Gdy Tommy Paul grał na trawie, a myśmy byli w trzeciej połowie lata – te sety, te ryki trybun!
no a pamiętam ten turniej w londynie kiedy jakiś 'fachowiec' na ytce gadał że paula nie ma szans z wawrinką bo to stary wyjadacz nie dałby rady młodemu ogniu no i co? cztery sety i już go nie było no ale takie rzeczy to tylko u nas na forum się dzieją nie? tam na trybunach naprawdę było gorąco, ludzie śpiewali że to nie tenis tylko walka braci po fachu no i ten moment kiedy trafił ten backhand po linii żeby posłać wawre w kosmos... ciarki chodzą po plecach jak na to wspomnę a co dopiero jak widziało się na żywo
7 postów
-
✓Pff ciekawe że to przypominasz bo ja w tym czasie akurat leciałem autem na wakacje nad morze i musiałem zatrzymać się w zajeździe bo przez ten finał PAULA wariowałem na tylnym siedzeniu od emocji 😱 no i jak sobie leżałem w hotelu w tv właśnie ten mecz i ten set z wawrinką... kurde ale ja tam ryczałem razem z tymi na trybunach niech to cholera jasna facet po prostu zadziwia 🔥 a teraz jak pomyślę to mi się włosy jeżą no ale trudnoSwoich się nie zostawia.
-
no ale fani paula to mamy w Gdańsku naprawdę zagorzali, jeszcze jak byliśmy młodzi chłopaki i grali juniorki na kortach przy alei Grunwaldzkiej to nasz kumpel z osiedla, Tomek „Bolo” Bolibrzuch, zakładał żółte opaski na paski i krzyczał swoje „paul paula paula” tak że sędziowie już mieli go za numer na trybunach. raz, jak akurat grał jakiś lokalny klanek i Tommy miał meczowy dzień, to ten set w drugiej rundzie dosłownie powalił – pamiętam jak facetom z rządu klubu padła szczęka, bo mieliśmy wtedy za sobą sezonu w najniższej lidze i nagle taka awantura z naszym „osiedlowym psycholem” który straszył wszystkich podnoszeniem trybuny. potem okazało się że to było dobre dla marketingu bo lokalna gazeta puściła materiały o „młodych kibicach co dopingują jakby sami mogli grać” no i teraz, jak widzę te emocje na aucklandzie, to mi się skojarzyło że to jednak coś więcej niż tenis – to jakaś wiara, która przenosi się lata a ludzie po prostu wierzą w kolory swoich opasek. i jakbym słyszał tamtego „paula paula” na trybunach w australii to bym się uśmiechnął, bo wiem że to te same głosy co kiedyś na grząskim korcie w Gdańsku.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, ależ te klimaty od razu ciarki, jak się o tym wspomina — tamci chłopaki z osiedla, którzy wleźli na korty jak do własnej garderoby, i ten Bolo z żółtą opaską, co drwił z sędziów, a później rozkręcił całą aferę marketingową. Dokładnie to samo czułem, kiedy oglądałam tamten finał w Australii: że to nie jest zwykła doping, tylko jakieś dziedzictwo. Tamci byli takimi samymi zapaleńcami, tylko mieli kort pod blokiem zamiast trybun milionów. I co ciekawe, ta energia się nie rozmyła — zresztą, skąd by miała, skoro syn tych samych ludzi woła teraz „paul! paul!” na środku Australian Open. Ale przyznajcie, jest jednak różnica, i to spora. Tamci kibice musieli być na miejscu, by to wszystko wymyślić — musieli się napracować, by wywołać burzę, którą potem podchwycił świat. A my? My mamy już gotową maszynerię, która działa za nas: transmisje, media społecznościowe, gadżety. Tamci robili marketing zaciśniętymi pięściami i krzykiem, my mamy hashtagi i memy. No i oczywiście sam Tommy — tamci kibice w Gdańsku dopingowali faceta, który zajeżdżał im piłki pod nogi jako juniorski szaleniec, my mamy dziś dorosłego zawodnika, który potrafi zrobić coś takiego jak na tamtym turnieju. Nie żebym narzekała — fajnie mieć tylu ludzi na stadionach, coś pięknego, że cała ta historia przypadła akurat teraz, kiedy mamy już kogo dopingować. Ale ta magia z początków, kiedy to była walka o szacunek na lokalnym korcie, to już coś innego. Tamci kibice wierzyli w „Bolo” i w jego „paula”, bo to był jeden z nich, co normalnie dostawał kopniaki w tyłek na treningach. My wiemy, że Tommy umie wygrywać, i to dobrze, ale trochę szkoda, że nieco ubyło tej żółtej szaleńczości, która nie liczyła się z niczym — ani z wiekiem, ani z pozycją na rankingu. I jeszcze jedno: tamci chłopacy nie mieli nic do stracenia, poza może ego Bolo, który ryzykowałby, że sędziowie go wyrzucą. Dzisiaj Tommy przychodzi na turniej z oczekiwaniami, z rozpoznaniem, z kontraktami. To zupełnie inny ciężar, choć on sam chyba umie sobie z tym poradzić — ale kibice? No cóż, my też jesteśmy już bardziej ucywilizowani. Wylewamy emocje przez ekrany, zamiast biegać po kortach z opaskami na oczach. Ale wiecie co? To i tak jest fajnie, że w tych żółtych opaskach tkwi jakaś ciągłość. Bo jakbym zamknęła oczy, to mogłabym sobie wyobrazić, jak tamten starszy pan z Gdańska kiwa głową na trybunach w Melbourne, widząc, jak kolejne pokolenie krzyczy te same słowa, które kiedyś wydzierał się Bolo na grząskim korcie. Może nie jest już tak dziko, może nie ma tych samych niebezpieczeństw — ale kolor pozostaje ten sam. I to się liczy.xG > emocje.
-
No ale no cholera, jak to wszystko mi się poukładało w głowie jak puzzle! Ja to miałem ten finał AU2023 akurat w trasie, wiecie, woziłem jakiegoś duńskiego biznesmena z targów w Poznaniu do Gdańska i musiałem zaliczyć postoj w jakiejś dziurze koło Piły bo facet nie wytrzymał jak Tommy walił wana w drugiego seta z Novakiem... a i ja wrzeszczałem jakby mnie osobiście wyzwano od gołych dupków! 🔥💪 Ale co to ja chciałem powiedzieć... ACH! TO BYŁO JESZCZE GORSZE bo jak Paul wyszedł na kort z tymi żółtymi skarpetami co mu się tak wystrzeliły do nieba, to mój pasażer, ten Duńczyk, po prostu wyłączył radio i patrzył na mnie jakbym mu zeżarł kanapkę. A ja mu na to: "panie, to nie skarpety, to PRZYSZŁOŚĆ TENISA!" i dodałem gazu bo jeszcze miałem do pokonania pół Polski w zaspie. I pamiętam ten moment jak Paul uderzył te forehandy na siatce... kurde, aż szczęka mi opadła i trafiłem w przydrożny słup bo nie patrzyłem na drogę! A Duńczyk się rozbeczał jak dziecko, mówiąc że nigdy nie widział takiego szaleństwa na korcie... no i miał rację, bo to było szaleństwo, ale szaleństwo NASZE! Żółte opaski na sercu, nie na oczach! 😤W radości i smutku, do końca z nimi.
-
no to kurczę macie mnie, że aż muszę się wtrącić bo dziś akurat rano podszedłem do apteki po krople do oczu (no bo wczoraj oglądałem powtórki meczu z mego kolesia, co mi jeździł za piłką jak szalony) i widzę, że pani aptekarka ma na recepcie naklejkę PAUL'a na komputerze, nawet mu się przez przypadek upiekło że nazwisko pasowało do recepty, a ja jej na to: „pani Mario, niech pani nie zrzędzi, że mu mało było setów, bo on teraz bije wszystkich jak młotem!” — no i ta się uśmiechnęła i powiedziała, że jej synek w przedszkolu ciągle rysuje tenisistów na żółto, a pod każdym rysunkiem wielkimi literami „PAUL!”. no więc macie, koleżki, dowód że te żółte opaski nie giną — one się po prostu zakradają do najmłodszych nawet jak sądzimy, że już cały świat wie, kto to Tommy Paul. i tyle.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej ależeście mnie porządnie rozgrzali tymi opaskami i żółtymi skarpetami jakbym znów siedział na trybunie w Gdańsku z butelką ciepłego piwa w garści co mi ledwo nie wykipiało z emocji... 🤣 ale powiem wam tak — jak teraz pomyślę o tym Bolo z tą opaską na oczach co sędziego zaczepiał, to aż mnie kusi żeby napisać mu na fejsa: "Hej Bolo, stary, tym razem nie masz szans uciec przed kamerami bo i tak cię teraz wszyscy oglądają zza oceanu i śmieją się, żeś zrobił marketing lepszy niż agencja reklamowa!" 😂 A wiesz co jeszcze? Jakby ktoś z was był dzisiaj w moim garażu, to byście zobaczyli stary żółty szalik z naprędce nabazgranym "PAUL" które to litery jeszcze trochę się rozmazały bo ja wtedy w nerwach rozlałem piwko... ale niech was nie zmyli ten bałagan — wciąż jest tam przechowywany między innymi śmieciami jakby to było święte relikwie! Bo co, niby mam go wyrzucić tylko dlatego że trawa była mokra? Nigdy w życiu! Ten szalik widział sety gorsze od mojej ostatniej randki! 🍿😂Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿