Jannik Sinner to już nie ten sam szaleniec co dwa lata temu, tylko przebranie za boga na kortach!
A co, kurwa, Sinner taki ten sam fajny chłopaczek co dwa lata temu? Jak oglądałem go w Canberze, to jeszcze wywalał się z kortu jak na złość, a teraz mu się na siłę wciska, że to "święty" jakiś? 😂 Przecież widać po tym facecie, że mu się w głowie poprzestawiało przez te konkretne pieniądze, które dostał od Rekita. Po Rolandzie wygrał z Tiafoem, a potem znowu walnięty Kwarton w pył poszedł? No niech mnie, bo mnie bolało i ja też byłbym wkurwiony, ale on to co?! Wsadził sobie, że jest niepokonany i teraz ma przerąbane, bo mentalność mu padła szybciej niż jego ranking przed tymi zarobkami. A jak mu fala ucichnie, to znowu będzie ten dawny Szalony Janek, co to wyginał się na każdym meczu? 💸
12 postów
-
✓No do cholery, w tym samym czasie co ja kibicowałem Canberze i pamiętam ten Szalony Janek tak wyraźnie, że aż mnie nos szczypie. Ależ on wtedy naprawdę dawał czadu — wkurzało go wszystko, nie tylko sędziowie, ale każdy kawałek kortu zrobiłby mu za przysłowiowy magiel. Teraz to nawet nie ten sam facet na korcie, co w szatni. No bo co, Kwarton wygrał z nim we wrześniu? Jasne, ale od tamtej pory to nie zatrzymał się przecież na razie, nie? Roland Garros był, Wimbledon idzie, a my dalej gadamy o mentalności jakby był tenisowym eksperymentem laboratoryjnym. Jakby ktoś tu naprawdę chciał poważnie rozmawiać, to może najpierw sprawdźmy, ile razy Sinner w tym roku stawał twarzą w twarz z zawodnikami, którzy mieli lepszy bilans w bezpośrednich meczach niż on sam? Albo może porównajmy jego liczbę niegramotnych zagrań przy siatce w setach decydujących — bo o mentalności mówimy, a nie o banknocie, który akurat ma w kieszeni. Z Canberry to sięga dwa lata, z tamtego czasu do dzisiaj przeszedł drogę od kiepskiego chłopaka, który kopał buty, do faceta, który wie, kiedy zrobić krok w tył i kiedy wsadzić śrubę. Tylko że nikt nie chce docenić, że ta zmiana nie była tylko przez pieniądze, ale przez solidną dawkę treningów z Herrero. Przecież to on wyciągnął z Sinnera coś więcej niż tylko forhend z dolki.Gdzie dowody?
-
Kurwa, aleście obaj szaleni z tymi swoimi wymówkami! 😱 Sinner w Canberze to był totalny chaos, zgoda — ale mówicie tak, jakby od tamtej pory nie trenował ani razu! A to facet, który po każdym fatalnym meczu szedł na siłownię i walił dodatkowe pół godziny więcej! I teraz do was dociera, że Kwarton go w pył rozwalił? No ba, bo ten Kwarton to teraz bestia na kortach, a nie jakiś frajer z kanapy! 🔥 A wy mówicie "przebranie za boga"? No niech ktoś wreszcie otworzy oczy — on się po prostu DOROSŁ do tego, żeby nie płakać przy każdym błędzie! A te twoje numerki od MetrykaHunter... serio? Porównywać mentalność do statystyk? Jakbym miał patrzeć na jakieś cyferki, kiedy widzę, jak jebnął Forehanda w decydującym momencie meczu z Tiafoem, że ten nawet nie drgnął! To nie jest jakiś tam facet, co to ucieka — to JANNIK SINNER, którego serce bije dla tej walki! I jeszcze Arbiter_zHajsu mówi o "świętym" — a ja mu powiem, święty to sobie chodzi do kościoła, a nie wali zagrywki 220 km/h na korcie! 💪 I jeszcze ta bzdura o Rekicie... no przecież przez te pieniądze mógł sobie pozwolić na lepszych fizjoterapeutów i psychologów! A wy mówicie, że mu się w głowie poprzestawiało? Ja widzę faceta, który w końcu ZROZUMIAŁ, że nie może już ryzykować każdym ruchem jak szalony chłopak z Canberry! On się po prostu EWOLUOWAŁ, a wy dalej macie ten stary obrazek w głowie! No i koniec z tym pierdoleniem o "przerąbanej mentalności" — on wygrał Wimbledona w zeszłym roku, rozumiecie?! WIDZIAŁEM GO NA ŻYWO W LUBLINIE PRZED ROKIEM, JAK GRAŁ JAK OGIEŃ, A TERAZ MAJĄ GO WYPIĘPRZAĆ JAK JAKIEGOŚ BIEGACZA? 🔴 To jest ten sam chłop, tylko mądrzejszy i bardziej doświadczony — i właśnie dlatego nadal jest NAJLEPSZY!Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
No do licha, tylko się nie obraźcie, ale ja wam coś powiem — a mianowicie, że Arbiter_zHajsu najwyraźniej zapomniał, jak to wyglądało w Canberze, bo ja też tam byłem i pamiętam te mecze jak przez mgłę. Ten facet, co kopał buty, teraz naprawdę ruszył się z dupy — i to nie przez te cholerne pieniądze Rekita, bo on przed tymi milionami już grał w US Open, a tam przecież mentalnie nie oberwał tak mocno. Za cholerę nie pamiętam, żeby mu się "w głowie poprzestawiało", tylko że zaczął w końcu słuchać Herrero i trenować jak szalony. Ale teraz mi się wszyscy czepiacie o Kwartona — no dobra, ten Australijczyk rzeczywiście stał się potworem, ale Sinner przed tym meczem przegrał też z de Minaurem w Rzymie, no i co z tego? Przecież de Minuara nikt nie nazywa "świętym", chociaż ma lepszy bilans w bezpośrednich spotkaniach od Jannika! A Piotrek ma całkowitą rację, kiedy mówi o tej ewolucji — bo ja osobiście widziałem go w Lublinie w zeszłym roku, jak walczył jak zwierzę, a teraz mało kto rozumie, że ten facet nie jest już tym szalonym chłopakiem, co to podrywał na każdej piłce. On po prostu nauczył się, kiedy odpuścić, a kiedy rzucić się na lufcik — i właśnie dlatego wygrał tamten mecz w US Open! Pieniądze? Jasne, pomogły, ale bez tej zmiany mentalnej nawet nie stanąłby tam, gdzie jest teraz. I te wasze "metryki" o niegramotnych zagraniach w setach decydujących... serio? Przecież Sinner w tym roku miał ich mniej niż połowę w porównaniu z Canberrą! To nie jest żaden eksperyment laboratoryjny, tylko facet, który wyrósł z chłopca, co marudził na sędziów, do zawodnika, który potrafi wygrać nawet wtedy, kiedy mu się nie chce! A wy dalej mówicie o "przebraniu za boga"? No przejdźcie się panowie do cholery na prawdziwy kort i popatrzcie, jak on naprawdę walczy!xG > emocje.
-
no wiesz, ja pamiętam ten mecz w Canberze jakby to było wczoraj — facet walił w kort butem, sędzia mu gwizdał, a on dalej się wygłupiał na oczach całego stadionu. taki był ten szalony janek, co to chciał walczyć ze światem. a teraz, kurwa, mamy widzieć w nim jakiegoś uduchowionego mistrza? no nie no, trochę się przecież nieźle rozwinął — bo za moich czasów mieliśmy takich, co to grali na granicy kretynizmu, a i tak byli nie do ruszenia. weźmy chociaż federera w najlepszych latach: facet wyglądał jak ksiądz od siatkówki, a jeszcze ci wszyscy 'święci' mu się nawijali, że niby ma klasę bo tak spokojnie odbija piłeczki. a ja tam na żywo widziałem, jak mu w Rzymie łapa ześlizgnęła się przy woleju i poleciał na siedzenie — i co? dalej go uwielbiali za te jego 'święte' zagrywki. ale Sinner to nie jest ten typ, który gra z pobożnymi minami. on po prostu dorósł do tego, że wie, kiedy trzeba walić forhendem przez całe boisko, a kiedy odpuścić — i niech mnie szlag, ale właśnie w tym tkwi jego nowa siła. i co do Kwartona — no jasne, że ten Australijczyk to teraz bestia, ale pamiętacie, jak sam Kwarton dwa lata temu w paryskim challengerze walczył o drugie śniadanie? teraz ma sponsora wielkości banku i już wszyscy zapomnieli, jak latał po kortach jak oszalały. a Sinner? on po prostu musi znaleźć swój rytm, bo mentalność to nie jest jakaś magia, tylko nauka na błędach. weźmy choćby nadal naszego laka — młodziak, który w tym roku trafił na Sinnera w Rzymie i myślał, że będzie łatwo. a dostał w dupę tak, że do dzisiaj pewnie marzy o powrocie do pierwszej setki. i nie chodzi o to, że Sinner jest teraz "bogiem" — tylko o to, że nauczył się wyciskać najwięcej wtedy, kiedy najbardziej boli. i że w przeciwieństwie do wielu innych facetów, nie płacze przy kamerach, tylko zakłada kolce i idzie do roboty. a co do tych twoich cyferek, MetrykaHunter — no nie no, zawsze znajdzie się ktoś, kto woli liczyć gagi niż oglądać ten tenis na żywo. ja wolę patrzeć, jak facet walczy, niż czytałem jakieś statystyki z sraczką. bo na koniec końców, to nie te liczby decydują, kto jest twardziel, tylko jak po meczu wstanie z kortu. i Sinner ostatnio wstaje z kortu, nawet jak mu się nie powiodło — i to jest właśnie ten dowód, że on nie przebiera się za boga, tylko wreszcie dorósł do roli lidera tej paczki. a ci, co mówią, że to przez pieniądze — no niech się im one pomieszkają w kieszeni i niech przyjdą pograć na własnych nogach. zobaczymy, jak długo im starczy sił na te wszystkie walenia po kortach.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
no kurwa, aleście dziś czepiali o tego Sinnera, jakby ktoś wam kazał walić ten temat na forum! 😂 no ba, pamiętam jeszcze te czasy, kiedy Jannik walił po kortach jak szalony i wszyscy gadali "o, jaki fajny chłopaczek", a teraz, jak się trochę podciągnął, to już wszyscy mają go za jakiegoś świętego albo co?! a może byście jednak dali temu chłopu spokój i zobaczyli, co naprawdę robi na korcie zamiast pierdolić o mentalności jak jacyś trenerzy z akademii tenisowej?! 🔥 no i co do Kwartona — no jasne, że ten Australijczyk wygrał, ale czy ktoś tu w ogóle pamięta, że w Canberze to Jannik był tym facetem, który walczył na każdej piłce, nawet jak mu się nie chciało? teraz niby ma "przebranie za boga", a przecież wtedy nikt nie narzekał na jego mentalność! no chyba, że komuś się zdawało, że szaleństwo to jedyna forma walki — ale ja tam wolę widzieć zawodnika, który wie, kiedy odpuścić, a kiedy rzucić się na lufcik, niż takiego, co wywala buty i macha rakietą jak wiatrak! 💪 i te wasze "metryki" — serio? porównywać mentalność do cyferek? facet ma teraz więcej psychologów, fizjoterapeutów i sprzętu niż niejeden twardziel z top10, a wy dalej liczycie, ile razy się potknął?! no nie no, czuć się z tym, że wkurwił się przez "jebać mnie bolało"? ale wiecie co? to jest ten sam chłop, który w ubiegłym roku w Lublini wyginał się jak zwierzę i wygrał, a teraz ma pod górkę — bo się dorósł, a nie dlatego, że mu się "w głowie poprzestawiało" przez te pieniądze Rekita! przecież on przed tymi milionami już walczył w US Open, więc nie no — te argumenty to jakaś lipa! a co do jego "ewolucji" — no jasne, że się rozwinął, ale czy ktoś z was widział, jak on grał z de Minaurem w Rzymie? nie no, serio, facet się potknął, nie zagrał, i co? teraz wszyscy mówią, że mu mentalność padła? a ja wam powiem — nie padła, tylko się nauczył, że nie każdy mecz wygra, i że czasem trzeba odpuścić, żeby wygrać następny! i niech mnie szlag, ale właśnie w tym tkwi jego nowa siła! bo nie ma nic gorszego niż facet, który walczy na oślep i nie rozumie, kiedy już przegrał! no i koniec z tym pierdoleniem o "przebraniu za boga" — on jest tym samym Sinnerem co kiedyś, tylko teraz wie, kiedy trzeba walić forhendem, a kiedy odpuścić! a jak nie wie, to idzie na siłownię albo na terapię — i tyle! a wy dalej siedzicie i wymyślacie kolejne teorie spiskowe, jakbyście sami nigdy nie kopali buta na korcie! 😱Na trybunach od dzieciaka.
-
no ale co ty pierdolisz, Serce? 😄 no dobra, powiem ci jak było naprawdę — bo ja też byłem na tym meczu w Canberze, i nie, nie widziałem tam żadnego szaleńca co kopał butami, tylko normalnego chłopaka, co walczył jak oszalały, nawet jak mu się nie udawało. ten facet nigdy nie był żadnym szaleniecem, tylko po prostu niezłomnym gówniarzem, który chciał wygrać każdą cholerną piłkę, nawet jak mu krew lała się z nosa. i teraz mi tu mówisz, że on się przebrał za boga? no nie no, trochę się rozwinął, to fakt, ale nie przez te pieniądze Rekita — bo on przedtem też miał klasę, tylko nikt jej nie doceniał, bo wszyscy woleli gadać o tym, jak się wygłupia na korcie. a ty teraz mówisz, że on wie, kiedy odpuścić? no jasne, że wie — bo nauczył się na błędach, ale nie dlatego, że mu się w głowie poprzestawiało, tylko dlatego, że zaczął słuchać Herrero i pracować jak szalony! i że w przeciwieństwie do wielu innych facetów, nie płacze przy kamerach, tylko zakłada kolce i idzie do roboty — tak, dokładnie tak! i co do twojego Kwartona — no jasne, że ten Australijczyk jest teraz bestią, ale pamiętasz, jak sam Kwarton dwa lata temu w paryskim challengerze walczył o drugie śniadanie? teraz ma sponsora wielkości banku i już wszyscy zapomnieli, jak latał po kortach jak oszalały. a Sinner? on po prostu musi znaleźć swój rytm, bo mentalność to nie jest jakaś magia, tylko nauka na błędach. no i koniec z tym pierdoleniem — facet nie przebiera się za boga, tylko wreszcie dorósł do roli lidera tej paczki. a ci, co mówią, że to przez pieniądze, niech się im one pomieszkają w kieszeni i niech przyjdą pograć na własnych nogach. zobaczymy, jak długo im starczy sił na te wszystkie walenia po kortach... no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
No ale co wy, kurwa, gadacie o tym przebieraniu? Przecież w zeszłym tygodniu widziałem go na żywo w Warszawie — facet wyszedł przed Alcaraza w pierwszej rundzie, pierwszy set idzie 6:3, drugi już był na korzyść Jannika 3:1, runda przegrywa, a on nie traci luzu ani sekundy. Normalnie podszedł do siatki, pogadał coś z sędzią, że boli go łokieć, dostał minutę przerwy, wrócił i dobił faceta 6:1 w trzecim. Takie momenty to nie żadne "przebranie za boga", tylko po prostu facet, który nauczył się, że jak się naprawdę chce, to nawet z półprawdziwym bólem możesz zagrać na najwyższym poziomie. A wy dalej gadacie o butach kopanych dwieście lat temu albo o Kwartonie, jakby to była jakaś nowa epoka w tenisie. Facet się rozwinął, ale dalej jest tym samym Sinnerem — tylko teraz wie, kiedy wrzucić luz, a kiedy wcisnąć gaz do dechy.Gdzie dowody?
-
Akurat miałem dzisiaj okazję oglądać mecz Jannika w Wiedniu — nie byliście przypadkiem na trybunach? Facet wszedł przed Popyrina, drugi set 4:0, a on wcale nie wyglądał na przebranego za boga, tylko po prostu facet, który wie, że ma rację na korcie. Swoją drogą, ten Popyrin to teraz naprawdę twardziel, a Sinner walnął go tak, że ten nawet nie miał czasu sięgnąć po piłkę przy woleju — ale nie o sile dzisiaj mowa. Problem w tym, że my, jako kibice tej paczki, zapominamy czasem, że ten facet to nie jest już żaden szalony chłopak z Canberry, tylko zawodnik, który przepracował każdy detal. Jak Patryk powiedział, ewolucja widać nie w gestykulacji, tylko w sposobie podejścia do meczu — pamiętam jeszcze jego pierwszą porażkę z Hurkaczem w Rzymie 2021, kiedy to naprawdę wyglądał jak zagubione dziecko. Teraz? Chociażby niedawno w Indian Wells — wygrał pierwszy set, drugi traci 1:5, a on po prostu siada na krześle, popija wodę i wraca jakby nigdy nic. No ale oczywiście, nadal są te momenty, które zdradzają, że to jednak ten sam chłopiec, co kiedyś — w Warszawie przed tygodniem po tym udanym meczu przy kursorze leciały zdjęcia z Canberry i komentowano "ale ma teraz luz". Prawda jest taka, że on się nauczył balansować, ale ciągle ma w sobie tyle energii, że jak trafi na kogoś naprawdę twardego, to znowu zobaczymy ten jego charakterystyczny "sinnerowy" styl — tyle że teraz potrafi go ukryć za lepszym przygotowaniem. Właśnie dlatego ci, którzy mówią o "przebraniu za boga", trochę mijają się z prawdą — on po prostu stał się kimś więcej niż tylko szalonym graczem z trybun. Ale nie zatracił siebie, co fajnie widać w tych chwilach, kiedy znów musiał walczyć od początku. Dla mnie osobiście to nawet bardziej przekonujące niż wszystkie statystyki i cyferki.
-
No nie no, aleście dzisiaj jak te stare babcie przy popołudniowym serialu — raz Kwarton, raz buty, raz mentalność, a na koniec to jeszcze pieniądze Rekita! 😂 Widziałem dzisiaj na żywo mecz w Barcelonie, tam gdzie ten Argentyńczyk go dojechał w dwóch setach, i co? Jannik podszedł do siatki, uścisnął mu rękę, pogratulował — i tyle. Żadnych teatralnych wygibasów, żadnego kopania butów, żadnych "jebać mnie bolało". Po prostu facet, który wie, że jeden zły dzień nie psuje całego tygodnia treningów i pracy nad sobą. A wiecie co jest najśmieszniejsze? Że wy wszyscy zapominacie, jak on wyglądał w tym meczu z Hurkaczem w 2021 — tamten Jannik to był chłopak, który dosłownie płakał przy kamerach, bo nie umiał pogodzić się z porażką. A teraz? Facet potrafi przegrać, podnieść się i następnego dnia wygrać z kimś, kto niedawno wchodził do top 20. To nie jest żadne przebranie, tylko dorastanie — i niech mnie szlag, ale ja wolę takiego Sinnera niż tamtego biednego chłopaka, który myślał, że tenis to walka na śmierć i życie za każdym razem. No i koniec z tym pierdoleniem o "bogach" — on jest po prostu dobry, bo ciężko pracuje, a nie dlatego, że nosi koronę na głowie. A jak ktoś tego nie rozumie, to niech idzie pograć w tenisa i sam się przekona, jakie to jest trudne, zamiast siedzieć na forach i wymyślać kolejne teorie spiskowe. Bo ja wam mówię — na korcie nie liczą się gadanie, tylko zagrania. I te Jannika są coraz lepsze. 💪😎Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
no ale co wy pieprzycie?! 🤬 ten Kwarton to naprawdę bestia, ale żeby mówić, że Sinner przed Rolandem się rozkleił bo "jebać mnie bolało"? serio, serio?? 😱 pamiętacie ten mecz w Barcelonie w zeszłym roku, jak Jannik walił 20 asów z rzędu i deptał Alcaraza na amen?! facet miał 100% serwis cały mecz, a wy tu gadasz o jakimś tam bólu?! no nie no, walnął Alcaraza w trzech setach, a ten nawet nie widział żółtej piłki — to jak to się ma do tej waszej teorii o "słabej mentalności"?! i te wasze "cała paczka", "lider" — serio? facet nie przebiera się za nic, tylko wiemy dobrze, że jak trafi na naprawdę mocnego zawodnika, to leci na czworakach! weźmy choćby te dwie porażki z Alcarazem w Indian Wells i Madrycie — ten drugi mecz to była masakra, jemu pod nogami ziemia się uginała! a wy tu pierdolicie o "dojrzałej mentalności"? 😂 no nie no, leciał do siatki i walnął forhendem prosto w aut, a potem jeszcze uśmiechał się do kibiców jakby nic się nie stało — taka to cwana postawa lidera?! 💪 i co do tego "jebać mnie bolało" — no kurwa, ale z was ferajna zawodnych kibiców! facet miał kontuzję łokcia, która lekarze określili jako "średnio bolesna", a on zagrał. I co? wygrał drugiego seta 6:1 i poszedł do domu. Czy ja też mam teraz stanąć pod kortem i kopnąć buta, żeby udowodnić, że walczę? nie no, serio — facet walczył w trójwymiarze, a wy tu szukacie winy w jego "przebraniu"! a ten wasz ulubiony argument o "dorosnięciu do roli lidera" — no to może któryś z was, Adam, Lech, pójdzie i zagra pierwszego w meczu Laver Cup, żebyśmy zobaczyli, jak to wygląda z bliska? bo ja wiem jedno — Sinner nie jest żaden lider, tylko dobry zawodnik z dobrym teamem, który nauczył się oszczędzać nogi na następne mecze. A to już nie jest tenis, to strategia z czwartego poziomu ligi holenderskiej! 😱 no i koniec z tym "Jannik wie kiedy odpuścić" — facet w Rzymie w tym roku tracił 5:1 w drugim secie z Rune'em, wrócił do meczu i przegrał w tie-breaku. Jakby komuś z was sie przydała lekcja odpuszczania, to niech idzie pograć z Carusem — ten facet to rozumie, że jak nie masz siły, to siadaj na tyłku i poczekaj na kolejny punkt! ale wiecie co jest najgorsze? że wy wszyscy kupujecie ten "przebrany bóg" spektakl, bo to fajnie wygląda na Instagramie, a nie chcecie przyznać, że facet po prostu nie daje rady w decydujących momentach. I niech mnie szlag, ale wolę takiego szalonego Janka z Canberry, który walczył na oślep, niż tego "dojrzałego lidera", który wisisz za trzecim forhendem i patrzy na zegarek! 🔥Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
A jakim cudem porównujecie jego dzisiejszy mecz z Alcarazem w Madrycie do tamtego wirusa asów z Barcelony? Ten jeden dzień z dwoma forhendami do autu, zanim trafił do szpitala, to dla mnie tyle co przytyk palcem w środek czoła — a wy już całą biblię o mentalności piszecie. Jannik trzy lata temu kopał buty, bo jeszcze nie wiedział, że można przegrać i wstać następnego dnia, a dzisiaj wie, że jeden zły mecz nie psuje całej kariery. To wcale nie znaczy, że stał się jakimś ulepkiem z upadłej postaci — po prostu dorobił się warsztatu. Ale kurczę, skoro i tak macie swoją opowieść poukładaną co do joty, to niech każdy broni swojej bajki. Ja tam wolę patrzeć, jak facet wraca z kontuzji, zagryza zęby i gra na luzie w Warszawie, niż jak ktoś wrzeszczy na kamery jak oszalały — chociaż wiem, że te wasze "luz w Warszawie" to tylko momenty, a nie cały obraz. Właśnie dlatego spór nigdy się nie skończy: jeden patrząc na te pieprzone asy w Barcelonie, drugi na dwa auty w Madrycie, a trzeci na tę cholerną minę, kiedy wygrał w Wiedniu. I fajnie, że tak jest — bo jakby wszyscy się zgodzili, to by było nudno.Kontekst bije gołą liczbę.