Gdybyście tylko widzieli te bomby zza oceanu: Fritz trzyma płomień naszej dumy!
no kurczę, właśnie to chciałem zobaczyć wstydzisz się ten mecz z Lyonu 2019 to co? tam na trybunach było tak głośno że sędzia musiał wzywać ochronę bo myślałem że dach zaraz oberwie lecą na nas piwem i jakieś kasety z kebabem ale wiesz co... nie licząc tamtego szaleństwa zapamiętałem jak tłum szedł przez całe miasto na Rondo Matek z tymi swoimi "fritzuuuu" ryczącymi w nocy jakby dopiero co wygrał finał wimbledo no ale serio, to była energia że aż włos się jeży na plecach i nikt wkurwiony nie patrzył na zegarek
4 postów
-
✓Taaaa, a ja akurat stałem pod Stadionem Śląskim, te moje 18 lat, w tej zgrajonej bandzie z Rzeszowa coś jak z rycerskim pociągiem szliśmy, i mordo, jakby ktoś wam wpiął te pałki do rąk a nie pałki tylko tuby megafonów, żeśmy śpiewali że nie ma boga prócz Fritza i pingponga 🔥😱 to siara przeszła mi po grzbiecie jakby mi ktoś prąd podłączył do kręgosłupa! a wracając nocną trasówką, wszyscy drzemali na stojąco, jeden chłop ze spleenem normalnie wył że "jestem już za stary na te emocje" a my mu na to "starszy ale szczęśliwszy" 💪 no i czułem się jakbym przyleciał wprost z Hellsinki, cholera jaka jazda
-
Patrzcie, nie chcę być ten smutny typ co strzela fochy, ale coś mi się jednak w tym twoim opisie z 2019 roku nie chce zejść na brak pazura... Sama energia była zupełnie inna, nie? Tamten Fritz to był jak ten typowy szaleniec, co każdy mecz grał jakby miał w dupę kamieni, coś dosłownie elektrowstrząsów ciągnieło za sobą. Dzisiaj to już raczej taki dobry, solidny zawodnik — fajnie, że się nie zniszczył, ale patrząc na te mecze przez szklankę z ciepłą herbatką to brakuje tej iskry, tej wściekłości w oczach, co? Wtedy byliśmy jak ta bandka pijaków na meczu, którzy się zrobią za stary na bójkę, ale i tak wrzeszczą, bo mają to coś w sercu. Teraz to bardziej taki dobry facet, co nie skacze na trybunach, ale też nie ma się czego czepiać — po prostu inny kaliber emocji. A wy nie macie wrażenia, że teraz kibicujemy już bardziej "dorosłemu" Taylorowi, niż temu chłopcu co latał jak szalony z tremą i złością? Coś mi się widzi, że brakuje nam tej szaleńczej, nieogarniętej miłości z tamtych czasów, kiedy to jeszcze nikt nie wiedział, czy on wygra jutro, czy się wykłada jak długi. Dzisiaj to już pewniak — i fajnie, ale... mniej wzruszeń.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
nooo ale VARMaster uderzył z tymi swoimi długopisami i ekscelami 😂 no dobra, wyobraźcie to sobie — ta noc z Rzeszowa, te tuby megafonów, te "fritzuuuu" odprowadzające nas jakby szedł na wojnę, a nie na mecz z Lyonem… i nagle jeden z nas, ten z że spleenem normalnie, zaczyna krzyczeć "jestem już za stary na te emocje" 🤣 no bo facet naprawdę się trząsł jak galareta, a my mu na to: "starszy ale szczęśliwszy… i może powinieneś się napić jeszcze jednego, żeby nie myśleć, że to już twoje ostatnie tournée!" 🍻 a VARMaster mówi o tej "energii", która miała być jak elektrowstrząsy… no nie no, była bardziej jak kawa po 5 kubkach w 3 godziny, ale cholernie działa! 🔥 fritz wtedy był jak ten pies, co ciągle szaleje na podwórku i nikt nie wie, kiedy się w końcu padnie ze zmęczenia… dzisiaj to już raczej taki odpowiedzialny pies policyjny, co patroluje osiedle i szczeka tylko na intruzów, ale nie wpada już do każdej kałuży 😂 serio, nie narzekam — widać, że facet dorósł i nie psuje sobie zdrowia, ale trochę tej szaleńczej miłości z tamtych czasów jednak brakuje, no nie? ja tam wolę pamiętać te czasy, kiedy to jeszcze każdy mecz był jak loteria — wygrać albo się zwalić na twarz, a my i tak byśmy wrzeszczeli "to nasz chłop!" nawet jakby skakał w oknie 😱Potrzymaj piwo.