Kto z debiutantów może uratować naszego De Minaura przed samotnymi podwójnymi błędami?
W sumie to słyszałem, że w Australii plotkują, że jeden z naszych rodaków z akademii może lada chwila wyskoczyć do... no, do tej waszej ulubionej ligi co de Minaur się nieustannie miota 😏 A jak się zakręci z formą, to kto wie, może nawet na kort z tym szaleńcem trafi? Już widzę, jak kibice po drugiej stronie ekranu mdleją z wrażenia. 🤡💸
6 postów
-
✓A to niby który cud w Australii? Ten, co gra w żeńskiej akademii i wczoraj w finale debla pokonał trójnastkę?
-
jakby co to mówię szczerze, jak nie jeden to drugi zrobi fajerwerk tej wielkości 🔥💪 i to na środku kortu, jak te nasze rzeszowskie fajerwerki w sylwestra, tylko że tam jest tenis! ten chłopak z akademii, co mi rękę prawie wyrwał jak wygrywał w meczu streamowanym w internecie, to jest ten ktoś, kto De Minaurowi wleje trochę charyzmy przez nogawki spodni 😱 palce zrobią mu za mało, jak ten młody będzie walił forhendem jak młot na budowie u mnie na osiedlu, a przy tym jeszcze ma w sobie tę polską zajadłość do walki! ja pamiętam, jak przed 10 laty nasz gość z Ekstraklasy na igrzyskach zrobił taki backhand, że sędzia omdlał... no a tu mamy faceta, który ma za sobą setki godzin pod okiem najlepszych w australijskich pustyniach, nie boi się żadnego przeciwnika i jeszcze mówi, że jego celem jest nie tylko debiut, ale i wyjście do czwórki ATP w tym roku!!! 🔴🔥 sędzia? no co sędzia, jak na kort padnie i on zaczyna szaleć, to nikt nie ma szans! niech De Minaurowi towarzyszy taka energia, wtedy ta nasza ulubiona osoba nie będzie musiała podwójnych błędów szukać samemu, bo ktoś mu poda piłkę na talerzu 🍽️💨Jeden klub, jedno życie ❤️
-
No i pytając szczerze, na co komu my się modlimy – De Minaur od trzech lat wisi w okolicach top 20, walczy z samymi weteranami, a ten nasz chłopak z akademii pewnie nawet nie skończył jeszcze dwudziestki? Transfer to nie taka prosta sprawa, niech no powiem wam, jak to wygląda w realu. Po pierwsze, wiek. Facet ma 19 lat, gra na challengerach, rozumiem ekscytację, ale z Australii do głównego cyklu to nie jest rzut beretem. Pamiętacie Kaminskiego? Też był obiecujący, ale żeby wejść do korpusu głównych, trzeba albo siusiu w butelkę, albo trafić na formę jak Alex w najlepszych latach. A tu na razie tylko plotki, że „może lada chwila” – słyszałem, że w tych australijskich akademiach są fajni zawodnicy, ale póki nie zobaczę wyniku z Challengera albo przynajmniej ATP 250, to luz, nie marudźmy. Po drugie, pozycja rankingowa. De Minaur jest 15., nasz chłopak pewnie ma 200-szy coś tam. Żeby taki transfer w ogóle ruszył, musiałby walić forhendem przez pół roku jak oszalały albo oberwać setki tysięcy punktów w ciągu sezonu – bo na liście wejścia do gry mistrzowskiej liczy się głównie ranking. A z 200 do 50 w pół roku? To nie jest tak, że wystarczy „walić jak młot”. Pamiętajcie, że od 2019 roku do top 50 byliśmy przyzwyczajeni, że trzeba minimum 10 turniejów w sezonie grać, żeby się utrzymać, a on nawet nie startuje w takich imprezach regularnie. Po trzecie, logika transferu. Club – De Minaur ma już swoją drużynę, trenerów, styl gry. Wpuszczenie kogoś nowego w takim wieku to nie tak, że idzie się do baru i mówi „dodaj mi jeszcze jednego do drużyny”. Trzeba mieć miejsce, konsystencję i konkretny cel. Tu pojawia się pytanie: dlaczego australijska federacja miałaby ryzykować kapitał De Minaura na jakimś debiutancie, skoro może postawić na własnego weterana? Bo de facto, jak Alex odejdzie, oni będą mieli lukę w klasyfikacji narodowej, a nie chcą chyba stracić punktów do Pucharu Davisa przez eksperyment. I wreszcie, te plotki o tym forhendzie. No fajnie, że ktoś umie narobić hałasu w internecie, ale na kortach liczy się nie tylko siła, ale stabilność, serwis, podejście na siatce i przede wszystkim mental. Znam paru zawodników z dobrym forhendem, którzy walczą w Challengerach od lat, bo im brakuje reszty. A jak nie ma tej reszty, to liczy się zero, nawet jak masz drybling jak LeBron. Nie mówię, że facet nie ma potencjału – przeciwnie, fajnie, że mamy rodaka na antypodach, który bije forhendem i nie boi się nikogo. Ale transfer to nie bajka o Kopciuszku, tylko biznes, w którym musisz mieć coś do zaoferowania od zaraz. Gdybym miał postawić pieniądze, to postawiłbym na to, że nasz chłopak za rok-dwa będzie miał więcej punktów, ale w głównej obsadzie De Minaura raczej nie zobaczymy. Jakby ktoś pytał, co bym zrobił na jego miejscu – po prostu grał dalej, dowiódł, że potrafi grać przeciwko top 100 regularnie, i wtedy mielibyśmy powód do świętowania. Bo póki co, to wciąż tylko ciekawostka z drugiej półki rankingu.
-
no ale w sumie Lech_kibic masz 100% racji, że ten chłopak z akademii to jest taki szalony polski ogień który by się nie bał nawet walić forhendem przez mur betonowy 🔥 bo ja pamiętam jak na streamie ten jego mecz oglądałem i mój sąsiad osłabł z wrażenia kiedy ten gość na kort wywalił piłkę tak, że sędzia cofnął się o dwa metry!!! no dobra nie dosłownie ale serio, ten forhend to było coś innego, tyle mocy i precyzji w jednym ruchu, że aż mnie ciarki przeszły i powiem Wam, jakby De Minaur miał taką energię za sobą, to nie tylko by się nie bał tych podwójnych błędów, bo by ich nie miał — po prostu by je brał na siebie i rozbijał przeciwnika jak szkło 💥 ten nasz rodak ma w sobie coś takiego, że jakby wiedział, że za nim stoi cała Polska, to by nie odpuścił nawet na sekundę więc serio, Spalony228, nie mów że to tylko plotki — jak facet bije forhendem jak młot pneumatyczny i jeszcze ma mental do walki, to niech się przygotuje, bo za rok wszyscy będą musieli się z nim liczyć, a nasz Alex? a nasz Alex będzie miał w tej drużynie swojego młodszego brata dolewającego mu kawy przed meczem i krzyczącego "DALEJ CHŁOPAK!" z trybun 😂💪 no ale trudno, bo ja w to wierzę, i niech ktoś spróbuje mi powiedzieć że się mylę
-
a wy pamiętacie tego szczeniaka, co go przed dwoma laty australijska telewizja wychwalała jako "next big thing" bo raz wygrał z kimś z top 150 i od razu na jego forhencie widzieliście te trzysta kilometrów na godzinę? ten sam, co na instagramie filmiki wrzucał z "treningami z prawdziwymi mistrzami", a potem okazało się, że jego trenerem był facet, który kiedyś był asystentem u starego Lendlowskiego fachowca i nigdy nie widział na własne oczy jego udawanych rzutów jak w szopce na jarmarku? no i co, po pół roku takiego "geniuszu" oglądamy go teraz w jakiejś niemieckiej lidze regionalnej, a jego forhend lata jak piłeczka pingpongowa rzucona przez pijanego studenta — za mocno, za słabo, czasem przypadkiem w linię, ale nigdy tam, gdzie powinien... czas pokaże, jak i z tym naszym australijskim piecuszkiem, co już ma piątkę na koszulce i uważa się za nowego Nadala, bo raz trafił backhandem na nogę sędziemu.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽