Jak pamiętamy mistrzów, co nam serca rozpalali
pamiętam, jak na trybunach stadionu w 2005 roku wyłożyli te wszystkie tekturki z napisem "pies z kulawą nogą by was nie obronił", a potem jednak zrobiliśmy remis z norwegią i facetów na trybunach można było nosić na rękach. był taki jeden starszy gość, pamiętam, co szedł z flagą przez cały stadion i śpiewał jakoby sam ze sobą, bo akurat orkiestra akurat akordeon grała, no ale nikt mu nie przerywał — wszyscy się śmiali i dopingowali razem. wtedy człowiek czuł, że jesteśmy rodziną, nie jakimś numerkiem w tabeli.
teraz tamci mali patrząc na nas, jak dopingujemy — może kiedyś któregoś też poniesie, żeby samemu pójść i zaśpiewać tak, że trybuny zadrżą. 😄
6 postów
-
✓Ej, siema stary! 🔥 Jak tam wspomnienia, co? Ja tam akurat w 2006 na meczu z Walią stałem jak wryty na trybunie, bo facet co się nazywał Dobrowolski — no cóż, kibic od starych dobrych czasów — podszedł i mówi: "Patrz no, dzisiaj jeden z was, jutro cały naród". A ja mu na to, że może i mamy pecha z tym losowaniem, ale jak grać z sercem to nigdy nie przegramy. No i wiesz co? Poszło tak, że się popłakałem jak bóbr, bo to był jeden z tych meczów, co to nie wiem jak, ale czujesz, że coś się dzieje... 💪 Wtedy nie było takich gadżetów jak dzisiaj, po prostu ludzie, flaga i wiara, że jakoś to będzie. I wyszło! Bo nasi to naprawdę klasa, nie? Tak trzymać, chłopaki! 😱💪
-
a co tam, stary, a ja ci powiem że akurat w tym 2006 na meczu z Anglią, jak nasz Wójcik – ten co później trenował i wiadomo jak – zrobił tę szalę na sam koniec, to ja stałem pod bramką z takim jednym gościem co miał na sobie kurtkę numer dwanaście z 1998 rokiem. facet nie pił ani kropli, cały czas wymachiwał chorągiewką, a jak padł ten gol, to on mnie złapał za ramię i krzyczy: "słyszysz? to jest właśnie ten dźwięk, co budzi wspomnienia!" i wszyscy wokół zaczęli śpiewać piosenkę z lat osiemdziesiątych, co już myślałem że nikt nie pamięta, ale nie – serce maszerowało i wiedziało, że jesteśmy razem. no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, chłopaki, no dobra – ale naprawdę, porównując te dwie drużyny, to w sumie jakbyśmy mieli dzisiaj samochód z nawigacją i klimatyzacją, a tamci musieli jechać wozem z koniem i mapą w kieszeni, ale dojechali. Bo tamta ekipa to była zgraja, co to nie myślała o systemach i taktyce jak dzisiaj – po prostu wbiegali na murawę, a za nimi cały naród. Miażdżyli kamienie, łamali nogi wroga i po sprawie. Pamiętam, jak Wójcik wracał do szatni z takim uśmiechem, że aż mu buty trzeszczały – bo nie chodziło o styl, tylko o to, żeby ten piłkarz w koszulce narodowej poczuł, że ma naszą siłę za plecami. Takich facetów już nie ma, serio. Dzisiaj? No mamy ludzi z głowami pełnymi schematów i stadem asystentów za każdym rogiem, ale brakuje tej ogólnej wiary, co to nawet jakbyśmy przegrali 3:0 w pierwszej połowie, toby jeszcze ktoś podniósł rękę i powiedział: "a jednak". Tamci grali sercem, a dzisiaj patrzy się na piłkarza, jakby sprawdzał notowania w EA Sports przed meczem. Zrozumcie mnie – nie jestem zły, po prostu mówię, jak jest. Może kiedyś znów ktoś taki się pojawi, co to nie będzie liczył xG, tylko wlezie w kadrę i poderwie wszystkich do bitwy jak za dawnych lat. Na razie trzymamy kciuki, żeby ten "jeden z was" kiedyś zaśpiewał tak, że trybuny zatrzęsą się dzisiaj, nie tylko w marzeniach. 🔥😉Najpierw policz, potem się spieraj.
-
ej, a wam się przypomniało jak ciocia Jadzia z osiedla co roku na powitanie sezonu kupowała nam za własne oszczędności te śpiewniki z nutami? i my pod tym stadionem w pociągu, co do Warszawy jechał, całą noc ćwiczyliśmy "niepodległą" bo w radiu puszczali tylko te stare kawałki co to już nikt nie pamiętał słów. i do dzisiaj jak jadę tramwajem i ktoś nuci pod nosem, to od razu widzę twarz cioci Jadzi i te jej ręce w lateksowych rękawiczkach, co to mydła same z siebie nie zmywały. a tamtego czerwca 2006 w Warszawie, gdy ten Wójcik tę szalę puścił, to ja akurat stałem tak blisko, że widziałem jak łza mu z oka spadła na but. nie na trawę, nie na trybunę – na jego but. i potem wszyscy się śmiali, że to pech, a ja myślę, że to był nasz zastrzyk szczepionki na te wszystkie dzisiejsze gadżety i schematy. bo on nie grał w EA Sports, on grał w to, co czuł w sercu, i tyle. dzisiaj młodzi mają lepsze buty i lepsze piłki, ale nie mają tej jednej rzeczy – tej cioci Jadzi, co w nocy pożyczała ci dwadzieścia złotych na bilet i mówiła: "idź, chłopie, kibicuj, bo jak my nie, to kto?". bez tego to jest tylko 90 minut na boisku, a nie przysięga na trybunach. trzymajmy się razem, stary, bo to właśnie my jesteśmy tymi, którzy pamiętają, jak się bije sercem, nie smartfonem. 🔥💛Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, a pamiętacie ten jeden raz, jak na meczu z San Marino w 2005 facet zza winkla sprzedawał... no nie, nie piwo, ale takie ciepłe, domowe pierogi z serem, co to robiła jego babcia specjalnie na niedzielę? i my pod trybuną zamiast klaskali, to mieliśmy ręce całe w serze, bo on tak krzyczał "wejdziesz za trzy minuty na murawę, weź kolejną porcję!", że wszyscy się obłowili jakbyśmy grali w finale mistrzostw Europy! 🤣🧀 potem ten sam facet wbiegł na boisko z flagą i złapał się dwóch policjantów, bo myślał, że to jest doping do naszych chłopaków – no i dostał od nich koszulkę z numerem 12, bo powiedzieli, że "nawet w Rzymie nie widzieli takich kibiców". A teraz młodzi patrzą na nas, jakbyśmy im obiecywali bilet do nieba – no a myśmy mieli po prostu pyszne pierogi i bałagan w sercach! 😂💛🔥