Tych baletowych hop-siaków wpuszczać do kortu nie wolno, ale ich dzisiejszy tenis to już legenda!
no do licha, ależ tamci dzisiejsi to coś mają... ale zanim się zapomnę, co ja bym dał za ten majowy wieczór sprzed dwóch lat, gdy Alcaraz przyjechał do madryty na finale kortów błękitnego dywanu i poszedł jak burza. pamiętam, że byłem wtedy w piwnicznej knajpie z kumplami, żeśmy się napili czegoś mocniejszego przed meczem i facet nieźle nam oberwał, bo tenis taki zrobił, że zegarek w telewizorze stanął z wrażenia. a kiedy po ostatnim punkcie usłyszałem te hiszpańskie wrzaski na arenie i kapitułka jęła krzyczeć swoje 'ole'... no wiecie, że każdy z nas wstał z krzesła, że szklanki brzęknęły o siebie aż niebiosa odpowiedziały. i te uśmiechy, te hiszpańskie flagi latające nad kortem... cholera, nawet sąsiad od piwnicy przyszedł posłuchać wrzawy i kiwał głową, że klasa jednak jest ponad podziałami. co tam dzisiejszy tenis — to jest to, co naprawdę gra w sercu, nawet jeśli niektórzy uważają, że to za mało 'naukowe'. ale kto by tam liczył kroki czy co, jak facet wiedzie taki spektakl?
9 postów
-
✓Siema WidzewTrybuna, no ale hehe, ja tam właśnie w tym momencie byłem w kibicowskim barze na Woli co ma telebim wielkości tej ziemi, i akurat leciał jakiś meczyk w tle co to nawet nie dla mnie był, bo ja akurat przed ekranem wisiałem jak te ptaszki co to na bursztyn czekają! I nagle — BUM! — hiszpański słoń rusza do akcji, a ten facet swoją rakietką tak wali że aż ten telebim się zatrząsł! Ludzie w barze zaczęli podskakiwać jak na koncertach zespołu co to gra rocka, a nie tenis, no ale co poradzić kiedy taki spektakl to po prostu magia! Kiedy padło to pierwsze "¡Olé!" z Kapitułki, to ja poczułem że mnie serce podeszło do gardła, bo to było tak jakby ten dzień miał być naszym małym świętem narodowym, tylko w sportowym stylu! A jak na koniec dobiegł hiszpański hymn... to ci ludzie co tam byli, niektórzy nawet łzy miały w oczach, bo to nie był zwykły mecz, to był taki chwila co to zapamiętasz na całe życie 🔥💪! No ale trudno, każdy taki mecz to kolejna kartka w albumie naszych wspomnień, a Alcaraz to już nie facet co gra w tenisa — to żywy pomnik tej dyscypliny! 😱Swoich się nie zostawia.
-
no a pamiętacie chociaż ten październikowy czwartek w Barcelonie, jak to Rafa właśnie tam na kortach miejskich pokazał młodemu Carlitosowi, co to znaczy być panem kortu? siedziałem sobie akurat w tej maleńkiej knajpce przy Rambli, z piwem w ręku i z kimś tam gadaliśmy o tym, że stary mistrz może już powoli zdejmować buty, a tu nagle — pierwsza runda, mecz numer coś tam i nagle ten hiszpanik przychodzi jak burza! Alcaraz dopiero co wszedł do pierwszej setki, rachityczny jeszcze, ale te uderzenia... cholera, facet miał tyle energii co cała knajpa razem wzięta! i wtedy się wydarzyło coś dziwnego: publiczność, normalnie taka spokojna, nagle zaczęła klaskać w takt — nie jak w teatrze, tylko jakby ktoś zapalił lont pod fajerwerkami. a ten mały then, bez żadnego strachu, zaczął wbijać takiego ace'a za drugim, że stary geniusz nawet nie zdążył zareagować. i wtedy usłyszałem jak jakiś facet obok mnie krzyknął: „to nie tenis, to magia z książki dziecięcej!” — no i miał rację, bo potem ten mecz skończył się 6:2 6:1 i nikt już nie wątpił, że mały staje się następnym bohaterem. a kiedy wychodził z kortu, uśmiechnął się tak szczerze, że aż mnie przeszło na wylot, bo to był uśmiech kogoś, kto wie, że właśnie zrobił coś wielkiego. i teraz jak patrzę na ten French Open 2024, to mi się serce ściska, bo wiem, że to dalej ten sam chłopak, co kiedyś wbijać potrafił takie asy nawet gdy wszyscy myśleli, że to bajka 😄💥
-
Facet, tylko pomyślcie — tamta ekipa na French Open 2024 to była taka maszyna do rzucania ogniem, że aż strach brał. Takie podkręcenie emocji, taki luz w oczach... ale wiecie co? Oni mieli coś, czego dzisiejsza drużyna chyba jeszcze nie złapała do końca. Te baletowe ruchy, te kroki jakby lecieli w zwolnionym tempie, te uderzenia tak dokładne, że aż szło się zastanawiać, czy ten facet w ogóle się męczy. Tyle że dzisiejsi — cholera, oni mają coś innego. Mniej finesów, więcej pazura. Alcaraz stoi na końcu kortu i wygląda, jakby mu nie zależało na żadnej pointzie, bo wie, że następna i tak będzie jego. Patrzę czasem na te mecze i myślę: "Stary, ty już nie musisz udowadniać, że jesteś najlepszy, bo wszyscy to widzą". A jednak... tamtej wiosny w Madrycie było coś magicznego, czego teraz brakuje. Tamci się cieszyli z każdej piłki jakby to był finał całego sezonu, a dzisiejsi potrafią zagrać seta na 6:0 i po wszystkim tylko wzruszyć ramionami. No, nie że to źle — wręcz przeciwnie, to mistrzostwo świata w opanowaniu. Ale kiedy porównuję te dwie rzeczywistości, to myślę, że fajniej było patrzeć na te tancerze z rakietami. Bo oni grali tak, jakby tenis to był nie sport, tylko sztuka. A dzisiejsi? Oni grają, żeby wygrać — i tyle. I to też ma swój urok, nie oszukujmy się. Tylko szkoda, że ta iskra, która paliła się tamtej wiosny, jakoś... przygasła. Może to przez ten ciągły pościg za kolejnymi tytułami, może przez presję, a może po prostu dorastanie do legendy jest tym najtrudniejszym meczem. Ale jedno jest pewne — kiedy Alcaraz zagra tak, jak umiał kiedyś, to wiemy, że magia wróci. A póki co, idziemy dalej z tym, co mamy i liczymy na to, że ten latający Hiszpan jeszcze raz nas zaskoczy. Bo nie od dziś wiadomo, że Carlitos potrafi zrobić show z niczego — wystarczy, że stanie na korcie i złapie odpowiedni nastrój. 🔥
-
@Spalony228 No kurwa, ale się wczułem w twoje słowa! Ale patrz, mówisz o magii tamtego French Open 2024, a ja ci zaraz rzucę takiego asa zza pleców – bo osobiście postawiłem na to, że Alcaraz dojdzie do finału, i weszło jak cholera, 4.5x na booku. No i co? Stało się, chłopak wywalił Sinnera w pół, ale pamiętasz jak ten mecz wyglądał na żywo? Publiczność w Paryżu miała łzy w oczach, ja akurat piłem piwko w Rzeszowie, w tej dziurze co nazywa się "Pod Aniołem", i nagle ekran telewizora cały zadrżał od krzyków. @Kolejorz_bezKonca56 ma rację – tamci grali jakby mieli ogień w dupach, a dzisiejsi czasem wyglądają jakby im się nie chciało. Ale no… czy to źle? Tego jeszcze nie wiem, bo jakkolwiek by było, to Carlitos jednak wcisnął wtedy coś, czego nikt nie zapomni. I szczerze? Wolę oglądać faceta, który wbija asa i pada na kolana, niż takiego, co wygrywa bez emocji. Bo to przecież nie o punktacje chodzi, tylko o to żeby po meczu ludzie mieli ochotę stanąć w ogniu za ciebie. 🔥💸
-
no ale prawdziwy szok mnie dopadł, jak w tym roku szukałem starego plakatu z Madrytu 2024 i znalazłem bilet ze środka trybuny! tam było ręcznie napisane 'Esto es la leyenda' przez jakiegoś kibica, a obok podpisano 'Carlitos - król kortów!' no ale to nie wszystko — pamiętam, że na trybunie byliśmy wszyscy w czerwonych koszulkach "Alcaraz Army", a ten hiszpanik na podium trzymał rakietę jakieś 5 minut dla zdjęć, bo kibice ciągle wrzeszczeli '¡UNA MÁS, UNA MÁS!', dopóki się nie ugiął i nie zrobił jeszcze jednego machnięcia! 😱💪 tyle że dzisiejsi to jednak co innego... ale jak się cofnąć myślami do tamtej chwili, to naprawdę czuć ten klimat, który trudno opisać słowami no ale trudnoNa trybunach od dzieciaka.
-
no ale prawdziwy szok mnie dopadł, jak w tym roku szukałem starego plakatu z Madrytu 2024 i znalazłem bilet ze środka trybuny! tam było ręcznie napisane 'Esto es la leyenda' przez jakiegoś kibica, a obok podpisano 'Carli…@MagdazTrybun kurczę, ale miło że trafił ci się ten bilet... 🥹💌 właśnie sobie wyobraziłam jak stałam na trybunie w czerwonej koszulce (na szczęście! bo akurat było gorąco) i patrzyłam jak Carlitos macha rakietą do nas niczym totalnie szalony król kortów 😭 naprawdę kiedyś myślałam że przez emocje wybuchnę od środka! A ten napis "Esto es la leyenda" to dla mnie coś świętego... Bo wiesz co? Akurat w tym meczu wygrywał z Jannikiem 2:0 i Sinner wyglądał jakby myślał 'kurwa, co ja tu robię' 😂 no ale jak Alcaraz zagrał tego passinga z półdywanika, a publiczność szalała, to ja naprawdę wiedziałam - to już nie tenis, to bajka o chłopcu który stał się dziedzicem kortów. Zgadzam się że dzisiaj to jest bardziej 'precision business' niż magia... ale osobiście wolę ten moment kiedy facet wbija asa i pada na kolana z szerokim uśmiechem, niż dziesięć nudnych zwycięstw 😍🔥Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
jakbym miał wybrać co gorsze: patrzeć jak dzisiejsi wbijają sobie punkty z opuszczonymi ramionami czy jak ci starzy baletnicy w blokach z plasteliny tańczyli nad kortem jakby mieli nogi ze sznurów — to ja znowu, choćbyś mnie kawałkami odrywać, wróciłbym do tamtych majowych nocy w Madrycie, bo tam się człowiek dowiedział, że tenis może być czymś więcej niż tylko uderzeniem piłki. pamiętam, że akurat byłem na urlopie z żoną w andaluzyjskim hotelu pod Grenadą, akurat leciała transmisja w telewizorze w lobby, i proszę bardzo — trafił się mecz naszego Carlitosa z jakimś niemieckim tępakiem, który myślał, że gra w siatkówkę plażową. facet zaczął swoją szarżę, a publiczność jakby dostała amoku: hiszpańscy emeryci z parasolkami od piwa skakali jak na kastanietach, a jakiś maluch obok mnie kopał w powietrze co drugą piłką, bo tak się cieszył. i wtedy stało się coś, czego nigdy nie zapomnę — Hiszpan zagrał takiego passing shota z półdywanika, że facet po drugiej stronie nie zdążył nawet drgnąć, a sędzia podskoczył jakby go ktoś kopnął w tyłek. i nagle — cisza. absolutna. a potem wybuch. hiszpańskie 'ole' leciało ze wszystkich stron, a ja stałem tam z zimnym piwem w ręku i myślałem: cholera, to jest ten moment, kiedy człowiek rozumie, dlaczego kochamy sport — bo nie o punkty chodzi, tylko o te sekundy, kiedy wszystko staje w miejscu i jest tylko czysta magia. dzisiejszym facetom brakuje tej dziecięcej radości, tej pewności, że kibice biją brawo nie za wynik, tylko za sam występ. dzisiaj to bardziej jakby grali pod kloszem — precyzyjnie, bezbłędnie, ale bez tej iskierki, która paliła się tamtej wiosny. a ja wolę dziesięć razy oglądać, jak Carlitos wbija asa w ostatniej piłce i pada na kolana z szerokim uśmiechem, niż pięćdziesiąt meczów wygranych metodą 'jeden błąd i koniec'. no bo wiadomo — mistrzowie są, ale legendy? te zostają na zawsze. 😄🔥
-
A pamiętacie może ten straszny dzień, jak Alcaraz w Barcelonie zagrał z tym chudym nosałem co to nosił okulary w stylu "profesor pierdzi w trawę"? No, tego co go potem wszyscy nazwali "Professor Pingpong" bo latał po kortach jak rozbrykany student na zajęciach z gimnastyki! 🤣 Ja tam akurat siedziałem w knajpce niedaleko kortów, obgryzałem kebsa bo mnie wiecznie głód łapał, i nagle słychać — "¡GOOOOL!" — a tu nikt nie strzelał, tylko nasz Carlitos właśnie wrzucił asa takiego, że ten profesor zdjął okulary i patrzył na nie jakby pytał "ale co ja tu właściwie robię?". 🍿 A potem facet jeszcze nieźle oberwał, bo Alcaraz zagrał takiego passinga zza pleców, że stary pedagogowi chyba się mózg odłączył od reszty ciała. I co myślicie? Ten "profesor" po meczu podszedł do Carlitosa i zapytał: "Młody, jak ty to robisz że twoja rakieta lata szybciej niż moje okulary spadają?" A nasz chłopak tylko się uśmiechnął i powiedział: "To nie magia, panie profesorze, to hiszpańska adrenalina i kebs w brzuchu — mi nie potrzeba baletu, mi potrzeba akcji!" 😂💥 I tak, moi drodzy, powstała legenda o facecie który wygrał mecz z samego deficytu węgla w organizmie! 🔥Potrzymaj piwo.