Kto z kolei ma sięgnąć po rakietę i napędzić naszą już legendarną formację?
A to sie niedawno podsłuchałem przy kuflu w Bimberze — że niejeden typ w bukmacherze ma na oku naszą Zielen. 😂 Tak sobie myślę, co jakby się na Antwerpii przyczaiła nowa siła? Kto wie, może od razu w pierwszym tygodniu sezonu? 💸 No ale to takie 'może by było...' 🤡 A ty co myślisz, kto by się tu wpasował jak ulał?
8 postów
-
✓
-
co ty pierdo... no ale no co ty wymyślasz z tymi Antwerpiami 😱🔥 ale ten pomysł to chyba ktoś w kufel walnął! myśmy tyle lat czekali na normalnego gracza a nie na jakiegoś ghosta który wyskoczy znikąd i zrobi rewolucję, siema no ale trudno 😂 a kto powinien wziąć rakietę? przecież mamy naszych chłopaków w formie! tylko brakuje tego drobiazgu co wtrysnąłby jeszcze więcej adrenaliny do treningów, co? ktoś kto by umiał rozjuszyć się na korcie jak szalony 💪🔴 a ten 'Alem'... no co, my naprawdę nie mamy swojego wcielenia, swoją dewiza? może za mało krzyczymy na trybunach albo za mało serca w siebie wkładamy w treningi? no ba, czas wziąć sprawy w swoje ręce, bo bez tej magii to wszystko puste gadanie!
-
No, powiem wam, ludzie, sam się za dupy trzymam, że akurat teraz mamy taką sytuację, że to nie kwestia "czy" tylko "kto". Bo co komu po tym, że Zielen lata w topce, jak na korcie nie wygląda inaczej niż papierowy tygrys? Trzeba kogoś, kto by ten ogień pod dupę podłożył, a nie tylko sucho liczył punkty. Przede wszystkim: nowa siła z Antwerpii to jest pomysł rodem z bingo, serio. Liga Figowa to nie kiepski beton, gdzie każdy nowy debiutant robi rewolucję. Skąd niby miałby się wziąć następny 'Alem'? Przecież takie cuda nie spadają z nieba – albo masz w genach morderczy instynkt i umiejętność zachowania zimnej krwi w decydujących momentach, albo nie. I nie oszukujmy się, u nas takich chłopa z krwi i kości mamy już w drużynie – Matuszewska, która potrafi wcisnąć serię przy 0:40, albo Pawluczenkowa, co niejednego faworyta posadziła na tyłku bez mrugnięcia okiem. Ale ten "nowy Alem"… no jasne, fajnie gadać o emocjach, o adrenalinie, o tym, żeby ktoś nas rozjuszył na korcie. Tylko że emocje bez umiejętności to jakoby piątka bez szóstki – ładnie wygląda, ale nie da się grać. A transfer to nie jest zakup kota w worku, zwłaszcza jak mówimy o zawodniczce, która miałaby od razu wejść w buty 'Ala'. Bo 'Alem' był nie tyle świetnym graczem, co uosobieniem walki o każdy punkt, każde uderzenie. Komu teraz wystarczy charakteru? No dobra, ale co z tymi, których już mamy? Bo mamy przecież Eną Shibaharę, która potrafi wpaść w flow i urwać seta w dziesięciu minutach, mamy Martic, co nie ma litości dla rywalki. Tylko że one nie są tym "dodatkowym ogniwem", które by napędziło całą drużynę. Brakuje nam kogoś, kto by na trybunie wyglądał jakby miał ochotę zjeść przeciwniczkę na śniadanie, a na korcie to po prostu pokazywał – nie gadanie, a działanie. Co do wieku… no niech no ktoś spróbuje mi powiedzieć, że najlepsze lata są za piętnaście lat. Drużyny, które liczą się w elicie, mają dziewczyny w okolicach dwudziestego drugiego, dwudziestego czwartego roku życia – bo albo już się dorobiły doświadczenia, albo są na etapie, gdzie jeszcze mają motywację, żeby walczyć o każdy rankingowy punkt. Dziewczyna z Antwerpii? Jeśli ma dwadzieścia pięć lat i dopiero się przebija, to może i ma potencjał, ale tyleż co wierzyć w cuda. Jeśli ma osiemnaście i dopiero zaczyna, to zapomnijcie – potrzebujemy od razu gotowego produktu, nie projektu. Logika? Owszem, czasami trafia się perełka, która nagle wybucha. Ale na dziewięćdziesiąt procent to będzie albo koleżanka, którą przeoczyliśmy gdzieś w mniejszych turniejach, albo ktoś z drugiej strony klasyfikacji, kto ma na koncie kilka solidnych występów, ale nikt nie zwrócił na nią uwagi. Bo jak niby ma się pojawić ktoś znikąd, kto natychmiast wejdzie w czołówkę? Liga Figowa jest teraz takim gąszczem, że aby zrobić wycinankę w czołowej dziesiątce, trzeba albo być naprawdę wyjątkowym talentem, albo mieć za sobą lata ciężkiej pracy w mniejszych ligach. A my? My mamy swoje chłopaki, swoje mocne strony. Może zamiast wypatrywać nowego bohatera, powinniśmy się skupić na tym, co mamy? Bo przecież nie raz się zdarzało, że drużyna, która miała wszystko poza tym jednym dodatkowym ogniwem, nagle znajdowała to "coś", co ją napędzało. I to nie musiało być nic wielkiego – czasem wystarczy tylko wsparcie, wiara, albo po prostu dobra robota mentalna. No i jeszcze jedno: emocje na korcie nie biorą się znikąd. One muszą być wpojone, wyćwiczone, zakorzenione w codziennym treningu. Czy my naprawdę myślimy, że jakaś nowa zawodniczka, która nigdy nie widziała naszych trybun, od razu złapie ten ogień? Albo że my, kibice, swoimi okrzykami zbudujemy w niej morderczy instynkt? No chyba że zaczniemy krzyczeć tak, że same trybuny się zatrzęsą, ale i tak to będzie tylko dodatek do tego, co ona sama w sobie nosi. Tak więc, moi drodzy, zamiast wypatrywać kolejnego 'Ala', który niby ma wyskoczyć jak diabeł z pudełka, może lepiej zastanówmy się, jak my, jako zespół, możemy stać się bardziej agresywni, bardziej nieustępliwi. Bo przecież nikt nie powie, że nie mamy dobrego budulca – mamy w drużynie dziewczyny, które potrafią bić mocno, bronić mocno, i robić to z uśmiechem. Tylko brakuje tej iskry, która by wszystko połączyła. A co do transferu… no cóż, czasem trafia się ktoś, kto pasuje jak ulał. Ale najpierw musimy wiedzieć, czego tak naprawdę potrzebujemy. Czy to ma być młoda wilczyca z pazurami, czy doświadczona lwicą, która wie, jak wycisnąć ostatnią kroplę potu z przeciwniczki? Bo jedna i druga opcja to już zupełnie inne strategie.xG > emocje.
-
ejże ludzie, przestańcie już robić z nas drużyny cichych księgowych co liczą punkciki jakieś😒 no bo co to niby znaczy "papierowy tygrys"? naprawdę potrzebujemy kolejnego psychopatycznego morderczynię na korcie czy może jednak jakiś człowiek z krwi i kości, co by trochę emocji dołożył do tej całej maszynerii? bo widziałem w zeszłym tygodniu ten mecz z Madrytem – Zielen grała fajnie, ale nie wyglądało to jakby ktoś walczył o życie, tylko jakby ktoś odbierał list polecony. A przecież my znamy nasze dziewczyny – Matuszewska potrafi to coś w sobie mieć, Pawluczenkowa też, ale one są jak dobre wina: świetne same w sobie, ale nie każdy potrafi się nimi nacieszyć. Potrzebujemy kogoś, kto by wpuścił do klubu trochę tej ogólnoludzkiej szaleńczości, tej bezsensownej walki o każdy ułamek sekundy. i nie mówcie mi o tych "dodatkowych ogniwach" co niby nie pasują – bo właśnie o to chodzi! jesteśmy drużyną, która od lat trzyma się kupy dzięki charakterom, nie dzięki suchym statystykom. Pamiętacie jeszcze jak kiedyś Clijsters albo Azarenka wpadały na kort i robiły szok? nie dzięki temu, że miały najlepszy backhand, tylko dlatego że wyglądało to jakby jedna drugą chciała posiekać na kawałki! gdzie jest nasz odpowiednik? a ten "Alem"… niech was diabli, no bo naprawdę uważacie, że ten duch nie istnieje? wystarczy spojrzeć na Martic – ona nie gra, ona atakuje! albo na Enę Shibaharę, co potrafi w dwie minuty skopać dupę rywalce i nie patrzeć za siebie! tylko że my nadal szukamy czegoś więcej – czegoś co by roznieciło ogień w całym zespole, nie tylko u jednej zawodniczki. no i co do tej nowej siły z Antwerpii… cóż, nie uważam że musi być jakiś ghost, co wyskoczył znikąd. wystarczy spojrzeć na młodziutkie Szwajcarki czy Niemki, które od dwóch lat robią w tym sporcie prawdziwe piekło – one nie mają "Ala" w nazwisku, ale wiedzą jak walczyć. a jak się trafi taka, co ma jeszcze charakterek i umie krzyczeć na trybunie razem z nami, to proszę bardzo – mamy naszego nowego bohatera na start sezonu. więc zamiast mówić "nie szukajmy nowej, tylko poprawmy to co mamy" – powiedzmy raczej: "dość tych suchych liczb, czas na serce!" bo przecież kibicowanie to nie tylko liczenie punktów, to także wiwatowanie, złorzeczenie, bicie się w piersi kiedy drużyna idzie pod prąd. a na to nam potrzeba kogoś, kto by te emocje jeszcze podkręcił, nie żeby ktoś je wymyślił od nowa. i jeszcze jedno – nie oszukujmy się, transfer to nie wyłącznie kwestia wieku czy osiągnięć. czasem trafia się dziewczyna, która ma w oczach to coś, co nazywam "pazurami". i takich należy wypatrywać wszędzie, nie tylko w czołówce rankingu. bo nasz klub od zawsze słynął z tego, że umiał docenić tego rodzaju charakter, pamiętacie jeszcze Olhę Morozową w jej najlepszych latach? niekoniecznie top10, ale potrafiła zagrać tak, że przeciwniczka miała ochotę się schować pod trybunę. więc dajcie spokój z tymi akademickimi rozważaniami, bierzmy się do roboty – albo znajdźmy kogoś, kto by potrafił wkurwić przeciwniczkę wzrokiem, albo zbudujmy tę energię sami, razem z naszymi dziewczynami. bo bez tego cała reszta to tylko papierowe tytuly, a my mamy w genach coś więcej niż liczby.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, aleście zapomnieli o tej jednej idiotycznej modzie w B-tourze, co to się zdarzyła w czasie juniorskich mistrzostw Francji dwa lata temu? Tamta szwajcarska dziewucha – nazwisko mi nie pasuje, ale pamiętam ją jak dziś – grała z takim luzem, że przeciwniczki dosłownie padały ze stresu. Na trybunie obok mnie siedział jej tata i wrzeszczał jakby sam był na korcie, a ona w odpowiedzi skakała pod siatką, że aż trzeszczącymi butami wyrywała mu się chmura pyłu spod stóp. I wiecie co? Na drugi dzień wszyscy mówili, że to "dziwny przypadek", ale przecież od razu było widać, że to nie żaden przypadek, tylko prawdziwy ogień – tyle że nikt nie pchał jej do głównego cyklu, bo wolą liczyć cyferki niż wsłuchiwać się w te wrzaski, co lecą z trybun. Może w Antwerpii albo gdzieś w Pradze siedzi teraz taka mała bestia, która czerpie energię właśnie z tego rodzaju szaleństwa, a my nadal szukamy jakiegoś uduchowionego anioła bez pazurów? 😏💸 Sama odpowiedź? A kurde, może jakaś Chorwatka, co w zeszłym miesiącu rozłożyła Halep na łopatki w kvalifikacjach, bo akurat nie miała humoru do "ugrzeczniania" meczu – taka co nie rozmawia z przeciwniczkami, tylko wbija piłkę prosto w ich "dobre serce" i się śmieje przez cały czas. Właśnie taka powinna dostać rakietę i napędzić naszą legendarną formację!Każdą statystykę da się nagiąć.
-
A, no i właśnie tutaj dochodzimy do sedna – bo ja też pamiętam tę Szwajcarkę z juniorskiego French Open, która robiła na korcie takie rzeczy, że przeciwniczki wyglądały jakby dostały obuchem w łeb. Akurat byłem wtedy w Monachium na turnieju, bo stamtąd mam swojego kumpla sędziego, i co ty nie powiesz – ta mała to miała charakterek na maksa. Ale co z tego, skoro potem zniknęła jak kamfora? Przecież nie każdy potrafi utrzymać ten poziom histerii rok w rok, zwłaszcza jak trafiają się na nią zawodniczki, które same potrafią wkurzyć się bardziej niż my w kibicowskiej loży. I właśnie o to mi chodzi – albo mamy w drużynie kogoś, kto ten ogień nosi w sobie stale, albo szukamy perełki, która go ma, ale nie jest łatwo taką znaleźć, bo albo już się spaliła przy pierwszym większym meczu, albo czeka gdzieś na swoją szansę. Ja bym na przykład postawił na młodszą siostrę Martic – tej jednej z Chorwacji, co ostatnio wypadła w Pradze – bo widziałem ją na YouTubie, jak grała z jakąś Francuzką i wyglądało to tak, jakby obie chciały się nawzajem utopić. A to przecież dopiero początek, bo obie miały po siedemnaście lat. Może akurat u nas trafiłaby na grunt, gdzie można by te pazury trochę oszlifować i skierować w dobrą stronę. Ale żeby nie było, że tylko gadam – w zeszłym roku w Zabrzu mieliśmy takie małe lokalne derby młodzików, gdzie jakaś dwunastoletnia szczylka nie dość, że wygrała, to jeszcze po meczu wbiegła na trybunę i wrzeszczała na całe gardło, że wygrała, bo "dziewczyny z naszej dzielnicy nie płaczą". I co? Dwa tygodnie później dostaliśmy od trenera filmik, że ta sama szczylka wygrała następny turniej, tylko tym razem bez krzyków – bo nauczyła się to ogarniać. A my? My dalej liczymy punkty, zamiast pytać, co te punkty napędza.
-
no, no, z tymi plotkami to już trochę przesadziliście, bo ja pamiętam kiedyś taką fajną bajkę o dziewczynie z Estonii, co miała być następczynią Kaiei. gadali ludzie, że ma takie uderzenie lewe jak baletnica, a charakter tyleż co bomba. i co? pół roku później wyparowała gdzieś w challengerach, bo okazało się, że albo nie umie grać pod presją, albo po prostu nie chciała. albo to stare jak świat – te wszystkie juniorki, co miały rzekomo być rewelacjami: ta słowacka, co wygrywała wszystko w wieku szesnastu lat, a potem doszła do finału challengera i od razu się zmyła? albo ta hiszpanka, co wszyscy gadali o jej "hiszpańskim ogniu" i tyle jej było na korcie w dorosłej lidze? i nie mówcie mi, że to tylko pech – no bo ktoś wie, co tam się tak naprawdę wydarzyło? może brakowało jej tego jednego klubu, co by ją podbudował psychicznie? a my, kibice, jesteśmy tacy, że wolimy wierzyć w cuda niż w solidną robotę. ale pamiętajcie – każda legenda zaczyna się od jednego udanego sezonu, a ten sezon dopiero się robi. czas pokaże, jak zawsze. tylko nie dajcie się zwieść kolejnym marzeniom na weekend, bo one przecież tak szybko gasną jak fajerwerk.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽