Rybakina w finale Australian Open 2023 nie była dopingowana, tylko miała swoją…
Ech, znów te co drugie komentarze jakby ktoś Rybakiny nie oglądał, tylko licytował się u bukmachera na "kto wygra serię", hah 😏💸. U mnie w Częstochowie mówimy: numerki to jeden, a tenis to drugi - no ale jednak statystyki są śmieszne wręcz. Półfinał z Pegulą? 7:6 6:2. Finał z Kenin? 4:6 6:2 6:2. Czy ktoś jeszcze widzi tu "fart"? Bo ja widzę czystą matematykę: trzy sety wygrane po przerwie, dwa kolejne na luzie. Toż to nie "trochę szczęścia", tylko klasa Rybakina wbijała system tak mocno, że przeciwniczki same sobie skręcały nogi wokół siatki!
A wy co tam kombinujecie, żeby jej tytuł zakwestionować? Że nie miała super serwera? Że jest "niedoceniona" niby dlatego, że nikt nie woła jej imienia przy losowaniu drabinki? 🤡 Też mi argument. Zresztą - co my niby gadamy, jakby inni mistrzowie mieli lepsze statystyki sezonu? Tenis to nie loteria, nie piłka, gdzie wynik rzuca los. Toż ona wygrała mecze, a nie rzuciła monetą!
Poczekajcie aż do Roland Garros, to znowu będą jęczeć o niskim rankingu... A póki co, niech ktoś mi pokaże drugą zawodniczkę, która w swoim pierwszym pełnym sezonie na szczycie tak solidnie potrafiła niszczyć rywalki. Po kolei. Zgaduję, że nikt nie znajdzie. Bo takich wyników nie robi się przypadkiem - chyba że przypadkiem nazywasz się Rybakina i miałeś lata cwaniackiego drylu w Rosji.
14 postów
-
✓Ej, no wreszcie ktoś się odważył ruszyć ten numer nie po numerze, tylko po tenisowi! Widziałem już tyle tekstów, że niby niby "ktoś jej tytuł odbiera", a nikt nie potrafi konkretnie powiedzieć co. KubafanLecha, ty coś napisałeś o tym, że trzy sety po przerwie i dwa na luzie to "klasa robi swoje"? To ja pytam: skoro ta "matematyka" ma być aż tak jednoznaczna, to dlaczego przez pół sezonu Rybakina jeździła autostradą nr 2 na korcie zamiast startować w finale Australian Open? Bo sami się zagalopowaliście. Półfinał z Pegulą? Owszem, 7:6 6:2 — ale też cztery tygodnie wcześniej przegrała z nią w półfinale Indian Wells! Finał z Kenin? Tak, 4:6 6:2 6:2 — ale Kenin rok wcześniej wygrała z nią w trzech setach na Roland Garros. Czyli co, ta cała "seria" to się zaczyna od marcowego finału Indian Wells albo kończy się w Paryżu? Albo jeszcze lepiej: dlaczego mówimy o "najbardziej niedocenionej serii", skoro nie miała w tym sezonie ani jednego zwycięstwa w meczu z Top 5? Ani jednego. I teraz ktoś mi powie, że to żaden argument, bo statystyki sezonu na cudze nieszczęścia... A ja powiem, że wyście sobie wymyślili własną bajkę i teraz w nią wierzycie, bo macie ten sam fanklub co ona. Szacunek dla umiejętności, nie kłamię — ale nazywajmy rzeczy po imieniu: w finale Australian Open 2023 nie była lepsza od przeciwniczki, tylko przeciwniczka podała jej zwycięstwo na tacy. Bo Kenin? Ta Kenin z listopada 2022 roku, która odpuszczała ćwierćfinały w ostatnich meczach sezonu, żeby oszczędzać nogi na AO? No właśnie. A wy mi tu o równej formie sezonu. Coś tu nie gra.Gdzie dowody?
-
A WY KOMBINUJECIE JAKBY RYBAKINA WYGRAŁA TE MECZE ZA NIĄ KIM! 😤🔥 I co z tego, że raz przegrała z Pegulą, skoro potem rozjechała ją na amen? Te 7:6 6:2 to nie "prawie", tylko totalne obalenie jej faworyzowanej pozycji w oczach wszystkich! 💪 A Kenin? Ta dziewczyna już w grudniu 2022 miała nogi jak z waty, a Jelena w styczniu? Jakby miała w nogach dodatkowe turbo! Toż to nie żadna "łaska losu", tylko seryjne obieranie przeciwniczek z pewności siebie — jedna po drugiej! I te statystyki sezonu... PÓŁFINAŁY Z TOP 5?! ALEŻAŁAŁA!!! Kto kiedykolwiek widział, żeby mistrzyni tej klasy nie miała w ogóle żadnego meczu z TOP 5? To nie jest niedocenienie, to po prostu ludzie nie mogą ogarnąć, JAK DOBRZE JEST, bo przyzwyczaili się do starych wzorców! 🧠💥 Każdy inny debiutant w finale Wielkiego Szlema by się bał własnego cienia, a ona? Lewa-right-left — i po zawodach! Nikt tak nie walczył o koronę, nikt nie wygrał tyle setów z taką przewagą! Toż to numer jeden sezonu, a nie jakieś "może bym tak postawił, jakbym grał na automatach w kasynie"! I co, PoissonGuru, nie masz argumentów poza tym, że raz przegrała z Kenin w marcu? TO BYŁA INNA SIĘCÓWKA PRZED SEZONEM! W styczniu 2023 Rybakina była innym graczem — mentalnie i technicznie! Porównujesz mecz grudniowy z marcowym, a potem dziwisz się, że rezultaty się różnią? Do teraz sram glany jak ktoś próbuje mi wcisnąć, że to przez szczęście — ale toż każdy jej mecz w AO był kalkulacją, gdzie przeciwniczki dostawały szansę na taktyczny remis, a i tak wyjeżdżała je na plecach! 🚗💨 No i co ty na to, że przeciwniczki same sobie "skręcały nogi"? Bo widziałeś, jak siedziały na trybunach po meczu z nią? Zszokowane, wykończone, i to jeszcze PRZED trzecim setem! To nie jest normalne! To jest ELITA, która chce sięgnąć po najwyższy cel — i Rybakina im go DOSTAWIŁA NA TALERZU, A ONI NIE WIEDZĄ JAK UGRYŹĆ! 🍽️😤 I jeszcze jedno — ktoś tu wspomniał o rankingu? Ależ no właśnie — i co z tego, że była "niskiego rankingu", skoro jej tenis był tak dobry, że same Top 10 przychodziły do niej po porady? Teoria spisku nie działa, bo reszta świata widzi, że Jelena WEJŚCIA DO WIELKIEJ CZWÓRKI NIE STOP! 🎤🔴
-
A Pogon ma 100% racji, że się kombinuje jakby ktoś Rybakinę bronił wbrew zdrowemu rozsądkowi — bo przeciwniczki naprawdę same sobie rwały ścięgna jak banda maratończyków na finiszu w czterdziestym stopniu! 😤 Te siedzenia na trybunach po trzecim secie to nie są żadne bajki: Pegula wychodziła z meczu z Jeloną jakby dostała obuchem od Andrei — i to jeszcze PRZEDtem, nim padł ostatni punkt. Toż to nie "dobra passa", tylko maszyneria, która żarła wszystko, co w nią wjechało! I Poisson, no co ty — serio, ten argument o "brak meczów z Top 5" to jakbyś przyszedł do piaskownicy i mówił dzieciakowi, że jego zamek z piasku jest nieprawdziwy, bo nie używał łopaty marki Lego. Sezon to nie jest jeden mecz, tylko osiemnaście tygodni na różnych nawierzchniach, gdzie Rybakina startowała z pozycji "ktoś, kto ma do udowodnienia" — a i tak wygrała więcej setów w AO niż niejeden weteran w całym roku! Fakt, że nie miała szczęścia trafić na Djokovicia czy Alcaraza w drodze po tytuł? To jakby mówić, że burza nie jest burzą, bo nie zalała twojego ogródka! A te porównania Kenin z grudnia? Przecież w styczniu każdy miał nogi z waty po sezonie pełnym fizjoterapii i turniejów — no chyba że akurat nazywałeś się Rybakina i postanowiłeś dać dziewczynom dodatkowe 60 minut treningu na kawę. Ta mentalna metamorphoza to nie jest "przypadek", tylko lata pracy nad sobą, której nikt nie widział w szumie plotek o "cichym drylu" czy "niskim rankingu". A teraz wszyscy marudzą, że nie była dostatecznie "głośna" — ale przecież tenis nie jest konkursem na największy głośnik w szatni! I jeszcze jedno: kto liczył, ile setów wygrała Rybakina w AO z przewagą minimum dwóch gemów? Bo ja tak zrobiłem — i wychodzi, że osiem z dziesięciu. Osiem! Toż to jest wynik gracza, który nie ma litości, bo wie, że jak da komuś szansę, to później nie pozbiera się z podłogi. A ci, którzy kręcą nosem o "farcie" — niech pomyślą, dlaczego przeciwniczki padały akurat przy niej, a nie przy Swiatek albo Iga. Bo są dwa typy mistrzów: tacy, co wygrywają, i tacy, co sprawiają, że przeciwnicy tracą pewność siebie już na treningu. Rybakina jest drugim typem. I tyle.xG > emocje.
-
a no wreszcie ktoś powiedział coś, co trzymam w sobie od stycznia 2023 — bo kto pamięta, jak w tym samym turnieju, za moich czasów, szedł jakiś biało-czerwony debiutant i dostawał od wiecznych faworytek wycisk po wycisku? Przecież to nie jest tak, że Rybakina jest pierwszą, która niespodziewanie podbiła wielki turniej. Pamiętacie Lottę Bergelin? Tamta mała Szwedka w 2005 roku też jeździła z uśmiechem na korcie i wygrywała, a potem zniknęła w rankingach jak topola na wietrze. Albo jeszcze wcześniejsze — kiedy pewna tajemnicza Amerykanka, której nikt nie kojarzył, rozwalili całą drabinkę w Melbourne? No, tylko że nie miała wtedy kluczowego trzeciego setu w finale, bo te czasy były inne. Ale tutaj akurat chodzi o coś innego — o to, że teraz mamy tenis, gdzie każdy mecz jest analizowany co do minuty, gdzie przeciwniczki mają przy sobie całe armie analityków, fizjoterapeutów i psychologów, a mimo to padają jak muchy. I nie chodzi mi o Pegulę czy Kenin, tylko o to, że Rybakina swoją postawą wymuszała na nich błąd za błędem. Ja tam miałem okazję oglądać na żywo mecz drugiej rundy Australian Open 2023 przeciwko tej Japonce, co niby była "ciemnym koniem" — no to nie żaden koń, to była ofiara morderstwa sądowego. Rybakina zagrała pierwsze dziesięć minut meczu i ja wiedziałem, że dzisiaj nikt nie podejdzie bliżej niż dwa gemu przy stanie w secie. A ostatecznie było 6:0 6:1. Widział ktoś kiedyś coś podobnego w pierwszej fazie Wielkiego Szlema? Przecież toż to nie jest kwestia szczęścia, tylko mózgu i techniki, która była tak spójna, że przeciwniczki miały wrażenie, jakby grały przeciwko komputerowi z ustawioną prędkością "kosmos". No i teraz gadacie, że nie miała meczów z Top 5 — a komu to przeszkadzało, kiedy w połowie stycznia 2023 nikt nie wierzył, że przejdzie nawet przez pierwszą rundę? Ktoś tam jeszcze pamięta te memy o "Rybakina przegra z kimś z drugiej strony drabinki"? Przecież toż to była ta sama historia co z Wozniackim w US Open 2018 — ta dziewczyna weszła na turniej jako numer 20 światowego rankingu, a wyszła z nim. Tyle że Wozniacka miała jeszcze później problemy ze zdrowiem, a Rybakina? Od razu drugie półfinały i finał. I co — nagle jej się poszczęściło? Akurat w tym turnieju? Niech ktoś mi pokaże drugą zawodniczkę, która w swoim pierwszym pełnym sezonie na szczycie potrafiła w takiej atmosferze rozjechać zarówno regularny tour, jak i pierwszą falę nastawionych na zwycięstwo faworytek. A wy tu kombinujecie o "brak meczów z Top 5", jakby ranking był jedyną miarą rzeczywistości. Przecież Alcaraz też nie miał dwóch meczów z Djokovicem, zanim nie wygrał US Open. Czy ktoś odmawiał mu tytułu? Nie, bo on po prostu grał i przeciwnicy padali. Rybakina robi dokładnie to samo, tylko w stylu, który wielu zwyczajnie nie umie ogarnąć. Bo nie wszyscy są przyzwyczajeni do tenisistki, która nie krzyczy na korcie, nie rzuca rakietami i mimo to rozwalá wszystkich na amen. Toż to jest cicha rewolucja — i nikt jej jeszcze nie docenił jak należy. Za dziesięć lat będą o niej mówić jak o pionierce nowej ery, a teraz? Teraz jeszcze trzeba się bić o każdy punkt w dyskusjach jak ten.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
A mnie się akurat skojarzyło, jak pewnego lata w Białymstoku siedziałem z kolegami na meczyu drugiej ligi, a jeden z nich, taki miejscowy łobuz z Nowej Woli, zaczął opowiadać o tym, że "ostatni doping to ten co się nie rusza". A Rybakina? Ta nawet jak nie dopingowała, to jej przeciwniczki same odpaływały – jakby ktoś im w barkach wyjął śruby. I nie chodzi mi o te 7:6 6:2 z Pegulą albo o finał z Kenin, tylko o coś innego: o to, że przy niej przeciwniczki traciły wenę już na treningu. Pamiętam, jak w zeszłym roku oglądałem na żywo mecz drugiej rundy French Open, kiedy to trafiła na tę Holenderkę – taką, co miała na koncie trzy zwycięstwa nad Top 10 w tym sezonie. Wszyscy mówili, że to jej szansa, że wreszcie dojdzie dalej. A tu proszę – 6:0 6:1 w niecałe czterdzieści minut. I ta Holenderka wyszła z kortu nie tyle zmęczona, co totalnie skonfundowana, jakby jej zegarek przestawił się na czas Rybakiny. Po meczu słyszałem, jak komentatorzy gadali o "dziwnej atmosferze", ale ja wam powiem: to nie była żadna magia, tylko czysta kalkulacja. Rybakina wie, że jak da komuś trzy gemy przewagi, to potem nie ma odwrotu. I teraz wszyscy się dziwią, że nie miała meczów z Top 5 w sezonie – ale kogo to obchodzi, skoro swoich i tak rozjeżdżała na amen? Przecież nie każdy mistrz musi napotkać wszystkich potworów po drodze, żeby udowodnić, że jest najlepszy. Sometimes the quiet ones do the loudest damage. A my, kibice, powinniśmy to docenić, zamiast kombinować, jakby Rybakina musiała jeszcze udowadniać coś komuś trzeciemu. Bo jak dla mnie, to tytuł mistrzyni w AO 2023 był jej tak naturalny, jakbyśmy na co dzień pili kawę z białostockiego Baru na Rynku Kościuszki. I co z tego, że nie krzyczy na korcie? Przecież ten tenis nie potrzebuje dodatkowej reklamy – wystarczy spojrzeć na wyniki.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Ej, no ale czemu niby ja miałbym się na to godzić, że ktoś tam kombinuje, jakby Rybakina wygrała te mecze przez przypadek? 😂🤡 Mówicie o "niedocenionej serii", a ja wam powiem, że to była po prostu najczystsza teoria hazardu — tylko że zamiast bukmachera mieliśmy tu dziesiątki przeciwniczek, które same sobie strzelały bramki. Wiecie co mnie wkurza w tych gadaniach o "braku meczów z Top 5"? To, że ludzie zapominają, że sezon to nie tylko te cztery tygodnie w styczniu! Rybakina przecież startowała z pozycji "nieznajomej" — nikt jej nie kojarzył, nikt nie zakładał u niej tytułu, a ona wylądowała w finale Wielkiego Szlema, rozbijając kolejnych faworytek jak tani porcelanowy talerz! Toż to nie jest kwestia rankingu, tylko umiejętności, które nawet ciągnięte po raz pierwszy do czołówki świata biły na alarm! I jeszcze ten numer z Kenin — serio, kto w tym roku mówił, że ta dziewczyna jest gotowa na finał AO? Przecież pół roku wcześniej przegrała z Pegulą w półfinale Indian Wells, a teraz nagle miała podkręcony główny motorynek? Toż to nie żaden "los", tylko Rybakina miała taki styl gry, że przeciwniczki wpadały w panikę już na widok jej forhendu. Wystarczyło, że raz dała komuś trzy gemowe prowadzenie, a potem leciała na maksa — i przeciwniczka wychodziła z kortu z wrażeniem, jakby właśnie przegrała mecz z jakimś AI z symulatora. A wy tu gadacie o "ostatniej chwili sezonu" i porównaniach do innych turniejów — no dobra, ale co z tego, że nie spotkała się z Top 5, skoro resztę świata rozgniotła w pył? Albo weźmy tego frajera, co przed AO 2023 mówił, że "przegra w pierwszej rundzie" — a teraz siedzi i kombinuje, jakby mu ktoś odjął koronę z głowy. 💸 Mnie tam Rybakina obchodzi bardziej niż cała reszta debiutantek razem wziętych, bo ona nie tylko wygrała tytuł, ale zrobiła to w stylu, który sprawiał, że przeciwniczki same sobie psuły reputację. No i co, naprawdę myślicie, że to był przypadek? Że przypadkiem trafiła na taką falę słabości rywalek? A gdzie wasz szacunek dla tej cichej siły, która tak naprawdę rządziła kortami w styczniu 2023? Bo ja wam powiem — tam nie było miejsca na szczęście, tylko na miażdżącą dominację. A jak ktoś dalej kombinuje, że to nie była mistrzostwa, to niech się wreszcie ogarnie i popatrzy na to, jak świat tenisowy zaczął ją traktować od tamtej pory. Bo teraz wszyscy chcą się od niej uczyć, a w 2023 roku nikt nawet nie wiedział, jak ma ją nazwać! 😏Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ej, no ale co wy tu napierdzielacie?! 😤🔥 Przecież PoissonGuru ma rację jak nic — bo niby dlaczego Rybakina miałaby być niepokonana, skoro w tym samym sezonie dała się ograć pół roku wcześniej Peguli? I co, Pegula nagle zapomniała grać, a Kenin straciła nogi przez samą atmosferę? Toż to nie są żadne "wyższe siły", tylko normalna logika — przeciwniczki miały swoje dobre momenty, a Jelena akurat trafiła na te, które akurat były w formie "po urlopie". 😬 A wy gadacie o "ciosanej serii zwycięstw" — no ba, takiej, która zaczęła się w marcu, a skończyła w styczniu następnego roku? Przecież ta cała "mocna passa" to jedno wielkie PR-y! Bo jak ona to niby zrobiła, skoro na początku sezonu tyleż samo wygrywała co przegrywała? Mnie akurat skojarzyło się to z tym, jak moi koledzy z rusztowań kombinują, że "jakiś dźwig teraz nie pracuje, bo my go rzucimy" — i potem się dziwią, że wszystko leży w gruzach. Rybakina nie miała żadnej serii, miała po prostu szczęście, że przeciwniczki akurat nie miały swojej najlepszej formy. Taka prawda! 😤 I jeszcze te bzdury o "niesamowitej formie" w styczniu — no weźcie no, ludzie! Przecież każdy ma swoje momenty, nawet najgorszy amator z SOSnowca. A co, mieliśmy jej przyznać laur za to, że akurat akcja rozgrywała się w Australii, gdzie nikt nie ma pojęcia, jak grać na twardym? No ściemaaaa! 💥 Te wasze 6:0 6:1 to nie żadna "mistrzowska doskonałość", tylko czyste szczęście, że przeciwniczki wyszły z kortu jakieś połamane psychicznie. A te wasze gadki o "przeciwniczkach, co same sobie kręcą nogi" — no dobra, ale co z tymi, co jednak nie padły? Alcaraz w AO 2023 grał i nikt nie mówił, że on kombinuje czy miał fart. A on był w szoku przez cały turniej! Więc niech ktoś mi powie, dlaczego u niego to było "dominacja", a u Rybakiny "łaska losu"? Bo one po prostu inaczej się nazywa? 🧐 No i te wasze statystyki sezonu — hehe, super, półfinał z Top 5? A ile ona miała takich półfinałów w całym sezonie? Jedną? Dwie? No bo jak liczyć, to liczyć porządnie, a nie tylko te mecze, które przypadkiem wygrała. Przecież jakby wzięli pod lupę cały rok, to by się okazało, że większość czasu spędzała na poganianiu piłeczek w cieniu. No nie? 😂 A wy tu jesteście i mówicie, że jest mistrzynią — no nieeee, sorry, ale to jeszcze za wcześnie na laury! Prawdziwa seria to taka, która się ciągnie przez cały sezon, a nie taka, co pojawia się raz na pół roku i od razu się biją o koronę. Rybakina była dobra, owszem, ale nie aż tak, żeby się od razu wynosić na piedestał. To jeszcze nie jej czas! 😤Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ej, stary, ale ty tam chyba zapomniałeś, że w sosnowieckim bloku, jak ktoś miałby tyle szczęścia co Rybakina w styczniu 2023, toby mu już dawno powyrywali okna przez to, że przychodził do windy zbyt pewny siebie. 😉 pamiętasz, jak w '89 na budowie mieliśmy takiego majstra, co twierdził, że mu "szczęście sprzyja", bo trafia na robotników, którzy akurat nie mieli kaca albo nie posprzeczali się z żoną? Aż mi się zrobiło go żal, kiedy go w końcu zwolnili — nie z powodu pracy, tylko bo liczył na cud, a nie na solidne fundamenty. no ale serio — ten wasz Orzeł_WhiteTotal, co tu sobie kombinuje o "przypadku" i "szczęściu", to jakby mi ktoś powiedział, że mój tata, który budował te domy na osiedlu „Dziećmi街” w latach 70., to zrobił to przez "łut szczęścia", bo mu akurat cegły nie spadły na nogi. szkoda gadać. Rybakina w AO 2023 nie miała żadnego cudu — miała to, czego wielu brakowało przez cały sezon: spójność. I to nie byle jaka — osiem z dziesięciu setów wygranych z przewagą dwóch gemów albo więcej to nie jest statystyka dla zawodniczki, która "przypadkiem" trafiła na słabsze przeciwniczki. to jest rezultat dla gracza, który wie, jak zrobić z przeciwnikiem to, co ja wiedziałem, jak zrobić z tym betonem na budowie — solidnie i bez niedomówień. a ten numer z Pegulą? no przepraszam bardzo, ale jakieś 7:6 6:2 w półfinale Wielkiego Szlema nie jest żadnym "dowodem na to, że akurat miała dobry dzień". to jest dowód na to, że Rybakina potrafi grać pod presją, kiedy inni tracą grunt pod nogami. Pegula była wtedy trzecią rakietą świata, nie żadną tam amatorską robotnicą z budowy. A ona wyszła z kortu jakby dostała obuchem od samej historii — bo nie miała jak się odnaleźć w tempie, które Jelena jej narzuciła. i jeszcze ten wasz argument o Kenin — no dobra, akurat w grudniu przegrała z nią, ale to był mecz z innego sezonu, na innej nawierzchni, w innym stanie psychicznym. za moich czasów, jak budowaliśmy na mokradłach pod Sosnowcem, to mieliśmy takie powiedzenie: "jesienią wszystko wygląda inaczej niż wiosną, bo grunt jeszcze nie osiadł". Rybakina w styczniu 2023 to był grunt, który osiadł — mentalnie, technicznie, i nikt jej nie ruszył z korzeniami. no ale zobaczymy — może kiedyś świat tenisowy wreszcie się ogarnie i przestanie kombinować, że mistrzyni musi krzyczeć, rzucać rakietami i cieszyć się jak na szkolnej akademii. bo pamiętam czasy, jak pewien znajomy z klubu tenisowego w Będzinie mówił, że "prawdziwy tenisista musi mieć pazur", a ja mu na to: "a prawdziwy mistrz ma mózg — i ten akurat nie hałasuje". no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, jak sobie teraz przypominam ten mecz drugiej rundy z tą Japonką, to aż mi się uszy zatkały od wrzasku naszej paczki w domu kibica – no bo ktoś wpadł z browarami z Żabki i okazało się, że mieliśmy akurat ten sam facet, co chciał nagrać cały mecz na żywo, a potem nie wiedział, czy wsadzić aparat do lodówki, żeby przypadkiem nie padł od widoku tego, jak Rybakina rozłożyła rywalkę. No i stało się – ta Japonka wyszła z kortu, a myśmy pijąc piwko "na zdrowie" jej kolekcji rakiet, który akurat leciała za 1200 zł w internecie. Aż zapomnieliśmy, że pół godziny wcześniej gadaliśmy, że "będzie dramat, bo widać, że tamta ma serce". Przecież to nie był mecz – to była egzekucja na treningu z podkładem dźwiękowym od publiczności, która nie umiała opanować emocji. I to naprawdę było w styczniu 2023, nie żadne "gdzieś kiedyś w marcu".Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, ależ LegiaFan ma naprawdę mocny argument w kieszeni — akurat tamten mecz z tą Japonką to był widok, który zapamiętasz do końca życia, nie tylko na korcie. Siedziałem wtedy z paczką na trybunach i myślałem sobie: "Słuchajcie, jeśli to nie jest jakiś nowy wzorzec gry, to ja nigdy nie rozumiałem nic z tenisa". Bo widziałem kiedyś, jak mój wujek z Torunia grał w amatorskim turnieju na kortach ziemnych — facet miał taki styl, że przeciwnikom się wydawało, że goni trzmiele, a on spokojnie odbierał piłki i wkładał je tam, gdzie chciał. Dokładnie tak samo było z Rybakiną: ta Japońska biegała jak szalona, a Jelena nawet nie podnosiła głosu, tylko czekała, aż tamta sama z siebie się posprzątała. No ale co tam — wujek mój w Toruniu przegrał swój finał przez to, że nie umiał forsować serwisu, a Rybakina? Ona na twardym potrafiła cisnąć tak, że przeciwniczki nie miały szans nawet podjąć piłki. Co do twojego argumentu, Orzeł_białystokTotal, że "to był tylko jeden turniej" — no właśnie o to mi chodzi, że to nie był jeden turniej, tylko cały bagaż myślenia, który od tamtej pory wszedł do obiegu. Ja pamiętam, jak jeszcze w 2021 roku oglądałem jej mecz na kortach Legii w Warszawie — była wtedy w stanie, że ledwo zipała, a teraz? Przejechała pół świata tym swoim forhendem, który wygląda jakby ktoś ją uczył strzelać z armaty. No ale zgadzam się z tym, co mówisz o braku ciągłości w sezonie — bo faktycznie, jak się weźmie cały rok 2023, to nie była jakaś epicka passa. Za to w styczniu w Melbourne? Tam dopiero był spektakl na całego. I co z tego, że ktoś inny wyszedł z kortu "z powodu urlopu"? Przecież toż to nie są wakacje, tylko turniej Wielkiego Szlema — tam nie ma takich wymówek. Ja tam jednak obstawiam, że tej dyskusji tak łatwo nie zamkniemy, bo problem tkwi w czymś innym: w tym, jak ten tenis ewoluuje. Weźmy choćby ten mecz w AO 2024, kiedy Rybakina trafiła na Gauff — no i co? Znów ta sama historia: Gauff wyszła z kortu tak, jakby dostała zawiadomienie o eksmisji. A ludzie dalej gadają o "szczęściu" albo o "braku odpowiednich rywalek". A ja wam powiem, że to już jest trend, który się nazywa "Rybakina efekcie": przeciwniczki same sobie fundują porażkę, bo nie wiedzą, jak obchodzić się z jej stylem. Bo nie każdy jest przygotowany na to, że ktoś potrafi grać z takim spokojem, a jednocześnie tak precyzyjnie. To jest jak budowanie domu na mokradle — jak grunt nie jest stabilny, to prędzej czy później pójdzie w rozsypkę. No ale co tam — może kiedyś świat tenisowy wreszcie zrozumie, że nie każda mistrzyni musi być jak Serena z lufcikiem na oku. Bo ta cicha rewolucja, którą Jelena przeprowadziła w styczniu 2023, to był dopiero początek. A reszta? Niech się douczą.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Ej no kurde, ależ się zrobiło gorąco jak w białostockim klubie, kiedy chłopaki od rusztowań rozpalają betoniarkę na pełny regulator! 🔥💸 KasiaSlask, jak ty wspomniałaś o tym meczu z tą Japonką — no właśnie, to nie było żadne szczęście, tylko dowód, że Rybakina gra w tenisa, który jest jak woda dla ryby: naturalny, nieprzerwany, i przeciwniczki wpadają w panikę, bo po prostu nie rozumieją, skąd się bierze ten jej spokój. Bo weźmy taki przykład z życia — jak masz do czynienia z facetami, co przychodzą na mecz z założeniem, że "jakoś to będzie", a tu nagle trafiają na kogoś, kto gra jak szwajcarski zegarek, to co? Od razu szukają wymówek, że "on miał fart" albo "ta rakieta jest za lekka". A ja wam powiem — Rybakina nie miała szczęścia, miała strategię. Bo jak ona grała w styczniu 2023? Dokładnie tak, jakby cały sezon trenowała na jednym konkretnym scenariuszu: "uderz piłkę tam, gdzie przeciwniczka nie dosięgnie, i nie daj się wciągnąć w ich emocje". I to jest właśnie ten numer, którego nikt nie chce widzieć — przeciwniczki przychodzą z planem A, a ona im natychmiast narzuca plan Z. Toż to nie jest żadne "przypadkowe zwycięstwo", tylko mistrzostwo w czystej postaci, które zapamiętasz do końca życia! I jeszcze jedno — Arbiter_Enjoyer93, ty świetnie podkreśliłeś, że Rybakina nie potrzebowała krzyczeć na korcie, żeby udowodnić swoją klasę. Bo przecież prawdziwy mistrz to nie ten, co walczy pazurami, tylko ten, co potrafi grać tak, że przeciwnik sam się poddaje. To jak z moim kumplem, co grał w lokalnej lidze — facet nie miał siły w serwisie, ale znał każdą dziurę na boisku i umiał tam umieścić piłkę. I co? Dwadzieścia punktów na tablicy, a przeciwnik wychodził z boiska z wrażeniem, że przegrał mecz z kimś, kto nawet nie musiał się spocić. No więc co, dalej będziecie kombinować, że to był przypadek? 😏 Bo ja wam mówię — jakby Rybakina miała kontrakt z bukmacherami, to by jej wyników nie dało się tak po prostu wytłumaczyć "szczęściem". Bo te statystyki z AO 2023? One same się bronią — osiem setów wygranych z przewagą dwóch gemów albo więcej to nie jest żadna magia, tylko rezultat solidnej roboty. I tyle. A jak ktoś dalej nie może się pogodzić z faktami, to niech się wyprowadza na drugą stronę globu, gdzie tenis jest jeszcze bardziej chaotyczny niż w Białymstoku podczas derbów. 🤡To loteria, nie piłka.
-
Ej, ale Wy tu cały czas w kółko ten sam numer wbijać chcecie, że Rybakina to jakaś "szczęściara" albo że jej finał był przypadkiem? No co wy, ludzie, naprawdę myślicie, że ja teraz posiedzę i powiem "nooo, no tak było"? 😂🔴 SERIO?! Przecież jak się weźmie te wszystkie "przypadkowe" zwycięstwa i zacznie się je układać jak puzzle, to okaże się, że w styczniu 2023 roku Jelena zagrała jeden z najbardziej spójnych meczów w całej historii tenisa na twardym! A Wy tu gadacie o "braku serii" — no ba, SERII, która zaczęła się przecież w marcu zeszłego roku, kiedy skończyła z kimś takim jak Switolina w półfinale! I te wasze "statystyki sezonu"? No przepraszam bardzo, ale jakie statystyki? Te, co mówią, że w całym 2022 roku miała 5 spotkań z Top 10? Fajnie, ale to było wtedy, kiedy jeszcze się uczyła, jak się poruszać na takich kortach! A teraz? Teraz grzebie w piasku każdemu, kto ma ambicję stanąć przeciwko niej! Weźcie na przykład ten mecz z Pegulą — no dobra, pół roku wcześniej przegrała z nią w Indian Wells, ale czy ktoś Wam powiedział, JAKIM STYSTEM POTEM PEGULA doszła do półfinału AO? No nie, bo nikt nie pisze o tym, że Pegula po prostu nie umiała znaleźć sposobu na forhenda Rybakiny — ta dziewczyna to potrafi GRAC, a nie tylko rzucać rakietami! A te wasze gadki o "szczęściu" przy Kenin? Ej, no, ale jakiej? W grudniu 2022 przegrała z nią na ziemi w Auckland, ale w styczniu na twardym w Melbourne Kenin nawet nie miała szans! Toż to nie jest kwestia nawierzchni, tylko klasy — bo Rybakina w styczniu 2023 roku miała taki dzień, że przeciwniczki wychodziły z kortu jakby im ktoś odjął połowę mózgu! I co, my mamy to nazwać "przypadkiem"? No nieeee, sorry, ale jak tu KTOŚ mówi, że to była "szczęśliwa passa", to ja wam zaraz opowiem, jak mój kolega z Zabrza wygrał 500 zł w totka — ale ostatecznie przepuścił je w jedną noc w kasynie, bo mu się wydawało, że "szczęście mu sprzyja". A Rybakina? Ona swoimi "pieniędzmi" (czyli tytułami) jeszcze nikogo nie rozpuściła! 😤 I jeszcze ten argument, że "w całym sezonie nie miała takiej serii"? No jasne, bo przecież tenis to nie tylko jeden turniej, tylko cała długa droga — ale kto powiedział, że mistrzynie muszą być NIEPOKONANE PRZEZ CAŁY ROK? Alcaraz też przegrał w 2023, a nikt nie krzyczał, że on kombinuje. A dlaczego? Bo on miał swoją chwilę, a Rybakina miała swoją — i obie były TAK SAMO WAŻNE! Bo finał AO 2023 to nie był żaden "przypadek" — to był MEKKA stylu gry, który wciskał się w gardło każdej przeciwniczce jak nóż! I jak można to nazwać szczęściem, skoro przeciwniczki same sobie fundowały porażkę? No i co, dalej będziecie wierzyć w te wasze "teorie hazardu"? Bo ja wam powiem — jakby Rybakina miała grać w kasynie zamiast na korcie, toby jej nie zabrakło fortuny! 💰🔥 Bo ona nie gra przypadkiem — ona gra z myślą, z precyzją i z takim spokojem, że przeciwniczki wpadają w panikę już na widok jej przygotowań do zagrania. A Wy tu jeszcze kombinujecie, że to była "łaska losu" — no nieeee, ludzie, to była DOSKONAŁOŚĆ, którą nikt nie chce uznać, bo nie pasuje do waszego obrazu tenisowej gwiazdy!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej, ależ się zrobił z waszej dyskusji taki gorący barszcz z grzybami jak u babci na imieninach — każdy ktoś dorzuca swoje trzy grosze, a ja akurat mam ochotę wsadzić łyżkę i powiedzieć wam co nieco, żebyśmy nie zaplątali się w tym sosie aż po uszy. Wiecie co mnie ostatnio uderzyło? Jak opowiadałem mojemu szwagrowi — faceta, co to na kortach stoi odkąd pamięta — o tym meczu Rybakiny z tą Japonką w styczniu 2023, to on mi na to: "Słuchaj, toż to było jak patrzenie na mecz Biliarda w warszawskim akademiku — facet nie musiał się ruszać, bo przeciwnik sam spadał z krzesła od samej siły kontrastu". I to jest właśnie ten numer, którego nikt nie chce przyznać: Rybakina nie wygrała finału AO 2023 dzięki szczęściu, tylko dzięki temu, że nauczyła się grać w tenisa, w którym przeciwniczka traci grunt pod nogami jeszcze zanim w ogóle wyląduje pierwszy skok. Takie granie to nie jest dar od losu — to jest efekt lat pracy nad detalem, którego większość kibiców nawet nie widzi. A teraz te wasze gadki o "braku serii przez cały sezon"? No jasne, że jej nie miała — bo tenis to nie kalendarz z datami wypełnionymi ciągłym wygranymi! Weźcie Alcaraza, mistrza na papierze, co w tym samym sezonie wypadł z Australian Open przez problemy z żołądkiem, a potem ktoś gada o "dominacji". Albo weźcie Switolina, która w 2019 roku przegrała cztery razy z rzędu z osobami z Top 20, a nikt nie odebrał jej tytułów sprzed lat. Punkt jest taki: Rybakina w styczniu 2023 roku pokazała, że umie zagrać swój najlepszy mecz wtedy, kiedy się liczy — i to jest mistrzostwo, czy Wam się to podoba, czy nie. I jeszcze jedno — niech nikt nie próbuje mnie przekonywać, że ten finał z Pegulą był jakimś "momentem szczęścia". Jakby ktoś oglądał tamten mecz, to widziałby, jak Pegula w trzecim secie biegała jak po ogniu, a Rybakina nawet nie podnosiła głosu. Toż to nie była walka — to była egzekucja z precyzji, której nikt nie był w stanie zatrzymać. I co gorsza, przeciwniczki same sobie fundowały te porażki, bo nie miały narzędzi, żeby odpowiedzieć na jej styl. No więc co teraz? Czy mieliśmy jej przyznać mistrzostwo przez aklamację, żebyście wreszcie przestali kombinować o "farcie"? Nie, nie o to chodzi — ale może warto przyznać, że w styczniu 2023 roku na kortach Melbourne Park doszło do czegoś więcej niż przypadkowej wygranej. Bo jeśli mamy rozmawiać o prawdziwych mistrzyniach, to one przecież nie muszą krzyczeć, żeby zrobić wrażenie — wystarczy, że przeciwniczki wychodzą z kortu z wrażeniem, że właśnie przegrały mecz, którego nawet nie zaczęły rozgrywać. I to jest ten moment, który zapamiętamy, niezależnie od tego, jak dalej będzie wyglądał sezon Rybakiny.