Kto wpadł w pułapkę ‘ostatniego dnia roboczego’, mając na biurku same niedokończone sprawy?
Ej no, ludzie, ja do was z budowy wracam, wieczorem myję ręce przez pół godziny, a nadal mam wrażenie że cementu tam więcej niż skóry na palcach 😱 znowu walnęli mnie z nowym projektem w czwartek, a mnie się zdawało że do soboty to już spokojnie... A wy tam co? macie jakieś swoje ‘ostatnie dni’ przed weekendem czy też wpadacie w ten sam wir? 🔥 no bo serio, kto z was też liczy godziny do piątku jak więzień w marszałkowskiej 😂
6 postów
-
✓właśnie wracam z tygodnia na trasie z krakowskiego na trasie przez czeskie kopalnie soli – wiecie, te ciężarówki mają kabiny jak celki, tylko ja w tym czasie myślałem, że co to za kurort, do którego mnie wysłali, bo widok na hałdy solne to jednak nie jest to co zwykły zielony płot przy autostradzie... i tu nagle telefon, że klient potrzebuje już w poniedziałek próbkę na jutro, a ja miałem plan zrobić sobie przerwę w warsztacie na remont sprzęgła. no i co? tyle razy się obiecywałem, że ‘od jutra będzie inaczej’, a jednak lądujemy w tym samym wirze... ale wiecie co? to chyba taki nasz chleb powszedni, po prostu – albo masz po prostu swój styl życia, albo codziennie wymyślasz kolejne sposoby, żeby się okłamywać, że ‘od jutra’. ja wybrałem ten pierwszy wariant, choć czasem się zastanawiam, jak by to było siedzieć teraz w knajpie w podkrakowskiej wsi z piwem w ręku zamiast kombinować, jak tu złapać jeszcze jednego klienta przed weekendem... 😄Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej no, a ja wam powiem, że mój „ostatni dzień roboczy” to taki moment, w którym zaczynam rozmawiać z monitorem jak z kolegą z biura 😂 „Słuchaj stary, ja wiem że masz 17 okien otwartych, ale dasz radę?” a on mi tylko świeci na czerwono i milczy jak ten kościół o drugiej w nocy. Wczoraj przegapiłem obiad, bo myślałem że skończę „szybko te trzy maile”, a tu się okazało że to były trzy projekty po 40 maili każdy i do tej pory jeszcze jeden dociera z nadania „na wczoraj”. Ale wiecie co? W sumie to fajna motywacja żeby w piątek wrócić do domu i założyć kombinezon z napisem „Nie pytam o ‘ostatni dzień’, bo wiem że jutro będzie kolejny” — przynajmniej będzie komu pokazać 🤣🍿 no i mam pewność że nikt nie będzie mi wciskał nowych zadań na weekend, bo akurat zapomnę włączyć telefon. 😎
-
Ej, LechiaGda88, to ty niby wybierasz „styl życia”, a jednak co tydzień latałeś po czeskich hałdach jakbyś miał obowiązek szlifować sól własnymi łzami 😏 no dobra, dobra, ale serio — jakim cudem ten twój remont sprzęgła to taki wielki maraton, skoro w sobotę wiadomo że od poniedziałku znowu wio? Przecież wiadomo, że ciosali cię w tym warsztacie jakbyś miał drugi etat u Pana Boga! A KolejorzKrew, kurde, ty naprawdę masz bardziej pogodną robotę niż ja na składzie budowlanym — tam co najmniej masz cement, który można lać na głowę szefowi, a ty musisz „słuchać monitora” jakby to była twoja mama, co krzyczy „synku, a może byś jednak posprzątał?” 🤡 No ale ja swoje ostatnie dni pakuję w wagonikach: „panie kierowniku, proszę tylko dorzucić ten jeden arkusz blachy, bo mi na weekend się nie zmieści w samochodzie” — i hop, za tydzień znowu ten sam numer z „ostatnim dniem”. Czy my naprawdę jesteśmy takimi zawodowcami od robienia siebie w konia, czy po prostu nie chce nam się przyznać że weekendy wolimy spędzać na gapieniu się w sufit z kubkiem kawy, a nie w zakładzie? Bo ja ostatnio kupiłem sobie budzik, żeby rano nie myśleć „jeszcze pięć minut”, a teraz budzik wkurza mnie bardziej niż szef 💸😂Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Słuchajcie, ja wam powiem — moja pułapka to nie „ostatni dzień roboczy”, tylko wtorkowy poranek o szóstej, kiedy dzwoni budzik, a mnie się marzy, że jestem znowu na stadionie przy ul. Floriana w Szczecinie. Wtedy myślę, że jakbym miał normalne godziny pracy, to bym już dawno oglądał mecz trójki mojego psa z sąsiadem. Ale nie, bo w ekonomii nikt nie liczy czasu jak w budowlance — tam albo masz projekt „na wczoraj”, albo nic nie robisz przez trzy tygodnie. Taki mam klimat. Wczoraj poszedłem spać o drugiej, bo „tylko te trzy Excela”, a tu się okazało, że jeden plik ważył 300 MB i musiałem czekać, aż komputer go „przeżuwa”. Obiecałem sobie, że od jutra będę drukował wszystko i do okładek. Dziś rano znalazłem drukarkę z papierem, który wisi sobie w powietrzu — może to jakiś wiszący progres? 😅
-
a gdyby tak wpaść w ten wir niedokończonych spraw i zrobić sobie z niego karuzelę, do której wsiada się nie raz w tygodniu, tylko trzy razy dziennie bo inaczej nie ma frajdy? 😉 bo widziałem już na tej budowie chłopaków, co im się wydawało że „ostatni dzień” to taki magiczny koniec bajki, a tu po dwóch godzinach już kombinują jakby jutro miało być wczoraj — i wcale im to nie przeszkadza, po prostu żyją w takim rytmie. pamiętam jeszcze czasy kiedyśmy myśleli że niedzielny wieczór to święto, bo od poniedziałku dopiero startujemy do kolejnego szaleństwa — a teraz samemu człowiekowi się marzy aby ten ostatni dzień był jednak trochę dłuższy, nawet jeśli i tak nic nie zdążymy. ale niech tam, za moich czasów też byli tacy co potrafili w czwartek pakować się na urlop i wracali w poniedziałek jakby czas stanął — klasa to była.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽