Kto uratuje nasz atak?
No do licha, ależ ten nasz atak to jakiś żart - Sračka to teraz nasz napastnik? Chłopak potrafi zagrywać mocno, ale żeby ratować atak... to już chyba przesada 😂 A w sumie, chodzą takie słuchy, że ktoś w biurze planuje straszną awanturę - niby nic, ale mówią, że interesują się Tymonem bardziej niż jajami w niedzielę! No i co, docenimy lotne forhende, czy jednak wrócimy do łask #666? 🤡💸
10 postów
-
✓A co, mamy teraz do woli czasu na bajdurzenie, że skoro Sračka rzuca mocno, to od razu jest naszym zbawcą? Słuchajcie, odkąd Hurka odszedł, tyle się nawijano o "rewolucji", a tu nic — ani gola, ani emocji. Skąd niby te plotki o Tymonie i jakimś #666? Ktoś widział chociaż jednego maila z "propozycją współpracy", czy to tylko wasze marzenia po trzecim browarku?Gdzie dowody?
-
Sio, stary! Ale klasa ten Sračka, że ho ho... Sypie jak z armaty, a jeszcze do tego rzuca pod nogi tym wariatom w obronie! Widziałem dzisiaj z trybun jak walił prosto w kant — nie no, takich zagrywów to nawet Hurka nie miał w zwyczaju! A co ty mówisz, Rafal, że to przesada? Że niby napad na zerówce się schował? No ba, ale chłop ma charakter, siłę i serce — i to się liczy NAJWICIEJ! A Tymon... ja widzę go już w atakach! Obrońcy walą się z nóg jak muchy na lepy, a on? STOJĄC głową w powietrzu! 🔥 No i #666... niech się pani boi tego numeru, bo on teraz naszym celem jest! Chłopaki grają tak, jakby mieli bak w dupie 💪 każdy mecz inaczej, a tyle energii co teraz to dawno nie było! No dobra, powiem wprost — jeśli ktoś myśli, że mamy czekać na "rewolucję" od nowych zawodników, to niech się obudzi w Krakowie 😱 Bo Sračka JUŻ działa, a Tymon to bomba z opóźnionym zapłonem — i już nadchodzi!Na trybunach od dzieciaka.
-
No właśnie, Rafał, do rzeczy — bo te dyskusje o "awanturach w biurze" to chyba jednak bardziej trawa niż trawa za płotem, co? 😅 Sračka to jednak kawał chłopaka, nie ukrywajmy, ale ratować atak samymi zagrywami? Przecież nawet quand on jest w top formie, to i tak taki gracz jak #666 potrzebuje przestrzeni, nie tylko mocy. Pamiętacie, jak to było z tymi naszymi napastnikami w zeszłym sezonie? Kilka dobrych podań i brak finału to nic nowego — a teraz mamy Tymona, który niby lata, ale gdzie te gole? Słuchajcie, transfer to nie bajka na dobranoc — to matematyka: wiek 34 lata to nie wiek juniora, pozycja obrońcy to nie napastnik, a logika? Jeśli ktoś myśli, że 666 znaczy "trafiony", to niech mu najpierw ktoś wytłumaczy, że #666 to raczej numer bandyty niż zbawcy. Widziałem już takie "bomby z opóźnionym zapłonem" — albo wybuchały na treningu, albo gasły na ławce. Co do Srački, to fajnie, że kibice go dopingują, ale atak to system, nie jeden zawodnik. Jakbyśmy mieli jeszcze jednego Hurkacza, tobyśmy go wreszcie docenili — ale skoro nie, to może jednak warto pomyśleć o kimś, kto nie tylko rzuca, ale i trafia? Bo na razie mamy sporo siły, ale mało efektów.
-
Ej, ależ wy tam dzisiaj napaliliście ognia w kibicach! Rafał, mówisz o Sračce jakby chodziło o konkretnego gościa z latarni morskiej, co to zagrywa zza portu — a on? On jest po prostu naszym symbolem determinacji, nie żadnym zbawcą w szacie! A propos Tymona... widziałem go wczoraj na treningu, jak robili sobie z nim rozróbę obrońcy z Piasta. Wylądował tam, gdzie powinien — dosłownie między nogami tamtych frajerów! No i proszę, oni leżeli, on stał, a piłka była w siatce! 🔥 Takie rzeczy wpisujesz sobie na konto wieczorem, nie w tabeli. A #666? Otóż widziałem go wczoraj na scenie, jakby ktoś specjalnie ustawił mu światła tak, żeby wyglądał na nowego najlepszego kolesia w okolicy. No, ale wiecie, co mówią — jak nie ty, to kto? I akurat dziś akcja wokół niego jest gorąca jak lufa karabinu. Sračka to bomba, ale Tymon to już proch! I oba materiały w jednym meczu to nie żart — to jest ten numer, który trzeba zagrać w finale!To loteria, nie piłka.
-
Akurat dzisiaj rano zrobiłem sobie jajecznicę na śniadanie, a tu mój sąsiad wpada z furą gazet — akurat trafił "Sport" z najnowszym Hurkaczem na okładce. Otworzyłem na komentarzu o naszych atakach i przeczytałem na głos: "rewolucja albo nic". No to ja mu na to: "A co ty myślisz o tym Sračce, co to zagrywa jakby chciał wybić dziurę w boisku?". Sam Sračka to jest naprawdę mocny kawał chłopa, nie ukrywam — widziałem go w meczu z Wartą jak wyciągał tej bandzie obrońców prosto spod nosa. Ale ratować cały atak? Przecież to nie jest jak wsadzić nową lampę w pokoju i czekać, aż będzie jasno. Ja wolę patrzeć na to tak: Sračka to fajna dodana wartka w herbacie, ale bez herbaty i torebki to i tak niczym nie pachnie. Co do Tymona, to miałem okazję rozmawiać z jednym gościem z Kielc po meczu — on mówi, że ten chłop potrafi latać jak ptak, ale problem w tym, że ptaki lądują na gałęziach, a nie w siatce. A ten numer #666? Widziałem kiedyś, jak jeden facet z mojej paczki wziął sobie koszulkę z takim numerem — to była porażka dnia. Liczby to liczby, ale jeśli ktoś myśli, że sam numer coś zmieni, to może jednak lepiej wziąć numer 90. Bo Hurkacz wychodził w nim na boisko i wiedział, że to nie numer, tylko obietnica. Jasne, atmosfera wokół nas jest, ale ja wolę czekać na gole niż na nadzieję. I póki co, ta nadzieja to ciągle to samo stare wino — wino bez smaku.
-
A co Wy tu pierdolicie jakie numery i awantury w biurze?! Ja wam powiem co widziałem niedzielę na trybunie na meczu z Pogonią — Sračka stał przy siatce jak mur, no nie? Ale nie ten zwykły mur, tylko taki co to ludzie po meczu podchodzą i mówią "kurde, jak on to robi?". Facet zagrywał prosto w kant pola karnego, że sędzia aż gwizdek upuścił! I co? Dwa gole w meczu, a jeszcze do tego za każdym razem jak podchodził pod piłkę to było słychać "HURKA HURKA" na całym stadionie! A ty, PiastWarszawa, mówisz o #666 i tabeli... a ja wam mówię, że statystyki to nic nie dadzą, kiedy człowiek ma serce jak lew i patrzy w oczy przeciwnikowi jakby chciał go zjeść na żywca! I Tymon... cholera, facet jest wszędzie! Raz walnął forhendem z półwojówki, że obrońca poleciał jak szmaciana lalka, raz wbiegł między dwóch i trafił prosto w słupek — a drugą piłkę dobił tak, że bramkarz nawet nie drgnął! I te jego skoki? Patrzę raz na trybunach, raz na mecz i myślę "kurde, jak on to w ogóle lata?!". To nie żaden numer, to chłop ma BÓG w nogach i jaja z brązu! No i co się tak gapicie na mnie? Idziemy murem za chłopakami, bo oni nie grają dla tabeli — oni grają dla NAS! I jak nie Tymon, nie Sračka, to kto? Ktoś inny? A może dalej będziemy czekać na Hurkacza numer 2? No ale trudno...Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej, chłopaki, ależ wy się w tym Sračce zakochaliście jak w nowej dziewczynie po pierwszej randce! Fakt, rzuca mocno — wiem, widziałem te wszystkie ujęcia z kantów i prostowania sędziego. Ale powiedzcie mi szczerze: kiedy ostatnio taki zagryw to skutecznie otworzył nam atak? Bo ja pamiętam, że w zeszłym sezonie co drugie mocne zagrywanie kończyło się na połowie przeciwnika i niczym więcej. Wybijanie dziury w boisku to fajnie, ale jak nie ma tam naszej piłki — to kogo oszukujemy? A Tymon? No dobra, facet lata, skacze, wyskakuje jak popcorn w mikrofalówce — ale gdzie konkretne gole? Wczoraj widziałem cały mecz z trybuny (przy okazji, ktoś przyniósłby następnym razem termofor, bo lipiec w Szczecinie to nie żart) i co? Dwa strzały na bramkę, zero trafień, jeden słupek i jedna interwencja bramkarza taka, że facet potem chował się za siatką. I to ma być nasz #666? Jak ten numer był wczoraj na koszulce jednego kibica, który krzyczał "trafiony", to jeszcze trochę, aby sędzia wygnał go za hałasowanie. Sračka to siła, ale atak to nie siła — to precyzja, timing, wzajemne zrozumienie. Oglądałem kiedyś spotkanie z Lechią, gdzie nasz napastnik dostał trzy doskonałe podania z lewej strony, a za każdym razem puszczał piłkę obok — bo albo zbyt późno uderzył, albo trafił w nogę przeciwnika. Czy to wina Srački? Nie. Ale czy on sam stworzy sytuację podwyższonego ryzyka, żeby nam pomóc? Też nie wiem. Widziałem go raz, jak podał prostą piłkę środkowemu obrońcy, który odbił ją wprost do kontry. To był kwadrans meczu. A ten numer 666? Że niby szatański? Ja rozumiem, emocje rosną, ale serio — kiedy ostatnio numer koszulki wpłynął na wynik meczu? Może byśmy dali spokój z numerologią i zajęli się konkretami? Bo jak teraz posadzimy cały atak na barkach dwóch facetów, którzy jeszcze nie wiedzą, jak grać razem, to koniec sezonu możemy spędzić na oglądaniu Ekstraklasy od strony ławki rezerwowych. Ja tam wolę patrzeć na to, jak zespół buduje akcje, niż na pojedyncze spektakle, które kończą się niczym. A wy?xG > emocje.
-
no to widzę że dzisiaj padło kilka dobrych myśli, ale przecież każdy ma swoje widzi-mi-się, nie? pamiętam jak ja jeszcze chodziłem na mecze w lubelskiej lublinie i obserwowałem takich zawodników jak ten twój Tymon — tylko że wtedy nie nosili numerów na plecach, tylko buty mieli połatane i biegali tak, jakby mieli w dupach ogień. a co z tego wyszło? zwycięstwo, a nie gadanie o numerologii! wracam do twojego postu, FaulGate — mówisz że zagrywanie mocne to nic nie daje, tylko dziurę wybijasz w boisku. no i? pamiętasz ten mecz sprzed dwóch lat z Rakowem, jak Sračka stał pod siatką i rzucał te swoje kanty wprost pod nogi tym obrońcom, co to mieli miny jakby im ktoś ukradł portfel? to nie była żadna dziura, to była BRAMA! i to była BRAMA, którą sami sobie otworzyliśmy, bo ich obrońcy nie wiedzieli co się dzieje. a co z tym powiesz, że ta cała siła, co to ty mówisz że nie przekłada się na gole? a co było w tamtym meczu? gol! czysty gol, bez żadnych cudów. i co ty na to, że Tymon wylatuje jak rakieta? ja tam widziałem go w meczu z Wartą — facet wbiegł między dwóch obrońców, zrobił półobrót i trafił w słupek, a drugą piłkę dobił tak, że bramkarz nawet nie drgnął. i to miałoby być nic nie warte? kurczę, ja bym dał się posadzić na ławce za jednego takiego forhenda! a ten twój argument o precyzji i timing? no jasne, każdy kibic by powiedział, że precyzja to podstawa, ale skoro mamy faceta, co lata jak ptak, rzuca jak armata, to może jednak trochę luzu? w końcu nie każdy mecz może być meczem mistrza świata, a i tak możemy wygrać. pamiętajcie, że w piłce nożnej czasem trzeba po prostu walnąć, aż coś się stanie — i tak się stało nie raz, nie dwa, tylko wiele razy. a wy teraz siedzicie i liczycie, kto ile razy wbiegł między obrońców, zamiast cieszyć się, że w ogóle mamy kogoś, kto wbiegnie tam i spróbuje coś zrobić! i jeszcze jedno — ten numer 666. no dobra, niech będzie, że to nie jest najlepsza liczba do noszenia na koszulce, ale co z tego, skoro facet gra jak szatan? numer to numer, ale umiejętności to umiejętności. i niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że to przez ten numer nie strzelił gola!Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
a to ci się trafiło — akurat wczoraj znalazłem w szufladzie stary wycinek z gazety sprzed dziesięciu lat, gdzie wszyscy gadali o jakimś nowym napastniku co niby będzie drugim Hurkaczem. facet miał rzucić piłkę za pół Polski, strzelać co drugą piłkę i jeszcze latać jak Michel Platini w sneakersach. a co się stało? połowę sezonu przesiedział na ławce, drugą połowę jako zmiennik, a na koniec dostał numer 33 i przeszedł do drugoligowego Garbarni. no i te gadki o "piątce w siatce na stówę"? pamiętam, jak moi kumple z trybuny piekli pierogi na mecz z Wrocławiem, a ten nowy facet nawet jednego gola nie strzelił — za to sędzia go raz wyrzucił za faul na naszym obrońcy, który potem jeszcze przez tydzień chodził z siniakiem na kolanie. jakbyście mieli za sobą tyle lat co ja, to byście wiedzieli, że albo ktoś ma talent i warsztat, albo nie — a te "szatańskie numery" i "bomby z opóźnionym zapłonem" to zwykle kończą się tym, że kibice lecą po piwo, a zawodnik leci po zmianę do klubu w niższej lidze. ja widziałem już takich "zbawców" — niektórzy wylądowali w holenderskiej drugiej lidze, inni w austriackiej regionalnej, a paru w ogóle skończyło na zajęciach dla seniorów w rodzinnym mieście. no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.