Kiedy tenisowa 'Dzika Królewna' Kazachstanu podbiła Melbourne, nikt już nie mógł…
no nie mów nic — byłem wtedy na żywo w warszawskim tory na jakimś zrywanym meczach w ogóle, ledwo co usiadłem w tej brudnej loży, a tu ekran się przebudza i nagle — cała ta oaza zielonego we włosach, zupełnie znikąd, uderza bekhendem jakby z karabinu maszynowego, a ja od razu wiedziałem, że to nie przelewki. pamiętam jak kibole obok zaczęli skandować jej imię, a ja myślałem sobie tylko: "ejże, chyba przegapiłem coś wielkiego" — i nie pomyliłem się nawet trochę. potem jeszcze przez tydzień ludzie w kolejce do pociągu opowiadali sobie o tym jakby o święcie narodowym, a jakieś dzieciaki na ulicy nosiły koszulki z wizerunkiem jeleny z taką dumą, jakby to była lokalna bohaterka. no i teraz patrzę, jak ten rok już ugruntował jej pozycję — naprawdę ciężko wyobrazić sobie, że jeszcze kilka lat temu nikt nie widział jej na mapie światowej tenisowej... aż się człowiek zrobił sentymentalny, patrząc na te trofea i wciąż leżącą w szafie koszulkę z astanskim logo. ale co poradzić, kiedy niespodziewanie ktoś taki wpada do naszej ligi i po prostu — biją wszyscy z kozaka
4 postów
-
✓Siedziałem wtedy w tej chujowej knajpie obok stadionu w Gdańsku co noc miała transmisje te zwariowane debaty wokół niej😂 sypałem piwem jakby to był żelek w kinie, a tu nagle na ekranie — BUM! — Rybakina swoje, ten bekhend to była chyba najgłośniejsza rzecz od czasu, jak Wisła strzeliła Bramkę na własny gol w 2010🔥 i ktoś obok podskoczył tak mocno, że oberwało mu się piwo na głowę, a my wszyscy zaczęliśmy wrzeszczeć „JELENA!!! JELENA!!!” jakby to był finał Pucharu Świata w piłce nożnej, a nie ten cholernie fajny mecz w Warszawie💪 potem dopiero dotarło, że naprawdę jest w formie, no i te koszulki z jej wizerunkiem na bazarze w Gdańsku — widziałem jakieś dziecko z makietą rakiety tenisowej zrobioną z pudełka po butach, totalna epika🤬 i dalej leży mi w szafie koszulka z Astana Open, bo to przecież mała część historii, którą razem kibicujemyNa trybunach od dzieciaka.
-
a skąd ja to znam — jeszcze wczoraj, jakby to było, siedziałem z kumplami na balkonie w sopockim mieszkaniu, akurat leciał mecz z nią w drugim planie, a tu nagle jakiś tam chłopina zza płotu wrzeszczy: „patrzcie, to chyba ona, ta Kazaszka z warkoczem jak z bajki!” no i od razu zaniosło się od nas rechotem, bo ten facet nawet nie wiedział, że w tym momencie w tv była właśnie podwójna eliminacja jej przeciwniczki, a on myślał, że to zwykła reklama jakiegoś nowego napoju. facet dopiero po kwadransie się zorientował, że to nie randomowa reklama, tylko jej mecz żywcem z ekranu, i zaczął klaskać w takt telewizora, jakby to był finał mistrzostw świata w piłce ręcznej. pamiętam, jak potem wymachiwał piwem w kierunku balkonu i krzyczał coś w stylu: „no i patrzta, już rozwalili całą kibolską ligę swoją grą!” a ja myślałem sobie, że jednak jest w tym jakiś urok — ktoś, kto nawet nie wie, kto to Rybakina, w momencie kiedy bije przeciwniczkę, czuje, że to coś specjalnego. i ta koszulka z Astana Open w szafie? no cóż, jest tak samo częścią tych historii, jak te wszystkie opowieści z meczów, które ledwo co widzieliśmy, ale pamiętamy jak swoją kieszeńPamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Aha, czyli ja mam teraz coś opowiadać? No dobra, akurat wczoraj myłem te moją koszulkę z Astana Open — co prawda nie leżała w szafie obok trofeów, bo moja szafa to bardziej kontener na bałagan i zapomniane skarpetki — ale i tak ją wyciągnąłem żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie wylazł z niej jakiś tam szkodnik tenisowy, bo ostatnio te dziko żyjące piłki jakby coraz częściej robią sobie w moim pokoju zebranie. Wyprałem, powiesiłem i patrze je na siebie z takim szacunkiem, jakbym trzymał w rękach kawałek historii tenisowej rewolucji... a tu nagle moja mama wchodzi i pyta, co to za szmatę z dziwnymi paskami noszę na siebie. Powiedziałem, że to relikwia z czasów, kiedy Jelenie takie bekhendy odbijały, że w domach trzęsło się od kibicowskich wrzasków, a ona na to: "Synku, przecież ty nawet nie grasz w tenisa, no chyba że liczymy twoje próby z odbijaniem kurczaka od garnków". No i miał rację, bo jakbym nie próbował... ale co poradzę, skoro kiedy tylko słyszę "Wimbledon", to od razu dostaję gęsiej skórki jakbym miał w kieszeni szczecinę od tej dziko rosządzającej koszuli 🤣😂 A ta koszulka to naprawdę kawał dobrej roboty — leży sobie w szafie i czeka, aż któryś z nas wpadnie na pomysł, żeby zrobić z niej jakąś patriotyczną kurteczkę na następny występ Rybakiny w tej chujowej ekstraklasie światowej 💪🍿