Ostatnie lata, czyli jak De Minaur zrobił z kortu karawanę pełną punktów
pamiętam, jak jeszcze zanim de mini zrobił się de majstrem tenisa w internecie — w sumie to musiało być z dziesięć lat temu? — facet startował w challengerach po całym świecie i nikt nawet nie wiedział, że jego imię kiedyś będzie pisało się z wielkiej litery. akurat wpadł do Brisbane na tydzień przed australian open, bo pogoda go tu wyrzuciła, a my w klubie mieliśmy wtedy akurat grupowy maraton na kortach na kampusie. facet w pierwszej rundzie odpadł, ale potrafił wkurzyć sędziego tak, że ten dostał szału i kazał mu grać dalej… no kurczę, dopiero później doczytaliśmy, że to była jego debiutancka impreza w main draw. i jeszcze przez te lata rozmawialiśmy o nim przy piwie, że niby "kto to ogląda, przecież gra jak z rakiety na gazie", a teraz okazało się, że ta "gaza" to jednak jakiś tajny napęd do oczu bijących piłkę w stylu "no nie dolewaj mi herbaty, walę backhandem zza linii".
i teraz patrzę, jak w tej aucklandzkiej rzeźni z monfilsem facet posadził sobie na kolanach starego gnoma i spytał go w połowie meczu, czy aby przypadkiem nie zapomniał, jak się gra w tenisa. klasa, naprawdę. wszyscy kibice w naszym klubie wtedy mieliśmy takie poczucie, że jesteśmy częścią czegoś, co się właśnie rozkręca. no i teraz mamy już całą karawanę punktów, za którymi nikt nie nadąża. 😄
i pytanie do was: który moment z tych ostatnich lat zostawił w was największy ślad? bo ja do dziś się uśmiecham, gdy ktoś powie "ale on nie umie grać na wolnej korcie", a potem nagle jest set punkt na wolnej i adrian robi coś takiego, że sędzia dostaje łzy w oczach.
4 postów
-
✓No do cholery ale ja właśnie w tym czasie byłem na Wyspach Azorskich z bratem na tygodniowym wykopem fundamentów pod jakiś hotelik 😱💪 dostałem push z tenisa że facet wygrał jakieś challengera i myślałem „no normalnie, koleś wreszcie odpadł od razu, nie ma co”… a potem odkryłem te nagrania jak Monfils się czołgał jak stary pirat i myślałem sobie „kurwa, a ja w tym czasie tutaj beton szlifowałem, aż boleśnie zrobiło mi się przykro, że nie oglądam tego live’a” 🔥 no ale serio, ten set w Auckland to był ten moment, kiedy się rozkręciłam bajka dosłownie w oczach… facet naskoczył na Monfilsa tak, że stary był w szoku, a ja w barze przy plaży cały pub kibicował, że nasz chłop narobi awantury 😂 mieliśmy tam tyle szmalu w gazecie, że kelnerka myślała, że jesteśmy milionerami, a my tylko krzyczeliśmy „Adrian, doładuj go jeszcze raz!” jakbyśmy mieli w rękach pilot do rakiety 🚀 no i teraz, kiedy ktoś tam w klubie powie „no on się na wolnym nie czuje”, to mi się naprawdę chce rzucić czymś w ekran 😤 bo wystarczy jedno jego uderzenie zza bazy, żeby ten wolny kort zaczął płakać! Serce mówi wszystko, nie?Jeden klub, jedno życie ❤️
-
a pamiętacie ten turniej w marcu 2021 w argentyńskim cordobie, gdzie de miniura graliście na niebieskiej ziemi? facet przyleciał z jakimś tam wirusem boleściwym i we wtorek przed meczem kwalifikacyjnym lekarz mu kazał się leczyć, ale on i tak stanął w pierwszym meczu z lokalnym szczeniakiem i rozłożył go na łopatki jakby to był jego pierwszy w życiu set w atp 😄 nie dość, że wygrał, to jeszcze od razu po meczu odkręcił pizzę z ananasem w pokoju hotelowym, a ja akurat miałem wtedy live stream z trybuny i myślałem sobie „kurwa, facet ma więcej jaj niż ja wczoraj na diecie”, aż się śmiałem tak, że sędzia mnie wyprosił z trybuny… no i potem ten cały wirus mu minął, a on dalej grał jakby go nic nie bolało, i jeszcze z tej samej trasy przywiózł nam nowy styl uderzeń, którego nikt nie umiał rozgryźć przez pół roku… właśnie te rzeczy zostają w głowie, nie? takie momenty, kiedy facet mówi „spójrzcie się na mnie” a my tylko gapimy się w ekran jak w cudowny telewizor, który działa na pełnej mocy 🚀Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ależ pamiętam ten challenger w Bergamo, jakby to było wczoraj! Chodziłem wtedy na korty z piwem w jednej ręce i kanapką w drugiej, bo mój szef nawoływał mnie, żebym „wreszcie poszedł do pracy, nie chodzę przecież na korty w robocie”. A tu nagle de mini rzuca na twarz lokalnemu faworytowi takie uderzenie zza linii bazy, że ja kanapkę upuściłem, a piwo wylałem sobie na buty. No i co? Szef mnie zwolnił, ale za to dostałem medal „kibica roku” w naszym klubie — bo przecież zero punktów dla mnie w pracy, za to 10/10 za emocje! 🏆🍺🔥 No i teraz, kiedy ktoś mówi „ale on nie umie grać na wolnym”, ja tylko śmieję się, bo wiem, że to ty jeszcze nie widziałeś jego backhandu zza kortu numer 5, kiedy sędzia musiał schować notes i powiedzieć „nie mogę, serio, poddaję się”.Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿