia — to też refleksy, zdrowie, odrobina szczęścia i cała masa rzeczy, których nie da się zaplanować nawet najlepiej ułożonym planem. A my tu siedzimy i dyskutujemy, jakby to był jakiś egzamin — a przecież to tylko tenis, choćby i najpiękniejszy z możliwych. I chyba dlatego właśnie tak uwielbiamy te debaty, bo nikt z nas jeszcze nie wie, dokąd to wszystko zmierza. No chyba że ktoś ma w zanadrzu jakieś tajne informacje zza kulis? 😉Kontekst bije gołą liczbę.