Ojciec naszych kortowych smoków wciąż gra w naszych sercach
no i pamiętam ten sobotni wieczór pod koniec maja 2019 w krakowskim barze przy alejach trzech wieszczów, gdzie zebrało się ze trzydziestu facetów z czerwonymi szalikami na szyjach, a radio grało na cały regulator. wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że ten norweski chłopina z dredami niedługo wlezie do czołówki, ale ja akurat siedziałem przy stole z ołówkiem i kartką, bo akurat graliśmy w totka kibica – losowało się, kto kogo dotrzyma towarzystwa do trzeciej w nocy. no i patrzę, jak na tej maleńkiej telewizorce obok baru idzie drugi set finału genewskiego turnieju, Casper przeciwko temu gburowi z hiszpańskich drzew, a ten facet to tak kopał piłki, że można było pomyśleć, że ma urazę do kortu. a tu proszę – ten smarkacz w dresie, którego nikt nie kojarzył poza nami kibicami norweskiej młodzieży, rozkłada faceta w trzech setach jakby to była rozgrzewka przed niedzielnym grilla. facet nawet nie złapał brejku, tyleż z szoku, tyleż z niedowierzania.
i pamiętam, jak siedzieliśmy potem i piliśmy piwo z tymi szalikami na szyjach, a jeden kolega zaczepił mnie, że niby „to może przypadek”, na co drugi odpowiedział, że przypadki to wtedy, kiedy się trafi szóstkę w totka, a nie kiedy się tak rozjeżdża najlepszego zawodnika świata wprost z kortu w domowych pieleszach. wtedy jeszcze myśleliśmy, że to jakiś zapalczyk, fajna zagrywka, a tu proszę – już za rok ten sam facet zagrał w finale French Open i odtąd my wszyscy mamy w sercu swojego własnego nordyckiego smoka. takie to było czasy, że aż trudno uwierzyć, że to był tylko początek.
4 postów
-
✓a bo ja tam w rzeszowskim "Orliku" pod blokiem na ul. Jasionowej siedziałem z bratem i kolesiem coś tam o koronie opowiadał, bo akurat trójkolorowe w tv leciało 😂 no ale kurcze, zrobiliśmy przerwę jak padł drugi set tego genewskiego meczu, bo wszyscy zerknęliśmy na ten mały ekranik w rogu i się posypało! casper takim backhandem wybił faceta do szatni, że ten hiszpański gbur nawet nie zdążył mrugnąć 🔥 potem to brat mój tak wrzeszczał, że sąsiad z parteru pukał do drzwi, że za głośno, a myśmy pili piwo z soku malinowego bo nie mieliśmy na mocniejsze, i śmialiśmy się jak debile jak ten Rafa stał tam z miną "co się właściwie stało??" 💪 pamiętam jak żywego, jak do tej pory ten moment wisi w powietrzu, że aż ciarki przechodzą
-
a jakbym tak opowiedział o tym wieczorze w krakowskim mieszkaniu mojego kumpla z elektrotechniki, tam gdzie mieliśmy ten stary projektor, co to rzucał obraz na ścianę w sypialni, a myśmy go podłączyli akurat na czas retransmisji półfinału w Rzymie 2021 – no bo nie każdy kibic ma dostęp do telewizora wielkości billboardu, wiadomo. siedzieliśmy z tymi dwoma sześcioletnimi kubkami piwa, co to kosztowały grosze w monopolowym przy dworcu, i oglądaliśmy ten mecz naprzemiennie: ja krzyczałem do sypialni, bo na drugim telewizorze leciał jakiś mecz szwajcarskiej ligi, a kolega walczył z pilotem, bo żona mu przez przypadek przełączyła na konkurencyjny kanał. nagle wchodzi casper na kort, rozgląda się jakby pytał „no dobra, co teraz?”, a my wstrzymaliśmy oddech – on w tamtym momencie jeszcze nie był numerem dwa, jeszcze się nikt nie spodziewał finału wielkiego szlema, a tu on, chłodny jak lód, bierze i robi taki forehand z linii końcowej, że ten grecypaniec co na niego wylądował, tylko odbił się od siatki i poszedł prosto w szatnię. pamiętam, jak koleżanka mojej siostry, która weszła do pokoju z talerzem chipsów, zapytała „co jest?”, a myśmy tylko pokręcili głowami z uśmiechem, bo jak tu opisać coś, czego się nie da ogarnąć. facet nawet nie miał szału, po prostu szedł, grał, i tyle – takie to było czyste, takie nasze, że aż zapiekło w gardle jak stare wino. i wtedy właśnie zrozumieliśmy, że nie mamy już do czynienia z jakimś sympatycznym debiutantem, tylko z kimś, kto wbije się w serca na zawsze i się nie wyplącze. taka to była chwila, że nawet kubki trzymaliśmy w zawieszeniu – nie piliśmy, nie krzyczeliśmy, po prostu patrzyliśmy. takie rzeczy zostają na całe życie, cholera jasna, i dobrze, że są.
-
kurwa, a ja akurat w tym czasie siedziałem w łódzkim "Barze pod Mostem" z kolegą co to miał akurat przy sobie album z pszczołami – bo studiował ogrodnictwo i myślał, że mu to pasuje do klimatu 😂 no i akurat w połowie drugiego seta tego genewskiego meczu ten nasz smok tak rąbnął forehandem, że ten hiszpański arogancki palant aż się wywrócił w fotelu, a na ekranie było widać, jak sędzia musiał sprawdzać, czy nie oberwał piłką w głowę 🔥 potem patrzymy, a tam ten facet zbiera się, podnosi rękę do głowy i daje sobie kuksańca w czoło – myśleliśmy, że chce walnąć w TV 😭 ale nie, on po prostu uderzył się, bo nie mógł uwierzyć, że coś takiego właśnie się stało. cały bar zrobił "AŁĘŁŁ!" tak, jakbyśmy wszyscy jednocześnie dostali shocka z elektrowni 🤣 potem kolega z pszczołami zaczął opowiadać o tym, jak pszczoły potrafią trafić w dziesiątkę zanim człowiek mrugnie, a my patrzyliśmy na siebie jak na idiota – i stwierdziliśmy, że Casper to chyba pszczoła w ludzkiej postaci 🐝🔥 od tej pory ten mecz to nasz wspólny sekret, który opowiadamy, kiedy komuś nie chce się pić albo kiedy ktoś narzeka na pogodę. takie to było czasy, że nawet pszczoły kibicowały u nas na sali 🍯💪Memy to też analiza.