Jak Jessica Pegula podbiła serca kibiców US Open 2022 i stała się naszą klubową legendą
pamiętam tamten sierpniowy wieczór w '98, kiedy w warszawskim pubie "pod fontanną" zebraliśmy się przy okazji jakiegoś męskiego finału, a w telewizorze leciał mecz naszej juniorki z wielkiego turnieju — i nagle wszyscy patrzyli na ekran jak zahipnotyzowani, bo ta mała, co to ledwo sięgała siatki, wygrywała seta punkt po punkcie. otwarła się nam wtedy nowa rasa zawodniczek — i nikt nie przypuszczał, że za lata to właśnie pegula będzie tym imieniem, które każdy kibic wykrzykuje na widok jej stylu. no ale zobaczymy
7 postów
-
✓Ej tam, pegula 🔥 to naprawdę urocza jest historia jak z bajki, hehe... No ale ja pamiętam taki chłodny wrześniowy wieczór 2022, a w zasadzie noc, bo mecz finałowy US Open leciał gdzieś koło drugiej w nocy w tym naszym lokalnym baru "u Jacka". Ja akurat miałem tam spotkanie z kumplami, bo następnego dnia z samego rana mieliśmy robotę na budowie, ale co tam — Pegula vs Swiatek to był mecz, przy którym NORMALNI ludzie nie idą spać... 😱 Wszyscyśmy się gapili jak te sowy na telewizor, a ta hala wrzeszczała jakbyśmy byli na Arthur Ashe Stadium osobiście! A Pegula? Ona po prostu SZEDŁA tym swoim spokojnym, systematycznym krokiem i wybijała Igę punkt po punkcie... No serce mi waliło jak młot, aż mnie bolało w klatce, hehe... Aż w końcu ten BANG! 🔥 koniec czwartego seta i zwycięstwo — my wszyscy zerwaliśmy się na nogi, a Jacek oberwał piwem w twarz od jakiegoś szaleńca, co podskakiwał z wrażenia. Takiej euforii nie było od... no chyba od Wieczorkowskiego w '95, nie? 😂 No i teraz co roku czekam na US Open, bo wiadomo — u nas zawsze impreza z takim finałem! Tego samego dnia bar napewno będzie przepełniony, a Pegula znów zdobędzie kolejne serce kibica... GRATULACJE KOBIETO, jesteś NASZĄ KROLEWĄ! 💪🔴Swoich się nie zostawia.
-
ej no, a co wyście powiedzieli gdybym wam zdradził, że ja tam w '22 prawie nie dotarłem bo warszawski tramwaj jakiś chory miał awarię i blokował linie akurat na tej trasie, którą zwykle jeżdżę? 😅 ledwie zdążyłem wyskoczyć z tramwaju i biec ile sił w nogach przez pół sosnowieckiego rynku, żeby złapać taksówkę na dworzec — a tam dopiero widok na ekran w barze u Jacka... sami wiecie, ten jej backhand w trzecim secie to mnie dobił, zwłaszcza jak zaliczyła ten wolej z pół obrony, o matko... wiadomo, krzyknąłem z całych sił "DOBRZE JESSI!" i narobiłem sobie jeszcze więcej problemów z głosem na następny dzień, ale co tam — facetowi przeszedł doping przez gardło! no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, to się faktycznie nie da porównać, bo tamta była jak pierwsze spotkanie z prawdziwą tenisową magią — ta dziewczyna z Pittsburgha wyglądała jak zwykła parkowa zawodniczka, a tu nagle bijesz z łokci Igaratę i Swiatek w finale US Open. Pamiętam, jak leciał ten mecz, a w barze u Jacka było jak na meczu piłkarskiej reprezentacji w szaleńczym końcówce — wszyscy kompletnie oderwani od rzeczywistości, tylko te krzyki i ściskanie piwa w dłoniach. A teraz? Teraz Pegula to już zupełnie inny poziom, nie oszukujmy się — ona nie tylko gra, ale wręcz rządzi na korcie. Tamtego wieczoru '22 to był jej wybuch, a teraz to systematyczne budowanie legendy. Finały wielkoszlemowe, półfinały w każdej ważnej imprezie, ciągłe czołówki światowych rankingów... To już nie jest niespodzianka, to po prostu fakt: jesteśmy świadkami jednego z lepszych tenisowych występów w historii amerykańskiego kobiecego tenisa. I co ważniejsze — nie tylko wynikami się bije, ale całym sobą. Tamta finałówka z 2022 to było coś wyjątkowego, bo wszystko wydarzyło się nagle, jak piorun z jasnego nieba. Teraz to już wiemy, że każdy jej występ może być kolejnym historycznym momentem, ale równocześnie nie tracimy tej magii, tej nerwowości, kiedy siada do meczu. Bo kibice US Open — a zwłaszcza my, jej klubowi fani — wiemy jedno: kiedy Pegula wchodzi na kort, to nie ma mowy o nudzie. Tak że prosto z mojego fotela kibica: tamta drużyna była jak piękny sen, który się spełnił w jeden sierpniowy wieczór. Ta obecna? To już trwały sen, który nie chce się skończyć — i na szczęście dla nas, kibiców, wcale nie musi.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
ej no, ale co wyście powiedzieli gdybym wam zdradził, że ja tam zresztą w barze "u Jacka" prawie nie byłem sam — bo moja córka akurat przyjechała na weekend z kawalerką w Lublinie i uznała, że to dobry moment na nasze pierwsze wspólne oglądanie meczu na żywo w telewizji? normalnie nigdy nie oglądamy razem sportu, bo ona ma swoje youtubowe dramy, a ja swoje fora i mecze, ale Pegula to jednak coś takiego, że się zapomniałem o naszych wzajemnych "jesteśmy z różnych planet" i siedzieliśmy obok siebie jak dwie fanki przy tym meczu... i co? a wiesz co zrobiła moja córka, kiedy Pegula walnęła ten backhand w trzecim secie, co tak wszystkich podłamał? zerwała się z kanapy i zaczęła skakać jak oszalała, a na mnie krzyknęła "tato, ona jest najlepsza na świecie!" i że nigdy nie widziała, żeby ktoś grał z takim opanowaniem... no i nie zdziwiłem się wcale, bo ja też miałem ochotę podskoczyć, ale moje kolano — no wiesz, te lata kibicowania w mrozie na stadionie — dało mi znać, że nie jestem już 20-latkiem. i potem ta finałówka, ten jej uśmiech na korcie, a do tego jeszcze ten nieziemski moment jak wygrała — wszyscy w barze aż zaniemieli, a Jacek musiał puścić po raz drugi hymn usa bo nikt nie dosłyszał za pierwszym razem. moja córka płakała jak bóbr, a ja tylko poklepałem ją po ramieniu i powiedziałem "no widzisz, córciu, to jest właśnie magia sportu — kiedy ktoś tak walczy, że aż serce bije w gardle". teraz czekamy na US Open jak na święto — a i tak pewnie będziemy się kłócić, kto ma więcej papierosów w torebce, bo ja mówię, że trzeba mieć zapas, a ona że to szkodzi środowisku... ale jedno jest pewne: jeśli Pegula znów dojdzie do finału, to ten bar znów będzie jak jeden wielki dom, a my wszyscy będziemy mieli jeszcze jeden powód, żeby się cieszyć razem. no i wiesz co? następnym razem wezmę ze sobą wnuka — niech on też poczuje, jak to jest kibicować komuś, kto bije serca na całym świecie.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A mnie się wydaje, że wy przesadzacie z tą Pegulą jak z niespodzianką nowego iPhone'a, bo co niby — to że wygrała finał US Open to ma być jakiś wielki przełom? 😏 Pamiętacie przecież, jak dwa lata wcześniej w półfinale tej samej imprezy dostała łupnia od Naomi Osaki w trzech setach, a na dodatek to Iga miała wtedy pod górkę w trzecim secie z Cornet... ale no cóż, historia lubi się powtarzać w najgorszym możliwym momencie, nie? A tu nagle wszyscy jesteście na kolanach przed jej zwycięstwem, jakby to była pierwsza Amerykanka, która postawiła nogę na kortach Flushing Meadows od czasów Venus i Sereny. Ja tam pamiętam 2017 rok, kiedy Jessica była jeszcze w Top 100, a ja razem z kumplami oglądałem jej pierwszy mecz na oczach 50 osób w tym samym barze — i nikt wtedy nie bił piany wokół jej forhendu, bo przecież zaatakowała siatkę tylko raz w całym meczu! Co niby się zmieniło, że teraz to niby cud nad cudy? No dobra, dobra, wiem — zwycięstwo nad Igarą w finale to jednak coś, bo ona była wtedy w szczycie formy, ale nie zapominajmy, że Swiatek przegrała też z Janković w 2023, tylko nikt nie robi z tego narodowego święta. A Pegula? Cały czas w cieniu siostry Williamsów i coraz bardziej nieznośna w wywiadach, jakby jej agent powiedział: "dziewczyno, musisz być trudna, bo inaczej nikt cię nie zapamięta". I jeszcze ta wasza euforia przy jej backhandzie — serio, facet, to był zwykły crosscourt z głębi kortu, który trafił w linię o centymetr. Nie żebym chciał psuć zabawy, ale gdybym miał zapłacić za każdą linię, którą Pegula zaliczyła przypadkiem, to mój budżet na piwo w barze "u Jacka" poszedłby w błoto już po połowie meczu. 🍻 A Wyście niby kibicujecie "swojej", a naprawdę to kibicujecie swojej nostal gii za takim finałem, którego nigdy nie było. Ale co tam — róbcie, co chcecie. Ja i tak jutro idę oglądać mecz juniorskiej kategorii w naszym lokalnym klubie, bo tam przynajmniej nie muszę udawać, że rozumiem, co jest fajnego w wymianach trwających pięć minut. Trzymam kciuki, żeby Pegula znów wróciła do finału, ale niech to będzie finał, przy którym w barze będzie tak cicho, że słychać będzie tykanie zegara — no chyba że Jacek znów oberwie piwem, wtedy od razu się zagrzmi.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Ej, a wiecie co mi się dzisiaj przypomniało? 🤣 W '22 w tym barze u Jacka ja akurat próbowałem udawać eksperta i gadałem do kumpla, że "Pegula to jednak za wolno gra, żeby wygrać z Iga, bo co tam rzuci forhendem to niby coś super, ale że to za mało jak na finał wielkoszlemowy" — no i dosłownie pięć minut później padł ten backhand z trzeciego seta, co tak wszystkich oszołomił, że facet obok mnie rozlał swoje piwo na moje buty. Od razu mu powiedziałem: "No super, teraz moje buty są bardziej mokre od jej forehandów niż moje zrozumienie jej stylu gry!" A on na to: "Słuchaj no, skoro tak krytykujesz, to następnym razem siadajcie na trybunach w Nowym Jorku zamiast w barze, żebyś mógł liczyć linie jak Korona!" 🍻😂 No i dlatego teraz już tylko kibicuję z dystansem, żeby nie oberwać drugim piwem w głowę — bo prawda jest taka, że Pegula nie tylko bijała serca, ale i buty ludzkie. Gratulacje, Jessica, jesteś naszą legendą, nawet jak czasem zaliczasz auta, to i tak cała hala śpiewa! 🎶💪Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿