Kort
12.10.2026, 14:14 Zaloguj Rejestracja

Kiedy Rybakina grała, a my zapominaliśmy co to jest 'słońce' w oczach

club pride Strefa fanów Jelena Rybakina Jelena Rybakina 6 postów ·32 wyświetleń ·Utworzono: 09.08.2026 03:00
Jelena Rybakina
pamiętam jak to było w tym 2022, lato akurat odchodziło w las, a my tu w klubie zebrani w piwnicy u tego starego jarosza z telewizorem co trzeszczał jakby miał wypruć się za chwilę... aż tu nagle rybka na kort trafiła i zaczęło się i nie ten normalny tenis co czasami się ogląda między reklamami, tylko taki co włosy stają dęba na głowie — te uderzenia że niby nic, a przeciwniczka nawet nie zdążyła mrugnąć okiem... i ten set trzeci, ten cholerny set trzeci, kurwa maj, ale jaka klasa była w tym momencie ktoś krzyczał, ktoś płakał, a ja tak siedziałem w kącie z piwem w ręku i myślałem: no dobra, może jednak słońce w oczach nie jest takie złe, skoro akurat dzisiaj nie przeszkadzało
NA NaszaDumaiProud Nowicjusz★☆☆☆☆ 09.08.2026 03:00

6 postów

  • ✓
    Cholera, kurwa, a ja akurat na placu Grunwaldzkim w Szczecinie pod ekranem wielkim co ustawili miejscy za darmo... zresztą co tam, ani jednego piwa nie miałem bo totalny maj ale mama mi kanapkę zrobiła z serem i kiełbasą 🥪🔥 I nie, nie było tam tej starej szafy co trzeszczy, byłem między ludźmi co nieśli flagi polskie, a jak Rybakina ten przełomowy mecz zaczęła... to dosłownie wszystko stanęło. Ludzie mieli łzy w oczach, jeden koleś klęczał jakby się modlił, a ja myślałem: "kurwa, to dopiero jest tenis, że człowiek zapomina że w ogóle oddycha" A ten set trzeci... tam na Grunwaldzkim wszyscy zebrani zaczęli śpiewać jakieś piosenki co niby nic, a takie mocne że drżały głośniki... no i wtedy już wiedziałem, że to nie jest zwykły mecz, tylko coś co zostanie w naszej kibicowskiej duszy na zawsze ❤️💪
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    TY TylkoTyTotal Nowicjusz★☆☆☆☆ 09.08.2026 04:13 Cytuj
  • a nie powiem wam, jak na jednym z tych tajnych spotkań w warszawskiej knajpie pod konspiracyjną nazwą "u szewca" zebrali się sami szaleńcy z całego kraju, żeby oglądać ten finał — bo akurat akwen mieszkania tamtego jarosza z telewizorem trzeszczącym na śmierć padł i nikt nie miał dobrego odbioru byliśmy tylko we czwórkę, ale te cztery pary oczu na ekranie starego rtv co ledwo nadawał, no i ten moment kiedy rybka poszła do siatki na tym trzecim secie i zaliczyła to uderzenie że przeciwniczka nawet nie drgnęła — no to jeden koleś ze Szczecina, ten co później wyjął gitarę i zaczął grać "wszystko albo nic", dosłownie upadł na kolana i zaczął śpiewać coś takiego że reszta tylko kiwała głowami i mruczała pod nosem, jakby modlitwę robili a ja sobie myślałem: dobra, może to nie jest ten sam poziom co wielki ekran na Grunwaldzkim, ale przecież tu siedzimy sami swoi, z piwem w ręku i kiełbasą na stole, i nagle okazało się że ten tenis to nie sport, tylko jakaś cholerna uroczystość narodowa w czterech ścianach no i potem, kiedy ten mecz się skończył, wszyscyśmy wyszli na ulicę i było jakieś pół godziny po jedenastej, ciepło, lato jeszcze wisiało w powietrzu — i tam, na samym środku warszawskiej ulicy, zaczęliśmy śpiewać hymn kibica rybkowej, nie żadne oficjalne granie, tylko własnym głosem, trochę falsetem, trochę krzykiem, no i ten koleś ze Szczecina dalej grał na gitarze, chociaż struny były już totalnie rozstrojone i wiecie co? słońce w oczy akurat nie świeciło — ale chyba nikt by nie zauważył, bo wtedy mieliśmy już w sercu swoje własne światło
    Jelena Rybakina tennis trophy
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz★☆☆☆☆ 09.08.2026 06:57 Cytuj
  • Siedziałem wtedy w tym naszym podwórku przy bloku, nie mieliśmy nawet ekranu wielkiego jak na Grunwaldzkim, tylko stary telewizorek z plaszczem na tubie co ledwo trzymał sygnał. Pamiętam, jak sąsiadka przyniosła własny kabel przedłużający żeby było chociaż trochę lepiej, a myśmy wkręcali się w ten mecz jakby od tego zależało nasze życie. Ten finał 2022 to był taki moment, kiedy się zapomina, że tenis to tylko sport — stawało się czymś więcej, czymś co wciskało się pod skórę i zostawało tam na lata. Teraz z kolei patrzeć na Rybakinę to jak patrzeć na dobrą starą znajomą, którą się widuje częściej niż lata temu. Jest stabilna, pewna siebie, nie bijące po oczach ognie jak tamtego dnia, ale za to solidna gra — nie ma tych szalonych, nieprzewidywalnych zwrotów akcji, za to jest ta klasa, którą można liczyć na każdym turnieju. Tamten set z Ons Jabeur to był właśnie ten jeden raz, kiedy tenis uderzył nas tak mocno, że aż bolało. Teraz? Teraz to już nie jest tama co pęka przy pierwszym kontakcie, ale rura co wolno i systematycznie wypełnia pustkę tym dobrym tenisem. I wiecie co? Nie powiem, że tamten finał był lepszy, bo to by było kłamstwo. Był inny — jak pierwszy ogień przy grillu, co rozgrzewa wszystkich do czerwoności i zostawia popioły na wieki. Teraz to już bardziej rozpalony piec co grzeje dom przez cały sezon, nie raz na jakiś czas. I to też ma swój urok, bo nie trzeba czekać na ten jeden wyjątkowy moment, żeby poczuć, że jednak warto kibicować. Obie te drużyny to są nasze — jedna to ten szalony majowy weekend, druga to codzienność co trzyma nas w ryzach. I obie są cholernie ważne.
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz★☆☆☆☆ 09.08.2026 09:26 Cytuj
  • No do licha, ależ się porobiło z tymi wspominkami – wszyscy jakbyście wczoraj to oglądali, a ja akurat wtedy miałem ten cholerny dyżur w szpitalu i musiałem słuchać, jak ten pacjent na izbie przyjęć marudził, że mu się "słońce w oczach świeci" i nie może zasnąć. Więc moja "transmisja" była… nazwijmy to: specjalna. Stary telewizor w poczekalni, obraz taki, że ledwo rozpoznawałem Rybakinę od Jabeur, a z głośnika dochodził jakiś piskliwy sygnał dobrej nocy dla zielonych. No i co? Siedziałem tam zresztą sam, bez piwa, bez kolegów, z kanapką z apteki z automatu, która smakowała jakby ją ktoś wycisnął przez rurę i posypał solą. Ale wiecie co? Właśnie tamtego dnia zrozumiałem, dlaczego wy wszyscy tak rozpamiętujecie ten mecz. Bo jak Rybakina zaliczyła tę długą wymianę przy siatce, tamten drop-shot i przeciwniczka nawet nie drgnęła… to ja, lekarz od 12 godzin na nogach, o mało co nie upuściłem tego kubka z kawą. Serio, nawet nie kibicowałem, a czułem, jak ciarki idą po plecach. Więc może jednak nie tylko słońce w oczach przeszkadza – czasem to coś znacznie bardziej wrednego, jak ten sygnał z telewizora w aptece, który psuł całą zabawę. Ale powiem wam, że teraz, kiedy Rybakina gra już bardziej stabilnie, to fajnie się patrzy, nie przeczę. Tylko trochę szkoda, że ten majowy finał był jak ten jeden raz, kiedy mama ugotowała ulubione pierogi, a potem już nigdy nie było takich samych – bo co rusz dorabiała do nich jakieś nowe dodatki i wychodziło… no cóż, nazwijmy to "eksperymentalnie". Teraz to już nie te pierogi, ale jednak codzienność smakuje inaczej. I właśnie w tym momencie zaczyna się robić ciekawie – bo jednak lubimy mieć swoje rytuały, nawet jeśli tracą na szałowości. Tyle że mi brakuje tego raptownego przebłysku geniuszu, który zdarza się raz na kilka lat. A takiego meczu już pewnie nie będzie… chyba że Rybakina trafi na kolejną Jabeur w odpowiednim momencie, a my znów zapomnimy, co to znaczy oddychać 😉🍻
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    KA KarnyMaster Nowicjusz★☆☆☆☆ 09.08.2026 12:37 Cytuj
  • No to sobie myślę, że akurat w tym samym czasie co wy wszyscy oglądaliście finał Wimbledonu, ja walczyłem z własnym "Wimbledonem" – czyli szukaniem zmywarki do naczyń w bloku, która postanowiła się zapaść w ziemię i terroryzować mnie przez cały majowy weekend 🧼🔥 Siedziałem tam z tą swoją paczką chipsów, co to niby były "ekstra chrupiące", a w rzeczywistości smakowały jakby ktoś pociął styropian i posypał solą – i nagle na ekranie telewizorka w kuchni Rybakina zalicza ten drop-shot, przeciwniczka stoi jak wmurowana, a ja akurat wyciągałem z zlewu talerz pełen wody, bo zmywarka znowu się zesrała. No i ten talerz mi wyślizgnął się z rąk, poleciał na podłogę i zrobił taki huk, że sąsiad z dołu zaczął walić w sufit pogrzebaczem 💥🎶 Ale wiecie co? Nawet nie zdążyłem się wkurzyć, bo tamten dźwięk zastał mnie w połowie zdania: "ależ z tej Rybakiny kurwa talent!" – i jakoś tak wstydliwie odłożyłem ten pogrzebacz na bok, bo przecież nie o ten talerz teraz chodziło, tylko o to, że jednak nie ma co narzekać na los, kiedy akurat na drugim końcu Polski jakiś idiota z gitarą gra "wszystko albo nic", a ludzie śpiewają hymn kibica na środku ulicy! Teraz patrzę na ten jej tenis i myślę: fajnie, że jest stabilna, ale osobiście trochę tęsknię za tymi czasami, kiedy futbolówka latała jej w rękach jak szalona i nikt nie wiedział, co się zaraz wydarzy. Bo wtedy nawet szukanie zmywarki w bloku było mniej stresujące niż ten set trzeci przeciwko Jabeur! 🍿😂
    Potrzymaj piwo.
    WI Widzew_doKonca Nowicjusz★☆☆☆☆ 09.08.2026 15:12 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.