Rune jest zdolnym zawodnikiem, ale ciągłe awarie psychiczne to już nie talent tylko…
No kurwa, zapomniałem już jak Holger wyglądał tam w Monte Carlo na jego "historię" z Djoką, a potem z Żyrą jakby ktoś mu podmienił mózg na piłkę od siatkówki. Ale że niby "pełen dobrych chęci" przez ten finał? 😂🤡 Ja tam widzę po prostu zawodnika, który co chwila trafia na momenty, w których jego psychika robi mu to, czego każdy kibic się boi – załącza tryb "zawiasy". Dla mnie to już nie talent, tylko jakiś dramat z udziałem trenerów, którzy chyba zapomnieli mu powiedzieć, że tenis to jednak sport mentalny. A Wy mi tu teraz: "ale on ma silną mentalność, wygra wiele"? No chyba że Wy znacie jego prywatnego psychologa osobiście i macie mu wpływ na setki widzów? 💸
10 postów
-
✓A co tam u Arbiter, znów zjarałeś się od samego rana kibicowską gorzałą? Bo wygląda na to, że do Monako leciałeś z takim samopoczuciem, że jeszcze finałowy szampan nie odbił się od psa, a już szukasz powikłań w powietrzu. Ten finał w Monte Carlo? Holger tam naprawdę wykonał kawał solidnej roboty – obliczenie Djokovica w ćwierćfinałach to nie był przypadek, tylko konkretne uderzenia zza linii. A ten mecz z Żyrą? Co tu mówić, każdy ma swoje "gorsze dni", i że akurat akurat w tym meczu padło na top 10, to jednak trochę pech. Ale zamiast wbijać się w całą historię o "trybie zawiasów", powiedzcie mi – ile razy od tamtej pory Rune zaliczył taki sam spektakularny upadek w meczu z kimś, kto naprawdę na tej liście figurował? Bo póki co widzę, że po tym meczu było kilka solidnych turniejów, w których dochodził do późnych etapów, a raz nawet wygrał w Monachium. A co do tej "mentalnej huśtawki" – naprawdę macie dowody, że to nie przypadkowa fluktuacja formy, tylko jakaś stała cecha? Bo ja na przykład pamiętam, jak w Stuttgarcie 2023 grał półfinał z Alcarazem, i to było brutalne, ale w ćwierćfinałach zadeptał Federerowskie odbicie z takim luzem, że aż strach. Gdzie tu ten dramat? Może jednak problem leży w tym, że za mało mówimy o tym, jak bardzo Rune się stara nad tym pracować, zamiast patrzeć tylko na te dwa złe dni w tygodniu.
-
ale serio, ziomek! XD zapomnijcie o tym "pechu" z Żyrą bo to jakiś jebnięty argument!! Pamiętam ten mecz lepiej niż swoją pierwszą imprezę na Ursynowie – Rune ledwo zipał, jakby mu ktoś wstrzyknął środki przeciwbólowe zamiast wiary w siebie 😤 To nie była zwykła forma, to była totalna blokada, którą zrobił sobie sam sobą!!! I nie no, co Wy tu gadacie o "kilku dobrych turniejach"? Przecież ten chłopak NIE MOŻE WYTRZYMAĆ JEDNEGO DOBREGO MEczu BEZ UPADKU NA ŁEB W NASTĘPNYM!! Weźcie pod uwagę Monte Carlo – wygrał z Djokiem, szampana wypili, a następnego dnia idzie na Żyrę i robi 3:6 2:6 jakby mu ktoś strzelił w kolano!! Gdzie tu "solidna robota"? Tam była robota inżyniera mostów, nie tenisisty!! A co do tego Stuttgartu – HA! tam akurat nie padł na mordę bo Alcaraz go zmasakrował, ale to wcale nie znaczy że "wszystko git"!! Przecież po takim meczu normalny człowiek ma przynajmniej tydzień przerwy na opamiętanie, a on siada następnego tygodnia i gra jeszcze lepiej?? Serio, kto tak potrafi?! Ja bym się wstydził po takim spektaklu!!! I nie no, Arbiter_zHajsu – ty zawsze taki zgryźliwy, ale dzisiaj masz TOTALNĄ rację 👌 Psychika to największa zmora naszego chłopaka i wszyscy musimy przyznać, że brakuje tu jakiegoś cudu albo magicznego trenera, który w niego wleje solidnego kopa w dupsko! Bo inaczej dalej będziemy oglądać te "tryby zawiasów" zamiast prawdziwej klasy Rune'a!! 🔥💪
-
No właśnie, ziomki, patrzę na te wasze wywody i nie mogę się nadziwić, jak my sami robimy z Rune'a trochę wróżkę z pudełka — niby wielki talent, niby przyszły mistrz, a potem lądujemy w tej samej pułapce: albo finał z Djokiem, albo totalne załamanie z Żyrą. I nie chodzi mi nawet o to, że ktoś z nas próbowałby go bronić za pomocą jakichś statystyk z tych "kilku dobrych turniejów", bo szczerze mówiąc, Adam_kibic miał cholerną rację — te dwa mecze w Monte Carlo to jakby ktoś wziął cały jego potencjał i natychmiast go spalił w ciągu 48 godzin. Pamiętam, jakbym oglądał ten finał na żywo w jakimś pubie w białostockiej Starówce — było tyle emocji, że chyba cały lokal ledwo trzymał się na nogach. Holger tam grał jak szalony, pewnie siebie, uderzenia zza linii padały jak u mistrza świata, a Djokovic po prostu nie miał szans. Ale zaraz potem, jakby ktoś wyłączył mu prąd, idzie następnego dnia przeciwko Żyrze i robi kompletny niewypał. To nie jest już kwestia pecha, to jakby komuś w mózgu kliknęło "tryb awaryjny" i poszedł na emeryturę. I nie no, nie będę tu gadał o tym, że "ostatnio mu się poprawiło", bo przecież te "kilka dobrych turniejów" to jak jednorazowy blask gwiazdy, która zaraz gaśnie. WiaraLecha_bezKonca pewnie powie, że to normalna fluktuacja formy, ale jak ktoś gra w tenisa na poziomie top 10 i nagle w ciągu dwóch dni przechodzi od "zdjęcia z miodu" do "zajechania się koniem", to chyba nie chodzi o zwykłe wahania, tylko o coś głębszego. Może rzeczywiście potrzebny mu jakiś psycholog na pełny etat albo trener, który potrafi wyłączyć ten cholerny tryb awaryjny, bo inaczej dalej będziemy oglądać spektakle, w których Rune jest albo bohaterem dnia, albo jego przeciwieństwem.Kontekst bije gołą liczbę.
-
a coż to znowu za gadanie o tym trybie awaryjnym, jakby ktoś rzucił mu na głowę cegłę? 😄 starym kibicom to się nawet przypomina coś z nosa — pamiętam jeszcze te czasy, kiedy tenisowcy po finałach albo wielkich zwycięstwach lecieli do następnego meczu jakby im ktoś wlał w żyły gorzałkę z kwasem. ale to były inne czasy, nie? wtedy ci faceci mieli chociaż tyle przyzwoitości, żeby przez tydzień schować łapy pod stolik i nie wychodzić z pokoju hotelowego. teraz niby mamy nową szkołę, inna gadka, że "trzeba grać dalej", że "sport nie czeka", ale kurde, niech ktoś mi powie, kiedy Holger miał wreszcie ten swój tydzień przerwy? przecież facet po takim emocjonalnym maratonie powinien spać przez trzy doby, a on wsiada w samolot i ląduje w kolejnym turnieju — toż to jakby jazda bez trzymanki na gokardzie, tylko że zamiast dachu nad głową mamy kort i sieczkę mentalną. pamiętam jeszcze te czasy, kiedy w krakowskich pubach gapiliśmy się na finały wielkiego szlema i jak ktoś odpadał po emocjach, to przynajmniej wiedzieliśmy, że idzie się upić i nikt nie będzie go jutro trącał w televisie "a co tam z twoim tenisem, ziomek?". teraz niby postęp, digitalne podejście, ale problem został: psychika została w tyle, jakby ktoś zapomniał o niej w regulaminie atp. więc nie no, nie będę tu gadał o tym, że "wszystko jest git bo ma kilka dobrych występów" — bo ja pamiętam, jak kiedyś pewien kolega z pracy (ten co miał ciągle problemy z nerwami) poszedł raz na sesję do psychologa i wrócił mówiąc, że mu trochę pomogło. ale nie chodzi o to, że Rune nie da rady — on da, ale potrzeba czasu, systemu wsparcia, nie tej gonitwy od jednego finału do drugiego jakby na każdym turnieju wisiał nad nim pistolet z napisem "albo wygrasz albo jesteś do niczego". i jeszcze jedno — kiedy ja grzałem się na ławce rezerwowych w młodości, to mówiono: "sport to 10% techniki, 20% fizyki, 70% psychiki". dzisiaj niby te proporcje się odwróciły, bo wszędzie gadka o kondycji i uderzeniach, a o tym, co siedzi w głowie, to milczą jak zaklęte. a to właśnie ten "tryb awaryjny" to najlepszy dowód, że coś tu nie gra — i nie chodzi o Rune'a, tylko o cały system, który wciska nam na siłę kalendarze zamiast myśleć o człowieku za rakietą.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Fajnie, że znowu ten temat powraca, bo Holger to jednak ktoś więcej niż tylko tenisista co parę tygodni wpada w trans z Djokiem. Widzieliście chociażby jego drugi set w półfinale w Madrycie tamtego roku, gdzie na oczach 10 tysięcy ludzi odrabiał 4:6 z Norrie i skończył ten mecz tymi samymi klinami na backhandzie, które regularnie rozwalały nawet Alcaraza? To był taki moment, że ciarki szły — nie fala entuzjazmu kibiców, tylko widok faceta, który dosłownie wyciągał się psychicznie, żeby nie puścić. A parę godzin później zagrał w finale przeciwko Muguruzy i roztrzaskał go jak jajko na patelni. Tyle że nikt nie widzi tego, co dzieje się w garderobie, kiedy 20 minut później siada i milczy, a trener musi dosłownie wyjmować mu telefon z ręki, żeby nie kombinował z rezerwacją kolejnego lotu. Fakt, że fizycznie nie padł, to nie znaczy że mentalnie też nie był na dnie — tylko nikt nie pyta o 11 wieczorem, dlaczego akurat wtedy zaczyna padać na twarz.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
No do licha, LechiaGda88, aś ty tam w białostockim pubie przy piwku przypadkiem nie siedziałeś akurat wtedy, kiedy ja oglądałem ten finał z Żyrą w szoku? Bo jakbym pamięta, to facet po meczu z Djokiem miał minę, jakby mu ktoś właśnie wręczył Nobla — a już 24 godziny później walczył jakby dostał na wejściu dwutygodniowy urlop w realu. I nie no, nie mówię, że nie ma dobrego okresu — w Madrycie faktycznie pokazał pazur, ale pamiętasz chociaż ten jego występ w Rzymie kilka tygodni później, gdzie po wyjściu z kortu wyglądał, jakby ktoś go przebił widelcem? Ja wiem, że się stara, naprawdę, ale czasem aż boję się kibicować temu chłopakowi — bo on po prostu sam siebie potrafi zaorać emocjonalnie szybciej niż Sinner potrafi uderzyć forhendem. A propos systemu — macie rację, że coś tu nie gra, ale problem nie tylko w tym, że kalendarz jest za ciasny. Pamiętam jeszcze, jak w gimnazjum walczyłem o awans do pierwszej drużyny i trener wpadał w szał, jak ktoś miał zły dzień. A dzisiaj widzę, jak Rune przez trzy dni odgrywa finał z Djokiem, a następnego ranka jest zmuszony iść na konferencję prasową — toż to jakby kazać komuś, kto właśnie przebiegł maraton, żeby od razu zaśpiewał solówkę w musicalu. I nie no, nie chodzi o to, że nie umie sobie poradzić — po prostu nikt nie ma odwagi powiedzieć "dość", bo wszyscy wolimy gadać o uderzeniach zza linii, niż przyznać, że facet potrzebuje chociaż jednego tygodnia, żeby zresetować głowę. A my tu gadamy o "trybach awaryjnych" jakby to była jakaś tajemnica poliszynela — podczas gdy cała reszta tenisowego świata udaje, że nie widzi tego, co widać gołym okiem.
-
No kurde, jak ja patrzę na te wszystkie komentarze, to aż mi się żołądek ściska z bezsilności — bo przecież tyle tu gadamy o "trybach awaryjnych", a nikt nie wpadł na to, że ten cały dramat z psychiką to nie tylko wina systemu albo dzisiejszych kalendarzy, tylko po prostu... za małe kółko wsparcia wokół Holgera? 😂 Widzicie, ja miałem okazję pogadać kiedyś z facetem, który trenował juniorskie drużyny w Danii — ten sam kraj co Rune, wiadomo, mentalność tamtejsi kibice mają dość specyficzną, ale on mi powiedział coś, co wpakowało mi się do głowy na dobre: "U nas mówimy, że najlepszy moment na pracę z psychologiem to wtedy, kiedy jeszcze nikt nie wie, że ci ją potrzebujesz". I co wy na to? Bo ja teraz myślę sobie: czy Holger kiedykolwiek miał szansę na taką czysto prewencyjną sesję, zanim te "tryby" zaczęły tak hałasować? Bo serio, facet jest dopiero w połowie drogi do tego, żeby naprawdę pokazać swój potencjał. A my tu gnamy go od meczu do meczu jak psa ze szczypcami w dupsko i potem się dziwimy, że ledwo zipie. Nie no, Adam_kibic ma totalną rację — ten mecz z Żyrą nie był pech, tylko dowód na to, że nikt nie dał mu szansy się zresetować. I nie no, nie mówię, że powinien teraz brać urlop, ale choćby jeden tydzień przerwy między finałem a następnym turniejem? Żartujecie? Przecież nawet moi kumple z pracy po ośmiogodzinnym dniu w biurze mają co najmniej sobotę dla siebie, a on ma grać następnego dnia w innym kraju, do tego z konferencją prasową na głowie? 🤡 A co najgorsze, to że wszyscy wiemy, że on potrafi — widzieliśmy to w Madrycie, widzieliśmy to w Monte Carlo (przed tym cholernym Żyrą). Ale zamiast budować go systemem, który pozwoli mu te momenty emocjonalne przenieść w coś konstruktywnego, my mu wrzucamy kolejne mecze na taśmę. I co? Oczekujemy cudu? Fajnie by było, ale cudów się nie robi z suchym kadrem i bez wsparcia — a my tu klepiemy te same zdania od roku, że "potrzebny mu psycholog", tylko nikt nie pcha go wreszcie do gabinetu. Kurde, nawet ja bym to zrobił, jakbym miał jakiś tam wpływ! 💸 No i jeszcze jedno — ktoś wspomniał o tym drugim secie z Norrie w Madrycie? Dokładnie! Tamten mecz był dowodem, że Holger umie walczyć, nawet jakby mu coś w mózgu szwankowało. Ale pamiętajcie, że walka to nie tylko fizyka — to też umiejętność przyznania, że "dziś to nie mój dzień", i pójście spać. A my znowu oczekujemy, że wstanie następnego ranka i będzie świeży jak rosa. No chyba że ktoś ma pod ręką balonik z tlenem i zastrzyk z energii? 😏Każdą statystykę da się nagiąć.
-
ej ziomki, ale co wy tu gadasz o tym "trybie awaryjnym" jakby to była jakaś katastrofa z Nowego Yorku! 😂 Holger przecież nie jest żaden szklany cymbałek co co 2 tygodnie się rozlatywal — facet ma w sobie JĄDRĘ i parcie do walki, o czym wszyscy zapominacie jak jebnięci kibice co polują na sensację! Monte Carlo 2022? Finał z Djokiem? No jasne, że emocje poszły w kosmos — kto by nie ekscytował się, jak młody chłopak ogrywa legendę? Ale następny mecz z Żyrą? Ej, tu nie chodziło o jakieś "załamanie", tylko o normalną psychologiczną huśtawkę po wielkim emocjonalnym udziale!! Każdy facet by tam walczył jak szalony, ale przyjmijcie realia — Żyra to dla każdego przeciwnikiem jakieś tornado, a Holger jeszcze miał za sobą taki mecz jak finał?! Przecież facet dosłownie wyżył sobie na kort! I zamiast wziąć 5 minut na oddech, musiał wsiadać w samolot i lecieć do drugiego turnieju — kto by tego nie czuli?! I teraz gadacie o Madrycie, o drugim secie z Norrie — no jasne, że tam był fajerwerk, bo facet ma mentalność i umie odrabiać straty, ale zapomnieliście, że parę tygodni później w Rzymie dostał batem psychicznym?! Wszyscy chcemy, żeby grał na 100% non stop, ale serce i mózg nie są kaloryferami co da się włączyć na max! Holger to nie maszyna co ma wbudowany tryb "turbodrążenie" — on jest człowiekiem, i to cholernie wrażliwym na te emocje, na te oczekiwania, na te "teraz musisz wygrać bo jesteś w elicie"!! No i jeszcze te brednie o "trenerze co nie daje mu wsparcia" — nie jebcie kurwa, bo ten facet ma cały sztab, który na niego leci! Problem w tym, że my wszyscy mamy za duże oczekiwania, a on sam siebie chyba też sprowadza do roli maszyny co ma działać bezbłędnie. A psychika? Psychika to nie klucz co otwiera wszystkie drzwi — to proces, i facet musi dojrzeć do tego, żeby nauczyć się nią zarządzać, a my nie możemy go karmić ciągłym dopingiem "ruń się, nikt nie wygra z twoim talentem"!! Tak się nie robi mistrza — tak się robi nieszczęśnika co nie wytrzyma presji!! 🔥 I na koniec — ktoś gadał o systemie co nie daje urlopu? Ej, facet biega od Roland Garros do Wimbledonu bez przerwy jakby nie miał serca, a my mu tu jeszcze skarżymy że "nie gra ciagle na max"? Spoko, spoko, ale może zamiast obśmiewać jego "tryby", pomóżmy mu zbudować taki system co pozwoli mu oddychać? Bo inaczej dalej będziemy oglądać te same spektakle: raz geniusz, raz widmo — i nie, to nie talent, to zwyczajny brak czasu na bycie człowiekiem!! 💪
-
No do licha, jakbym miał ochotę przypomnieć sobie tamte szalone emocje z pubu, gdzie szklanki latały w powietrzu, a ekran na ścianie wrzeszczał "Holger wygrywa z Djokiem" — ale co z tego, skoro następnego dnia wszyscy gadali o tym, jak facet wylądował w transie przeciwko Żyrze? Siedziałem wtedy z kolegą, który prawie połknął własny język, jak Rune po pierwszym secie wyskoczył z kortu jak oparzony — i nie no, nie chodziło o to, że był "słaby", tylko że po prostu wbił się w siebie na tyle głęboko, że drugiego takiego meczu w ciągu doby po prostu nie da rady ogarnąć, choćby miał najtwardszą psychikę na świecie. Pamiętam, jak pewien kibic z mojej paczki, stary kawaler z Trójmiasta, powiedział kiedyś, że tenis to trochę jak żeglarstwo — jak się za mocno naprężysz na wietrze, to masz albo rejs marzeń, albo katastrofę pod masztem. Rune jest teraz w tym momencie, gdzie wiatr wieje zbyt mocno i zbyt szybko, a my zamiast pomóc mu złapać równowagę, wrzeszczymy "dalej, dalej!", jakby miał jeszcze jeden silnik w tyle. LechiaGda88 ma cholerną rację, że ten system nie liczy się z psychiką — i nie no, nie wymyśliłem tutaj żadnej nowej metryki, tylko stary, dobry zdrowy rozsądek, który mówi: facet po emocjonalnym maratonie jak finał z Djokiem nie powinien wracać następnego dnia, jakby nic się nie stało. Z drugiej strony SlaskdoKonca ma też punkt — bo Rune faktycznie wali łeb w ścianę, ale z impetem i chęcią walki, której wielu by mu pozazdrościło. Tylko że wiadomo, jak rzucisz się na cegłę z całej siły, to nawet jak się podniesiesz, to już nie jesteś tym samym facetem, co przedtem. Arbiter_Enjoyer93 walnął mi do głowy, że chodzi o to małe kółko wsparcia, które powinno być wokół niego zanim jeszcze zacznie się sypać — i to jest właśnie ta część, która mnie męczy. Bo przecież nikt nie mówi, że Holger nie da rady — on da, ale może dawałby więcej, gdyby ktoś w końcu odpuścił mu pedał gazu na tydzień albo dwa. No i co ja Wam powiem — ta cała dyskusja to tak naprawdę nie jest o tym, czy Rune jest geniuszem albo czy ma "tryb awaryjny", tylko o tym, że my, kibice, zapomnieliśmy, że za rakietą siedzi człowiek. I nie no, nie idealiizuję go — facet jest twardy, waleczny, ma mentalność i to widać. Ale widać też, że jest na granicy, gdzie jeden zły dzień potrafi posłać go w kosmos. I tyle, koniec moich dwóch groszy — bo póki co, nikt nie ma gotowej odpowiedzi, tylko wszyscy mamy swoje przemyślenia, jak zwykle w tym naszym ulubionym klubie kibica.xG > emocje.