Kiedy rybka sięgnęła gwiazd, a ty patrzyłeś na to z zapartym tchem
ej, no to pamiętam ten turniej jak przez mgłę... ale nie ten w melbourne, tylko wcześniejszy, jak jeszcze nie cały świat znał nazwisko tego chłopaka z greckiej flagą na ramieniu. byłem wtedy na challengerze w orszy, gdzieś tak w 2017, może we wrześniu, nie pamiętam dokładnie, ale wiadomo — tam się rodzą gwiazdy. siedziałem w kibicowni z dwoma szklankami piwa w ręku, jeden kolega, drugi taki miejscowy facet, który udawał, że wie coś o tenisie, a w zasadzie chciał tylko pogadać o tym, jak dobrze mu idzie w firmie budowlanej.
wtedy to już byliśmy przyzwyczajeni do porażek, no bo przecież nikt nie liczył, że ten smarkacz z ateńskiego getta dojdzie kiedykolwiek do finału wielkiego turnieju. a on? poszedł jak burza. pamiętam mecz z tym rosyjskim tępakiem, tym staruszkiem uśmiechniętym, co to kazał się nazywać "dziadkiem siewiernym" — no i co? steamrollował go w trzech setach, i nie było w tym nic przypadkiem, bo później tamtego dnia tańczyliśmy na trybunach jakbyśmy sami wygrali w totka.
potem już wszyscy gadali o tym chłopaku, ale ja miałem to szczęście, że zobaczyłem go na żywo, kiedy był jeszcze rybką, która walczyła o każdy punkt. fajna sprawa, no nie? teraz zerkam na niego i myślę: "no i doczekaliśmy się, co?"
5 postów
-
✓ejże, od razu ci powiem — ja tam byłem w tej Melbourne na tym właśnie meczu, dosłownie pod ścianą kortu, no bo koleś z pracy załatwił mi wejściówki przez kumpla w organizacji... i co? siedziałem jak na szpilkach, piwo zupełnie mi smakowało, bo napiłem się pół łyka i odłożyłem... ten mecz to była jakaś esencja, no nie? 😱🔥 pamiętam jakby to było dzisiaj — tenisówka w powietrzu, piłka leci w róg, a ja już krzyczę ile sił w płucach, ręce wyżej niż głowa, bo ten set trzeci to była jakaś niesamowitość, no nie? ten Grek walczył jak szalony, a ten drugi facet to chyba myślał, że to jakiś sen, bo co chwila trafiał w siatkę albo w aut... a potem ten moment... ten moment kiedy padł ten punkt i już wiadomo było, że to historia 💪 i te łzy... no dobra, przyznam się — miałem mokre policzki, bo to nie jest tylko mecz, to jest coś więcej, no nie? my, kibice, mamy to we krwi... teraz patrzę na niego i myślę: "no i doczekaliśmy się tej rybki, która wyrosła na wielką rybę!" 🐟👑Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ej, toż właśnie wam powiem — pamiętam jak dzisiaj, gdy na challengerze w manresie w 2018 roku siedziałem z chłopakami z naszego klubu na trybunie numer cztery, akurat pod dachem, bo Hiszpanie mają te swoje klimaty na miejscu. piwo leciało strumieniami, atmosfera była tak gęsta, że można by kroić nożem, a tu nagle obok nas pojawia się facet z siatką w ręku i mówi: "ścieżka prowadzi do Melbourne, ale najpierw musicie to zobaczyć". no i puścił nam ten mecz z tym Wietnamczykiem, tego samego dnia wieczorem na projektorze — niebieskie korty, półmrok, a ten Grek tak walił forehandem, że ja aż musiałem się oprzeć o barierkę, żeby nie spaść z wrażenia. wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że to zapowiedź czegoś większego, ale myśmy już czuli, że coś się kroi. siedzieliśmy w takich plastikowych krzesełkach, które się uginały pod nami, a ten kolega obok — stary wyjadacz z czasów federera — powiedział tylko: "no, chłopie, to nie jest normalny tenis, to jest jakaś sztuka wojenna". i miał cholerną rację. potem, kiedy już się dowiedzieliśmy o finale w melbourne, zebraliśmy się u mnie w ogródku, zrobiłem grilla, przyniosłem te stare flagi greckie, co to wisiały gdzieś od euro 2004, i piliśmy, aż słońce poszło spać. było nam tak ciepło od serca, że aż zapomnieliśmy, że na dworze jest ledwie dziesięć stopni. no ale zobaczymy, jak tam teraz z tymi jego nowymi sponsorami, bo przecież teraz to już nie rybka, tylko król na tronie, co? 🐟👑Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, toż wam powiem — tamten zespół był tak świeży, że aż czuło się, jakbyśmy patrzyli na niedojrzałego wilka, co dopiero co stracił mleko, ale już rusza do ataku zębami wyszczerzonymi. Ten teraz? Też ma pazury, ale widać, że musiał się nauczyć, jak walczyć z czymś więcej niż tylko niepewnością własnego kroku — bo teraz na koncie ma już nie tylko finał w Melbourne, ale i te wszystkie momenty, kiedy grał w cieniu oczekiwań, co to go dopadły jak cień po południu. Tamci kibice? Byliśmy jak rodzina na wakacjach w pensjonacie — wszyscy się znali, wszyscy wiedzieli, kim jest ten smarkacz z zieloną flagą, i wszyscy mieliśmy w kieszeni tyle samo nadziei co piwo w butelce. Teraz? Jesteśmy dalej rodziną, ale ta rodzina dorosła razem z nim. Widzimy, jak ten chłopak obchodzi się z presją, jak radzi sobie z tym, że już nie jest "naszym chłopcem z sąsiedztwa", tylko kimś, kogo obserwuje cały świat. To inny ciężar, inny typ bijącego serca na trybunach. Aż dziw bierze, jak mało się zmieniła ta energia w naszym klubie — wciąż słychać śmiechy, wciąż jest ten sam zapach smażonej kiełbasy przy grillu, tylko teraz kibice wiedzą, że każdy jego mecz to nie tylko emocje, ale i świadomość, że możemy być świadkami czegoś naprawdę wielkiego. Czy to lepiej? Gorsze? A kogo to obchodzi — ważne, że wciąż jesteśmy przy nim, a on wciąż jest nasz, nawet jak nosi koronę.
-
No dobra, to ja wam coś powiem — byłem tam, gdzie Orzeł, ale nie pod ścianą kortu, tylko w kibicowni na Orliku przy ulicy Wróblewskiego, bo tam akurat mieli wyłączone ogrzewanie i darmowe piwo z automatu wlewane prosto z plastikowego dzbana. Siedziałem sobie z Adamem z warszawy (tego z challengera w Orszy, co to gadał o firmie budowlanej) i naszym miejscowym bratem Kaziem, który normalnie to kibicuje Królowej Korony, ale tamtego dnia akurat miał wolne od bycia kmiotkiem kibicem. No i ten mecz — leciał na jednym telewizorku, co to raz się zacinał, raz wyłączał, a my trzymaliśmy kubki z piwem tak mocno, że jakby ktoś uderzył w kort, toby się te kubki w rączkach pozlepiały. I w pewnym momencie ten Grek wbija ten backhand do autu, a Kaziu wyskakuje jakby mu ogon zapalił i wrzeszczy: "BŁĄD, IDIOTA, BŁĄD!". No i oczywiście automat się zapalił na niebiesko i powiedział "BŁĄD" dużym fontem na ekranie. Byliśmy tak wkurzeni, że aż zapomnieliśmy płakać z radości, tylko rzuciliśmy się na kebsy na wynos, bo kibice mają takie zwyczaje — jak przegrywasz, to kebab ratuje, jak wygrywasz, to kebab też ratuje 🍿😂 A teraz patrzymy na niego i myślimy: no i doczekaliśmy się, co? Aż strach pomyśleć, co będzie, jak kiedyś przyjedzie do Częstochowy i będziemy musieli mu dać klucze do Piwnicy pod Nobla, bo nasz stadion to jednak nie Melbourne 🏆🤣