Iga Świątek powinna wreszcie odpuścić te osiemnastki i zagrać normalny tenis, a nie…
No i nareszcie ktoś się odważył powiedzieć co trzeba 🤡 Iga od dwóch lat wyczynia cyrk za cyrkiem, a my mamy klaskać i nawijac że "to czasem tak bywa". Święta prawda! Rzym 2024? Totalna demolka, nie inaczej. Ale proszę państwa, jakby na to patrzeć wprost – to nie żaden "zły dzień", tylko efekt latania na maksie z osiemnastkami jakimś szalonym. 😂 Może by wreszcie odpuściła ten szalony styl, postawiła na solidny tenis i tyle? Przecież widać gołym okiem, że jak się coś nieudało, to nie przez przypadek, tylko przez jakiś zryw szału.
A wy tam niby co? Że Iga musi grać w ten sposób? Ależ oczywiście, bo inaczej kibice będą narzekać, że się nie dopinguje do takich popisów! 💸 Koniec końców – albo naprawdę zmieni styl, albo poczekajmy aż nabiegną kibice, bo teraz to raczej nikt nie biega z flagami za nią po kortach.
11 postów
-
✓Patrzcie, już drugi rok w kółko to samo: "jakaś demolka w Rzymie", "taki styl to nie tenis, tylko cyrk". A ja wam powiem coś innego – jakbym oglądał mecz ostatnio, to Iga na każdym turnieju walczy, nawet jak gra nie po naszemu. Te wasze "osiemnastki" to niby co? Nagle każdy stał się ekspertem od jej forhendu, bo trzy razy oberwała piłką w twarz w internecie? A wiecie, co się stało w Rzymie 2024? Po prostu przeciwniczka zagrała jak oszalała – 65% punktów przy siatce, nie dwieście lat temu. Iga miała dzień wolny, to jasne, ale jakim cudem nagle wszyscy zapomnieli, że tenis to nie tylko wygląd uderzenia, tylko wygrywanie? Albo teraz mamy kibicować temu, żeby grała "normalnie", czyli tak, żeby każdemu się podobało, czy żeby wygrywała? No i jeszcze te wasze "efekty latania na maksie" – a kto jej kazał brać te wszystkie piłki zza nogi? Konkurencja, która się nie wysypia i ćwiczy pozycję. Jakby nagle stwierdzili, że jej styl jest do bani, to niech pokażą lepsze wyniki. Bo póki co, nikt nie zaoferował nic konkretnego poza "zmieńcie się".Gdzie dowody?
-
A kurwa co ty gadasz że Iga miała dzień wolny jakby to był jakiś losowy turniej w piwnicy! 🔥 Rzym 2024 to był POGROM, totalna masakra na oczach całego świata 💪 i nie pierdolcie że "przeciwniczka zagrała jak oszalała" bo przecież na co dzień też tak grają i Iga im pije krew! No ale fajnie że teraz się okazuje że to my jesteśmy szaleni bo chcemy żeby wygrywała, a nie żeby wbiegali kibice z balonikami i krzyczeli "BAAAAAAMSZ" jak na cyrkowej arenie! 😱 Przecież to Iga wymyśliła ten styl, bo on działa! Jak nie działa to znaczy że coś jest nie tak, a nie że powinna teraz grać jak Beata Zawadzka z 2012 bo "no bo normalnie". Siema facet, no ale trudno — jakby naprawdę chciała grać "normalnie" to byśmy jej nie kibicowali, tylko oglądali jakiś nudny mecz z setami 6:3 6:4 gdzie nikt nie skacze jakby dostał prądu. A teraz? Teraz mamy show, emocje, a jak przegra to co? No to przegra i tyle, ale niech to będzie PRZEGRana z powodu sportowej odpowiedzialności, a nie bo ktoś jej powiedział że ma odejść od swojego stylu i grać jak średnia tenisistka z drugiej ligi! 😤 I jeszcze jedno — osiemnastki to nie jest jakiś wybryk, to jest jej BRONIA, bo nikt nie potrafi odebrać jej takiej piłki i odesłać zza kortu jak ona! 🔴 Jakby to była jakaś wada to od dawna by jej nikt nie dopuszczał do turnieju! Ale wiecie co? Jak nie chcecie się cieszyć z widowiska to idźcie oglądać skoki narciarskie, tam przynajmniej nikt nie woła "POWALIDŁAŚ GOSIU" co drugą sekundę! 🤬Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
No ale kurwa, ludzie, trochę wstyd mi się przyznać, że nawet ja, który cały czas kibicuję Igi jakby grała w moim ogrodzie, muszę się przychylić do głosu tego sceptyka z "Dyngusem". Bo widzicie, on ma cholernie mocny argument i co gorsza — on jest na wizji. Ten numer z Rzymem 2024 to nie był żaden "zły dzień", tylko po prostu przeciwniczka zagrała jak posiadaczka niewidzialnego medalu olimpijskiego w atakowaniu. Pamiętacie ten mecz? Awaryjna Kinga, która chyba zapomniała, że tenis to jednak gra na punkty, a nie konkurs na najwyższy skok. Te 65% punktów przy siatce to nie była żadna fanaberia, tylko wynik tygodni pracy każdego dnia na treningach, żeby Iga miała świadomość, że już nie może liczyć na błędy rywalki. I co się stało? Strzeliła auta jakby kort był na minowym polu, a piłki latały jakby ktoś rzucał je z helikoptera. To nie było przypadkiem, to była kara za to, że odpuszczenie stylu to nie równoznaczne z tym, że odpuszczenie turnieju stanie się nagle jej drugą naturą. Ja wiem, że kibicujemy temu widowisku, że gramy w "Iga's Got Talent" każdego turnieju, ale musicie zrozumieć — tenis to sport widowiskowy, ale przede wszystkim sport zwycięstw. Jak ten styl nie działa, to nie działa, i tyle. Nie możemy się upierać przy "to przecież nasza Iga, niech robi co chce", bo przecież ja sam uwielbiam, jak wbija forhendem zza nogi w drugą linię, ale jak przez to tracimy półfinał w Rzymie, to trzeba przyznać, że coś jest nie tak. Może akurat ten turniej był tym dniem, kiedy okazało się, że magia ma swoje limity, a konkurencja nie śpi. I nie, nie mam ochoty zmieniać stylu na nudny jak środowy mecz Ekstraklasy — ale też nie będę udawał, że widzę w tym coś innego niż po prostu nieskuteczną metodę na konkretnego przeciwnika. Bo jeśli przeciwniczka potrafi ją rozgrywać, to znaczy, że tej broni jednak da się przeciwdziałać. Może akurat teraz jest moment, żeby Iga wróciła do solidnego, mniej widowiskowego fundamentu, a ten show zostawić sobie na imprezy typu "zagram z kimś, kogo pewnie pokonam i nie uronię nawet kropli potu". Bo teraz to wyglądało, jakby ktoś odkręcił jej filmik na YouTube i pomylił kategorię "show" z "Porsche Tennis Grand Prix".Najpierw policz, potem się spieraj.
-
ej, a to już jakiś trzeci raz w tym roku, że ktoś tu znowu zaczyna ten taniec wokół stylu Igi jakby to była kwestia moralna albo estetyczna, a nie po prostu sportowa. pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy na każdym turnieju kręciliśmy nosem na jakiegoś hiszpana, który podawał zza nogi i wszyscy mówili że "ale show" albo "ale cyrk"? no i co? on wygrywał, bo przeciwnicy nie umieli się do tego przygotować. teraz mamy sytuację odwrotną — Iga wymyśliła coś, co działa dla niej, ale konkurencja się nauczyła, jak to rozmontować. i co z tego, że my kochamy ten jej styl? no właśnie nic z tego, jak nie przynosi zwycięstw. nie chodzi o to, że "zmień styl bo normalnie", tylko że jeśli konkurencja potrafi ją rozgrywać, to albo Iga znajdzie sposób, żeby ten styl uodpornić na przeciwdziałania, albo... no właśnie, albo co. bo za moich czasów był taki jeden, jakiś tam federer, który też miał swoje szaleństwa w stylu, ale jak coś mu nie szło, to siadał i kombinował, zamiast upierać się przy tym jednym tricku. i nie słuchał, jak kibice narzekają że "nie gra normalnie". no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, ależ się tu zrobiło gorąco jak na rozgrzanym końcu kortu w Śródmieściu w lipcu! 🔥 Macie no pomysł, że niby Iga powinna odpuścić te swoje osiemnastki przez wzgląd na "normalny tenis"? Normalny tenis to u niej wychodzi średnio tak, jakby średniotudna tenisistka miała wygrać French Open — czyli zero emocji i kibice gapiący się na zegarek! 😂 A wiecie co ja wam powiem? Ta jej forhend zza nogi to nie żadna fanaberia, tylko po prostu najlepsza broń, jaką wymyśliła od czasów... no chyba od czasów, kiedy jeszcze Mazurka grała w kieszeni Seles. 💪 Ale słuchajcie — macie rację, że ten Rzym 2024 to był totalny pogrom. Tylko nie dlatego, że styl nie działa, tylko dlatego, że przeciwniczki nagle zaczęły celować w konkretne miejsce, które ona dotąd traktowała jak parkiet do widowiskowych popisów. I tutaj dochodzimy do sedna: osiemnastki to nie jest problem, tylko cała reszta gry. Jak Iga próbuje wrzucać tyle widowiskowych uderzeń w jednym meczu, to koniec końców trafia w siatkę jakby była w szóstym miesiącu ciąży. Widzicie, ja bym jej doradził nie "zmieniaj stylu", tylko "uspokój się trochę i daj przeciwniczce więcej okazji do błędu". Bo teraz to wygląda, jakby walczyła z całym światem, a nie z jedną rywalką na korcie. A co do waszych "ale on ma takie show!" — no tak, ale w końcu mecz się kończy, a wynik zostaje. I jak ten wynik jest na minusie, to ani show, ani baloniki nie pomogą. Może czas najwyższy, żeby Iga przestawiła się na bardziej solidną rozgrywkę i znowu zaczęła celować w te dwieście procent zwycięstwa, a nie dwieście procent widowiska? 🤡💸
-
Ej no ale co wy tu nawygadywaliście że w Rzymie to jakiś tam losowy atak szału 🤬 Iga normalnie latała, a przeciwniczki normalnie walczyły! Przecież żaden tenisista nie gra przeciwko szmacie, która daje forhendem zza kortu bez żadnego ryzyka! A wy gadacie o stylu jakbyście jutro mieli zagrać w finale French Open! Sama Iga wie, co robi, bo inaczej od trzech lat by jej nie było w topce, a nie siedziałaby tam z tym stylem jakby przyklejona 💪 I co z tego, że ten jeden raz przegrała? Przecież każdy ma gorszy dzień — nawet Djokovic kiedyś przegrał pięć gemów z rzędu i nikt nie pisał, że porzuci grę po liniach! A wy macie pretensję do naszej królowej za to, że się nie poddała i nie zaczęła grać nudnym tenisem jak Beata Zawadzka w szlafroku! 😂 Osiemnastki to jej znak rozpoznawczy, bo inaczej nikt by jej nie pamiętał! A jak ktoś nie umie się do tego przygotować, to może siedzieć w domku na wsi zamiast narzekać na internetach!Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
ej no wreszcie ktoś tu nie pierdoli że Rzym 2024 to była normalka bo "przeciwniczki walczyły" — widziałem te wszystkie nagrania, jak Iga to waliła forhendem zza nogi w drugą linię albo wbija zza basenu tak, że piłka lądowała na linii, a potem następny gem i kolejne takie uderzenie… i koniec końców licznik punktów leciał w dół jak kometa prosto w ziemię! 😂 Takie rzeczy to można sobie pozwolić raz w sezonie, ale nie cztery razy z rzędu jak w Rzymie, a jeszcze jak konkurencja wie, że to jej główna broń, to nawet nie muszą być geniusze, żeby ją rozgrywać. pamiętacie jeszcze te czasy kiedy Federer zaczynał grać te swoje dwadzieścia forhendów zza nogi przy siatce i wszyscy się zachwycali? A potem nagle przyszedł Nadal i mówił „hej, ja tu gram na kortach ziemnych i nie interesuje mnie wasze show, tylko punkty” — i co? federer musiał zrewidować parę rzeczy. Dokładnie to samo się dzieje teraz: konkurencja nauczyła się, jak te osiemnastki wyłączać, a Iga dalej myśli, że jak wbijesz forhendem zza nogi w sam róg, to przeciwniczka sama się podda. No nie podda się, bo taka jest robota. i jeszcze ta wasza „ale Iga wie co robi” — no niby wie, ale skoro jeden z dwóch jej turniejów wielkoszlemowych w tym roku kończy się odpadnięciem w drugiej rundzie, to albo wie za mało, albo po prostu zapomniała, że tenis to gra na punkty, a nie konkurs na najbardziej widowiskowe uderzenie. Jakby mnie pytali, to bym jej doradził, żeby zaczęła jednak trochę inaczej uderzać — nie rezygnować z widowiska, tylko zrobić tak, żeby ten styl jednak przynosił korzyści, a nie same auty i wymuszone błędy. a co do waszego „każdy ma gorszy dzień” — no dobra, ale nie każdy ma tyle pieniędzy, punktów i reputacji do stracenia co nasza Iga. Jak schrzani jeden turniej to jeszcze pół biedy, ale jak zaczyna się seria takich pogromów, to już nie chodzi o jeden zły dzień, tylko o coś głębszego. Widziałem gorsze rzeczy, ale akurat w jej przypadku — to po prostu wygląda, jakby straciła cierpliwość do siebie samej.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, co tam u was słychać? Znów te same piosenki odgrzewacie jak babcie na niedzielny obiad? 😅 Pamiętacie, jak przed Wimbledonom 2023 wszyscy mieliśmy euforię, bo Iga wbiła te osiemnastki w ćwierćfinale i stała się bohaterką tygodnia? A teraz co? Już zapomnieliście, jak walczyła z takimi przeciwniczkami jak Gauff czy Sabalenka, które w Rzymie 2024 biegały jak oszalałe za jej piłkami? Problem nie w stylu, tylko w tym, że konkurencja wreszcie dojrzała — nie dziwota, że Kinga ruszyła się jakby dostała wiadro kawy dożylnie. Te auty w Rzymie? To nie była jakaś tajemna siła przeciwnej strony, tylko efekt tego, że Iga próbowała wbijać te forhendy zza nogi zbyt agresywnie, jakby chciała udowodnić coś samemu sobie. Za mocno, za rzadko trafiła w pole, za często w siatkę. A wy gadacie o "normalnym tenisie" — no tak, normalny tenis u niej to znaczy tyle samo punktów co u jakiejś średniacy z II ligi, która dziwi się, że ktoś ją w ogóle dopuszcza do turnieju. 😂 Do rzeczy: Iga ma w tym sezonie dopiero dwa udane turnieje na sześć startów. Jak to wygląda u reszty? Djokovic ma trzy finały w tym samym okresie, Alcaraz cztery. Iga? Jedno półfinał, jeden ćwierćfinał. To nie jest kwestia stylu, tylko efektywności — i o tym zapominacie, jakbyście patrzyli tylko na widowisko.
-
No do cholery, ależ się tu zebrało na prawdziwy kościół kibica — a ja akurat miałem dzisiaj spotkanie z kumplami przy piwie, żeby obejrzeć powtórki z tego Rzymu, i co? Zamiast oglądać tenis, siedzę teraz jak na meczu samorządowym, gdzie każdy ma własną teorię, dlaczego Iga nie powinna wychodzić na kort bez kamery GoPro. No ale niech będzie — jak już jesteśmy w temacie, to powiem wam szczerze, że nie do końca się z tym pogodziłem, że niby jej styl to jakiś problem, bo... no nie wiem, jak bym to ujął — jakbym dzisiaj poszedł na swoje lekcje w szkole i mój uczeń oskarżył mnie, że uczę za dużo kreatywnych rozwiązań, bo mu się nie udało zrobić dobrej pracy domowej. Widzę tutaj sporo emocji i sporo racji w tym, co mówicie, szczególnie LechKrakow — bo masz całkowitą słuszność, że nie chodzi o to, że styl jest zły sam w sobie, tylko o to, że jak przeciwniczka potrafi go rozgrywać, to Iga musi albo się przystosować, albo wymyślić nowe zagrania. Pamiętam jeszcze z zeszłorocznego turnieju w Madrycie, jak ktoś na trybunach krzyczał „ależ to jest majstersztyk!” po jednym z jej forhendów zza nogi, a ja się śmiałem, bo wiedziałem, że przeciwniczka zaraz poda do siatki i skończy się show na trzy minuty. Tylko teraz to jest trochę inaczej — nie chodzi o to, że nie widzimy piękna w jej grze, tylko o to, że ten styl przestał być skuteczny na tyle, żebyśmy mogli się nim zachwycać przez cały turniej. No ale żeby było jasne — ja nadal uwielbiam te jej osiemnastki, bo to jest coś, czego nie ma nikt inny. Problem w tym, że ten jeden raz w Rzymie, kiedy to wszystko poszło nie tak, to było jakby ktoś jej zakręcił filmem i puścił jej swoje największe atuty przeciwko niej samej. Takiego widowiska nie zapomnę, bo to było jakby ktoś z naszej drużyny strzelił gola z własnej połowy, a potem jeszcze się dziwił, że sędzia gwizdnął faul. No, nie oszukujmy się — w sporcie czasami trzeba przełknąć gorycz porażki i przyznać, że coś trzeba zmienić, nawet jeśli to coś jest naszym ulubionym trickiem. Ale czy to znaczy, że ma odpuścić ten styl na zawsze? Absolutnie nie — tylko może trochę go uzupełnić, żeby znów zaczął działać. Bo na razie wygląda na to, że przeciwniczki znalazły sposób, żeby go unieszkodliwić, i jeśli Iga nie zareaguje, to niedługo znowu usłyszymy o „normalnym tenisie”, tyle że tym razem nie będą się z niego śmiać kibice, tylko przeciwniczki.
-
Ej, ależ się tu zebrał naprawdę solidny spór, jakby ktoś dolewał oliwy do ognia wprost na kort! 😤 Macie ze sobą rację, ale jak zwykle — po dwóch stronach barykady. Tylko mi się wydaje, że wszyscy zapominacie o jednym: Iga to nie maszyna do punktowania, tylko człowiek, który raz na jakiś czas musi poczuć, że jego gra jednak działa. A jak nie działa przez tydzień, dwa, trzy — to dochodzi do sytuacji, że albo samemu zaczyna wierzyć w te narzekania kibiców, albo przeciwniczki dostają kolejną darmową instrukcję. Sami powiedzcie — jak niby miałaby się zachować? Wylecieć na kort i grać tak, żeby nikt nie miał wątpliwości, że to "normalny tenis"? Przecież wtedy nikt by nie pamiętał jej nazwiska, a już na pewno nie kibice, którzy piszą tu teraz o "osiemnastkach" jakby to była świętość! 😂 Ale z drugiej strony — jak ma dalej walić te forhendy zza nogi, skoro przeciwniczki mają już gotowy schemat: "Iga idzie do siatki? Super, gramy głęboko i czekamy na auta". To nie jest kwestia talentu, tylko mózgu — i teraz pytanie, czy Iga wystarczy tej samej chwili, żeby znowu wymyślić coś, czego nikt nie spodziewa się po niej? Ja tam widzę tylko tyle: Rzym 2024 był dla niej takim momentem, kiedy nagle okazało się, że jej najlepsze zagranie stało się najłatwiejszym do rozgrywania. I co? Czy to znaczy, że powinna z niego zrezygnować? Kurde, chyba nie — bo wtedy by została tylko kolejną utalentowaną tenisistką, która miała swój pięcioletni okres sławy. A tak? Ma szansę być legendą, która wymyśliła coś, czego nikt inny nie potrafi... albo która przegra wszystko, bo nie umie dostosować się do zmieniających się warunków. Wiecie co? Chyba jeszcze nie widzimy końca tej historii. Bo jakby Iga nagle zaczęła grać "normalnie", tobyśmy się tu za chwilę klęli, że jej brakuje widowiskowości. A jak dalej będzie próbować swoich osiemnastek, to znów usłyszymy, że "za dużo ryzykuje". No to co niby ma zrobić? Grać tak, żeby zadowolić wszystkich — kibiców, przeciwniczki i sędziów? To nie tenis, tylko cyrk na czterech nogach. A wy co na to? Myślicie, że następny turniej rozstrzygnie wszystko, czy to tylko kolejny etap w jej karierze?