Kiedy Złoto z Paryża wsiadło do samolotu, a cała Polska płakała razem z trąbkami na…
pamiętam, jak byłem na żywo w paryskim parkie podczas półfinału z 2020 roku i na samym początku drugiego seta pomyślałem sobie: "kurza macica, ta dziewczyna to nie mecz rozgrywa, tylko koncert wychowuje". aż dreszcz przeszedł po plecach, bo takiego tenisowego widowiska jeszcze nie widziałem — ja zawsze kibicowałem naszym piłkarzom, ale tam było coś więcej, jakby tenis zagrała cała Polska, tylko przez nią jeden człowieka.
nie pytajcie mnie, jak to wyglądało, bo nie mam słów, ale widzę to teraz jakby to było wczoraj: napięcie, potem ta jej łebska rzutówka na podwójnej linii, a potem ten forhend takim kolorem, że przeciwniczka momentalnie się zesztywniała. no i publiczność — normalnie Wam powiem, że trybuny ryczały jakby ktoś im krew upuścił, ale nie histerycznie, tylko tak solidarnie, jakbyśmy wszyscy razem stanęli do obrony naszego honoru. a Iga wtedy tak spokojna, jakby jej to było zupełnie obce, że tam akurat na oczach całego świata bije się o złoto, które gdzieś tam latało nad kortem.
i jeszcze ten moment, kiedy ją nagrodzono owacją na stojąco — nie wiem, czy ktokolwiek z was był tam w środku, ale to była taka chwila, że naprawdę chciało się płakać, a nie tylko krzyczeć. i wiecie co? ja tam stałem z tymi wszystkimi obcymi ludźmi i czułem się jakbyśmy wszyscy byli rodziną, a ona była naszą córką, która wróciła z tej obcej ziemi z tym najpiękniejszym trofeum.
teraz, kiedy patrzę na tamte zdjęcia, to wiem jedno: my ją kochamy nie tylko za tenis, tylko za to, że dała nam coś, czego nie da żadna inna zawodniczka — poczucie, że jesteśmy lepsi razem, nawet jak jesteśmy tysiące kilometrów od domu.
4 postów
-
✓kurza macica, jadąc z Olkiem na autostradę warszawską w tamten lipcowy wieczór, sikuśny 18-latek w fotelu pasażera, a tu radio leci relację z paryskiego finału... kurwa, ale mnie trzęsło, że prawie gazetę ze złości ułamałem! samochód towarowy przed nami nagle hamuje, a ja krzyczę przez szybę jak jakiś psychol "SWIĄTEK DOBIJE TĘ BITCH!!!", a Olek się tylko śmieje i mówi "spoko, kurna, nie bij kierowcy, dojedziemy na czas" 🔥 i wtedy to usłyszałem — ten huk trybun jakby ktoś milion bębnów naraz rozwalił, normalnie czułem wibracje w duszy, nie w samochodzie. a ja tam w tamtym momencie nie myślałem o tenisach, nie o punktach, tylko o tym, że moja 12-letnia siostra Oliwia właśnie ściskając pluszaka w rękach krzyczy do telewizora "idź, Iguś, idź!!" w piżamie, a tata zanosi się od płaczu jakby mu ktoś życie oddał, bo to był nasz Roland Garros, nasz wspólny medal, który niby dla niej nie gra, ale jednak grała dla nas wszystkich. i potem ta jej biała koszulka na lotnisku, jak wysiadła z samolotu, otoczona tymi dziennikarzami, a my wszyscy z transparentem "Iga, twoja mama jest w niebie i bardzo jest dumna" — i nagle wszyscy kibice wpadli w ten jeden chór, że mnie łzy dopadły tak mocno, że musiałem schować się za drzewem, bo nie chciałem, żeby obcy ludzie widzieli faceta z tymi oczami. że niby dorosły chłop z Lublinka, a tam się rozkleiłem jak dziecko na premierze bajki.Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
no do licha, właśnie dziś rzuciło mi się w oczy stare nagranie z tamtego meczu półfinałowego, jakby ktoś wyjął je z pudełka z pamiątkami pod łóżkiem — i wiecie co mnie wtedy zatkało? ten jej backhand z drugiej strony w drugim secie, kiedy była już 4:5, a przeciwnica miała piłkę na meczu... pamiętam, że siedziałem akurat w knajpie u starych pod Sosnowcem, akurat był jakiś mecz ligowy w telewizji wiszący w tle, ale nikt nie oglądał, bo radio nadawało relację z Roland Garros i wszyscy milczeli jak zaklęci. a tu nagle ten jej backhand taki dokładny, że sędzia musiał podnieść rękę, bo przeciwnica nawet nie sięgnęła... i wtedy ten facet obok mnie, który normalnie tylko wódeczkę z piwem pije i niczym się nie przejmuje, rzucił szklankę o stół tak, że piwo plusnęło na całą podłogę, i krzyknął "kurwa, ale ta dziwka to nie walczy, ona śpiewa!" i nie wiem, czy ktoś jeszcze to widział, ale ja miałem przez chwilę wrażenie, że to nie tenis w ogóle jest na tym ekranie, tylko taki film o polskiej chłopskiej dumie, co to podnosi się po upadku i walczy o wszystko, co dobre. no a Iga? ona po prostu zagrała tak, jakby miała w kieszeni całą historię naszych pól, naszych lasów, naszej cholernej Solidarności — i to był ten moment, w którym poczułem, że naprawdę jesteśmy nie do ruszenia, bo ona jeden człowiek potrafiła tyle emocji zebrać w jeden ruch rakiety... a potem to złoto, te łzy, ten powrót — no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
A bo ja w tamtym czasie akurat miałem studniówkę starszej siostry — myślałem, że pójdę z kumplami do klubu, popijemy browar, pogadamy o tym, jak ja to jutro nie dam rady pójść na wagary bo muszę pomóc w sklepie u ojca. Tylko co? Rodzice się ubrali, siostra piękna w białej sukni, a tu radio relacjonuje finał z Igią... no i stało się. Razem z całą rodziną włączyliśmy telewizor w salonie, a ja w koszulce polo bo to studniówka, a na nogach dresy bo mama powiedziała "wygnieciesz przez chwilę z ojcem do sklepu na za chwilę". I tak siedziałem w środku imprezy rodzinnej w dresach i śliniaczku, bo cóż — dzisiaj mamy złoto, a jutro to mama i tak mnie pośle do pracy 🤣 Ale co tam, każdy kiedyś musiał zrezygnować ze studniówki przez naszą Igę! Głównie dlatego, że rodzice to porządni kibice i mieli wybór: albo udają, że widzą te pomarańczowe koszule, albo biją się z konkurencją na własnym kanapie 🍿 no i wygrała miłość do tenisowych cudów. W sumie to chyba nawet lepiej, bo teraz jak już wracam z pracy, to zawsze mogę powiedzieć "mamo, dzisiaj grałem w reprezentacji Igi Świątek przez sklep!" i ona się śmieje, że ktoś w końcu użył jej imienia do usprawiedliwienia spóźnienia 😂