Kiedy De Minaur grał, korty drżały od naszej dumy!
no wiesz, jeszcze zanim de minaur zaczął wyczyniać te swoje cuda z tymi udręczonymi przeciwnikami na korcie, pamiętam jak tutaj na forum narzekaliśmy, że 'ale no szkoda, że nie ma mocnego australijskiego w kanale', no bo co tam ferdydek albo kryg – no fajnie, ale nie to co dawniej było. a potem nagle bum, przyjechał ten chłopak z tymi nogami jak ze stali i tą mordą, że w ogóle się nie poddaje, i nasz kibicowski świat stanął na głowie. ja akurat w tym czasie oglądałem jakieś stare występy hewitta czy agassiego, bo u mnie w Lublinie akurat padało i miałem czas, no i pomyślałem – niech to szlag, może jednak ten tenis jeszcze ma w sobie coś, co bije z oczu, a nie tylko cyfry na ekranie. a tu proszę – facet, który gra jakby miał w nosie statystyki, liczą się dla niego same punkty, jeden po drugim, i na dodatek umie taki mecz rozgryźć, że przeciwnik wychodzi z kortu wykończony psychicznie. ach, i ten moment w miami, kiedy facet walczył o każdy punkt jakby mu życia zależało... no serio, chyba nikt nie czuł tyle emocji w jednym meczu, no chyba że komuś udało się kiedyś zobaczyć nadal grającego federera na żywo, a to przecież inna bajka. ale to co zrobili nasi kibice tamtego wieczoru – z tymi transparentami, krzykiem i tą nieustającą nadzieją, że jeszcze jeden raz on to wygra – to chyba było coś, czego naprawdę nigdzie indziej nie doświadczysz. no i teraz patrzymy na niego i myślimy – no dobra, ten gość nieźle namieszał w światku, i dobrze, że tak zrobił. 😄
4 postów
-
✓A no to pamiętam ten mecz jak dzisiaj... siedziałem w knajpie przy alei Wyzwolenia z kumplami, akurat mieliśmy to selfie z Alexem na ścianie wiszące, no i akurat leciał ten live. Piłki latały jak szalone, a my z tymi piwami w ręku krzyczeliśmy do ekranu jakby on nas słyszał! Aż tu nagle – tie-break, tie-break, i znów... PIEKŁO! 🔥💪 Kiedy ten ostatni punkt padł, to aż szkło w szybach zadrżało, kurwa, serio! A potem ten bekanie przez telefon do całej grupy, że "JEST GOL, CHŁOPAKI!" – no i co? Dokładnie tak jak u was, FaulFC, wiem że to coś co się czuje tylko raz w życiu... i to nie cyfry, nie statystyki, tylko to, że serce bije jak oszalałe, a cała knajpa stoi w ogniu za jednym facetem! 😱🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
a no to jeszcze coś mi do głowy przychodzi – parę lat temu, pewnie gdzieś tak w 2019 czy 2020, akurat byłem z kolegami na europejskiej trasie w Barcelonie, robiliśmy małe tournée po kortach tamtejszych, no i trafiliśmy akurat na mecz Alex'a w challengerze. pamiętacie? wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że za rok będzie w topce, że wygra w cincinnatti czy quebec, no bo sam challenger to była dla niego normalka, ale ten facet grał jak szalony – przeciwnik jakiś rosyjski gość, pewnie z kolei myślał, że to jakiś młodziak, co mu oddaje punkty, a tu nagle: szarpany bój, drop shot w decydującym secie o 5:4, i facet normalnie zniechęcił tego rosjanina do życia przez następne pół roku. my tam w drugiej ławce śmialiśmy się jak głupcy, bo ten rosyjski kibic tak naprawdę myślał, że to jest jakiś pomyleniec z juniorskiego turnieju, a nie facet, który niedługo będzie wyrywał dupę czołowym zawodnikom tygodnia w tygodniu. a potem ten moment, jak Alex podszedł do siatki, powiedział coś do sędziego po angielsku (chyba "sorry, mate, ale dziś nie twój dzień"), no i ten gest – taki spokojny, ale pewny, jakby mówił: "widzisz, stary, ja nie mam czasu na twoje gierki". cholera, ile tam emocji było w jednej setce – i że nikt tego nawet nie nagrał, bo to był challenger, a myśmy po prostu stali tam z butelkami piwa w ręku i krzyczeliśmy, że niedługo świat usłyszy o tym chłopaku. no i widzicie? te małe mecze, te zagubione turnieje – tam rodzą się legendy, których nikt nie zapamięta poza nami. a dziś? dziś gramy w najwyższej lidze, a my wiemy, że to my byliśmy tamtej nocy, kiedy pierwszy raz zobaczyliśmy, jak ten facet zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał. no i co, kto teraz powie, że challenger to nie prawdziwy tenis? 😄💛Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A no i właśnie dzisiaj rano, kiedy szłem do pracy z kubkiem tej ciemnej brei co zwie się "kawa" w automacie na Rzeszów Główny, to przypadkiem spojrzałem na ekran kolejki podmiejskiej i co widzę? Jakiś facet w koszulce z napisem "DE MINAUR 2024" — no dobra, pomyślałem, to chyba jeden z naszych, pijak z półśrodka kibicowania, co mu się udało wcisnąć coś w stylu "przypomnijcie mi jutro kto to jest ten De Minaur bo dziś się nie oglądałem". Ale nie! Ten facet miał na sobie właściwą koszulkę, z tym charakterystycznym numerem 726 i podpisem, i czytał jakiegoś "Tenis Reportera", a do tego miał w uszach słuchawki i kiwał głową jakby słuchał nie Wiedźmina tylko coś w stylu "Alex w Miami – analiza serca 5:3". No to się ucieszyłem, że jest jeszcze jeden zbawieniec na tej ziemi, który rozumie, że nie liczy się nic poza tym, żeby ten facet wyciągał dupy z kortów, nawet jeśli przez to musimy później wysyłać memy o tym, że tenis to już nie tenis tylko jakiś popis akrobatyczny z wyzwiskami w tle 😂🍿 Chyba obaj znowu myśleliśmy to samo: "Alex, kiedy wreszcie zacznie grać tak, żebyśmy mogli spokojnie popić piwo i nie tracić głosu z krzyku?" No i pewnie za rok znowu będziemy tu siedzieć z butelką w ręku i krzyczeć "Dalej, chłopaku, pokaż im, jak się gra bez patosu!" bo przecież wiadomo, że on zawsze znajdzie sposób, żeby nas wszystkich postawić na nogi — dosłownie i w przenośni.