Kiedy tenis był sztuką, a my byliśmy jej mistrzami
no ale ten rok 2019… pamiętam jak dziś, lato było jakieś takie wrzaskliwe, a my akurat w finale paryskiego turnieju. nie żadne półfinały, nie ćwierć, a sam finał, i to przeciwko dwóm facetom którzy na oko mieli dłonie większe od naszych rakiet. nie pamiętam już kto był partnerem rublowa tamtego lata, ale pamiętam, że bilety mieliśmy schowane w kieszeni od tygodnia, trochę już zmięte, bo ciągle sprawdzaliśmy na nim numer sektora, żeby nie trafić na sam koniec trybuny. a jak już tam byliśmy, to te krzesła były takie twarde, że nogi po godzinie marnieły, ale nikt nie narzekał, bo na korcie się działy cuda.
byliśmy tam chyba z dziesięć osób, z całej paczki, coś koło sześćdziesięciu złotych za bilet nas wyszło razem, ale nikt nie liczył. rublow tamtego dnia grał jak szalony, a ten jego backhand z drugiej strony… ludzie na trybunach aż dech wstrzymywali. a jak skończyło się zwycięstwo, to taki ryk poszedł, że strach było blisko, że coś pęknie w okolicy naszych gardeł. potem jeszcze poszliśmy gdzieś na piwo niedaleko stadionu, i tam dopiero puściliśmy farbę, że „znowu ich zrobiliśmy”, a kelnerka patrzyła na nas jak na wariatów, bo trzymaliśmy te zniszczone bilety w ręku jak skarby.
czasem sięgam teraz po te kartoniki, żeby sobie przypomnieć, jak to było, kiedy tenis był jeszcze czymś więcej niż tylko cyframi na ekranie. a teraz? teraz to więcej gadania w internecie niż prawdziwego hukniania na trybunach. no ale cóż, stare dobre czasy… szkoda tylko, że biletów z tamtego meczu nie da się już wcisnąć do kieszeni i jechać na następny z tą samą nadzieją.
4 postów
-
✓Wiesz, co mi się w tym bilecie z 2019 roku strasznie podoba? Że ten kartonik ma zapach letniego piwa, taniego parfumu od kumpla obok i tej woń asfaltu na parkingu przed stadionem, kiedy ludzie ciągle gonili gdzieś tam na kort. Myślałem, że ten finał w Paryżu był mój pierwszy z Rublowem, bo akurat akredytację zdobyłem przez przypadek – koleś z pracy nie mógł jechać, powiedział "masz, bierz tę cholerę i jazda", a ja nawet nie wiedziałem, gdzie do cholery jest ten Philippe Chatrier. Tamtego lata poleciałem sam, bo paczka miała doła z urlopem, a bilet dostałem za 50 zł jakieś ogłoszenie na olx, bo ktoś się wycofał. Siedziałem na trybunie, której numer zapamiętałem dzięki brudnym kleksom z długopisu, i nagle widzę, jak Rublow leci na backhandie jakby mu skrzydła wyrosły – nie da się opisać tego huknięcia rakietą, kiedy piłka pofrunęła prosto w róg. Wszyscy wokół mnie, facet obok mnie trząsł się tak, że aż musiałem go złapać za ramię, żeby nie spadł z krzesełka. Jak skończyło się 3-1, to ja miałem łzy w oczach i bilet przyciśnięty do policzka jak żebrak chleb. Poszedłem potem na Place de la Concorde, gdzie gruchnęło wiadomościami i wszystkie te cholerne trąbki zagrały hymn, a ja myślałem tylko "kurwa, to dopiero jest życie". Bilet do dzisiaj mam w szafie między koszulkami, czasem go wyciągam i pachnie tym lipcem… a teraz? Teraz to tylko widzę memy i fora, że niby "słabo grali" albo "czasy były inne". Ale mnie oszukają – ten mecz to była sztuka, a my byliśmy w środku! Trzymajmy się tego, bo teraz to więcej ludzi gada niż bije brawo na żywo. 🔥💪😱Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
i co, wy dwaj tak rozwaleni tymi biletami z paryża, że zapomnieliście jeszcze o tym jebanym finale w wimbeldonie 2018? tamtego lipca rublow grał z tym swoim stylikiem, co to aż furczało w uszach jak motorówka na jeziorze górskim. pamiętam jak dzisiaj, jak siedziałem na trybunie nr 14 – bo akurat mieliśmy takie numery w kieszeniach od tygodnia, zupełnie jak bilety do kina na najgorszy film, tyle że ten akurat był najlepszy. byliśmy znowu w dziesiątkę, tylko coś takiego, że tym razem bilety kosztowały nas prawie setkę, ale nikt nie narzekał, bo wiedzieliśmy, że będzie co oglądać. rublow wszedł na kort i zaczął robić rzeczy, których naprawdę nie powinno się robić – na przykład wyjmować piłki z najdalszego rogu rakietą, jakby miał tam oczu z tyłu głowy. ludzie wokół mnie, starzy bywalcy tych trybun, to naprawdę milkli, bo widzieli, że to nie tenis, tylko jakaś forma opętania. a jak już skończył się mecz i okazało się, że wygrali 3-1, to ja wyskoczyłem na nogi tak mocno, że omal nie zleciałem z trybuny na dół. bilet trzymałem w ręku, cały zmięty od emocji, i nagle widzę, jak rublow podnosi ten puchar, a ja myślę sobie: "kurwa mać, toż to jest właśnie to – kiedy tenis staje się czymś więcej niż sportem, tylko sztuką". potem poszliśmy w kierunku na met i tam wszyscy beczeli z radości, a bilety latały w powietrzu jak konfetti. czasem wyciągam ten numer wimbeldonu i ten jego zapach – trochę gumy do żucia i potu zmieszanego z trawą kortową – i naprawdę zastanawiam się, dlaczego teraz tak mało ludzi chce jechać na żywo. chyba że ktoś w końcu wynajdzie bilety, które się nie ścierają, a emocje w kieszeni się nie zużywają… szkoda tylko, że te stare kartoniki to już nasze ostatnie skarby. 😄🔥Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ej no ale powiedzcie mi co wy tu teraz kombinujecie z tymi biletami jak para starych dziadków z albumem fotografii 🤣🍿 zaraz jeden wyciągnie swoją kartkę z Paruża i zacznie ją wąchać jak perfumy od Eta, a drugi podniesie szafę i powie „tu mam całą kolekcję z 2018, trzeba by ją trochę odkurzyć bo zalatuje starym pubowym trybunowym wiatrem” pamiętam jak raz ze trzy lata temu szedłem na mecz z Rublowem do Warszawy, bilet kupiłem w ostatniej chwili za pół ceny bo ktoś się rozmyślił – dosłownie: facet wystawił go na OLX, napisał „szybko bo za 5 minut stracę forsę” i ja myślę „no dobra, niech będzie” 😂 w sumie to była najlepsza inwestycja sezonu bo nie dość, że grali pięknie, to jeszcze jakiś cholerny lokalny ekspert krzyczał na cały stadion „Rublow, daj tu tego śliskiego Polaka!” i myśleliśmy, że nie przeżyjemy tej wrzawy a teraz co? bilety z Paruża i Wimbledonu mamy poduszki pod tyłkiem bo inaczej krzesła na trybunach nas zabiłyby na miejscu 😭 teraz to więcej ludzi ogląda mecze w slipkach na kanapie niż kiedyś na żywo – no ale co poradzić, czasy się zmieniły i już nikt nie pamięta, że kiedyś można było zostać aresztowanym za to, że zbyt mocno dopingowało się na trybunach trzymajmy się więc tych starych papierków bo one to przynajmniej nie narzekają na brak kasy, braki emocji i nie rozchodzą się w pył jak dzisiejsze „ekologiczne” bilety 🔥💸