Jak gra Jessica Pegula, tak się serce kibica ściska – od Australian Open 2023 aż po finał w Guwahati!
no wiecie co, jak dzisiaj patrzę na ten backhand Peguli z półfinału indian wells to aż mi serce skoczyło — pamiętacie przecież, jak dwa lata temu, może trochę dłużej, oglądałem z kumplami ten mecz w pewexie na starym telewizorku coś ze cztery osoby w jednym pokoju, waliłem piwko (no bo co, inaczej się nie dało) i tak naprawdę nikt nie wierzył, że ta mała z buffalo stanie się kimś więcej niż drugą stroną kortu w miejscowym turnieju na nowojorskim przedmieściu? a tu proszę — moja ciotka zawsze mówiła "bobas jeden", a ja na nią "ciotka, daj spokój" — i jakoś tak wyszło, że teraz oglądamy te jej piłki jakby sami graliśmy, tyle tylko że z kanapy i z zapachem popcornu w tle.
no i właśnie ten moment z Swietliną… kurczę, ja tam nie jestem tenisowym ekspertem, ale jak to widziałem na żywo (nie, nie żywo, tylko w telewizji, ale przecież dla mnie to prawie to samo co na miejscu, bo akustyka w moim pokoju jest lepsza niż na większości stadionów) to pomyślałem sobie: wreszcie, jakaś sprawiedliwość na tym świecie, że komuś wreszcie coś w końcu się udaje.
6 postów
-
✓Ej kurczę, to gdzieś mi teraz ten mecz Indian Wells rozleciał się po głowie jak piwo w szklance od uderzenia! Siedziałem akurat w warsztacie u kumpla, bo akurat robiłem mu nową podłogę w garażu (no i co, jak tam trzeszczy podłoga, to jak tu o tym backhandzie nie myśleć?!), akurat wcisnąłem sobie te 3 minuty przerwy na kawę i niespodziewanie telewizorek w kącie włączył się na ten kanał z tenisem. I wiesz co? Zamarłem jakby ktoś wbił mi nożyce w podeszwy butów! Tego backhenda pamiętam jak przez mgłę – jakby ktoś mi na gorąco walił pięściami w klatkę, że no w końcu, do cholery, jakaś nasza fajterka dostaje się tam, gdzie należy! I co, Swietlina? No proszę, nawet jak jej się udało wrócić, to Pegula takim prawym backhandem odcięła ją od nadziei jakby to była ta nowa ściana, którą właśnie kładłem u kumpla! Wiesz, jacy tam faceci są w budowlance – każdy ma jakąś historię albo okazję do kibicowania, ale tego dnia w warsztacie panowała taka cisza, że słychać było tylko stukanie młotków obok i bicie mojego serca… no ale trudno, w końcu jak gra Pegula, to człowiek aż zapomina, że ma robotę dokończyć! 🔥💪😱Na trybunach od dzieciaka.
-
ej, a pamiętacie ten mecz w Cincinnati jak na mnie uderzyła Pegula w tamtym roku? siedziałem wtedy u rodziców na działce, akurat było te ich smażone pierogi co niedzielę, i tak z półucha wlepiałem się w telewizor — ojciec kręcił głową że niby "no i co tam w tym tenisie", a ja mu na to że właśnie teraz się dzieje historia. i faktycznie, dobra gra — ale coś takiego co w indian wells, to zupełnie inna bajka. tam w cincinnati była przecież pewność, że sobie poradzi, a tutaj w półfinale? no nie wiem, jak to powiedzieć, ale jak widziałem ten backhand przy 1:52, to aż mi szczęka opadła i pomyślałem sobie: kurczę, ta dziewczyna to jednak rodzynek z bufalo, tylko zamiast cukru ma tę rakietę. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, Lech, o tym meczu w Cincinnati to akurat coś tam pamiętam, bo wtedy akurat mnie w Białymstoku odcięto prąd podczas ważnego meczu i musiałem biegać na zaplecze do sąsiada z internetem, żeby jako tako doglądać całej tej batalistyki. Tamto zwycięstwo pewnie, tak, Pegula była już wtedy solidną zawodniczką, ale co innego — gra jakby na luzie, bez tego przymusu "muszę wygrać, bo wszyscy na mnie liczą". A ten backhand w Indian Wells? To był chyba pierwszy raz, kiedy naprawdę poczułem, że nie tylko walczy, ale i niszczy. Tak jakby Swietlina tam na kortach wpadła nie na drugą finałową, tylko na kogoś, kto po prostu już dawno nie myśli o tym, żeby przegrywać. Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu każdy drugi mecz z jej udziałem kończył się niespodzianką: albo jakiś błąd, albo jakiś przeciwnik, który nagle dostał wiatru w żagle. Teraz to zupełnie inna liga — nie tyle, że jest lepsza, ile bardziej… nieustępliwa? Tamto to było ziarno rzucane na żyzny grunt, teraz mamy całe pole, które samo się obsiewa i wybucha nowymi korzeniami. Finał w Guwahati to dopiero była wisienka na torcie, coś w stylu "no dobra, to teraz poważnie", bo przecież nie wystarczy raz, drugi, trzeci — trzeba to jeszcze pielęgnować, a Pegula chyba wreszcie zrozumiała, że robi coś więcej niż tylko uderza piłkę. A ten warsztat Magdazi? Kurczę, rozumiem ten moment, bo u mnie w pracy jak leci kombinowana maszyna wbijająca otwory w rurach, to na szczęście jest coś, co nie ma nic wspólnego z tenisem… ale jak tylko Pegula gra, to człowiek od razu zapomina o harmonogramie. Tamten backhand to nie był tylko udany strzał — to był sygnał, że od teraz będzie inaczej. Może teraz nie bije już rekordów z takim hukiem jak w Indian Wells, ale to już nie jest kwestia "jeśli", tylko "kiedy". I właśnie to jest najpiękniejsze, bo kibicuje się nie tylko za widowisko, ale za coś, co ma w sobie powiew czegoś trwałego. Trochę jak z tymi pierogami u twojego ojca, Lech — raz się okazać, że są pyszne, a teraz już zawsze wiadomo, że będą. 🥟💥
-
ej, no dobra, ja też muszę coś dorzucić, bo mnie ten backhand Peguli w Indian Wells dosłownie urwał łeb na amen — ale nie przez to, że go widziałem w telewizji, tylko dlatego, że miałem ten sam problem co Maciek tam z Metryką: akurat leciałem w aucie pod warszawską aleją solidarności z muzyką na maxa, no i naraz radio zaczyna grać tenisową relację z tego meczu, a ja akurat byłem przy siódmej dziurze w jezdni, którą akurat remontowano (wiesz, ten wieczny chaos warszawski), i musiałem zatrzymać się przy krawężniku, żeby nie zrobić sobie dzieła sztuki z mojego auta. i wtedy to usłyszałem — komentator mówił coś o tym backhandzie, a ja sobie pomyślałem: ależ ta dziewczyna ma jaja wprost z buffalo! bo wiadomo, że jak ktoś gra z takim luzem w kluczowym momencie, to albo jest geniuszem, albo szaleńcem — a ona ewidentnie jest obiema rzeczami naraz. pamiętam, jak trzy lata temu jechałem na trening mojego syna do klubu na obrzeżach miasta, a na automacie w szatni leciał jakiś stary mecz z jej udziałem i wszyscy faceci wokół mówili "no ale ona to jednak nie wyjdzie na światło dzienne", no i proszę — teraz oglądamy ją w finałach tak jakby to była nasza lokalna gwiazda, tyle że zamiast na lokalnym rynku, gra na największych kortach świata. i co najśmieszniejsze? ten backhand przy 1:52… kurczę, gdybym miał go opisać swojemu kumplowi z pracy, to powiedziałbym, że to była taka piłka, jakby Pegula wzięła kij, machnęła nim raz i odcięła Swietlinie nie tylko końcówkę meczu, ale i całą nadzieję na finał — no bo kto by tam jeszcze w nią uwierzył po tym, jak Swietlina wróciła z kimś takim jak Gauff? a tu proszę, Pegula nawet nie drgnęła, jakby grała z koleżanką na sobotnim turnieju w rodzinnym Buffallo. a ja myślę sobie: wreszcie, do cholery, ktoś z naszych robi to, co należy, i jeszcze do tego z taką klasą! i to nie jest tak, że jestem fanem od zawsze — pierwszy raz zobaczyłem ją, jak grała z kimś tam w WTA 125 w Vancouver, no i wtedy pomyślałem "no dobra, kolejna amerykanka z mocnym backhandem", ale teraz to już naprawdę coś więcej. jakie tam "z Buffallo", to chyba sam bóg tenisowych cudów zesłał nam Pegulę, żebyśmy wreszcie mieli kogoś, kto nie tylko bije piłkę, ale i bije w serce kibiców na całym świecie. 🎾❤️🔥Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Akurat wczoraj, jak grzebałem w piwnicy u teścia przy zimnym winie z 2019 (bo co, inaczej się nie ogląda stare mecze?), to wleciał mi na stary laptop Pegula vs. Swietlina z Indian Wells… i co? Moja 10-letnia córka, która normalnie żyje w swoim własnym wszechświecie pełnym TikTokowych tańców, nagle stanęła jak wryta i mówi: „Tato, ale ta pani jest NIEZŁA!”. A ja jej na to: „Dziecinko, to nie pani, to cała historia, którą dopiero doczekaliśmy się zobaczyć!”. No i co? Dzisiaj rano, idąc do pracy, słyszę jak radio leci ten sam mecz i moja żona z kuchni krzyczy: „Ej, to chyba ta twoja Pegula wygrywa?!”, a ja na to: „Kochana, to nie tylko wygrywa, to jeszcze podgrzewa moje jutrzejsze śniadanie!” 🍳🎾🤣🍿Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿