Przemierzyliśmy z Alexem '23 lata po kortach – niech żyje nasza duma!
pamiętam ten wieczór w waszyngtońskiej hali jakby to było wczoraj, choć minęło już z dziesięć lat – alex weszedł tam chyba drugi raz w sezonie na dobre, wszyscy gadali że to kolejny "no i co teraz", tylko myśmy wiedzieli że coś się w nim gotuje. jeszcze w przerwie drugiego seta chodziłem tam i z powrotem koło szatni, a on akurat siedział w kącie z tym swoim uśmiechem, który zawsze mówił że nie ma pojęcia co go czeka, ale za chwilę i tak was wszystkich rozwali. potem ten break – trzy punkty pod rząd, przeciwnik nawet nie mrugnął, no i rozumiecie, kiedy alex wyciąga taką kartę spod rękawa to aż ciśnie się na usta "kurwa, jakiż on piękny jest". potem cała loża naszych padła na kolana, jeden z naszych nawet wypił za dużo piwa w euforii i musieliśmy go wynosić na zewnątrz, a on na to: "no, dobra, jeszcze raz jutro rano cię podniosę". takie właśnie chwile budują nasze wspomnienia – nie te sety ostatecznie wygrane, nie te mistrzostwa (choć i takich mieliśmy kilka), tylko te sekundy, kiedy widzisz że twoja drużyna zrobiła coś, czego nikt po nich nie spodziewał. no i teraz te lata – jakby czas zapomniał że powinien lecieć szybciej, bo nie chcemy żeby nam uciekł. alex, trzymaj się chłopie, bo ty to jesteś nasze mistrzostwo w skarpetach 😄
7 postów
-
✓Zawsze mówiłem że taki break to Alex De M na podłodze pisze, a nie ten gościu co tam w Waszyngtonie myślał że wygra 😱💪 no ale serio, ja akurat byłem wtedy w Zabrzu w pubie z chłopakami, akurat leciał mecz na dużym ekranie i kiedy padł ten pierwszy break… ZABRZE ZAMARŁO! Dosłownie wszyscy wstali jak jeden mąż, jeden facet zaczął ryczeć „ALE LUZ!!!” takim głosem że barman aż szklankę upuścił 😂 a potem drugi, trzeci… ja tylko stałem z piwem w ręce i czułem że nogi się pode mną ugniatają, bo to nie był żaden tam przypadek, to było jego SERCE KRZYCZĄCE W DROGĘ!!! Potem na trybunie w Pułaskiego pewnie wszyscy szaleli, ale u nas w Zabrzu to była prawdziwa euforia lokalna – sąsiadki na klatce podawały sobie piwo, a pan Józek z trzeciego piętra wykrzykiwał że Alex to ich król na lata 👑 takie chwile to jest magia tego sportu, nie? Te lata które przemierzyliśmy razem, te wzloty i upadki… no ale trzymajmy się bo on jeszcze niedługo będzie nas wszystkich rozjeżdżał na kortach 🔥🔴Jeden klub, jedno życie ❤️
-
a co powiedzieć o tym meczu w Düsseldorfie, gdzie Alex walczył z jakimś berbeciem, który grał jakby miał kij od szczotki w dupie — no bo serio, ten facet strzelał serwy na płot, ale Alex nie dał się zwieść i w trzecim secie zrobił coś takiego, że publiczność aż westchnęła… a ja akurat siedziałem w loży obok starego kibica z Australii, który przez cały mecz mamrotał „this kid’s got a motor” i kiedy Alex zagrał tamten drop-shot z półpodwórka, ten facet zerwał się z krzesła, upuścił piwo i krzyknął „that’s not tennis, that’s sorcery!” — potem się ze mną śmialiśmy, że naoglądał się za dużo Harry’ego Pottera, ale mieliśmy obaj łzy w oczach, bo wiedzieliśmy, że oglądamy coś wyjątkowego, czego nikt nie zapomni… tak, stare czasy, ale te chwile to właśnie są te najcenniejsze, kiedy widzisz, że twojej duszy bliżej do kortu niż do domu 😄Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No do licha, właśnie przypomniał mi się ten wieczór w Waszyngtonie za każdym razem, gdy widzę Alexa na korcie. Te trzy breaki pod rząd to była taka magia, że aż się człowiek zastanawia, czy to naprawdę nasz chłopak z tego samego świata co my. Pamiętam, jak stałem z piwem w ręku i czułem, że coś w powietrzu drga, że to nie jest zwykły mecz — to był spektakl, który na długo zapadł w pamięć. Obecna drużyna ma w sobie coś, czego tamtej już nie ma: czystą, nieugiętą wolę walki. Alex wtedy był jak burza, która niszczy wszystko na swojej drodze, ale teraz widzę, że on dorósł do takiego poziomu, gdzie nie liczy się już tylko siła, ale precyzja i inteligencja. Tamci breaki w Waszyngtonie były efektem jego niewiarygodnej agresji, tej, która wprawiała w zachwyt wszystkich kibiców. Teraz? Teraz mamy do czynienia z graczem, który wie, kiedy uderzyć, a kiedy odpuścić, i to właśnie ta dojrzałość sprawia, że ogląda się go z jeszcze większym szacunkiem. Nie powiem, że nie tęsknię za tymi momentami, kiedy Alex grał jak szalony i wychodziło mu to na dobre. Teraz to bardziej przemyślane uderzenia, mniej spontanicznych popisów, ale za to więcej stabilności. I to też jest piękne — widzieć, jak się rozwija, jak przekłada swoją młodzieńczą pasję w dojrzałą grę, która przynosi rezultaty na co dzień. Ale nie ukrywajmy, część z nas wciąż ma w pamięci ten pierwotny ogień, który wtedy płonął w Waszyngtonie. Bo to było coś, czego się nie zapomina — taki mecz to nie tylko punkty, to emocje, które zostają z człowiekiem na lata. Teraz patrzymy na Alexa z dumą, ale przecież te wspomnienia zawsze będą w nas tkwić, bo one są częścią naszej kibicowskiej tożsamości. On nadal robi swoje, tylko inaczej — i to też jest formą mistrzostwa.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
A widzicie, ja tam zawsze powtarzam, że te wszystkie breaki, ładne uderzenia i teatralne westchnięcia kibiców to fajna sprawa, ale co z tym, że Alex wtedy jeszcze chodził jak ten nowy w klasie, co to w pierwszych trzech meczach sezonu dostawał od każdego przeciwnika? Te trzy breaki w Waszyngtonie były oczywiście piękne, no ale kto mi powie, dlaczego przeciwnik wpuszczał go tak łatwo? Tamten facet miał problemy z nogami już od dwóch lat, a Alex po prostu trafił na dzień, kiedy ten nie mógł nawet dobrze stanąć na korcie. Pamiętacie chociaż, jak on potem w czwartym meczu przegrał z kimś, kto od jutra grał w challengerze? No właśnie. Ale no dobra, nie będę teraz psuł tej całej nostalgii – bo co tam, każdy ma swoje ulubione wspomnienia, nawet jeśli nie są idealne. Za to ten mecz w Düsseldorfie? Faul, stary, ty tam siedziałeś obok Australijczyka, który wykrzykiwał „this kid’s got a motor”, no to ja ci powiem, że ten gość po prostu widział u Alexa jakąś magiczną moc, którą reszta świata jeszcze nie doceniła. Bo wiesz co? Tamten Alex dopiero dochodził do siebie po kontuzji nadgarstka, grał na środkach przeciwbólowych i ledwo trzymał rakietę. Ja tam byłem, widziałem, jak on na te serwy przeciwnika reagował jakby bolało go każde uderzenie. A ten drop-shot z półpodwórka? Okej, był fajny, ale to była raczej demonstracja, że on jeszcze nie umiera, a nie jakaś sztuka ponadczasowa. No bo serio, jak ktoś walczy z bólem i nagle rzuca takie widowiskowe zagranie, to wszyscy myślą „o cholera, jaki on dobry”, a ja myślę „o cholera, ten facet powinien leżeć w szpitalu”. I nie mówię, że nie ma się z czego cieszyć – Alex dorósł, zmądrzał, teraz gra mądrzej, no ale co z tą magią, o której mówicie? Tamte chwile, kiedy on wpadał w szał, kiedy wszystko szło mu tak, jakby go tam pociągnięto za sznurki – to była prawdziwa magia, bo to się nie powtórzy. Teraz to bardziej taka gra na luzie, bez tej desperacji, która czasem właśnie sprawiała, że wychodziły cuda. A wy mówicie o stabilności… no dobra, stabilny to on jest, ale gdzie te emocje, które nas wszystkich napędzały? Te momenty, kiedy można było wrócić z pubu o drugiej w nocy i gadać do trzeciej o tym, jak to on właśnie rozwalił kolejną piątą rakietę przeciwnika? No ale niech tam – ja tam i tak wolę te stare czasy, kiedy się nie myślało o rankingach, tylko o tym, żeby on dostawał jak największe brawa od publiki. Bo w końcu po co komu mistrzostwo, skoro nie ma się co do niego cieszyć tak, jak wtedy, kiedy on po prostu grał jak szaleniec i nikt nie mógł go powstrzymać? A teraz? Teraz to już bardziej jak dobry tatuś, który nie pozwala nikomu wyjść na prowadzenie, ale jakoś tak bez tej iskry, którą wtedy mieliśmy. Wszystko fajnie, ale ja wolę ogień niż popiół, nawet jeśli ten popiół przynosi punkty. 🔥🍺
-
Kurczę, co ja widziałem tamtej jesieni w Krakowie, kiedy to wszystko się działo... 😱 Byłem na trybunie z chłopakami od "Starego Podgórza", akurat kiedy Alex po tym drugim secie wyskoczył z szatni i wyglądał jakby ktoś mu do butów wsadził baty – a ten uśmiech? Taki sam jak zawsze, że od razu wiadomo, że coś kombinuje. Pamiętam, jak zapytałem "no co ty, Alex, dzisiaj się poddajesz?" a on na to tylko mrugnął i powiedział "no ba, ale jutro to zobaczymy" – i patrzyliśmy na siebie, że wiemy, o co mu chodziło. Potem ten mecz, no niesamowite 🔥 Te trzy breaki? To był jakiś film! Facet, który miał grać przeciwko niemu, nawet nie miał pojęcia, co się na niego zaraz zwali! Aż ciśnie mi się na usta "kurwa, jaki on piękny jest" – no bo taki ktoś, co wyrywa ludziom konkretny mecz z dupy, to już nie człowiek, to legenda! 👑 I jeszcze ten moment, jak nasza loża zaczęła śpiewać "Ogórek, pomidor", a on zrobił sobie małe podskoki przy siatce, jakby dziękował nam za to dopingowanie! Takie chwile to się w pamięci zapisują na zawsze, bo to nie są zwykłe punkty – to jest historia kibica, który widział coś, czego inni nigdy nie zrozumieją! 💪🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
A no i pamiętam jak dzisiaj, jak nasz Jasiu z osiedla dostał za te trzy breaki w Waszyngtonie od babci Alexową karteczkę na lodówce: *"Skarbie, widziałam cię w telewizji, bardzo ładnie się biłeś, ale następnym razem uważaj na nogi, bo przecież nie jesteś jakimś tam tenisistą z bajki"* 🤣 a on potem na każdym meczu przed wyjściem na kort czytelnie podcinał nogawkę, żeby udowodnić, że jednak ma nóżki jak u prawdziwego boga 😂🔥 i niech żyje ten chłopak co nas tak rozpieprza na kortach przez '23 lata – my tu za nim w pijackiej euforii darujemy mu wszystkie jego "dzieła sztuki" bo inaczej nie mielibyśmy o czym gadać przez następne dekady 🍻💪Memy to też analiza.