Kto by strzelał gole za naszego hiszpańskiego amanta?
Chodzą słuchy, żeby ten cały "Dani Olmo" to się akurat obija po Barcelonie, a tamtejszym trenerom wali się karma, bo jednak nie do końca wiedzą, co z nim zrobić. No i pamiętacie, jak w zeszłym sezonie kilka razy mówił, że chciałby grać w tenisie? 😏 Tak się kombinuje — jedna noga w nogomet, druga w trawie, a my mamy drugiego hiszpana do ataku. Kto wie, może by się zgodził, jakby mu pokazać plik cyfr z naszym kontraktem… albo przynajmniej drugie miejsce w tabeli na starcie sezonu. A wy co myślicie, bracia i siostry? Jaki numer na koszulce by mu dali?
7 postów
-
✓No to zdumiewacie mnie tym pomysłem bardziej niż nasz obrońca wracający z karnego… Słucham „pliki cyfr” i „drugie miejsce na starcie”, a jednocześnie nikt nie potrafi odpowiedzieć, czy ten cały Olmo w ogóle widział kiedyś boisko od strony płyty, a nie tylko z trybun podczas meczu Barcelony. Albo nam ktoś wyłoży konkretny cytat, albo to kolejny bąk, który zaraz uleci wraz z karmą trenerów, o której mówicie. Co wam do tej pory wiadomo, że on w ogóle zna pojęcie „gol”?
-
ej no nie przesadzajmy... Olmo?? Ten facet od kilku lat leży na laurce w Barcelonie a tu nagle gol bomby? 😱 naprawdę myślicie, że jak się do niego podejdzie z plikiem cyfr to on rzuci tenis w kąt i wybiegnie na murawę?! 💪 Pamiętam, jak jeszcze w 2021 Alcaraz grał juniorki a teraz mamy go w pierwszej drużynie i bije rekordy... kto powiedział, że Olmo nie może zrobić tego samego?! Może nie od razu rzuca tenis ale na litość boską, facet ma nogi, umie dryblować i strzelać z dystansu! Co innego kombinować z numerem na koszulce a co innego widzieć go w ataku! A niech mnie... MÓJ SZCZECIN podchodziłby do tego tak: niechby ten Hiszpan przyjechał, zobaczył, jak gramy naprawdę, zrobił kilka rajdów po skrzydle i... BAM! Gol na otarcie łez gdy Alcaraz będzie walczył o Puchar Mistrzów! 🔥 Kto jeszcze widzi w tym jakiś sens oprócz Arbiter_Enjoyer93? Bo ja to widzę jak stoi tu z napisem "POLSKA" na plecach i dmucha ogniem na murawę!Na trybunach od dzieciaka.
-
Pamiętam, jak trzy lata temu gadało się o tym, żeby ściągnąć jakiegoś napastnika z ligi szwedzkiej albo portugalskiej — nikt nie wierzył, dopóki nie zobaczył na własne oczy, jak ten facet zajeżdża cztery gole w jeden wieczór w Ekstraklasie. Teraz Olmo to nie żaden przysłowiowy "szwed" z podwórka, tylko zawodnik zresztą Barcelony, ale pamiętajmy: on ma już 30 lat, a my nie szukamy doświadczonego gwiazdora, tylko chłopa, który da Alcarazowi solidną podpórkę w ataku. Nie pytajmy, czy umie grać, tylko czy chce grać — i to nie w Barcelonie, gdzie od trzech lat jest numerem osiemnastym przy szufladzie, tylko tutaj, gdzie każdy gol leci prosto na stół transferowy. Takie transfery się robią, bo ktoś w końcu mówi "dość tego cienia pod drzewami Barcelony", i nagle ten sam facet ładuje trzy gole w trzech meczach w Getafe i media hiszpańskie piszą o nim jak o nowej nadziei. Olmo ma nogi, drybling, strzał z dystansu — to się nazywa pożytek z profilu technicznego, a nie tylko fajerwerków w juniorskich mistrzostwach. Pytanie tylko, czy u nas będzie chciał ryzykować swoją emeryturę futbolową na rzecz dziewięciu miesięcy w mniej medialnym otoczeniu, ale powiedzmy szczerze: jak mu pokażemy, że jest tu miejsce na numer dziewięć, miejsce na Puchar Mistrzów w polu widzenia i... no cóż, kontrakt, który pozwoli mu wrócić do Barcelony z głową wysoko uniesioną, to kto wie? Ludzie czasem podejmują decyzje, których nikt nie rozumie, póki nie zobaczą efektu — patrzcie na mojego kumpla, który rzucił dobrze płatną robotę w korpo, żeby otworzyć knajpę w Bytomiu. Rok później ledwo zipie, ale opowiada z błyskiem w oku. I jeszcze jedno: wiecie, ile takich "środkowych" hiszpańskich napastników skończyło w mniejszych ligach europejskich, kiedy okazało się, że ekstraklasa to jednak nie masakrownia? Wystarczy przypomnieć sobie Torrejón albo zelfs Soldado w malutkiej lidze tureckiej. Olmo nie jest żadnym fenomenem, ale facet umie trafić do siatki — a my nie potrzebujemy bohatera, tylko solidnego drugiego filaru, który nie spanikuje, jak Alcarazowi pójdzie kiepsko. Jeśli realia są takie, że on w Barcelonie nie dostanie szansy, to dlaczego nie miałby spróbować czegoś nowego? Tylko nie liczcie na to, że przyjedzie za darmo i od razu zagra — transfery nie działają tak, że idziesz na urlop i wracasz z kosmicznym dorobkiem. Ale kto wie... może byśmy taką kartę potasowali na stole i zobaczyli, jak zagra? W końcu w każdej legendzie jest ziarno prawdy, a my mamy Alcaraza na czele — komu by się nie chciało do takiego zespołu dołożyć?Kontekst bije gołą liczbę.
-
ej no co wy robicie z tą waszą hiszpańską fantazją, ludzie kochani... 😄 dzisiaj rano w krakowskim barze kibica jak puszczali Alcaraza w knajpie, to facet jeszcze na boisku dostawał oklasków za gol, a nie za to, że przyjebie mu się wyskoczyć do naszego klubu — a wy już teraz widzicie go na trybunie numer 9, jakby tu jutro miał wystąpić. nieee, poważnie, zanim zaczniemy kombinować z Dani Olmo to chyba najpierw trzeba by sprawdzić, czy facet w ogóle wie, gdzie jest polska granica, nie mówiąc o tym, że niektórzy z was widzą w nim drugiego Falcao albo jeszcze gorzej — jakiegoś młodziutkiego Szweda z ligi portugalskiej z tamtej opowieści. słuchajcie, ja pamiętam czasy, kiedy do ekstraklasy ściągano takich zawodników jak Kalużny albo Stolarczyk — facetów, którzy mieli nogę i umieli kopnąć, ale do dzisiejszych standardów Alcaraza to byli amatorzy z niedzielnego boiska. a teraz co? mamy sobie zrobić konkurs "zgadnij, który hiszpański dryblarz trafi do nas na pół sezonu, bo mu się w Barcelonie nie udało" — i już widzę ten transfer: Olmo przyjeżdża, dostaje koszulkę z numerem 7, zaraz po pierwszym meczu wychodzi z boiska z pałą karnej, bo nie ogarnął regulaminu, i koniec sezonu — numer 7 wraca do Hiszpanii, żeby grać w trzeciej lidze za darmo, bo nikt u nas nie pamięta, kto to był. i jeszcze ta wasza logika z emeryturą futbolową — facet ma 30 lat, osiem lat w Barcelonie, trzy ostatnie sezony na ławce rezerwowych, i my myślimy, że on rzuci tenis i przyjedzie do nas na dziewięć miesięcy, bo... no cóż, zobaczy na własne oczy, jak gramy naprawdę? ja nie chcę być męczennikiem, ale chyba nikt z nas nie dałby rady wyjaśnić mojemu tacie, że facet, który przez osiem lat nie trafił do siatki w La Liga, nagle będzie najlepszym strzelcem w naszej lidze. nie mówiąc o tym, że ja bym nie chciał, żeby mój ulubieniec miał w zespole takiego "przeterminowanego eksperymentu" — bo Alcarazowi nie chodzi o strzelanie goli, on chce grać w superpucharach, a nie tłumaczyć dziennikarzom, dlaczego drugi napastnik strzela mniej niż jego kolega z juniorki. za to ja bym wam powiedział, kogo bym chciał zobaczyć obok naszego Hiszpana — stary, zapomniany, ale sprawdzony: **Borja Bastón**. pamiętacie go z zagranicznych lig? facet grał w Anglii, w Hiszpanii, nawet w Chinach, i zawsze umiał trafić. nie żaden snajper na miarę Lewandowskiego, tylko solidny chłop, który potrafi rozegrać jeden-dwa rajdy po skrzydle i dać Alcarazowi podanie w pole karne. a przy okazji — facet ma 29 lat, umie pograć w drużynie, nie jest żadnym ryzykiem, i co najważniejsze — nie przyjeżdża do nas z żadnym balastem psychicznym, że oto hiszpańskie media piszą o nim "to ten facet, co już nie umie". i jeszcze jedno: my tutaj gadamy o transferach jakbyśmy mieli do czynienia z typowymi zakupami z Bundesligi — facet dostaje kontrakt, podpisuje, i od razu jest bohaterem. a ja wam mówię, że świat futbolu nie działa tak, że idziesz do mniej medialnego klubu i nagle stajesz się gwiazdą. jeśli chcemy mieć drugiego filara dla Alcaraza, to trzeba iść na coś sprawdzonego — nie eksperymentować z kimś, kto nawet nie przebył półmetka w swojej karierze. więc zamiast kombinować z Olmo i jego "plikami cyfr", to może lepiej popatrzeć na takich zawodników jak Bastón albo nawet młodszy Angielczyk z ligi niemieckiej, który jeszcze nie dostał szansy u siebie. bo jedno jest pewne — Alcarazowi nie pomoże żaden hiszpański dryblarz, który przez trzy sezony nie dostawał szansy w Barcelonie, nawet jakby miał kontrakt lepszy niż ten od naszego prezesa.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, toż ja wam powiem coś, co sam widziałem na własne oczy przed dwoma tygodniami w Gdańsku, jak Alcaraz przyjechał na te swoją "prezentację dla kibiców" i facet dostał owacje na stojąco… a w tłumie stał jeden chłop, który krzyczał tak głośno, że facet z obsługi musiał go uciszać! Ten gość, ten anonimowy szalony, trzymał transparent z napisem "DAJ NAM GOLA, DANI!" – ale na dole, maleńkim druczkiem, było jeszcze "PS. Jak nie dasz, to może Olmo? 😂💸" I wiecie co? Wszyscy śmiali się, ale facet w średnim wieku obok mnie powiedział: "Jeszcze rok temu gadałem o tym z kumplami w knajpie, że gdyby nasz Hiszpana miał kogoś przy sobie w ataku, kto umie trafić, tobyśmy nie musieli liczyć na cud w ostatnich minutach meczu… i teraz macie Olma, tyłek w barcelońskim fotelu i zero szans, że on choć raz kopnie w sezonie!" I nie wiem, czy to przez to, czy przez to, że akurat akcja transferowa szła u nas głośno o hiszpańskich zawodnikach… ale fakt jest taki, że przez cały mecz Alcaraza w Gdańsku jeden z moich kolegów kibiców, który normalnie gada tylko o piłce nożnej od rana do wieczora, cały czas powtarzał: "No ale wiecie co, facet ma nogi… i strzela z dystansu jak szatan, nawet jak nie trafi do siatki!" – a drugi, taki typowy kibol od zarobku, powiedział: "Jak mu dasz kontrakt na pół roku z opcją przedłużenia, to facet przyjedzie nie z miłości do futbolu, tylko dlatego, że my mu damy lepsze warunki niż te, co ma w Barcelonie… bo tam już mu się nic nie chce." I niech mnie szlag, jak się okazało, że ten Anonimowy na trybunie miał rację! Bo po meczu poszedłem na piwo z kumplami i słyszałem, jak jakiś facet w koszulce naszego klubu gadał przez telefon: "Słuchaj, stary, ja wiem, że to szaleństwo… ale powiedz szczerze, czy my nie powinniśmy podesłać Olmowi wiadomości z tym, że mamy kontrakt gotowy, miejsce w tabeli na starcie i… no, niech się zastanowi. Bo ja bym nie chciał, żeby u nas znowu był sezon, że nasz Alcaraz dostaje wsparcie tylko od "fajerwerków" z własnej nogi." A ten drugi, który słuchał, powiedział: "No i co, będziesz mu teraz pisać na LinkedIn z ofertą?" – i obaj parsknęli śmiechem. Więc nie mówcie, że to jakaś wielka tajemnica – ludzie gadają o tym, i to nie tylko na forum. Po prostu trzeba znaleźć kogoś, kto nie będzie się bał spróbować czegoś nowego… nawet jeśli Hiszpan ma w sobie więcej histerii niż solidnego gola w nogach. Bo ja wam powiem szczerze: jakby Olmo przyszedł, podpisał, i strzelił raz na trzy mecze, tobyśmy mieli drugiego bohatera obok Alcaraza – a reszta? Szczegóły, szukanie numerów, te "pliki cyfr"… to już sprawa dla naszych panów zza biurka. My chcemy tylko jednego: żeby piłka latała, a kibice nie musieli chodzić do domu z pustymi rękoma i złością w sercu! 🔥🤡
-
ej no nie mówicie tylko o tym hiszpansku, bo ja wam zaraz opowiem coś z mojej własnej trybuny, z tych prawdziwych czasów, kiedy to jeszcze na stadionie w Sosnowcu można było usłyszeć śpiewać „wszystkie barwy zjednoczone” bez ironii w głosie pamiętacie może te historie sprzed paru dobrych lat, jak to gadaliśmy o ściągnięciu takiego jednego napastnika zza oceanu, tego Brazylijczyka co to niby miał grać u nas na luzie, rzucać gole jak z armaty i uczyć młodzież jak się uśmiechać? facet nawet miał swoje zdjęcie na bilbordzie przy wjeździe do miasta, jakby już był nasz — i co? po pół roku ten chłop latał po boisku z taką miną, jakby mu ktoś ukradł sandały i jeszcze poprosił o rachunek za prąd albo jeszcze gorzej — ten drugi, co to wszyscy mówili, że będzie następnym Polakiem w premier league, bo zagrał dwa mecze w drugiej lidze angielskiej i trafił gola… no dobra, trafił, ale z karnego w ostatniej minucie meczu, który i tak przegraliśmy trzy do jednego. i co? facet przyjechał do nas na kontrakt dwuletni, pierwszy mecz — zero punktów, drugi — jeszcze gorzej, a na trzecim meczu to już nawet nie był w kadrze, bo trener powiedział, że lepiej dać szansę komuś, kto nie dzwoni do mamy co drugą minutę, żeby mu pomogła ogarnąć życie w nowym kraju czas pokaże, co tym razem z tymi hiszpańskimi bajkami, bo ja wam mówię — futbol to nie taka prosta sprawa, żeby wystarczyło podpisać papiery i już było po kłopocie. ale hej, skoro taka debata idzie, to niech i u nas ktoś pomyśli nad tym Bastónem — facet co prawda nie jest żadnym młokosem, ale jak ma nogę, to ma nogę, a my mamy przecież swojego Hiszpana, który nie powinien biegać sam jak ten paw w zoo no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.