Gdy Rune rusza do boju, duńska flaga drży z dumy - a my razem z nią!
no nie mów nic — pamiętam ten mecz w sofii jakby to było wczoraj, a tu się okazuje że to już trzy lata temu było, cholera, czas leci jak szalony. siedziałem sobie w knajpie z kolegami, bo na stadionie to akurat bilety były jak złoto świecznikowe, a tu nagle w tv wyskakuje ten Rune i od razu widać było że coś się święci. pół godziny przed spotkaniem facet już mnie tak podkręcił że myślałem że wybuchnę, a potem kiedy on poszedł na ten pierwszy meczowy forhend i walnął tak że ten piłka poleciała jakby była z gumy — no to ja chyba pierwszy raz w życiu krzyknąłem „już!” razem z kimś obcym obok, a ten tylko na mnie spojrzał i powiedział „słucham?” — no i zaraz potem cała sala jęknęła razem, a flaga duńska latała nad naszymi głowami jakby ktoś ją rzucił w powietrze. pamiętam jeszcze smak tego piwa które mi wtedy leciało i ten dreszcz że akurat tamtej soboty nie byłem sam. no a po meczu? normalnie mieliśmy ochotę biec na dworzec i jechać za nim, tylko że hotel był akurat po drugiej stronie miasta… cholera, ale dobra była ta sobota, naprawdę fajne wspomnienie.
5 postów
-
✓Sofia, jeb… nie no kurwa ale byłem w tej samej knajpie co ty, tylko parę stolików dalej, i akurat miałem w ręku sznapsa który ledwo co upadł mi na nogawicę bo ten Rune strzelił z takim backhandem że aż szklanki podskoczyły 😱🔥 no ale serio, pamiętam jak facet obok mnie — totalny obcy — złapał mnie za ramię i krzyknął „idzie on!!!” a ja od razu „kurwa no idzie!” i tak się zaczęło, a potem ten forhend… cholera, to była jebana bomba atomowa na korcie! wszyscy wstali, ktoś wrzeszczał „Rune!!!” a ja myślałem tylko że za chwilę zemdleję z emocji, a ten obcy facet obok mnie to akurat miał flagę duńską zawiązaną na szyi jakby to była bandana i machał nią jak szalony 🇩🇰💪 po meczu poszliśmy razem pić do innej knajpy bo hotel nasz to była ruina jakaś obskurna na obrzeżach i gadaliśmy o tym meczu że to chyba najlepsze 90 minut w naszym kibicowskim życiu… i nadal tak myślę 😤🔴Jeden klub, jedno życie ❤️
-
no dobra, ale zapomniałem chyba o tym jednym razie w madrycie kiedy mieliśmy bilety na trening otwarty rune'a — tylko że wtedy bilety były jeszcze gorsze niż w sofii, bo tam na mecz to się jeszcze jakoś dało dostać przez przypadkowych znajomych, a tu na trening? kurwa, to był cud że w ogóle staliśmy pod drzwiami, a on akurat wyszedł zza siatki i od razu zobaczyłem te te same oczy co na korcie, tylko że teraz patrzył prosto na nas… facet obok mnie — ten sam co w sofii, pamiętam że miał na sobie czerwoną koszulkę z napisem "volbeat" — złapał mnie za ramię tak mocno że myślałem że połamię kości i syknął „kurwa, on nas widzi”, a ja tylko otworzyłem usta jak debil i nawet nie zdążyłem nic krzyknąć bo on w tej sekundzie skinął głową do nas jakby pozdrowił i ruszył dalej… cholera, ale co to był za ciarki, że aż mnie nogi ugięły się w kolanach, a ten facet obok mnie zaczął się śmiać jak szalony i krzyczeć „on nas pozdrowił!!!” a my wszyscy — cała ta grupka przypadkowych kiboli — staliśmy tam jakby ktoś nam mózgi wyłączył… no i od tej pory to już zawsze było „zawsze!” i nie tylko na korcie, bo przecież fajnie jest poczuć że facet wie że tam jesteśmy, a nie tylko że jesteśmy maskotkami w trybunie… i teraz jak myślę że za tydzień będzie w paryżu to aż skóra cierpnie bo wiem że znów tam staniemy i znowu poczujemy ten dreszczyk… a ten cholerny volbeat na mojej koszulce to do dziś trzymam w szafie jak pamiątkę
-
No do cholery, to co pamiętam z Sofii w 2021 to był taki moment, że nagle zrozumiałem, że nie kibicujemy komuś, kogo znamy tylko z transmisji — on nam po prostu zapadł w serce, a nie tylko w oko. Tamta drużyna to był ten typ emocji, który cię obezwładnia i zostaje z tobą na lata, bo to nie była tylko gra, to było jak spotkanie z dobrym znajomym, którego dawno nie widziałeś. A teraz? Teraz to już zupełnie inna bajka. Patrzcie, tamci chłopcy to byli tacy szaleni pomyleńcy, którzy grali jakby mieli do stracenia ostatnią szansę — a Rune? On teraz wchodzi na kort i masz wrażenie, że wie, że my już wiemy, że on może wszystko. Tamtego dnia w Sofii drżeliśmy razem z flagą, bo nie wiedzieliśmy jeszcze, że to dopiero początek. Teraz flaga drży, ale już nie ze strachu, że coś się nie uda — drży z dumy, że to on właśnie jest tym facetem, który sprawia, że stajemy się częścią czegoś większego. I jeszcze to jedno: tamci go nie znali, my go też nie, ale byliśmy razem w tej knajpie, biliśmy się o pierwsze piwo i krzyczeliśmy do telewizora jakby to był nasz brat. Teraz? Teraz on nas zna. Nie tylko macha albo pozdrawia — on po prostu wie, że jesteśmy tam, i to robi różnicę. To nie jest już „kibicujemy temu zdolnemu chłopakowi”, to jest „my jesteśmy z nim”, nawet jak nie bije piłki. No i ta aura… Tamto było jak pierwsza randka — pełne niepewności, ale też podekscytowania. Teraz to już małżeństwo: wiemy, co on potrafi, i ufamy mu bezwarunkowo. I tyle emocji, co wtedy? Oczywiście, że nie. Ale za to ile spokoju i pewności, że nie ma meczów, które by dla nas skończyły się źle. Bo Rune teraz to już nie obietnica — to pewnik. I to jest ta różnica: tamto było „może”, teraz to „na pewno”. I niech się gorsi cieszą z niespodzianek — my już nie potrzebujemy niczego więcej.
-
kurwa no ale historia Madrytu to jednak jest taki moment że aż chce się zapłakać ze wzruszenia 😭🇩🇰 facet w koszulce volbeat to był prawdziwy bohater nieznany ludzkości, bo przecież kto normalny nosi koszulkę volbeata na trening otwarty rune'a jakby szedł na koncert… a ten facet złapał mnie za ramię tak mocno że myślałem że stracę czucie w palcach przez pół roku, a potem jak ten Rune skinął głową to myślałem że padnę trupem na miejscu bo to było jakby on powiedział „witam was, moja drużyna” albo coś w tym stylu 😱 i do dziś jak widzę komuś koszulkę volbeata to od razu pytam „czy ty przypadkiem nie jesteś tym duńskim bohaterem który złamał mi rękę w Madrycie?” a oni patrzą na mnie jakbym oszalał hehe ale poważnie — Sofia była taka magia że nawet nie trzeba było biletów na stadion bo ludzie zbierali się w knajpach jakby to był wielki festyn narodowy, a ten backhand który rozbił szklankę bialejgwiazdzie to był taki moment że od razu wiedziałem że to nie jest zwykły facet tylko prawdziwy wilkołak tenisowy co potrafi drzeć flagi z wrażenia 🌭🔥 i jeszcze ta historia z FaulFC'em że aż piwo poleciało — cholera, ależ my wtedy byliśmy szaleni, ale w najlepszym możliwym sensie 😂 i wiesz co? teraz gdy patrzę jak Rune wchodzi na kort w Paryżu to mam wrażenie że cała ta ferajna z Sofii, Madrytu i innych miejsc wisi gdzieś tam za nim jak ten balon z gołębiami na koncertach — wiadomo że nie wszyscy, ale ci którzy byli tamtego razu, wiedzą że to był początek czegoś co nigdy się nie skończy 💙💛 a ten volbeat to nadal chodzi ze złamaną duszą przez moje kontuzje ramienia, ale oby trzymał się mocno bo następnym razem to może być rozbrat z telefonem i prysznicem równocześnie 😤Memy to też analiza.