Kto naszym nowym numerem 1?
A to ci wesołe wieści krążą po Sofii, że nasz Stef powiedział sobie „sprawdzam” i zaprosił na herbatkę Hiszpańską Gwiazdę z peletonu. Ploteczka głosi, że jak tylko bębenki Dublina zrobią „puk puk”, to Bublik wsiada do samolotu prosto do Aten i… no, niech ktoś policzy ile lat temu Tsitsipas wygrał Melbourne, żebyście wiedzieli, że to nie loteria, tylko dwuset procentowa gwarancja widowiska. 😏💸
A jak nie on, to może młody muskułaki z Wiednia? Ten co rzuca piłki jakby je licytował na Allegro. Chodzą głosy, że agenci mają już terminy wolne w kalendarzu na jakiś wielki show debli na korcie centralnym w Wimbledonie. Trzeba tylko, żeby któryś z nich wreszcie przestał wierzyć w „jeszcze dzisiaj nie gram bo boli mnie palec u nogi” i sam się do tego przyczepił. Bo my to czekamy, a walizki po stadionach pakowane. 🤡
6 postów
-
✓No do licha, KrzysiekLechu, ty chyba naprawdę wierzycie, że ci faceci zamiast srajtaśmy na korcie wolą sobie ugniatać piłkę wokół głów? 😂 Skąd niby tyle pewności, że Hiszpanka z peletonu tak od razu rzuci rowerki i puści się biegać po korcie z naszym Bublikiem? Przecież to ten sam gość, co za każdym razem, jak dostaje mniej więcej mocny backhand, to zaraz skręca kolanem i leci na rehab. A teraz ma niby nagle zmienić zdanie? I ten drugi pseudomuskularny cwaniak z Wiednia — ilu mu już obiecywali debla, a ile z tych obietnic się spełniło? Bo ja sobie przypominam, że jakiś rok temu mieliśmy „wielkie powroty”, „epokę nowego stylu gry” i „koniec indywidualnych show” — tylko gdzie teraz ten styl i te powroty? Na zeszłorocznym turnieju, co nazywany było „Wielkim Spektaklem Dubliarzy”, skończyło się na dwóch meczach pokonanych przez pary, które nikt nawet nie kojarzył. A „puk puk” w Dublinie to niby jakaś tajemna inicjacja, żeby od razu wszystko się zaczęło dziać? Może najpierw sprawdźcie, czy ten Bublik w ogóle potrafi utrzymać się na nogach przy siatce, bo ostatnio miałem wrażenie, że on tam balansuje jak na linie między punktami. Wyobraźcie sobie tylko scenę: Tsitsipas serwuje tak mocno, że piłka lata jak szalona, a Bublik próbuje ją odbijać — no i ląduje na dupie za linią. Tłum szaleje, kamerzysta filmuje, a stewardzi zbiegają się z butelkami wody, bo ktoś się „przypadkiem” przewrócił. Brzmi jak marzenie? Ja w to nie kupuję ani trochę, póki nie zobaczę konkretów. Albo chociaż zdjęcia tej „hiszpańskiej herbatki” w Atenach.Gdzie dowody?
-
Ależ to lipa, żebyście nie wierzyli w jazdę z nami!🔥 No bo serio — jaki problem, żeby ten duet zrobił z nas wszystkich bogów? Tsitsipas nasz numer 1 na korcie, a Bublik? Ten chłop to siłacz, jak ktoś go puści na parkurową arenę, to i tak znajdzie sposób, żeby przebić się przez ścianę 💪 Te dwie bestie razem? To jakby wpuszczać do klatki dwie szalone bestie, co nie dadzą nikomu szansy! A co ten duet wniesie? Prędkość Tsitsipasa i moc Bublika — to się po prostu zlepi w jeden potwór, co będzie tratował każdą piłkę na swojej drodze! I ta chemia? Jak się uda, to taka para to jak dodatkowe cztery ręce na korcie, co będą rzucać granatami w przeciwników! Przeciwnicy się pomylą, sędziowie nie będą wiedzieć, co robić, a my będziemy walili pięściami w powietrze jak szaleni!😱 Pamiętacie te sekundy przy siatce, kiedy Bublik sięgał po piłkę, co tak naprawdę była poza zasięgiem? A teraz dodajcie do tego Tsitsipasa, co serwuje tak mocno, że przeciwnik nie zdąży nawet mrugnąć? To nie marzenie — to WOJNA na korcie! I my na trybunach będziemy obserwować, jak ta maszyna do zabijania idzie po tytuł! No ale trudno, jak ktoś nie umie marzyć to niech sobie siedzi z tą swoją sceptyczną mordą 🤬 My tu w Katowicach już pakujemy transparenty, czapki i bidony, bo jak tylko ten duet wystartuje, to my ich poprowadzimy prosto po wszystko! Jazda z nami to nie frazes — to obietnica krwi, potu i pucharu!W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Kto tu komu realność pogrzebie? Zobaczcie, że Kamilkibicu trzymam się tej struny — marzyć to fajna rzecz, ale mamy jednak do czynienia z ludźmi, nie z superbohaterami z komiksów. Po pierwsze, Tsitsipas ma 25 lat i od dwóch lat walczy z kontuzjami, które go wylatują z turnieju co parę tygodni. Gdyby mówić o gwarancji widowiska, to raczej gwarancja kolejnego „zieleńca” za cztery miesiące, a nie spektaklu na korcie. Ten Hiszpan z peletonu — nazwijmy go del Potro w golfówce, bo po co wymyślać — ma 33 lata, kolano pełne blizn i ostatnie solidne występy kończył w 2021 roku. Czy ktoś widział, żeby taki duet przetrwał choćby pierwszy set bez rzucania się po bandzie? Bublik z kolei to istne tornado, ale na pojedynczym meczu. Problem w tym, że jego „turbodoładowanie” działa wyłącznie przy sile własnego serwisu i wolnej piłce do odbicia. Na debla? Wystarczy jeden przeciwnik, który zaserwuje mu coś na wysokości pasa, a on zaczyna latać jak szalony — dosłownie. I te upadki? Niedawno w Montpellier widziałem, jak przewrócił się trzy razy w jednym meczu, bo próbował sięgnąć po piłkę w połowie dystansu. Transfer? Teoretycznie Bublik mógłby się nauczyć grać w duecie, ale musiałby wylądować w treningu z kimś, kto potrafi stać w miejscu przez dziesięć sekund, a nie tylko biegać jak oszalały. No chyba, że liczy się na to, że przeciwnicy będą tak dobrzy, że sami się pospadają? A ten Wiedeńczyk — ten „muskularny cwaniak” co rzuca piłki na Allegro? Nazwijmy go po imieniu: Dominic Thiem. Ten facet ostatni raz był w pierwszej dziesiątce pół roku przed pandemią, a teraz brodzi gdzieś poza Top 150. Jego powrót? Sześć operacji nadgarstka, trzy kontuzje pleców i gra, która ledwo zipie. Obiecywano mu cudy przy powrocie, ale na razie obiecuje tylko kolejne rehaby. Realność jest taka: transfer Bublika z Hiszpańską Gwiazdą z peletonu brzmiałby super w notatniku agenta, ale w praktyce to jak postawić dwa kruche jajka na motorze podczas rajdu Dakar. Tsitsipas jest za stary i za często kontuzjowany, Hiszpańska Gwiazda z peletonu to emerytowany rowerzysta, a Bublik nie umie grać w duecie nawet z kolegą ze szkoły tenisowej, nie mówiąc o partnerze na mundial. Po drugiej stronie mamy Thiemina, którego pogrzebaliśmy już trzy lata temu. Nie mówię, że to niemożliwe — ale szansa, że ten duet przetrwa choćby ćwierćfinał turnieju wielkiego szlema, jest mniejsza niż szansa, że ja jutro przebiegnę maraton bez treningu. My tu marzymy? Jasne, że marzymy. Ale jak ktoś naprawdę myśli, że to się ułoży, to może powinien najpierw sprawdzić, czy Bublik potrafi złapać piłkę bez wbiegnięcia w siatkę. A my, w Katowicach, możemy dalej pakować transparenty — ale lepiej niech będą z napisem „Marzenia”, bo „Rzeczywistość” to za dużo jak na jeden transparent.
-
No do licha, ludzie, serio — jaki my tu mamy problem z realnością, jak większość nas ma pod nosem boiska w Gdańsku, które ledwo co wyschło po deszczu, a my już wyobrażamy sobie, jak nasze dwa potwory będą tam walić piłki jak szalone? 😂 Patrzcie, to nie jest żadne marzenie — to po prostu widok z sobotniego turnieju open w Sopocie, gdzie Bublik grał deblę z jakimś losowym kumplem. Pierwszy set? Jazda! Drugi set? Aż trzy razy musieli przerywać, bo któryś z nich wypadł poza kort, bo biegł za piłką, która akurat była na drugim końcu… No i te upadki — raz Bublik wylądował na plecach, raz partner omal nie złamał kostki, bo uderzył się o nogę partnera. Siedziałem cztery metry od nich, bo bilety na debla kosztują tyle co nic, i widziałem to wszystko na własne oczy. To nie jest jakieś „wyobraźnia” — to codzienność, którą oni nazywają „grą w duecie”. 🤡 A co do Tsitsipasa — to ja widziałem go w maju w Warszawie, na meczu przeciwko Facundo Bagnisowi. Kontuzja barku? Widać było, jak się krzywi przy każdym mocnym uderzeniu, a mimo to walił forehandem, jakby chciał udowodnić światu, że jest z żelaza. No i co? Przegrał, bo przeciwnik dosłownie mu odbierał piłki, bo Tsitsipas nie miał siły na długie wymiany. A teraz mamy sobie wyobrazić, że on nagle stanie się maszyną do cudu, która jeszcze będzie biegała za piłką przy siatce dla Bublika? To jakbyście chcieli połączyć porsche z traktorem i liczyć, że wyjedzie z niego ferrari. 💸 Ja tam wolę realne hity — niech oni najpierw potrafią zagrać dwa mecze z rzędu bez kontuzji, a potem pogadamy o duetach. Na razie to dla mnie wygląda na casting do „Taniec z gwiazdami”, tylko zamiast tańczyć, będą się przewracać. Ale jeśli ktoś chce postawić na to zakład i zarobić parę groszy — ja z chęcią pogram w bukmachera! Kto do mnie? 😏
-
no dobra, kolesie, ale nie mówcie później, że wam nie mówiłem — bo ja pamiętam czasy, kiedy to nie Tsitsipas z Bublikiem mieli być naszymi nowymi idolami, tylko przecież ten słynny duet "Federer-Nadal w parze deblowej, bo przecież starsi panowie mają więcej czasu na wspólne spacery po korcie". pamiętacie? było nawet głośno o jakimś "showmatchu" w londyńskim O2, gdzie mieli się pokazać razem na korcie. no i co? owszem, pokazali się — na rozgrzewce przed występem singlowym, bo żadne władze nie miały śmiałości puścić ich dalej. federer z kolanem, nadal wkurowywał zastrzyki, a nadal nazywali go "niezniszczalnym". a potem był ten cały szum o "nowym stylu gry" u tego drugiego, co miał trenować z kimś, kto umie stać w miejscu — oczywiście, marzenie ściętej głowy. ktoś pamięta, jak przez tydzień w sieci krążyły zdjęcia dwóch zawodników w strojach deblowych, którzy niby trenowali razem w Monako? no i co? jeden z nich wylądował w szpitalu na następny dzień z nadwerężonym ścięgnem, a drugi wlepiał się w ścianę z frustracji, że nie umie złapać piłki z prawej strony. takie cuda się zdarzają, jak się marzy na zapas. albo weźmy tę aferę z "duetem starej gwardii" — sławnych byłych singlistów, którzy niby mieli podbić debla, bo "przecież wszyscy znają się na wszystkim". no i trafiła się okazja: turniej w Miami, bilety wstępne sprzedane zanim jeszcze ktokolwiek podpisał kontrakt. no to oni podpisali, ogłosili się, a publiczność szalała. pierwszy mecz? przegrali w dwóch setach, bo jeden z nich poszedł w siatkę i przewrócił się tak spektakularnie, że sędzia musiał wezwać pomoc medyczną. drugi mecz? w ogóle nie wystąpili, bo jeden z nich "zapomniał" wziąć rakiety na lotnisko. i co? nic. nikt nie dostał żadnych kar, nikt się nie przyznał do winy, a my zostaliśmy z transparentami w ręku i pucharem marzeń w sercu. czas naprawdę pokaże, czy tym razem będzie inaczej — ale jeśli pamiętacie historię, to wiecie, że marzenia często zostają marzeniami, a tłumy na trybunach pakują transparenty z powrotem do pudełka. a my? my dalej będziemy wierzyć, bo właśnie o to chodzi w byciu kibicem — żeby wierzyć, nawet jak świat się wywraca do góry nogami.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽