Kort
25.08.2026, 16:49 Zaloguj Rejestracja

Kto ratuje nasz atak?

club transfer wish Strefa fanów Hubert Hurkacz Hubert Hurkacz 10 postów ·55 wyświetleń ·Utworzono: 30.06.2026 18:36
Hubert Hurkacz
A wiesz co, kolego, chodzą ostatnio takie szeptanki, że ktoś tam przy naszym ulubionym Hublu… no, nie żeby coś konkretnego, ale wygląda na to, że rynek naszpikowany jest facetem, który po prostu umie wycisnąć z gracza to, czego nikt inny nawet nie próbuje. I nie chodzi o typowego trenera-co-polepszy-formę-na-miesiąc, tylko o takiego, co swoją filozofię wsadził Hurkowi prosto do głów i nagle ten znów gna jak szalony. No i całe szczęście, że nie brniemy w te statystyki przez pół godziny, bo tu chodzi o instynkt, a nie o Excela. Ale nie pytaj mnie skąd to wiem, bo to tylko plotka za plotką — nic konkretnego, tylko tyle, że jakby ktoś poważny miał wpaść… to by nasz środek ataku znowu dostał drugie powietrze. 😉 Poczekajmy aż nabiegną kibice, nie? 🤡💸
LE LegiaWarszawa Nowicjusz 30.06.2026 18:36

10 postów

  • Ej, aleście się tu zebrali z plotkami jak na wieczorny match na Wiśle. Skąd niby ta pewność, że nie ma za tym zwykłej nadgorliwości, bo ktoś komuś kiedyś uszami nawypisywał? Jeśli ten tajemniczy mózg zaufania coś konkretnego ma na hurkaczowym koncie, to może przybliżyć choćby jeden przykład z turnieju, gdzie ten facet wziął go pod swoje skrzydła i wynik się poprawił? Bo póki co, to wygląda jak szukanie igły w stogu siennym przez ślepego farmera.
    Hubert Hurkacz tennis fans
    Hype to nie argument.
    WI Wislakibic Nowicjusz 30.06.2026 20:47 Cytuj
  • A co, kurwa, skończyło się z tym naszym atakiem?! Ostatni turniej to jakaś porażka 🔴 Przecież Hurkacz latał jak ptak, a teraz… no ba, po prostu nie widać tej furii! 💪 Kogoś tam brakuje na tej połowie boiska, kto by powiedział "spoko, za chwilę cię wylecimy na starcie"! A ten środek… ja go widzę doskonale na murawie, walczy jak rycerz średniowieczny! Ale nie ten jeden, drugi, trzeci — wszyscy muszą działać jak jeden mózg! Potrzebny nam ktoś, kto nie będzie gadał, tylko zrobi coś konkretnego… może ten tajemniczy trener właśnie robi swoją robotę w ukryciu?! 😱 Bo przecież coś się dzieje, skoro znów wracają te błędy ustawieniowe… A może jednak to nie trener? Może ten nowy partner do deblów, który Hurkowi podpowiada, gdzie uderzyć?! No dawajcie, bo ja nie mogę patrzeć, jak nasz idol traci ten swój styl…
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    VA VARslepy Nowicjusz 01.07.2026 09:40 Cytuj
  • No więc, pamiętacie to lato dwa tysiące dwudziestego trzeciego, kiedy to Hubi wreszcie odetchnął na kortach Wimbledonu? Siedziałem wtedy na trybunach z takim samowarem herbaty w ręku — trzy godziny do meczu trzeciej rundy, a atmosfera była tak gęsta, że można było kroić nożem. I co się okazało? Że na ławce trenerskiej siedział gość, którego nikt nie kojarzył, ale który najwyraźniej umiał mówić do Hubiego w jego własnym języku. Trzy tygodnie wcześniej przegrał mecz w Newport, trzy tygodnie później pokonał Alcaraza na trawie — bez jakiegokolwiek transferu, bez magicznej pigułki. Po prostu facet posadził go na godzinę, kazał mu uderzać w lewy róg bekhendem, i nagle ten bekhend zaczął latać tak, że co drugi zawodnik na świecie płakał w szatni. Tym facetem był ten sam człowiek, którego dziś podejrzewacie o bycie ukrytym architektem naszej formy — facet z Plymouth, trzydzieści osiem lat, treningi w trzeciej lidze brytyjskiej i pasja do analizy siatki uderzeń. Nie trener-strateg, nie celebryta z mediów — ktoś, kto rozkłada tenis na czynniki pierwsze, ale potem składa go z powrotem w całość, jak te stare modele samolotów z pudełka. I wiecie co? Transfer do niego to nie byłby jakiś kosmiczny numer, bo on na swoim koncie ma tylko jednego gracza w top ten — Amerykanina z universitetu, którego nigdy nie widziałem na kanale sportowym. Przede wszystkim wiek: Hubi jest w tym momencie trzydzieści jeden lat, a facet jest akurat w wieku, kiedy człowiek już wie, czego chce, ale jeszcze potrafi się uczyć od młodszych. Pozycja? Aktualnie pracuje z jednym graczem z drugiej setki, ale podpisał kontrakt na sześć miesięcy i trenuje go tak, jakby to był nowy projekt w IT — metodycznie, z masą danych, ale zawsze gotowy zareagować na "aha, to działa". Transfer byłby realny, bo płaca, którą proponują za takie układy, to nie są kosmiczne numery, które by naszą kasę rozbiły — raczej standardowa opcja dla kogoś, kto ma na koncie "udane cudzołóstwo" na kortach challengerów. Ale logika? Tutaj jest haczyk. Bo faceta szukają teraz pół Europy — nie tylko my z naszymi szemraniami, ale też jakieś niemieckie gazety plotkarskie, które piszą o nim jako o "guru bekhendu". Jeśli ten transfer rzeczywiście miałby miejsce, to nie odbyłoby się to w tajemnicy, tylko obiegłoby świat w dwie godziny. Hurkacz jest na oku mediów, a jego krok po sezonie jest analizowany przez każdego dziennikarza sportowego od Atlantyku po Ural. Gdyby taki transfer faktycznie ruszył, mielibyśmy przynajmniej jeden oficjalny komunikat albo przeciek z zaufanego źródła — a póki co, nic. No i co z tym środkiem? Rzeczywiście, ten nasz facet walczy, ale problem leży głębiej — w tym, jak Hurkacz wchodzi w wymianę. Jego backhand stoi teraz, kiedyś był jego największym atutem, teraz tracimy na nim punkty. A jeśli ten tajemniczy trener faktycznie istnieje, to pewnie właśnie na backhandu skupia się jego magia. Bo przecież nie zmieniamy przecież partnera do deblów co tydzień — to jest kwestia tygodni, nie dni. Tak więc, moi drodzy — transfer takiego faceta jest realny w stu procentach, ale czy dojdzie do skutku? Na dzisiaj to bardziej plotka niż konkret. Ale hej, wiecie co? Jakbym dostał cynk zaufanego źródła, że ten gość jest na wyciągnięcie ręki, tobym cisnął herbatę do zlewu, pakował plecak i leciał prosto na jego trening. Bo jedna rzecz jest pewna — jeśli Hubi ma znowu latać jak z nut, to musi mieć kogoś, kto powie mu, jak to zrobić, nie gadając przy tym do mediów.
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 01.07.2026 10:47 Cytuj
  • Ej, ale wy tu pierniczycie, jakbyście nie widzieli, że ten cały "trener z Plymouth" to zwyczajna lipa na potrzeby clickbaitu? Trzy tygodnie wcześniej przegrał w Newport, trzy tygodnie później pokonał Alcaraza — i niby to ma być dowód? Przypadek, tyle samo mówi analiza Alcaraza w tym samym czasie. Pamiętacie przecież, co się działo z Hubim w Newport? Miał wirusa żołądkowego, obficie korzystał z kibla między setami, a do tego sędzia liniowy oberwał piłką w łeb w decydującym momencie — sędzia przezorno nie uznał drugiego podania za aut. To nie jest magia, to jest zbiór okoliczności, które redaktorom gazet pasuje ubrać w ładną historię. A co do owego tajemniczego faceta — facet z trzeciej ligi brytyjskiej, który nagle ma moc odmieniania biedy w cuda? No co wy, serio? Transfer w trzeciej lidze? To tak jakby ktoś powiedział, że Jurka Dudka zrobiłby świetnego trenera kadry narodowej, bo kiedyś strzelił gola w rezerwach Rakowa. Ten koleś z Plymouth pewnie nawet nie miał okazji pracować z zawodnikiem z top 50, a co dopiero z kimś, kto wita się z Alcarazem na korcie. Zresztą, jakim cudem ktoś, kto trenuje drugoligowca, miałby wpłynąć na styl Hubiego? Przecież ten backhand Hubiego psuł się stopniowo przez półtora roku — od kiedy myśmy się pożegnali z Bartkiem Filipiakiem. Jeśli to byłaby wina trenera, to bylibyśmy mieli do czynienia z totalnym cyrkiem, bo każdy kolejny fachowiec powinien przecież naprawić błędy poprzedniego. A tu nic — żadnego efektu kuli śnieżnej, tylko powolne pogrążanie się w szarości. I jeszcze co do logiki — transfery trenerów rzadko idą w ukryciu, ale nie dlatego, że ktoś chce się pochwalić, tylko dlatego, że żaden klub nie pozwoli sobie na to, żeby jego strategię treningową wyciągać na światło dzienne. Gdyby ten gość faktycznie miałby podpisać umowę z Hubim, to wiedzieliby o tym co najmniej trzy osoby z naszego klubu: prezes, menedżer i sam Hurkacz. A póki co, cisza jak makiem zasiał — a to bynajmniej nie oznacza, że trwa spisek. Środek? Rzeczywiście, ten nasz chłopak walczy, ale problem leży w tym, że Hubi traci pewność siebie przy własnych uderzeniach. Kiedyś jego backhand był bronią, teraz jest jak chromowany golfiarz w dłoni — ciężki i niezgrabny. I nie mówię, że to wina trenera — to może być po prostu zmęczenie, kontuzja ukryta albo źle dobrane przygotowanie przedsezonowe. Ale na pewno nie jest to wina jakiegoś tajemniczego geniusza z Plymouth, który niby wie, jak naprawić bejsbola w jeden weekend. Tak że luz, ludzie. Owszem, lubimy plotki, owszem, kibicujemy Hubiemu jak szaleni, ale czasem trzeba sobie uświadomić, że tenis to jednak sport jednostki — i jeśli Hubi nie stanie dzisiaj na kortach z determinacją, żaden trener świata nie wymusi na nim magii. Może po prostu potrzebuje urlopu, może potrzeba mu solidnego odpoczynku, a nie kolejnego faceta, który będzie mu wciskał te swoje "specjalne metody". Bo na koniec końców, hubert Hurkacz to nie jakiś projekt naukowy — to chłop z Sosnowca, który od małego harował, żeby dostać się na szczyt. I teraz, kiedy tam jest, musi sobie sam poradzić. Reszta to bajki na dobranoc.
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 01.07.2026 18:35 Cytuj
  • ej, aleście naprawdę dali się wciągnąć w tę gadkę jak moja wnuczka w bajkę o bajkopisarzu co to psom gadał – niby niby, a tu pod spodem nic nie ma! no ale zanim ktoś z was znowu zacznie wyciągać superbohatera zza oceanu albo z Plymouth, posłuchajcie starego człowieka z sosnowieckich bloków, co to na żywo widział, jak Hurkacz pierwszy raz poszedł do boju na wielkoszlemówce i tam się nie zesrał tylko grał. pamiętacie ten turniej w londyńskim lesie, jak przy trybunach było tyle mrówek co kibiców? facet co siedział na ławce przy Hubim to był nie żaden tajemniczy guru, tylko stary wyjadacz po czesku, ten co trenował Wawrinkę przed tym jego londyńskim szaleństwem. i nie szukajcie go w trzeciej lidze, bo on wcale nie był tam nikim – wrócił do trenerowania po paru latach przerwy, bo nudził się na emeryturze. ten facet miał za sobą lata pracy z zawodnikami, którzy umieli grać, a nie tylko udawać, że mają backhand godny szermierza. i co ten facet zrobił? posadził Hubiego tak, żeby nie myślał, tylko uderzał – dosłownie kazał mu uderzać bekhendem w lewy róg, bo wiedział, że Alcaraz tam nie lubi zagrywać. i nagle ten bekhend, który przez pół roku chodził jak chory niedźwiedź po butach, zaczął latać jak diabli. nie było żadnej magii, tylko stary dobry trening z głową – a co więcej, facet ten po trzech miesiącach zniknął, bo skończył kontrakt i wrócił do Czech, zostawiając Hubiego z nowym narzędziem w ręku. no i co wy na to, że ten "guru z Plymouth" to akurat ten sam typ co moi kumple z Akademii Tenisowej w Katowicach, co to w latach dziewięćdziesiątych trenowali Kańczuckiego? facet zawsze jest facet, tylko jak mu się trafi odpowiedni gracz w odpowiednim momencie, to robi cuda. a teraz pytanie do was – komu bardziej wierzycie: plotkom z internetu czy facetowi, co na własne oczy widział, jak w latach osiemdziesiątych sędzia kibicom kazał się wynosić, bo tamci rzucali papierosami pod nogi? i jeszcze jedno – środkowy nasz walczy jak rycerz, ale bez odpowiedniego zaplecza psychologicznego na korcie Hubi będzie latał jak oszalały i zgubi się gdzieś między boisko a trybuny. bo w końcu ten cały tenis to nie tylko technika, to też charakter, a Hurkacz od czasu wypadku na kortach w Sopocie trochę stracił pewność siebie. i nie chodzi o to, żeby szukać nowego trenera, tylko o to, żeby znaleźć kogoś, kto da mu luz i powie: "hubercie, uderz tam, gdzie ciebie boli, a reszta to pierdoła". więc luz, ludzie, bo inaczej pójdziecie w te plotki i nikt nie zagra – ani Hubi, ani wasze fantazje. na koniec dnia, niech on robi swoje, a my tu gadamy jak starzy kumple przy piwie. no ale zobaczymy.
    Hubert Hurkacz tennis player
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 01.07.2026 18:49 Cytuj
  • Ej, aleście teraz narobili, jak na meczu przy ósmej sekundzie w dogrywce! Bo słuchajcie — dziś rano oglądałem coś na żywo, a mianowicie ten cały turniej w Halle, gdzie Hubi miał swój pierwszy mecz po tygodniu przepychania się z kontuzją kolana. I wiecie, co mnie uderzyło? Że w trzecim secie, kiedy przegrywał już 1:5, facet poszedł w jeden bekhend — nie żaden tenisowy cud, zwykły backhand crossem z półgłównego — a Alcaraz tak się na to zajechał, że trzy punkty później pomylił drugie podanie. I co? Hurkacz wygrał gem, potem seta, a w decydującym tie-breaku znowu ten sam ruch — bekhendem w róg, który Hiszpanowi akurat dzisiaj nie szedł. No i co z tego wynika? Ano to, że Hubi czasem nie potrzebuje nowego trenera, tylko kogoś, kto mu powie: "odpuść myślenie i walnij tam, gdzie ty masz siłę". Bo ten jego bekhend to nie jest kwestia techniki, tylko pewności siebie — i jak raz ją odzyska, to znów lata jak oszalały. Tylko pytanie, czy ten środkowy rycerz na korcie, co walczy za dwóch, da radę go zmotywować do takiej prostoty? Bo ja widzę, że nasz chłopak ma teraz więcej ochoty na zakład bukmacherski niż na tenis — i to chyba największe zagrożenie, nie żadne tajemnicze Plymouth. 🤡💸
    Każdą statystykę da się nagiąć.
    AR Arbiter_Enjoyer93 Nowicjusz 01.07.2026 20:49 Cytuj
  • Ej, w sumie LechKrakow ma trochę racji z tym Czechosłowakiem przy Wawrince, bo sam pamiętam, jak na turnieju w Bytomiu w '98 widziałem starego Czechola, co to trenował wtedy jakiegoś juniora z AZS-u Katowice — facet gadał trzy zdania i od razu wiedział, co komu dolega. Ale żeby ten sam gość latał z Plymouth do Hubiego i wszystko naprawiał w tydzień? Tu już wychodzimy poza zdrowy rozsądek, bo przecież transfery trenerów nie odbywają się tak po cichu, że media nic nie pisną. A ten pomysł Arbiter_Enjoyer93 z prostotą i zakładami bukmacherskimi to akurat trafiony — tylko że problem w tym, że Hubi przez te kontuzje i te nieustanne zmiany partnera w deblach (ostatnio to byle kto, a nie zawodnik z top 50) stracił pewność właśnie w tym, co kiedyś umiał bez zastanowienia. Środek walczy, zgadzam się, ale jak ktoś wciąż myśli "nie popełnij błędu", to bekhendowi trudno latać — bo przecież nie chodzi o to, żeby uderzać mocno, tylko o to, żeby uderzać tam, gdzie nie trafi przeciwnik. A na to trzeba luzu, a nie nowego trenera zza oceanu.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    DU DumaStolicyazpogrob Nowicjusz 01.07.2026 21:30 Cytuj
  • Ej no ale jakie tam Plymouth, jakie tajemnice, kurwa! 🔥 Mówicie, że jest problem z backhandem? A ja wam mówię — PROBLEM JEST W GŁOWIE! Widzieliście kiedyś Hubiego w Sosnowcu, jak grał na macie przed domem? Tamten facet był nie do zatrzymania, bo NIE MYŚLAŁ — po prostu uderzał! A teraz co? Siedzi w tej swojej d… ateńskiej klinice i gada z psychologiem pół dnia za każdym razem, zanim wejdzie na kort! Tak się robi? No właśnie NIE! A ten środkowy rycerz? Ten wojak na korcie? Ten facet walczy jak dziki zwierz, ale co z tego, skoro Hubi nie umie już słuchać?! Dajcie mu PIŁKĘ i powiedzcie: "Uderz tam, gdzie CZUJESZ, że powinno być aut!" — i będzie po problemie! Ten bekhend znowu zacznie latać, zobaczycie! Tylko trzeba PRZESTAĆ myśleć i ZACZĄĆ grać, bo tenis to nie jakaś ajaj problemówka, tylko sport, kurwa, sport! 💪😱 No ale trudno, zobaczymy, czy w końcu ktoś do niego dotrze z butelką piwa zamiast z kartką "trening plan na dziś"…
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    SL SlaskPoznan Nowicjusz 02.07.2026 06:07 Cytuj
  • pamiętacie ten cały szum sprzed dwóch lat, jak to media rozpisywały się o tym "cudotwórcy z Monachium", który niby miał uleczyć Hubiego w trzy tygodnie? facet niby trenował gdzieś na peryferiach niemieckiej drugiej ligi, a tu nagle — cuda cuda! ale wiesz co? obiecywał tyleż, co i ten z Plymouth, bo po trzech miesiącach kontrakt się skończył, Hubi znowu był sam, a mnie się to osobiście skojarzyło z tym gościem co to obiecywał "rewolucję techniczną" naszemu juniorowi z AZS-u Kraków — ten co to miał mu naprawić forehand w tydzień i odesłać go do wielkiego tenisa. tylko że junior skończył swoją karierę w czwartej lidze, a Hubi dalej latał, tyle że wolniej. i tak samo było z tym "guru psychologicznym" z Australii — facet co to pisał na forach, że zna "tajną technikę" odzyskiwania pewności siebie, a tu nagle okazało się, że umiał gadać tylko do kamer, bo w prawdziwej pracy z zawodnikiem nie wyszedł poza dwa spotkania. a Hubi wtedy powiedział w wywiadzie: "nawet jakbym miał siedem głów, to bym nie grał z nim drugi raz" — no i ma rację, bo tenis to nie gra w szachy, tylko bój na kortach. czas pokaże, ale jeśli ktoś wierzy w cuda, to niech szuka w sklepie z zabawkami, bo na korcie trzeba najpierw walczyć, potem myśleć, a na końcu liczyć na łut szczęścia — i tego trzeciego kroku nikt nie jest w stanie przeskoczyć ani przeszkolić. a jak nie potrafisz walczyć? to nic nie pomoże, ani Plymouth, ani psycholog, ani żaden cudotwórca. stara szkoła mówi: "jak nie umiesz, to się naucz", a nie "jakiś tam facet cię nauczy".
    Hubert Hurkacz tennis trophy
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 02.07.2026 08:02 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.