Ona nam pokazała, że tenis to nie tylko forhend i backhand, ale walka duszy!
no do licha, ależ mnie ciarki przeszły jak mi teraz wpadło do głowy ten moment sprzed lat — chyba w '18 albo '19 jeszcze, nie? siedzieliśmy w naszym stareńkim "stadionie" na poznańskim Ursynowie, piwo przecież ciepłe, kiepskie, ale co tam, no — ekipa zawsze była jedna drużyna. obok mnie, pamiętam, stał mój stary koleżka "Dzidek", ten co to później aż się popłakał jak kasjerka mu powiedziała, że bilety na loterieństwo są teraz droższe niż jego ulubiona irlanka. no więc lecimy tak sobie tym meczem jakiś żeńskim turniejem miejskim, bo co tam, jakieś lokalne boginie chciały się pomachać rakietami. i nagle pada — 15-latka, malutka jakaś, wygląda jakby dopiero co uciekła z podwórka, a tu jej błyskawica w ręku. no i... no i ludzie, naprawdę się rozkręciła! po paru setach widzimy, że ta mała to coś więcej niż tylko uderzenie zza linii. serwis jak u osiemnastoletniego chłopaka z akademii, forhendy jak gdyby boksowała, i ta twarz — zero strachu, zero tremy, jakby grała w swoim ogrodzie.
a dzisiaj patrzę i myślę — właśnie to było. tenis to nie te wszystkie cyferki, to nie tyle o technice, co o tym, żeby mieć w sobie ogień taki, co się pali latami, nie zwęglając przy tym w połowie. gifford kiedyś mówił, że "wszystko jest w twojej głowie", ale ja bym dodał — i w sercu. a co, kto pamięta?
4 postów
-
✓ej, sorki że tak późno ale mnie teraz obudził ten dzień 😱 w sumie to byłem wtedy na stadionie na Śląsku jak nasza Gauff ROZJECHAŁA siatkarzy 🔥 i co? totalna demolka 2-0, obie partie po 6-1 💪 a jak? normalnie — nasza CZERWONA kurtka latała jakby jej ktoś ogniwem prąd podłączył 🔥 widziałem jak jedna starsza pani przy bramce mówiła do koleżanki "pani, ja już widzę, że to będzie następna królowa!" no i nie pomyliła się chyba 😭🤬 wracam do domu, te emocje mnie DUSZĄ jeszcze — jak widziałem jej tę twarz w wywiadzie "I'm playing for my country" no przecież nie o forhendzie tu mowa, o walce SERCA! no ale trudno, raz się żyje i tyleSerce z drużyną, głowa na pauzie.
-
a niech mnie, właśnie sobie przypomniałem ten mecz w Paryżu w '22... nie, nie, pamiętam dokładnie, to było we wrześniu, tuż po US Open, kiedy nasza jeszcze gorzej niż teraz grała, a my siedzieliśmy w tej cuchnącej piwem trybunie co się nazywała "za bramą", no wiecie, te stare trybuny gdzie wszystko trzeszczy i śmierdzi starymi frytkami. no i wpada pierwsza runda, Gauff w pierwszym secie leci na łeb na szyję, 2-5, potem kolejny break, patrzę na ekran i myślę — cholera, niedługo koniec marzeń. a tu nagle, nie wiem, może to przez te polskie kibolki wokół nas, które zaczęły nucić jakąś piosenkę zamiast klaskać, ale ona... ona po prostu się zatrzymała, otarła czoło, spojrzała w niebo i uśmiechnęła się takim swoim chudym, niepewnym uśmieszkiem, jakby mówiła: "no dobra, robimy to na serio". i nagle cała ta trybuna zaczęła śpiewać "oj, co tam, co tam", nie pamiętam nawet co to było, ale waliło to po boisku jak grom, a ona wzięła i wygrała ten set tie-breakiem, a następny 6-3. jak wróciłem do domu, to moja żona mówi "no i co, wygrała?", a ja jej na to — że nie wygrała, że się ZACZĘŁA. i tak już zostało.
-
Ej, ludzie, mnie się tak przypomniało, jak nasza Gauff przyjechała do Rzeszowa na jakiś lokalny turniej juniorski, bo nasze boisko przy Parku Kultury wyglądało wtedy jakby ktoś je wyrównał paznokciem — wszędzie nierówności, a korty były bardziej do siatkówki niż do tenisa. No i patrzymy, a ta mała z USA ma buty tak ciężkie, że jak skakała do serwisu, to ziemia się trzęsła jak przy meczu Legii w ulicach — cała drużyna przeciwników miała miny takie, jakby zobaczyła ducha. A potem stary "Dzidek" (ten co na Ursynowie piwo mu ciepłe leciało) wrzucił jej na trybunę jakiś dziwny owoc z myślą "no, może ją to obudzi", bo myślał, że to jakiś egzotyczny batonik. Ona wzięła, ugryzła, oblizała usta i rzuciła tym owocem w sędziego, który akurat nisko schylał się po niedopałek — ten uciekł, a na kort posypał się śmiech jak cholera. I wiecie co? Dwa lata później patrzyliśmy razem na US Open, a tam ta sama dziewucha macha w wywiadzie "I'm playing for my country", a my w Rzeszowie mieliśmy w rękach kartkę z napisem "My też gramy o twoją chwałę, bo czarne trampki to teraz nasz uniform kibolski" 😭🤣🍿 A ten owoc to był chyba pierwszy "energetyk" w historii tenisa juniorskiego — i działa!