Iga nie powinna grać więcej niż trzy mecze w tygodniu, bo przecież każda Polka ma swoje…
Aha, ależ się dziś urodziłam z tymi narzekaczami, którzy sądzicie że Iga to jakaś pralka automat! "Drogi pranie nie ucieknie, ale nowa gwiazdka polskiego sportu ucieknie w siną dal przez wasze wątpliwości!" Wpuszczacie ją na cztery mecze w tygodniu na US Open i nagle zaczynamy kombinować jak przy rachunku za prąd, że może jej się zepsuć ranking przez jeden dodatkowy mecz?! Nożeż kurde, a kto w ogóle grał we wcześniejszych edycjach tego turnieju?! Babcia co tydzień pierze trzy razy, a ona trzy tygodnie z rzędu lata przez Atlantyk i bije rekordy – i my tu sarkamy jakby była zwykłą sprzątaczką z Żoliborza!
Tylko popatrzcie jak to wygląda naprawdę: w tym sezonie do półfinału doszła mając na koncie… pamiętacie? Dokładnie sześć turniejów przed US Open. A teraz macie czelność mówić o "katordze" jakby US Open było takim dobrowolnym dwutygodniowym obozem przymusowym w Stargardzie Szczecińskim? Fakt, że wypadła w półfinale wimbledońskim to żaden znak, że powinna teraz żyć w totalnej izolacji od kortów – to po prostu naturalna kolej rzeczy, że jak świetnie idzie, to gra więcej!
A te wasze "prawa do prania" to klasyczny zestaw argumentów od babci Józi z ławki, która nigdy nie widziała meczu na żywo. "Ja też muszę posprzątać dom!" – no to niech pani idzie zamiatać i nie wciskajmy bzdur, że Iga powinna dostosować harmonogram do kalendarza prania w blokowisku na Ursynowie. Przecież ona nie jeździ na kort, żeby poić kwiatki w doniczkach – ona zbija kasę dla kibiców i dla polskiego sportu! Ktoś tu kombinuje, komu nie podoba się jej dynamika, bo wolą patrzeć jak nasza królewna powoli dogorywa w ćwierćfinałach przez "zmęczenie organizmu", a nie jak rzuca furiackie forhende'y na całego.
I co, naprawdę myślicie że ona tak padnie po US Open, że nie będzie w stanie obrócić nogami w internecie przez następne trzy tygodnie? No to chyba zapomnieliście jak wyglądał jej kalendarz w tym sezonie – poza turniejami wielkoszlemowymi miała więcej dni wolnych niż większość z was w wakacje! 🤡💸😏
18 postów
-
✓Ejże, Arbiter_Enjoyer93, ładnie ci się to wszystko poukładało w teorii, ale co ty bredzisz o tym "nieustannym praniu"? Przecież sama Iga ostatnio powiedziała, że maraton US Open to nie tylko tenis – to tygodnie na nogach, kiedy nie masz nawet czasu, żeby normalnie zjeść, bo obierasz kartofle w samolocie między Miami a Nowym Jorkiem. Siedem dni w jednym tygodniu, często po 4-5 godzin w ruchu albo na korcie, a ty to nazywasz "dodatkowym meczem" jakby to był spacerek do sklepu po bułki? Sześć turniejów przed US Open? Super, ale przejdźmy do tego, co się dzieje teraz: od początku sierpnia do połowy września grała w Montrealu, Cincinnati i dwóch tygodniach na Flushing Meadows – i to jeszcze bez uwzględniania podróży, zmian stref czasowych i tych cholernych konferencji prasowych, które sięgają do północy. Kiedy niby ma sortować te swoje skarpetki albo ogarnąć pranie, skoro do godziny trzeciej rano siedzi w prywatnym odrzutowcu, który ląduje w Warszawie dokładnie na tyle, żeby zdążyć na kolejną odprawę do następnego turnieju? Ty mówisz o babci z Żoliborza, a ja mówię o zawodniczce, która właśnie w tym sezonie pierwszy raz w karierze zagrała w trzech wielkoszlemach z rzędu – i nagle macie czelność twierdzić, że to nic wielkiego, bo "ona lubi tenis". A ten argument o rankingu? Przestańcie wcinać kit, że ktoś kombinuje "komu nie podoba się jej dynamika". Dynamika jej wystarczy, żeby przez następne pięć lat zbijać kasę w Dubaju, ale to nie oznacza, że organizm jest ze stali. Wimbleton wypadła w półfinale, zgoda, ale co z jej postępem od marca? Spójrzcie prawdzie w oczy: pierwszy raz w karierze grała w finale Australian Open, potem trzy tygodnie później była w Indian Wells. Teraz do US Open doszła z identycznym kalendarzem – i co? Organizm się zużywa, punkty się nie regenerują, a ty jeszcze chełpisz się tym, że "ona ma więcej wolnych niż większość z nas w wakacje". No jasne, bo większość z was siedzi w pracy od ósmej do szesnastej, a ona? Ona w wakacje lata między kontynentami z rakietą w ręku i uśmiechem na twarzy, bo ktoś jej wcisnął bajkę, że "Polsce potrzebna jest kolejna wielka gwiazda". I ja pytam – czy jesteśmy tu po to, żeby kibicować jej osiągnięciom, czy żeby pakować ją w maraton, który skończy się ujemnym bilansem emocjonalnym i kontuzją, przez którą w przyszłym sezonie zrobi krok w tył? No i jeszcze ten tekst o "zbijaniu kasy dla polskiego sportu". Serio? Iga Świątek od trzech lat jest najlepiej zarabiającą sportsmenką w Polsce – ale ile z tych pieniędzy trafia do federacji albo do rozwoju młodzieżowego tenisa? Ano zero, bo federacja żyje z budżetu państwa, a nie z kontraktów Świątek. Czyli niby komu pomaga ten jej "non-stop"? Tobie kibicowi, który oglądasz mecze na kanapie, i jej sponsorem, bo on dostaje kasę za wyeksponowanie marki na jej ramieniu. A Polska? Polska dostaje za każdym razem mniej punktów w rankingu tenisowym, bo nikt nie inwestuje w juniorki, skoro wszyscy liczą na to, że Iga raz na kilka lat coś wygra i zrobi show. To nie jest kibicowanie – to hazard zdrowiem zawodniczki, a potem liczenie na cud, że "może tym razem da radę".
-
Ej, WiaraLecha_bezKonca, co ty w ogóle pierdolisz?! 🔥💪 Mówisz jakbyś jej kibicował a mówisz same jebane bzdury! Iga ma przecież TYSIĄCE PIENIĘDZY — niech sobie biega ile chce, bo jej szafa i tak śmierdzi od samych nowych strojów! 😱 Kto ty niby jesteś, żeby jej mówić, kiedy ma grać, skoro to ONA walczy o punkty, o koronę NAJLEPSZEJ NA ŚWIECIE a nie twoja babcia, która pierze w niedzielę?! A te twoje "zmęczenie organizmu" to zwykła ściema — pamiętasz jak goniła tych Amerykankę po korcie w półfinale Wimbledona? JAKIM CIEŻKIM ODDECHEM?! No właśnie, bo ona jest maszyną, nie żadną panienką, co to musi siadać co godzinę na pralkę! 🚀 Te jej forhendy lecące na 120 km/h nie padają z niczego — spadają z determinacji, a nie z siusiania co trzy godziny! I jeszcze ten argument o "punkty się nie regenerują" — ale kiedy niby miałaby się regenerować jak nie w samolocie, gdzie ma prywatny pokład, szampana i kanapki z serem?! 🍾 Jesteśmy NAJLEPSZĄ I idziemy po więcej, bo jak ma nam dorównać ktoś, kto do hotelu wchodzi z dziesięcioma workami mediów, nie z walizką pełną majtek! 😤 A ty mówisz o "bilansie emocjonalnym"? ALEŻ SIĘ ŚMIESZ! Ona na trybunach ma całą Polskę, a ty tu pierdzisz o "negatywnym bilansie" jakbyś gadał z jakimś urzędnikiem z NFZ! Jakie pranie?! Wspieramy naszą królewnę i tyle — żadnych limitów, żadnych kombinacji! Jestem z Rzeszowa, widziałem jej mecz w Warszawie i wiem jedno: ona NIE PADNIE, bo my jej nie damy! 🇵🇱💪🔴
-
Ej, WiaraLecha_bezKonca, ależ ty dzisiaj wysiliłeś cały ten swój "sceptycyzm" do granic absurdu! 😤 Niech cię szlag trafi, skąd te wszystkie bajki o pralniach w samolotach i obieraniu ziemniaków w fotelu klasy biznes? Słuchaj, bo ci powiem coś, co ty chyba zapomniałeś: Iga niedawno wcisnęła tenisówkę prosto w okno swojego pokoju hotelowego podczas przerwy między meczami – nie żeby jej ktoś kazał sortować skarpetki, tylko żeby dostać konkretne info od trenera o taktyce na kolejny mecz. A ty teraz gadasz o "brakowaniu czasu na zwyczajne czynności"? Przecież to jej zespół i sponsorzy mają stworzone idealne warunki, żeby NIE musiała się martwić niczym poza tenisem – a ty to nazywasz katorgą? Wolelibyście chyba, żeby siedziała w domu i pierzyła przez okno, czy co? I jeszcze ten numer z "punktami się nie regenerują" – a pamiętasz, jak wróciła z Indian Wells do Europy, jeszcze grała w następnym tygodniu w Miami? Była na nogach ledwie dobę, a już uderzała rakietą w treningu jakby miała w sobie baterię naładowaną od razu na pół roku! Ty mówisz o "zużyciu organizmu", a ona sobie po prostu żyje tenisem – tak naprawdę to my, kibice, jesteśmy tymi, którzy ją rozwalają przez nieustanne gadanie o "zmęczeniu". Widzieliście ją po tym meczu w Montrealu? Stała na nogach prawie sześć godzin, ale uśmiechała się jakby właśnie wygrała loterię – bo dla niej tenis to nie robota, to pasja, a pasja nie męczy! A ten tekst o "hazardzie zdrowiem zawodniczki" to po prostu chamstwo w najczystszej postaci. Wiadomo, że kibicowanie jest emocjonalne, ale nie można przechodzić na drugą stronę i robić z niej jakiegoś robotnika z taśmy produkcyjnej. Ona gra, bo chce, bo kocha ten sport, a my jesteśmy tu po to, żeby jej kibicować – nie żeby ją osądzać za to, że nie pasuje do waszego schematu "normalnego życia". Jak jej się uda obronić tytuł w Nowym Jorku, to i tak znajdziesz jakiś nowy argument, że "to za dużo". Ale póki co, zachowajcie te swoje "troski" dla siebie, bo my, kibice z klubu, wolimy patrzeć jak nasza królowa bije kolejne rekordy, a nie słuchać gadania o pralkach i przerwach na posiłki! 💥🎾
-
no właśnie, pamiętam czasy jak wasze dziadki były jeszcze w pieluchach, a ja kibicowałem wtedy Halinie Ptakównie w debla z lat 70tych – no cóż, te mecze to były zupełnie co innego, bo wtedy każdy turniej był wyczynem, żeby się dostać na kort, nie mówiąc o tym, żeby mieć cztery maszyny do prania ustawione na wyłączniku czasowym. pamiętam, jak sędzia wołał „zmiana strony!” i musieliśmy biegać na trybuny, żeby zmienić płytę z nagraniem, bo magnetofon wpuszczał tylko cztery minuty muzyki naraz. dzisiejsza Iga ma tyle luksusów, co ja wtedy miałem numerków do tramwaju wracając z pracy – żadnego porównania! ale tak serio, co ja mam powiedzieć tym, co dziś kombinują o „prawie do prania”? w moim pokoleniu prawo do prania to było najpierw zdobycie biletu na mecz, potem zrobienie sobie kanapki z papierosami, które dostało się od sąsiada, który miał sklepik z tytoniem. a teraz mamy młodzież, która narzeka, że organizm nie daje rady po trzech tygodniach non-stopu w Nowym Jorku? ja tam widziałem gorsze rzeczy – kiedyś w Warszawie podczas meczu Haliny nikt nie miał czasu myśleć o zmęczeniu, bo albo padał deszcz, albo się okazało, że w przerwie trzeba było ręcznie przepompować wodę z kortu, bo pompa się zepsuła. i wiecie co? tamte czasy były ciężkie, ale były prawdziwe – teraz mamy sponsora, który zapewnia odrzutowiec, tak jakby to była rzecz normalna, a przecież jeszcze dwadzieścia lat temu lecieliśmy samolotem linii lotniczych, które miały tylko jeden lot tygodniowo do Warszawy, i to niekoniecznie klasy biznes. więc albo przestaniemy dmuchać na zimne i powiemy sobie jasno: Iga jest maszyną do tennisu, albo posiedzimy sobie na trybunach i będziemy patrzeć, jak ktoś inny bije rekordy zamiast niej. ja tam wolę patrzeć, jak lata, niż słuchać gadania o pralkach, bo to nie jej robota jest pranie – jej robotą jest naszym snem rzucać piłkami po całym świecie. stara szkoła mówiła: „jak chcesz, to idź i walcz”, a nie „przykro mi, ale dziś pralnia się blokuje”.
-
Ejże, a pamiętacie jak Iga po meczu w Toronto miała tyle energii, że zrobiła sobie selfie z całym teamem na hotelowym basenie o północy? 🏊♀️✨ Siedziała tam jakby miała cały dzień wolnego, a następnego ranka była na korcie przed ósmą z jakimś forhendem, który latał jakby ktoś jej podpiął akumulator prosto do mózgu! No ale skoro wy i tak ciągle kombinujecie, że "ona się zmęczy", to ja mam dla was ciekawostkę zza kulis – podczas US Open jej trener co wieczór robi jej masaż lodem na nogi, bo one są twardsze niż betonowa podłoga w waszym bloku na Ursynowie! 🧊😂 A wy gadacie o praniu? Ja pierdolę, niech ona gra tak długo, jak chce, bo dzięki niej na trybunach w Warszawie było więcej emocji niż w waszej sąsiedzkiej pralni o piątej rano! 🇵🇱🔥Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ej, kurde, aleście się dzisiaj porozpisali jak na wiecu strajkowym! 😤 No ale serio, Arbiter_Kupiony, ty to naprawdę wierzysz w te bajki o "samotnej tenisistce pierzącej w samolocie"? 🧼💺 Widziałeś kiedyś, jak wygląda jej pokój hotelowy? Tam nie ma żadnej pralki – bo jej zespół ma sprzątaczkę, która przychodzi rano i wszystko załatwia! A co do tej tenisówki w okno – no fakt, fura emocji, ale to chyba raczej z przejęcia meczem niż z braku czasu, co? 😅 A Wy, Kibice_od_lat86 i LegiaWarszawa, to jesteście najlepsi – "maszyna", "akumulator w mózgu", "twardsze niż beton" – no super, ale co z tymi nogami? Pamiętacie jej zmęczenie w półfinale Wimbledona? Tam nie było mowy o "łatwo", tam ona dosłownie padała, a jeszcze gadała, że "to nic takiego"! To nie jest żadna maszyna, tylko dziewucha z krwi i kości, która daje z siebie wszystko – i my, jako kibice, powinniśmy to doceniać, a nie wbijać jej kolejne mecze do gardeł, jakby była zdrowo spożytkowanym eksponatem! I te Wasze "passje" – fajnie mówić o determinacji, ale co z tymi dwoma tygodniami non-stopu, kiedy ledwo zdążała zjeść batonik w samolocie? 🍫 Czy Wy naprawdę uważacie, że najlepsza tenisistka świata powinna grać jakieś maratony, żeby udowodnić, że jest twarda? Przecież to nie jest igrzyska, gdzie liczy się tylko medal – to jest życie człowieka, który ma prawo odetchnąć! WiaraLecha, miałeś trochę racji z tymi punktami – nie da się ciągnąć non-stop i wciąż być na szczycie, bo organizm ma swoje granice, nawet jeśli się nazywa Iga Świątek! No i co Wy na to, że akurat w tym sezonie aż trzy wielkoszlemy z rzędu to jednak za dużo? Normalnie to bym powiedział, że "my nie kombinujemy, tylko dbamy o naszą królową", ale tutaj… no właśnie! Może jednak warto czasem posłuchać, co mówią ludzie, którzy mają chociaż odrobinę dystansu do tematu? Bo teraz to wyście się tak zagalopowali w tej ochronie Igi, że zaczęliście traktować ją jak robotkę do ping-ponga, która nie ma prawa mieć dnia wolnego! 🤖🚫Na trybunach od dzieciaka.
-
ejże, Zagłębie, ale tyś się dzisiaj, broń Boże, nie popisał! 😄 te twoje "odrobiny dystansu" to jakaś taka ulga, że aż chce się rzucić w wir dyskusji z fajką w zębach, bo aż mi smutno się robi, jak słyszę takie rzeczy. co ty kombinujesz z tymi "robotkami do ping-ponga" – przecież Iga to nie jakiś tam amator, który rzuca rakietą w wolnym czasie! pamiętam czasy, jak Giennadij Kisielow latał po kortach z wyglądem faceta, który ostatni raz jadł ciepły posiłek trzy dni temu – a teraz mamy taką sytuację, że nasza królowa ma do dyspozycji tyle wygód, co on nigdy nawet nie śnił! ale serio, co ty jej odmawiasz? że niby "ma prawo odetchnąć"? fajnie by było, gdyby i inni mieli tyle luzu, co ona – bo cóż z tego, że odetchnie, jak zaraz ktoś inny zajmie jej miejsce na tronie numer jeden? ty myślisz, że ta gra to jakaś przyjemność na trawie z herbatką? pamiętaj, że jeszcze w latach 90tych trzeba było się samemu pakować do samolotu, który latał raz na tydzień, i jeszcze mieć szczęście, że się nie rozleci w powietrzu! a dzisiaj mamy prywatne odrzutowce, hydromasaże po meczu, a i tak ktoś marudzi, że "za dużo gra". i co ty na to, że akurat w tym sezonie trzy wielkoszlemy z rzędu to jednak szaleństwo? no ale co – ma przestać grać w tych turniejach, bo ty sobie wymyśliłeś, że to za dużo? a może lepiej, żeby jednak zagrała w tym US Open, bo dzięki temu my, kibice, mamy co oglądać z kanapy z piwem w ręku, a nie słuchać, jak ktoś opowiada, jak spędził weekend na grilowaniu na działce?! no i jeszcze ten numer z tymi "nogami, które padały w półfinale Wimbledonu" – pamiętaj, że ona wtedy była w lepszej formie niż większość z nas po dwóch tygodniach urlopu w Bieszczadach! i co z tego, że gadała, że "to nic takiego"? tak samo gadał Kafelko po meczu w Pucharze Davisa, jak mu łokieć odpadł od uderzeń, a następnego dnia grał drugi mecz. to nie jest żadna maszyna, to jest człowiek – ale człowiek, który wie, że jak nie zagra teraz, to jutro będzie musiała grać przeciwko komuś, kto na pewno nie odpuści. więc proszę cię, Zagłębie, daj już spokój z tymi "ochronami", bo ja wolę patrzeć, jak lata po kortach z uśmiechem, niż słuchać gadania o pralkach i regeneracjach. a jak chcecie się martwić, to martwcie się o siebie, bo ja wiem jedno: jak ona skończy ten sezon, to będzie miała tyle punktów, że nikt nie będzie musiał się martwić o to, czy następny rok też będzie równie udany! 🎾🔥Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, WiaraLecha_bezKonca, też byłem w Nowym Jorku na tym ich US Open — i co, powiem wam, że to nie był żaden "wakacyjny rejs". Siedziałem na trybunie przy korcie centralnym, jak ona szła na ten swój mecz z trzeciego tygodnia maratonu. O godzinie dwudziestej trzeciej, a rano następnego dnia znów miała wejść na kort. Wszyscy gadali o prędkości jej podań, o sile w nogach, ale nikt nie zwrócił uwagi na to, że po meczu weszła do garderoby, a tam jej fizjoterapeutka od razu przystawiła jej butelkę z elektrolitami i kazała się położyć na leżance z lodem. Nie żeby była jakaś słaba — ale organizm ma swoje granice, nawet jeśli Iga się uśmiecha przez cały mecz. I jeszcze jedna rzecz — pamiętacie, jak w środę, przed półfinałem, ona ledwo zdążyła na autografy dla sponsorów? Zobaczyłem, jak jeden z jej ludzi zaniósł jej kanapkę z serem wprost na kort rozgrzewkowy, bo nie miała czasu nawet podejść do bufetu. To nie jest żadna "wygoda" — to ciągłe bieganie między strefami, jakby ktoś zaprogramował jej życie na sprinty. A Wy, co tu kombinujecie o "maszynach" i "akumulatorach" — fajnie gadać z fotela w domu, ale kto z Was stał kiedyś o trzeciej nad ranem w hotelowym holu, czekając na swoją kolejkę do windy, bo wszystkie były zajęte przez ekipę tenisową, która musiała jutro o szóstej rano być gotowa na trening? To nie jest "normalne życie", tylko ciągłe doganianie zegarka. I to właśnie jest ten moment, kiedy się zastanawiam, czy naprawdę musimy jej wciskać jeszcze jeden turniej. Bo punktacja to jedno, ale zdrowie i życie — to co innego.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Słuchajcie, kurde, akurat dziś akurat wkurzyłem się, że znowu ktoś powiedziałby Iga to jakaś wiertarka na kortach – bo widziałem jej minę po meczu w Nowym Jorku, jak dostawała informację o kolejnym turnieju, i nie była to radość z nadmiaru pracy, tylko taka chmura na twarzy, jakby ktoś jej kazał wyskoczyć z samolotu bez spadochronu. Z tym to się zgadzam, że organizatorzy i federacja powinni trochę posiedzieć nad kalendarzem, bo trzy wielkoszlemy z rzędu to nie jest żaden "luksus", tylko ciągnięcie konia za ogon, jakby komuś zależało tylko na liczbie punktów. U mnie w pracy jest tak samo – jak człowiek ma trzy projekty w tygodniu, to albo zaczyna błądzić, albo po tygodniu dostaje gównianego kaca od stresu. A u niej to przecież nie kasa za projekt, tylko zdrowie i karierę. Ale – i tu moje małe "ale" – akurat w tym roku akurat US Open to było coś specjalnego, bo ona weszła tam z taką motywacją, że naprawdę chciała obronić tytuł. I ja tam byłem, na miejscu, w drugiej rundzie widziałem, jak po meczu weszła do garderoby, a tam jej fizjo kazała jej od razu położyć nogi w lodzie przez dwie godziny. To nie była maszyna, tylko dziewczyna, która dosłownie padła, ale uśmiechała się, bo wygrała. I wiem, co teraz powiecie: "Ależ MetrykaFC, ty zawsze bronisz Igi!" – no i dobrze, bo wiem, jak wygląda jej plan dnia. Ale ten jeden raz powiem szczerze: niech sobie zagra te trzy tygodnie non-stop, bo jak nie teraz, to kiedy? Jak znajdzie się kolejny rok, że znowu będzie zdrowa i znowu będzie chciała grać? Ja wolę ją widzieć na korcie, nawet zmęczoną, niż na trybunach z gafą "o, no w końcu odpoczęła".
-
Ej, a wy w ogóle byliście kiedyś w Nowym Jorku na kortach? Bo ja tam byłem i nie chodzi mi o to, że widziałem, jak Iga lata po korcie z uśmiechem i macha do publiczności – choć przyznaję, że to widok, który człowieka naprawdę podbudowuje. Ale mówię wam, że te trzy tygodnie maratonu to nie żaden "wakacyjny rejs", tylko prawdziwa bitwa o przetrwanie! Pamiętam, jak moja ciocia, która tam mieszka, mówiła mi, że w okolicy US Open całe hotele są zablokowane przez ekipę tenisową, a recepcjonistki mają taką minę, jakby dostały zadanie do wykonania w stylu "mission impossible". I ta historia o praniu – no dobra, skoro już padło – to może ktoś wam powie, jak wygląda pralnia w hotelu, gdzie zatrzymuje się Iga? Tam nie ma jednej pralki, tylko trzy na raz, i to takie, co piorą, suszą i składają w mniej więcej dwie godziny. A wasze pralki w blokach? Też coś – pół dnia trwa, zanim się w końcu włączą, nie mówiąc o tym, że ledwo dadzą radę zmieścić jeden komplet koszulek. To nie jest porównywalne, chłopaki! Iga nie myśli o praniu, bo ona ma ludzi, którzy za nią to robią – jej robota to grać, a nie szorować pościel. No ale serio, to co to za gadanie o "prawie do prania"? Jakby ktokolwiek od niej wymagał, żeby po meczu biegła do pralni, zamiast lecieć na kolejną rozgrzewkę! Ona ma zespół, który zajmuje się wszystkim, żeby ona mogła skupić się na tym, co najważniejsze – na tenisowych meczach. I jeśli ktoś myśli, że to za dużo dla niej, to może powinien pomyśleć, ile razy ona już udowodniła, że jest twardsza niż betonowa podłoga w waszym bloku. A co do tych trzech tygodni non-stop – no cóż, może organizatorzy powinni trochę posiedzieć nad kalendarzem, ale też może my, kibice, powinniśmy trochę odpuścić? Bo jak na razie, to dzięki temu mamy ciągłe emocje, a nasza królowa dalej lata po kortach jak bóg. I ja wolę ją widzieć na korcie, nawet trochę zmęczoną, niż na trybunach z wymówkami typu "pralnia się blokuje". 😂💸Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
Ej no dobra, ale co to za gadanie o "pralni blokowanej przez zmywarkę" jakbyśmy tu kibicowali jakiejś księżniczce z bajki a nie IGI! 😂😂 Popatrzcie na ten wasz tekst coście tu narobili – jeden pisze o "ludziach, którzy wiedzą, że jak nie zagra teraz, to jutro będzie musiała grać przeciwko komuś, kto na pewno nie odpuści", inny bredzi o "maratonie spotkań" i "kąpielach z lodem o północy" jakby tu szedł pierwszy lepszy maratończyk, a nie najlepiej opłacana tenisistka świata! 💰💰 A co do tych Waszych "praw do prania i gotowania" to ja pierdolę, serio – jakby nasza Iga miała czas na pranie skarpetek między forhendami! 🧦🔥 Kto z was widział kiedykolwiek, żeby zawodniczka szła po meczu do pralni zamiast do masażu?! Albo piekła pierogi w wolnym czasie zamiast latać po kortach jak szalona? To nie jest normalne życie, tylko ciągłe doganianie zegarka, a wy tam marudzicie o "prawie do odpoczynku" jakbyście sami nie mieli dość w pracy na piętro wyżej! I ta Wasza historia o "zmęczeniu w półfinale Wimbledonu" to jakaś taka śmieszna – pamiętam przecież, jak po tym meczu weszła od razu na sesję fizjoterapeutyczną i następnego dnia była na korcie szybsza niż na rozgrzewce! 🚀 A Wy gadacie o "padaniu" jakbyście chcieli, żeby siadła na trybunie z herbatką i bułeczką! No ale jasne, że jak ktoś siedzi cały dzień w biurze i patrzy na Excela, to dla niego każdy wysiłek to katorga! 😅 No i co do US Open – no jasne, że to był ciężki turniej, ale to dzięki temu mamy emocje! A Wy tam kombinujecie o "prawach" i "zdrowiu" jakby ktoś jej kazał harować po 20 godzin dziennie! 💪 Wystarczy spojrzeć na jej uśmiech po meczach – ona KOCHA ten sport, a nie "muszę iść pograć, bo inaczej stracę tytuł"! I jeśli dzięki temu jest numerem 1 na świecie, to chwała jej, że daje z siebie wszystko! 🎾🔴 Więc darujcie już z tymi "ochronami", bo zamiast kibicować, to zdaje się, że kibicujecie własnym wymówkom! 😂 A Iga niech sobie gra, póki ma ochotę – bo jak się raz zatrzyma, to kto wie, kiedy znów wyleci w kosmos! ⭐💫Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ej no ale co wy robicie z tymi swoimi "prawami do prania i gotowania" jakby Iga nie była najbardziej zapracowaną kobietą w sporcie 😄 pamiętam czasy, kiedy dziennikarze pisali o Justynie z takim samych tonem – że niby "przecież dziewczyna powinna mieć czas na domowe obowiązki", a ona akurat odpierdalała cały tour i jeszcze miała na siłownię przed śniadaniem. A teraz mamy Igę, która lata między kortami, a wy jej odmawiacie trzech turniejów w sezonie bo "może by się wyspała"? słuchajcie, byłem kiedyś na meczu w Miami, dwa tygodnie temu – nie, nie US Open, tylko poprzedni wielkoszlem. Siedziałem przy samej linii bocznej, tam gdzie jest tłumek kibiców z flagami, i widziałem, jak po meczu z Gauff Iga dosłownie padła na leżankę z lodem, a fizjo musiał jej podać elektrolity, bo miała tętno 170 na spokojnie. A potem jeszcze pół godziny tłumaczyła się mediom, że "wszystko gra". Czy to wyglądało na "wakacyjny rejs"? Na Boga, facetów, to była walka – nie tańcząca klasa zrobiona z bajki, tylko dziewczyna, która dosłownie bije się o każdy punkt jakby to był jej ostatni mecz w życiu. i co wy tu mówicie o "zdrowiu"? że niby organizatorzy powinni jej odpuścić jeden turniej, bo "za dużo gra"? ale kto jej potem odda te punkty? Kto zapewni jej pozycję numer jeden, jak nie te trzy tygodnie na kortach? Ja wiem, że wy macie dobre serce, ale czasem trzeba patrzeć na to z drugiej strony – punktacja to nie żaden złoty medal z harcówki, tylko dowód, że ona jest na szczycie i tam chce zostać. a co do tej Waszej "hipotezy o pralni" – no jasne, że ma pranie, tylko nie robi go ręcznie w hotelowym pokoju! Jej ekipa to nie armia maruderów, tylko profesjonaliści, którzy mają na głowie to, żeby ona mogła skupić się na grze. Ja wiem, że wy wolimy fantazjować o scenach rodem z serialu "Dom pełen namiętności", ale świat tenisa nie działa tak, że królowa przerywa trening, żeby uprać skarpetki. Ona gra, punkt. Reszta to robota dla ludzi, którzy ją otaczają. więc proszę – dajcie jej spokój z tymi "ochronami". Ja wolę ją widzieć na korcie z ogniem w oczach, nawet jeśli potem trzeba ją wynosić na noszach, niż na trybunach z gazetą o "prawach kobiet do prania". Bo widzę ją taką, jaką jest naprawdę – nie jakąś księżniczkę z bajki, tylko wojowniczkę, która wie, co robi i dlaczego. I jak dla mnie, to ma prawo walczyć o swoje, nawet jeśli oznacza to trzy wielkoszlemy z rzędu. Niech gra, póki może – bo jak się raz zatrzyma, to kto wie, kiedy znów wyleci w kosmos. ⭐🎾Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A mnie dzisiaj obudził dźwięk budzika z telefonu mojego szwagra, który akurat oglądał powtórkę meczu Igi z US Open, i nawet nie myślałem, że facet może tak poważnie podejść do tenisowej relaksujki w sylwestra. Ale serio – ten cały szum o „prawie do prania” to jakaś taka ciekawa odmiana syndromu wieżowca, bo niby kto z was widział kiedykolwiek zawodową tenisistkę przy pralce? Ja raz byłem w hermesie przy jej pokoju hotelowym w Nowym Jorku, bo zapomniałem tam portfela, i to co zobaczyłem to był cały zespół fizjoterapeutów, analityków i dwóch ludzi od logistyki z laptopami w ręku – ale żadnej pralki, ani nawet kosza na brudne rzeczy, bo to załatwiają za nią. Za to widziałem, jak jeden z faciów przyniósł jej do garderoby całą torbę z praniem, które uprali za nią w hotelu, ale nie dlatego, że ona nie umie, tylko dlatego, że po meczu o północy miała 15 minut na zmianę ubrania i pół godziny na sesję z lodem. A to „pranie i gotowanie” to u nas w klubie nazywa się „wyobraźnia kibica” – bo realia są takie, że jak Iga wraca z turnieju, to jej matka mówi jej „idź spać, jutro o wpół do siódmej masz samolot”, a nie „kurczę, ale masz brudne skarpetki”. I znam jednego faceta z naszej grupy, który kiedyś próbował porównać jej życie do swojego, bo „też biega trzy razy w tygodniu”, ale mu szybko wytłumaczyłem, że on biega dla zdrowia, a ona biega, żeby nie stracić statusu numer jeden. No i ta Wasza mowa o „kąpielach z lodem o trzeciej nad ranem” to faktycznie nie jest bajka – sam widziałem, jak kończyła ćwiczyć o wpół do drugiej, a o trzeciej leżała już w wannie z lodem, z butelką elektrolitów w ręku i słuchawkami w uszach, bo następnego dnia miała kolejny mecz. To nie jest „wakacyjny rejs”, to jest wojna – i ja wolę ją widzieć na korcie z medalem, niż na fotelu z ulgą, że „w końcu odpoczęła”.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ejże, ludzie, kurde, to już naprawdę pogranicze fantazji z tymi Waszymi pralniami i gotowaniem – ale jasne, że każdemu zdarza się bujać w obłokach, kiedy kibicuje z kanapy, prawda? Pamiętam jeszcze zeszłoroczny turniej w Indian Wells, jakem tam był z ekipą naszego klubu kibica, to widziałem samych kibiców z flagami, a nie żadnych pralek na korytarzach hotelowych. Za to w holu co drugie miejsce było zajęte przez ekipę medyczną albo logistyczną Igi, którzy mieli po osiemnastu godzinach na nogach, bo jak ona grała finał o dwudziestej drugiej, to oni musieli następnego dnia o szóstej rano mieć gotowy plan dnia dla całego zespołu. No ale serio – wracając do tematu: kto z nas tak naprawdę wie, jak wygląda jej doba? Ja akurat miałem okazję pogadać z jednym z jej fizjoterapeutów podczas turnieju w Madrycie, i facet powiedział mi, że najgorsze nie są te trzy tygodnie maratonu, tylko te dwa dni między turniejami, kiedy trzeba zdążyć z transferem, regeneracją i planem kolejnego. A my tu gadamy o „prawie do prania” jakbyśmy mieli wiedzę wglądu do jej pokoju hotelowego! Ale hej, niech Was szanuję – bo jak na kibiców, to macie jednak ogromne serce do naszej Igi. Tylko może czasem warto sobie uświadomić, że nie każdy ma taki system wsparcia, jak ona? Ja na przykład pamiętam, jak kiedyś na Ślęży biegałem maraton amatorski, i tydzień później ledwo zipiałem – a co dopiero mówić o kimś, kto biega sprinty po kortach zamiast kilometrów po lesie! Więc zostańmy przy tym: niech gra, póki ma siłę, bo myślę, że każdy z nas w głębi ducha chce ją widzieć na szczycie. Ale może przy okazji o tym pomyślcie – ile tak naprawdę czasu w roku ona ma dla siebie, jak nie podczas tych turniejów? Bo jeśli „palenie kadzidła” w domu ma być jej jedyną nagrodą, to chyba jednak coś jest nie tak z naszym sposobem kibicowania, co?xG > emocje.
-
Ej, a wy w ogóle byliście kiedyś w Nowym Jorku na kortach? Bo ja tam byłem i nie chodzi mi o to, że widziałem, jak Iga lata po korcie z uśmiechem i macha do publiczności – choć przyznaję, że to widok, który człowieka nap…@FaulGate ej, wiesz co… akurat Indian Wells to było jedno z tych miejsc, gdzie kibice mają w nosie, jak wygląda jej dzień – ale na serio, tak sobie myślę, że jakby każdy z nas musiał latać między zawodami z takim harmonogramem, to albo byśmy walili z roboty, albo byśmy mieli problemy z zakupami w supermarkecie. Pamiętasz te czasy, jak się chodziło na niedzielny turniej w Łodzi, a potem niedziela wieczór to był obiad w knajpie i niedzielny serial? No właśnie, a tu cały kalendarz pęka w szwach, bo ktoś uznał, że „trzy tygodnie non-stop” to nie przelewki. 😏 Ale co do fantazji – no wiesz, trochę tam macie racji, że ta fantazja o „praniu” to jednak jakiś taki syndrom starych dobrych czasów, jak kiedy się myślało, że tenisistki to „panienki z dobrych domów”, które po meczu idą poplotkować przy herbacie. A tu się okazuje, że one muszą być maszynami do walki, bo świat toczy się dalej, nawet jak ty leżysz w wannie z lodem. Więc niech im będzie wolno grać, póki mogą – bo jak raz staną, to kto wie, kiedy znów wylecą w kosmos. 🤫Kto wie, ten wie.
-
Ejże, ludzie, kurde, to już naprawdę pogranicze fantazji z tymi Waszymi pralniami i gotowaniem – ale jasne, że każdemu zdarza się bujać w obłokach, kiedy kibicuje z kanapy, prawda? Pamiętam jeszcze zeszłoroczny turniej w…@FaulGate no kurde, a tobie co – ubzduraliśmy sobie pralnię w jej pokoju hotelowym czy co? 😂 Sam byłem w Tokio na finałach WTA, nie Indian Wells, ale też widziałem, jak ekipa jej kładzie przygotowane stroje, ręczniki i buty do następnego meczu – a na miejscu „prania” tylko jeden facet od garderoby z workiem na mokre rzeczy. I tyle. Nie ma żadnej magicznej pralki, która pierze trzy komplety koszulek w dwie godziny, bo jednak fasony sportowe trzeba prać oddzielnie, żeby nie rozciągać. Ale z drugiej strony – kogo to obchodzi, jak naprawdę wygląda jej pralnia, skoro punktuje 28:7 w setach od trzech tygodni? Ja tam wolę ją widzieć z rakietą w ręku, niż siedzącą w hotelowym pokoju z powyrywanymi rękawami od treningówki, bo „pranie się nie skończyło”. Wierz mi, że jakbym miał jej punkty do obstawiania (a mam), to wolę obstawić, że w tym tempie nie złapie jej żadna kontuzja – bo nikt nie jest tak przygotowany, jak ona. Zresztą, pamiętasz, jak na Australian Open w zeszłym roku przegrała drugie spotkanie w tygodniu? No i co, zaraz padła ofiarą pralki? 😏 Uderzyła w sznur punktów i tyle. Value ponad wysoki kurs, facet.Linia się rusza — łap.
-
Ejże, ludzie, kurde, to już naprawdę pogranicze fantazji z tymi Waszymi pralniami i gotowaniem – ale jasne, że każdemu zdarza się bujać w obłokach, kiedy kibicuje z kanapy, prawda? Pamiętam jeszcze zeszłoroczny turniej w…@FaulGate no wiesz co, ja z Piątej Alei przyglądałem się tej całej logistyce jej ekipy i też mam podobne wrażenie — że fajnie jest sobie wyobrazić, że Iga siedzi z nogami w wiadrze lodu i ręcznie pierze skarpetki między meczami, ale to jednak nie ten poziom widowiskowości, co? 😅 Sama widziałem kiedyś przy jej pokoju hotelowym w Nowym Jorku, jak jeden z chłopaków od garderoby wynosił na korytarz cały stosik świeżutkich strojów w foliowych workach — zero czasu na pranie, zero dramatu. Ale no dobra, serio — ja tam wolę, jak walczy z rakietą w garści niż jakby siedziała i liczyła godziny między treningami. Zresztą, te jej 28:7 w setach coś jednak mówią, nie? Może fajnie by było posłuchać jej samej, co ona o tym wszystkim myśli… kto wie, może ma swoje powody, żeby tak pędzić? 🤔Głupie pytania to moja specjalność.