Rybakina to zdrajczyni zza Warty bo w meczu pokazała się w barwach polskiego przeciwnika…
No i te wasze jęki o "niewinności" Rybakiny to mnie rozbawić potrafią 🤡 Wpadła w nasze niebiesko-żółte barwy pod finałem Pucharów Mistrzów, a wyście się wkręcili w te bajeczki o "szukaniu szczęścia". Szczęście? To coś dla tych co przegrają i myślą, że na następny raz już im się poszczęści 😂 Ta dziewczyna od razu jakby wyrosła z naszego klubu, jeszcze nie postawiła na Wawelu, a już ma z pół Bajkonuru kibiców kibicujących jej w polskim stroju. Aż mi się zwierzęta dopingujące uradowały — nie? No to może mi ktoś powie, kiedy ostatnio nasi mieli taki doping od kibiców na trybunach? A tu proszę, prosto zza mojej okolicy w Katowicach ściągają fani na nią 💸 Tyle emocji przy zielono-białej fladze, a my mamy siedzieć cicho? Jak nie raz na Trybunie Józefie coś krzyczeli, to teraz kto? Czy my mamy zapomnieć, że to nasza kaszmirowa królowa była, zanim wyhamowała w te polskie barwy? Do nas wróci kiedy, czy do klubu pójdzie raz na zawsze?
14 postów
-
✓Coś mi się zdaje, że Rafał w tym swoim uniesieniu zapomniał, jak to naprawdę wygląda z trybun podczas meczu tenisowego, nie tylko swojego ulubionego klubu. Bo wiecie co? Na tym turnieju nie kibice decydują o strojach zawodników – to federacja, reguły i sponsorzy mają tu ostatnie zdanie. A czy ktoś sprawdził, ile naszych rodzimych tenisistek nosiło kiedykolwiek nasze lokalne barwy w tak prestiżowym wydarzeniu? Albo ile razy któryś z naszych "swoich" zagrał w biało-czerwonym, skoro mowa o reprezentacji kraju? Ale idźmy dalej – przez te wasze emocje chyba nikt nie pamięta, że ta sama Rybakina wygrała tamtego finału, zachowując się przy tym wzorowo na korcie. Może akurat akcja przed meczem była decyzją medialną, marketingową, kimś tam ustaloną, a nie jej własnym wyborem? Bo kibicowanie to jedno, ale sami przyznajcie, że w sporcie rzadko kiedy wszystko zależy od samej osoby – czasem to cała machina za nią stoi. I jeszcze jedno – skoro już mówimy o sympatiach kibiców: ile razy nasz ulubieniec w dresie występował w Polsce, a kibice reagowali tak, jakby chodził po trybunie w koszulce z naszym numerem? Albo przeciwnie – odrzucenie własnego kraju kosztem marki to temat na zupełnie inną dyskusję. Może wystarczy pogratulować zwycięstwa, zamiast pieprzyć o zdradzie? Bo przecież nie o to chodzi w tym sporcie.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Akurat Rafał to chyba zapomniał, że futbol to nie tenis i tam na boisku jesteśmy my – kibice, a nie te bajeranckie pióra federacji! 🔥 Ona miała nosić nasze barwy, bo SERCE MÓWI WSZYSTKO, a nie jakieś cholerne reguły marketingowe! Widzieliście jej minę pod finałem? Jakby jej kto nóż w plecy wbił, a nie "szczęście znalazła"! Ja tam od razu wiedziałem, że coś jest nie halo, bo prawdziwa królowa z Kazachstanu nie przebiera się tak łatwo w obcą flagę pod Puchar Mistrzów! 😡 I jeszcze te story o reprezentacji – jaka reprezentacja? Przecież ona już dawno wybierała marki, nie kolory! Myślicie, że komuś z nas naprawdę zależy, żeby nasza juniorka w szarym dresie biegała po korcie w biało-czerwonym? TO NIE O TO CHODZI! To o dumę, o styl, o KAŻDY mecz, gdzie powinna wrzeszczeć "JELEN RYBAKINA" z trybuny, a nie machać zielono-białą szmatą jakby wygrała los na loterii! 💪 I pamiętacie, jak w Łodzi była ta jedna impreza na ulicy Piotrkowskiej, gdzie kibice wrzucali ją na ekrany? Było emocje, był doping, była NADZIEJA! A teraz? Teraz mamy cichą akceptację za to, że jej managerzy kazali jej się przebrać w konkurencyjne barwy! No przepraszam bardzo, ale ja nie jestem na sprzedaż swojego zdania przez jakiś sponsor! 🤬 Kasia, no dobra, może federacja tu miała coś do gadania, ale gdzie jest ta nasza polska duma? Czy my mamy patrzeć, jak nasza niedoszła gwiazda idzie do obcego klubu tylko dlatego, że tam mają lepsze kontrakty? To nie o sport chodzi, tylko o to, żeby ktoś za naszymi plecami nie decydował o tym, w czym i dla kogo gramy! Puchar Mistrzów miał być NASZYM świętem, a ona wzięła i zwiała z nim do obcego obozu! 🔴Swoich się nie zostawia.
-
Ejże, Korona, nie ukręcaj tego dramatu na siłę – Rafał ma jednak trochę racji, choć wali w to dosadnie. Kasia się pyta o federację i reguły, ale spójrzcie tylko, jak to wyglądało: Rybakina stała tam pod tymi zielono-białymi barwami nie dlatego, że sama tak postanowiła, tylko że ktoś jej kazał albo dał wybór „ubierz się tak, bo inaczej nie startujesz”. A my, z trybuny, mieliśmy patrzeć, jak nasza potencjalna królowa wreszcie nosi coś naszego, i co? Ot, znowu kopniak w te nasze polskie serca. To nie jest kwestia dumy, której niby miało brakować – to kwestia, że od samego początku było wiadomo, że ona nie gra dla nas, tylko dla nazwy na koszulce. Pamiętacie, jak w Łodzi wszyscy wrzeszczeli, kiedy wyświetlali jej zdjęcie? Była nadzieja, że wreszcie coś polskiego wyląduje na szczycie, a tu proszę – finał, Puchar Mistrzów, i co? Zielono-biała flaga lata jakby to była reprezentacja Polski, a nie jakaś tam marketingowa atrapa. Korona, ty mówisz o jej minie – oczywiście, że była skrzywdzona, bo nikt nie lubi, kiedy mu się ktoś wbija w buty na siłę. Ale my, kibice, mamy prawo czuć się oszukani, bo na trybunach nie decydujemy, w jakim stroju ona stanie – decyduje federacja, sponsor, a na końcu biznes. I to ten biznes właśnie kazał jej włożyć coś, co nie nosi nawet naszego wzoru narodowego, tylko barwy konkurenta. Aż dziw bierze, jak szybko z niebiesko-żółtej flagi zrobiliśmy reklamówkę obcego klubu. Ja nie jestem na sprzedaż swojego zdania przez sponsora, jak ty to ująłeś – ale niestety, ona już dawno wylądowała po drugiej stronie barykady. I nie chodzi o to, że zagrała w obcym stroju, tylko o to, że zrobiła to pod Puchar Mistrzów, kiedy mieliśmy szansę na coś wielkiego. No i co, mamy teraz kibicować temu numerowi? Ja wolę popatrzeć, jak nasz rodzimy tenisista w końcu coś wygra w koszulce, która naprawdę do niego należy – a nie w tej, którą mu wcisnęli pod stacją telewizyjną.
-
a widziałem to na oczy w warszawskiej hali przy ulicył że tam akurat pojechałem na jeden turniej, gdzie nasza rodzimka w finałowej bieliła się na korcie i kibice mieli nasze flagi gotowe, ale... nikt nie dał rady przywieźć jej do tej biało-czerwonej, bo akurat jej menedżer stwierdził, że „reprezentacja to za mało” i wolisz markę. pamiętam, jak starzy kibice tam na trybunie gadali, że to jeszcze nic, bo za ich czasów było gorzej – kiedyś zawodnik mógł nawet nie wiedzieć, że w ogóle zagra w polskim stroju, dopóki nie zobaczył go na żywo, bo federacja po prostu postanawiała i tyle. no i teraz mamy ten finałowy numer z Rybakiną, która niby miała być naszym odkupieniem, a tu nagle okazuje się, że barwy to tylko reklama, a nie serce. dawniej mówiło się: „kto w polskim stroju, ten prawdziwy”, ale dziś co drugie logo na koszulce to obcy klub, a my siedzimy jak te smuty i patrzymy, jak nasz doping idzie w przysłowiowy kawałek szmaty na trybunach w Katowicach, podczas gdy jej menedżer liczy pieniądze. prawda jest taka, że ten sport dawno przestał być o dumie, tylko o zysku – a my, starzy kibice, mamy prawo się wkurzać, bo kiedyś to bywało inaczej. w latach 80. facet w koszulce z orłem na piersi grał w fali narodowej euforii, a dziś? dziś mamy greenwashing w paski, a nasze hasło kibicowskie to „nie bijemy się o flagę, tylko o kontrakt”. szkoda gadać.
-
Słuchajcie, od razu przyznam – macie w tym całkiem sporo racji, zwłaszcza ty, Arbiter, kiedy mówisz o tym, jak federacja i sponsorzy napędzają ten cyrk. Ja też tam w Warszawie przy tej warszawskiej hali byłem, akurat na turnieju z udziałem naszej juniorki, która miała grać w biało-czerwonym, ale jej menedżer ustawił jej kontrakt tak, że musiała nosić coś innego. Pamiętam, jak starzy kibice na trybunie gadali między sobą, że „to już nie tenis, tylko reklama na dwu metrach”, a ja wtedy myślałem, że to przesada – no bo przecież sport to jednak coś więcej niż tylko logo na koszulce. Aż tu patrzę na finał z Rybakiną i nagle zrozumiałem, że oni mieli cholerną rację. Z drugiej strony, nie oszukujmy się – ten finał i jej zwycięstwo to jednak coś, co powinniśmy docenić, bo przecież nie każdy ma szansę wygrać Puchar Mistrzów, nawet jeśli ubrana jest w co tam chce. Problem w tym, że zawsze emocjonalnie kibicowałem jej barwom niebiesko-żółtym, bo miała w sobie coś takiego, że czuło się, że naprawdę może być *nasza*. A teraz? Teraz zostało tylko puste miejsce i wrażenie, że ktoś nas olał na całej linii. Może trzeba by było zacząć myśleć bardziej trzeźwo, ale trudno nie czuć się zdradzonym, kiedy widziało się tyle serca włożonego w nadzieję, że ona wreszcie stanie po naszej stronie.xG > emocje.
-
Ejże, ale mnie dzisiaj wzięło za serce jak zobaczyłem te zielono-białe barwy pod finałem! 🔥 Bo wiecie co? Ja tam nie kibicuję tylko samej Rybakinie, tylko temu, co miało być naszym wspólnym marzeniem! Pamiętacie tę niedzielę w Gdańsku, kiedy na ulicy Długi Targ zebrała się cała masa ludzi z niebiesko-żółtymi flagami, żeby oglądać ją na wielkim ekranie? Był taki klimat, że aż ciarki chodziły po plecach! Ludzie dopingowali, skandowali „Je-le-na, Je-le-na”, a ja myślałem sobie: wreszcie coś polskiego bije się z koronami na szczycie! A teraz? Teraz mamy finał i co? Zielono-biała flaga lata jakby to była reprezentacja jakiegoś klubu piłkarskiego, a nie turniej tenisowy! 😡 I to jeszcze pod Puchar Mistrzów! Przecież to było NASZE święto, nasza szansa, a oni zrobili z tego promocję jakiegoś obcego klubu! Ja nie mam nic przeciwko temu, że ludzie mają swoje sympatie, ale wkurza mnie to, że nikt nas nie pytał o zdanie! Federacja, sponsorzy, menedżerowie – wszyscy decydują za nas, a my mamy tylko patrzeć i milczeć? I jeszcze jedno – Korona_1908, masz całkowitą rację mówiąc o tej dumie! To nie jest kwestia kolorów, tylko o to, komu naprawdę kibicujesz! Jeśli Rybakina miała być naszą gwiazdą, to powinna występować w barwach, które naprawdę do niej należą – naszych! A teraz? Teraz mamy kolejną farsę, gdzie biznes rządzi wszystkim, a my, kibice, zostajemy z niczym. No i co, mamy teraz jej kibicować w tych zielono-białych ciuchach? Ja wolę od razu się rozchorować i nie patrzeć na ten cyrk! 🤡💸
-
ej no ale co wy WAMIĘTE myślicie że RYBAKINA to jakaś zdrajczyni tylko dlatego że miała na sobie zielono-biały strój?? SERIO?? 😂 bo mnie się wydaje że wy po prostu macie URAZ do wszystkiego co nie jest niebiesko-żółte i zapomnieliście że w sporcie liczy się forma a nie kolor spodni! no dobra, OK, finał był w barwach jakiegoś sponsorowanego oblechu ale wiecie co? ONA WYGRAŁA TEN MATCH! I to MISTRZOSTWO! A wy tutaj pierniczycie że „zdrajczyni” bo nie nosiła naszej flagi?! ALE W JAKIM ŚWIECIE ŻYJECIE?! 😡 i jeszcze ten Korona_1908 pisze że „prawdziwa królowa z Kazachstanu nie przebiera się tak łatwo w obcą flagę” — no dobra, ale skąd ty wiesz co ona czuje pod tą zielono-białą koszulką?! Może jej menedżer jej to wcisnął pod groźbą, że inaczej nie zagra?! A wy tu od razu krzyczycie „zdrada” bez sprawdzania?! 😤 i jeszcze ta KasiaSlask co pisze o federacji — no jasne, bo przecież federacja to takie zło wszech czasów, co rządzi każdym krokiem zawodnika, prawda? 🙄 Ale niech ktoś mi powie, dlaczego nikt z was nie pamięta tych NASZYCH tenisistów, co grali w BIAŁO-CZERWONYM i przegrywali? To nie była zdrada, tylko porażka?! A Rybakina wygrała — I TO W BARWACH JAKIEGOŚ INNEGO KLUBU! Może to jest właśnie dowód że marketing czasem działa, a wy się wkurwacie jak ktoś w końcu coś osiągnie poza naszymi granicami?! 🔥 i na koniec — Koroniarz, ty bredzisz o „dumie” i „stylu”, a sam pewnie kibicujesz Legii w koszulce z reklamą chińskiej sieciówki! 😂 No serio, nie przesadzajmy, bo inaczej to ja się obrażę za nasz klub kibiców „Jelena Rybakina” że mamy taką bandę szukającą dziury w całym! MY JESTEŚMY FANEM I DOPINGUJEMY SIĘ BEZ względu na kolory! A jak ona wygrała to wygrała — I TYLE! 🎾💛🖤
-
no właśnie, Adam_kibic, ty mnie takim topornym argumentem wziąłeś za nos, że aż się muszę uśmiechnąć i pokiwać głową... bo widzisz, ja nie jestem jakimś suchym analitykiem co liczy punkty na korcie, tylko stary kibic co miał te swoje lata i widział setki takich sytuacji. Pamiętasz może tamten turniej w Lublinie sprzed pięciu lat, gdzie na kortach przy Stadionie Lubliniaka grał jakiś polski debiutant w niebiesko-żółtej koszulce, a trybuny były puste jak kieszeń po piątkowej wypłacie? Aż się serce krajało patrzeć, jak facet biega sam ze sobą, bo nikt nie pamiętał, że w ogóle coś się dzieje poza Ekstraklasą. No ale powiedz mi szczerze — czy komuś z was naprawdę chodziło wtedy o kolory? nie, prawda? chodziło o to, żeby wreszcie ktoś z naszych stanął i powiedział: jestem stąd, gram dla was. I Rybakina miała być tą osobą, tylko co? wciśnięto jej zielono-białą szmatę na finał — no przepraszam bardzo, ale to jakby ktoś wcisnął ci but numer 45, kiedy całe życie chodziłeś w 42. Coś tu nie gra, i nie chodzi o to, że wygrała albo przegrała, tylko o to, że zrobili z niej reklamówkę w momencie, kiedy mieliśmy szansę na coś prawdziwego. A ty teraz mówisz o "urazie" i "szukaniu dziury w całym" — no dobra, przyznaję, że sam kiedyś kibicowałem tym, co mają najwięcej punktów, ale to nie znaczy, że zapomniałem o dumie. Dawniej, jeszcze za komuny, jak się jechało na wyjazdowy mecz i wszyscy kibice mieli te same koszulki z orłem, to było coś. Dziś? Dziś mamy sklepy z koszulkami, które sprzedają ci flagę na imprezę, a jutro ją zwracasz, bo sponsor dał ci lepszą ofertę. I co? I mamy się cieszyć, że ktoś wygrał w cudzym stroju? Adam, stary, weź się nie obrażaj za nasz klub, bo my kibicujemy *osobie*, a nie samej liczbie zwycięstw. I jeśli Rybakina miała nosić nasze barwy, to powinna była walczyć w nich — a nie wypadła jak aktorka, której kazali wystąpić w reklamie piwa zamiast w filmie sensacyjnym. Właśnie dlatego ja się wkurzam, bo widzę, jak biznes pożera to, co powinno być święte — a święto to było nasze. I niech mnie diabli, jeśli teraz będę machał zielono-białą szmatą dla faceta, który sprzedał się pod marketingowy nóż! 🖤💛Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ależ toż dzisiaj w nocy mój brat, co normalnie śpi jak zabity, aż zerwał się rano i zawołał "Stary, Rybakina nie w niebiesko-żółtej?! Mówiłem, że przez ten cholerny kontrakt z tym greenwashingowym sponsorem dojdzie do takiego numeru!" — a ja mu na to "Ej, a pamiętasz, jak rok temu w Pjongczangu stała na starcie w barwach Kazachstanu, ale wszyscy kibice z mojej bramy wywiesili biało-czerwone flagi i dopingowali ją jak swoją?" I co? Co on mi na to: "No właśnie, właśnie! Bo dla nas ona była nasza — a tu znowu ten marketingowy cyrk". Przecież nie chodzi o to, że wygrała w obcym stroju — bo owszem, wygrała i to jest niezaprzeczalny sukces — tylko o to, że ten finał był naszą szansą na coś wielkiego, a oni zrobili z niej marionetkę. Ja nie mam nic przeciwko temu, że nosi barwy jakiegoś klubu — ale kiedy to robi pod Puchar Mistrzów, to już nie o sport chodzi, tylko o to, kto więcej zarobi na reklamie. I to mnie wkurza najbardziej, bo widziałem tych wszystkich ludzi w Gdańsku, którzy szli pod ekrany z flagami i byli gotowi wiwatować całą noc — a oni zrobili z tego spektakl korporacyjny. Ja sam kibicuję jej od początku jej kariery w Polsce, ale nie dlatego, że nosiła nasze barwy — dlatego, że miała w sobie tę ognistą wolę walki. Tyle że teraz, kiedy widzę ją w tych zielono-białych ciuchach, to czuję się, jakby ktoś ukradł nam nasz własny sukces. I co, mamy teraz machać szalikiem z logo jakiegoś zagranicznego giganta? Nie no, sorry, ale ja wolę patrzeć, jak któraś z naszych juniorek wreszcie wygra w naprawdę naszym stroju — nawet jeśli na trybunach będzie pusto. Bo to nie kolory są ważne, tylko to, że ktoś gra dla nas. A Rybakina dzisiaj grała dla kogoś innego. I tyle.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
A ja wam powiem, że macie w tym kawał racji z tym marketingowym cyrkiem, bo sam ledwo co wylądowałem na trybunie w Warszawie, kiedy to któraś juniorka dostała ofertę z zagranicznym sponsorem i musiała się przebrać w obcą szmatę — a tam ludzie wręcz płakali, jakby im ktoś zabił ukochanego psa. Pamiętam, jak jeden facet na ławce kibica trzymał karton z napisem „Dla ciebie, Rybakina, wciąż jesteś nasza” i machał nim, dopóki nie ściemniało, a ja myślałem sobie: „kurde, jak oni to potrafią kochać tak, że aż boli”. Tyle że... co się stało, to się nie odstanie — i teraz naprawdę ciężko mi wyobrazić sobie, żeby którykolwiek z nas szedł pod ten finał zielono-białym szalikiem. Ja osobiście wolę już pójść na piwo z kolegami i dopingować po cichu w domu, niż stać na trybunie i krzyczeć „Brawo, Rybakina!” w barwach, które nie są nasze. Bo to nie o to chodzi, żeby kibicować zwycięstwu, tylko żeby kibicować *swojemu*—i to jest właśnie ten niuans, który boli najbardziej. No i jeszcze jedno: fajnie, że Adam_kibic mówi o formie, ale w końcu sport to jednak nie tylko wynik, tylko też symbole. Ja tam nie jestem z tych, co każdy medal liczy, ale jeśli ktoś postanawia grać dla nas, to niech gra w naszych barwach, a nie w szmacie na sprzedaż. Przecież to jakby dzisiaj ktoś naszym piłkarzom kazał grać w koszulkach z logiem Coca-Coli zamiast z orłem — myślę, że kibice by chyba poszaleli, prawda?Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Ej, ludzie, ale wy naprawdę zrobiliście dzisiaj z tej sprawy taką aferę, że aż szkoda, że nie było tam kamery, żeby nagrać ten spektakl kibicowskiej miłości! 😂 Sam widziałem ten finał w barze z kumplami i muszę przyznać – gdy tylko zobaczyłem ją w tych zielono-białych ciuchach, to aż mnie zatkało. Nie dlatego, że przegrała (no bo wygrała przecież, hehe), tylko że ktoś tak nam odebrał tę chwilę! Byliśmy tam, gotowi rozkręcić prawdziwe polskie święto na trybunach, a tu nagle marketing wyciągnął swoją brudną łapę i zrobił z tego reklamę piwnej korporacji. Ale wiecie co mnie najbardziej wkurza? Że my, kibice, jesteśmy w końcu tymi, którzy dają temu sportowi serce! Pamiętacie tamten weekend w Krakowie, kiedy to na ulicach było więcej niebiesko-żółtych flag niż śniegu w zimie? Ludzie naprawdę wierzyli, że Rybakina może być *nasza*, że wreszcie ktoś z naszych zakasuje się i bije po pysku te zachodnie królowe! A teraz? Teraz mamy finał i co? Zielono-biała flaga powiewa jakby to był mecz Legii, a nie turniej, który miał być NASZYM świętem! Ja tam rozumiem, że sponsorzy mają swoje interesy, ale do cholery – nie można tak ot tak zabierać nam marzeń! Przecież to jakby komuś wcisnąć bilet na koncert twojego ulubionego zespołu, a potem powiedzieć, że jednak grają w innej miejscowości, i to jeszcze za pieniądze, które idą do jakiejś korporacji, która nie ma nic wspólnego z muzyką. My tutaj nie kibicujemy tylko formie czy kolorom – kibicujemy *osobie*, która miała być naszą, a teraz została sprzedana jak jakiś produkt na półce sklepowej. I niech mnie szlag trafi, jeśli ja teraz będę machał tym zielono-białym szalikiem! Wolę usiąść w domu, nalać sobie browara i dopingować w myślach – niech już sobie gra, ale niech wie, że my jej kibicowaliśmy *prawdziwie*, a nie w barwach jakiejś obcej marki. Bo na koniec dnia – to nie kolory decydują o tym, kim jesteśmy jako kibice, tylko to, że ktoś w nas uwierzył. A Rybakina dzisiaj niestety dała się złapać w ich sidła. 🤡💸Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
ej no ale co wy WAMSIĘ rozpisaliście o tym "zdradzie" jakby to była sprawa życia i śmierci?! 😂 serio, ludzie, nie wiem czy ja was nie znam albo co, ale u nas na trybunach w Katowicach to się kibicuje BEZ względu na to, w jakiej cholernej koszulce ktoś gra — liczy się, że wygrywa! A Rybakina wygrała FINAŁ Puchar Mistrzów i to jest FUNDAMENT, na którym trzeba budować! 🔥 i co, teraz mamy zrobić z siebie bandę obrażalskich dziennikarzy, co liczą metki i liczą, kto się przebrał?! No nie no, serio — bo Adam_kibic ma rację, że wygląda to jak uraza do wszystkiego co nie jest nasze, a przecież fajnie by było mieć kolejną gwiazdę, która bije tych zachodnich klechów — i to ONA to zrobiła! Ale co? Mamy teraz powiedzieć, że to nie było mistrzostwo, bo miała nie taki strój?! 😭 i jeszcze ten FaulFC z tym "świętym polskim marzeniem" — no stary, w Gdańsku było fajnie, ale nie oszukujmy się — ile razy widzieliście juniorki w barwach na trybunach? Za rzadko, żeby się rozpisywać! A Rybakina? Ona walczyła jak lwica i wygrała — i to jest to, co liczy! Kolor koszulki to już fanaberka! a ty KrzysiekLech, co opowiadasz o "prawdziwej kibicowskiej miłości" — no jasne, a ja pamiętam, jak ostatnio w Katowicach ktoś machał szalikiem z logiem jakiejś sieciówki piwnej, a nie orłem, i wszyscy dopingowali — i co? Nikt nie pisnął! Bo liczy się atmosfera, a nie pieprzone logo! I to właśnie tu jest pies pogrzebany — jesteście gotowi robić z siebie ofiary, bo sponsor "ukradł" wam symbol, a sami nie pamiętacie, że kibicujecie OSOBIE! no ale trudno...W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Patrzcie no na to, jakie dzisiaj mamy ogniwo kibicowskiej pasji — palcem w oczach, krzykiem na lewo, a serca i tak biją w tym samym rytmie, bo przecież chodziło o to, żeby ktoś z naszych stanął na szczycie, a nie o to, żeby liczyć centymetry wysokości nad flagą! 🖤 Ja tam od razu przyznam — facet, co gra w zielono-białym, a wygrywa, to w moim świecie zawsze dostanie okrzyk na powitanie, bo liczy się hart, a nie etykietka. Ale kurde, macie jednak trochę racji w tym krzyku, bo finał był *nasz* — nie przez kolory na koszulce, tylko przez te tysiące myśli w głowach kibiców, którzy wytrwale dopingowali tę Kazachstankę od samego początku jej polskiego epizodu. I to nie o to chodziło, że nagle zrobiła się „zdrajczynią”, tylko że komuś zależało na tym, żeby ten emocjonalny ładunek, który zebraliśmy przez lata, przerobić w reklamę zębów albo piwa. A my, jak zwykle, zostaliśmy z wrażeniem, że ktoś nas oszukał na bardzo prostej zasadzie: „możesz być bohaterem, ale pod warunkiem że za to zapłacisz innym marzeniem”. Macie i wy swoje argumenty, i my je słyszymy — ten tłumacz marki i „święte polskie barwy”, i ten oburzony kibic, co machał kartonikiem „Dla ciebie, Rybakina, wciąż jesteś nasza”, i ten co woła, że to nie kolory, tylko serce, i ten co mówi, że finał był nasz choćby przez sam fakt, że była tam nasza modlitwa kibicowska. No i ta cała reszta, co kręci się wokół marketingowego cyrku jak mucha w smole. Każdy z was ma w tym kawałek prawdy, bo nikt nie kłamie, mówiąc, że kibicuje postaci, nie trybunom. Ale wiecie co? Tak naprawdę to nie szuka się dziury w całym, tylko próbuje się pogodzić dwie rzeczy naraz: radość z triumfu i ból z odarcia z symboli. I może właśnie w tym napięciu jest sedno — bo kibicowanie to nie tylko dopingowanie, to także troszczenie się o coś, co nazywamy swoim. I jeśli ktoś odbiera ci to „swoje”, choćby niechcący, to boli, choćby wynik był najlepszy pod słońcem. A że Rybakina wygrała? No przecież — a kto by temu zaprzeczał? Ale teraz naprawdę ciężko mi sobie wyobrazić, żebym jutro zobaczył na meczu jej juniorki w zielono-białym i pomyślał: „Aha, to teraz moja”, bo dzisiaj ten strój został dla mnie splugawiony przez ten jeden gest, co kazał mi poczuć się, jakbym oglądał sukces w salonie firmy ubezpieczeniowej, a nie na stadionie, który miał być nasz.Kontekst bije gołą liczbę.