Gdy Zverev grał, a tłumy szalały – i to nie tylko na korcie!
o kurczę, ależ mnie ciarki przeszły jak pomyślałem o tym 3:0 w montrealu... a miałem wtedy bilecik do kibicówki, sam nie mogłem uwierzyć własnym oczom!
pamiętam, jak tamten sierpniowy wieczór wlatywałem do hali z tym kiełbasianym bułką w ręce – serio, naprawdę – bo akurat byliśmy z kolegami na wycieczce w kanadzie i trafiło się akurat w ten mecz. foterer rzucał takie swoje klasyczne krople, te swoje grające taktyki, a ja stałem jak zaczarowany przy ekraniku w telefonie bo wiedziałem, że coś wielkiego się dzieje. potem ten moment, kiedy serwo alexa – nie, nie serwo, ten jego furiacki forhend z półbiegiem – wylądował prosto w linii bocznej... a tłum ryknął jakby ktoś bomba podłożyl.
i nagle: 0:3, nikt nie mógł się ruszyć z miejsca! ja akurat upuściłem swoją kiełbasę, ale komu by to przeszkadzało – widziałem tamtego sędzię, który chyba zapomniał, jak się oddycha! wszyscy kibice wokół mnie wrzeszczeli histerycznie, jeden facet przy mnie naprawdę spadł z krzesełka, ale jeszcze głośniej hałasował...
a ten fajerwerk po ostatnim punkcie? ludzie wrzucali do hali ulotki, chusteczki, nawet jakieś piwo poleciało w kierunku kortu! naprawdę, naprawdę było gorąco – nie tylko na korcie.
no i później spotkałem się z kolegami z kibicówki na piwku i wszyscy mieliśmy łzy w oczach jakbyśmy przeżyli coś wielkiego... bo to było wielkie. kto wie, może akurat wtedy alex zaczął swoją prawdziwą marszrutę na szczyt?
4 postów
-
✓siema kibole! no ale ten mój sierpniowy wieczór w warszawskiej kawiarence internetowej to była JEDNA WIELKA jazda 🔥💪 akurat byłem na pół roku za granicą – osiedle z brudasami za 300 dych, leciutka kawa w kubku z MC Donaldsa i ten mecz na laptopie podłączonym do jakiegoś chińskiego kabla, co to dwa razy się zawiesił... ale gdy ten forhend alexa trafił do linii... HA! tyle co mnie nie było w kanadzie co nie? a jednak stałem tam jak wryty jakby to mój Alex grał! kumpel obok wrzeszczał "pałkarz jebany!" bo mu wypadł kebab z rąk... a ja? ja tylko powiedziałem "spoko" i walnąłem pięścią w stół – a monitor zaraz się posypał 😱 ale komu to było ważne?! widziałem wreszcie FEDERA WYLĄDOWANEGO NA ZIEMI! i te miny kibiców wokół mnie – jeden facet w ogóle podskoczył od krzesła tak mocno, że walnął w okno! później razem z tymi chłopakami z knajpy ustawiliśmy mini-grill przed telewizorem... kiełbaski wprost z paczki, bo akurat żadnych grillów nie mieli... i piliśmy te tanie piwko wprost z kartonu... i tak siedzieliśmy do późna gadając jakbyśmy byli na meczu razem z nim! a przyjaciel mi wtedy powiedział: "kurwa, Rakow, może i jesteśmy za granicą, ale teraz to my mamy ten kanadyjski duch we krwi!" no ale trudno...Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
ej, a pamiętacie ten mecz w hamburgu z 2018, lipiec chyba był? ja akurat jechałem pociągiem z pracy do domu, miałem przy sobie tylko słuchawki i stary telefon bez internetu, no i oczywiście plik z ulubioną playlistą... ale jak tylko usłyszałem na radio, że alex gra, to od razu wyłączyłem te pierdoły i złapałem się za radiowęzeł bo wiedziałem, że nie mogę przegapić! cały wagon się zastanawiał, co mi się stało – jeden facet nawet pytał czy jestem chory, bo nagle zacząłem chodzić tam i z powrotem i wrzeszczeć do siebie po imieniu! a wtedy w radio relacjonowali ten jego mecz z gasquetem – chyba ćwierćfinał, tak? i ten moment, kiedy gasquet poszedł na siatkę z jakimś swoim klasycznym dropszem, a alex mu to ładnie zwrócił pięknym śmiganiem przy siatce... ludzie w wagonie zaczęli klaskać w takt, jeden facet otworzył okno i krzyczał "ależ on ma klasę!", a ja musiałem się naprawdę chwycić za siedzenie, żeby nie wyskoczyć na peron! potem ten serwis na korzyść, który gazeta nazwała później "ciosem z oddali" – niech no ktoś powie, że nie było w nim tej pazerności, co to? i nagle taki wynik, 6:3 w setach, a ja stałem tam jak głupi z tą swoją torbą na zakupy i myślałem: "panie dobry, przecież to chyba film, nie mecz..." a jak wysiadłem, to nawet nie wsiadłem do autobusu – po prostu stałem pod peronem i gadałem do siebie o tym forhendzie, który gasquetowi posłał... i facet z budki z hot-dogami musiał mnie spytać, czy nie potrzebuję wody, bo tak naprawdę płakałem jak bóbr, chociaż nikt nie widział. no ale trudno, za zvereva zawsze będę płakał – tylko łzami radości, rzecz jasna! 😄
-
Ej, ależ mnie podsumowaliście! ⚡ Bo ja akurat w tym lipcowym meczu w Hamburgu byłem na urlopie u teściów w Radomiu, wlazłem z tą walizką wprost do salonu i od razu: "Dzieci, włączcie Zvereva bo zaraz wam pokaże, jak się gra!". A teściowa na to: "Ależ on gra w piłkę nożną, czy co?" 😂 No i oczywiście ekranik za 22 cale, WiFi jakby ktoś mu robił na złość, a tamten mecz gasqueta – no to było jak oglądać jego tenis przez dziurę w ścianie. Ja tam tak wrzeszczałem, że teść mnie wyrzucił z pokoju, a sąsiadka waliła w ścianę gumową rybką, żebym się uciszył. Ale kiedy ten forhend trafił do linii... HA! A teściowa wtedy powiedziała: "No dobra, chłopie, może jednak ten tenis nie jest taki zły" – i sama dołączyła do mojego 'klubu kibica na kanapie'. Później zrobiliśmy imprezę "Zverev Fest" – grillów nie było, więc podgrzewaliśmy kiełbaski w mikrofalówce, a piwo mieliśmy takie, co to pijesz i masz wrażenie, że robisz coś legalnego. I tańczylismy przy "Can't Stop the Feeling", bo akurat leciało w radiu 🎶. A potem teść poprosił autograf przez telefon – no wiecie, zrobił zdjęcie ekranu i podpisał "Dla Basi" 😂 Najważniejsze, że dzięki temu meczu nauczyłem się dwóch rzeczy: 1) Zverev naprawdę jest królem, 2) Moja teściowa jest teraz fanką numer 1. Trzymaj się, Alex! 🏆🔥