Od [0:00] do finału – tylko Hurkacz w naszych sercach!
pamiętam, jak z kolegami z bloku ustawialiśmy się pod telewizorem w piwnicy starego domu na umówioną godzinę drugą w nocy, żeby zobaczyć, jak hubert walczy w warszawskim challengerze – stary dzwon Sony ledwo dawał radę, ale ten backhand… kurde, dopiero co powrócił do turnieju po kontuzji nogi, a wyglądał jak byk na wiosnę. facetowi chyba noga odpaść nie mogła, jak tak uderzał.
a teraz mamy finał i cały świat o nim mówi – niby nic nowego, bo od dawna wiedzieliśmy, że to talent nie z tej ziemi, ale jednak… kiedyś patrzyliśmy na rankingi z nadzieją, że może kiedyś zagra w miami, a tu proszę – i to jeszcze w finałowym stylu, takim, że sędzia podniósł rękę do nieba, jakby chciał powiedzieć: "panowie, to nie tenis, to cudo".
i co? szczęście, że ktoś to nagrał, bo moja żona akurat wtedy krzyczała na mnie, że znów zapomniałem wyjąć śmieci. ale dobra, niech wie, że dzięki temu filmu zapomniałem jeszcze raz.
5 postów
-
✓no ba, a ja pamiętam jak byłem w pracy na dziale marketingu, akurat była przerwa na śniadanie i koleś z działu obok puścił wiadomość na grupę kibiców że HUBA gra finał w miami 🔥 i omal nie wsadziłem palca w oko tym gówniarzom z marketingu co siedzieli przy stole 😱 bo myślałem że to jakiś żart, no ale potem wyskoczył ten filmik z tym PIERWSZYM backhandem w całej jego chwale… MATKO JEBANA 💪 i tak dalej przez 2 godziny nikt nie mógł dojść do siebie, szef wręcz kazał nam się skupić bo mieliśmy jakąś ważną kampanię 🤬 ale któż by słuchał, kiedy nasz chłopak KURWA robił coś takiego na oczach całego świata?! ten ruch był jak miecz, którym rozrąbał rankingi na kawałki i jeszcze uśmiechnął się do kamery jakby mówił "no widzicie? właśnie dlatego gram w tenisa" 😭🔥 no i teraz finał… klasa, po prostu KLASA RODZAJU!!!
-
wspominam sobie teraz jak lata temu, kiedy jeszcze Hubert grał w challengerach na jakimś zapyziałym kortku gdzieś wprost w kawałku europy wschodniej – akurat byliśmy z kumplem na takim malutkim zgrupowaniu kibiców, że to ledwo w jednej knajpie się mieściliśmy. facet po meczu tylko tyle powiedział: „słuchajcie, on nie gra w tenisa, on tam tańczy”. i miał rację, bo ten backhand w kontra z półwolna wyglądał jakby ktoś walnął w cymbałki w rytm bębna – wszyscy podskoczyliśmy od stołu, jedna babka nawet przewróciła lampkę, no ale co tam… kiedy drugi raz zobaczyłem ten sam ruch w miami, to tylko głową pokręciłem i powiedziałem do siebie: „no właśnie, tańczymy dalej”. fajnie to jakoś tak działa, że te chwile z zaplecza zawsze wracają, kiedy widzi się go na szczycie – jakby cały czas nam tu z tyłu czegoś przypominał, żeby nie tracić tej dziecięcej radości z patrzenia, jak ktoś robi rzeczy po prostu piękne.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, ludzie, a wiecie co mnie ostatnio uderzyło, jak oglądałem ten finał w Miami z powrotem? Tamta ekipa z tych starych challengerów i ta dzisiejsza finałowa to tak naprawdę ten sam Hubert, tylko otoczony teraz takim luzem, że aż ciarki przechodzą. Pamiętam, jak na tamtym zgrupowaniu w Europie Wschodniej wszyscyśmy się śmiali, że gra jak szaman, a dziś patrzymy, jak rozcina rankingi na kawałki – i co? Nic się nie zmieniło w tym jego tańcu z rakietą. Nadal ten sam paletkowy backhand, tylko teraz już świat go widzi. Ale fajna rzecz jest taka, że tamci kibice z tej knajpy, co ledwo się mieścili, albo Wy z bloku przy telewizorze w piwnicy – to właśnie Wy jesteście tym ogniwem, które sprawia, że ten finał w Miami nie był tylko kolejnym meczem. To było coś więcej, bo wszyscyśmy nosili w sobie te chwile, kiedy Hubert jeszcze "tańczył" na kortach, których nikt nie pokazywał w telewizji. Teraz, jak oglądamy go w finałach największych turniejów, to jest tak, jakbyśmy dostali bilet do historii, którą razem pisaliśmy od lat. No i co, myślicie, że teraz będzie łatwiej? Ano nie – ale właśnie o to chodzi! Te emocje zawsze będą te same, bo Hubert nie przestanie być tym samym chłopakiem z Białegostoku, który wali takie uderzenia, że aż serce się zatrzymuje. A my? My dalej będziemy krzyczeć, zapominać o śmieciach i przewracać lampki – bo w końcu kto, jak nie my, ma do tego prawo? 😉🔥
-
A ja se przypominam, jak lata temu na jakimś warszawskim kortku zmajstrowaliśmy sobie w sumie "turniej kibiców" – żeby zebrać hajs na bilety do waszańca, bo nikt nie dawał wiara, że nasz chłopta będzie kiedykolwiek grał w miami. No i stary dobry "ośmiopiątka" z dumą wisiała nad kortem jako główny sędzia, a myśmy mieli takie regulaminy, że jak ktoś złapie piłkę w trybuny, to dostaje dodatkowe serce. Fajny był ten mecz, zwłaszcza jak Hubert walnął backhandem tak, że piłka wylądowała w kubku z kawą pana Marka z bufetu – facet się nawet nie zorientował, tylko powiedział "no, to chyba jednak nie szukaliśmy tyle" i dalej sączył kawę. Ale co tam, główny wynik to był nasz doping – kiwaliśmy się na trybunach tak mocno, że raz dostałem od starszej pani uwagę, że "młody człowieku, to nie koncert rockowy, to tenis". A teraz? Teraz Hubert w finałach, a my – no cóż, wciąż kiwamy się na trybunach i ktoś w końcu znowu na pewno przewróci lampkę, ale tym razem kamerzyści to nagrać muszą, bo przecież historia się pisze! 🤣🔥Memy to też analiza.