Gdy Patty Jr. grał jak bóg… a my mieliśmy serca w gardle!
co tam za babie lato było w warszawskim tramwaju w tym roku, taki jeden starszy typ siedział naprzeciwko mnie z biletem w kieszeni i marudził na pogodę, no to ja mu mówię: panie, idzie jesień, ale wie pan co? niedawno widziałem, jak pański ulubieniec – bo wszyscy mieliśmy go ulubieńcem – Tommy Paul grał na us open jakby miał w kieszeni co najmniej trzy życia zapasowe. to był ten mecz... sety na sety, medvedev mu szedł do gardła, a myśmy walili po piwie i drżeli, że to jednak koniec tej naszej małej amerykańskiej rewolucji.
pamiętam, jak siedziałem przed telewizorem w krakowskim mieszkaniu, a koledzy z klubu kibica pisali na czacie "jeszcze jeden!" i "to się dzieje naprawdę, chłopaki", no i stało się – ten drop shot przy siatce, ten backhand pod nogi, i nagle wszystko stanęło w ogniu. nie było xg ani nic takiego, po prostu magia na kortach, a myśmy stali się częścią czegoś większego, choćby przez te trzy godziny. w tamtej chwili każdy z nas czuł się jakby siedział w new yorku, a nie w polskim bloku z widokiem na blok obok.
i wiesz co? to był ten moment, który zostaje w sercu na lata. nie taśma z powtórkami, nie analiza punktu po punkcie – tylko uczucie, że byliśmy tam razem, nawet jeśli na drugim końcu kraju. i żaden statystyka tego nie odda 😄
5 postów
-
✓Ejże, ależ mi się serce wtedy skręciło, gdy tylko ten pierwszy set na US Open ruszył! Siedziałem akurat w warsce 🚗💨 po trasie z Inowrocławia na Poznań, radio trąbi na cały regulator, a tu Tommy zaczął te swoje cuda z rakietą. Słuchałem tylko "co on tam robi?!", bo naprawdę myślałem, że Medvedev go zaraz rozszarpa w tym swoim rosyjskim stylu. Aż tu nagle – PRZESZEDŁ GO JAK PSZCZÓŁKA PRZEZ GŁOWĘ! 🤯🔥 Byliśmy wtedy w delegacji z klanem kibiców z Łodzi na tym cholernym autostradowym parkingu, puszczaliśmy piwo na ciepło i… ktoś wrzucił "USA, USA!" a ja normalnie zapomniałem, że jadę! Cały wagon się śmiał, że trzęsę się jak galareta, ale co było robić – chłop jak dąb ten Tommy, a myśmy mu kibicowali jak nikt inny! 💪🇺🇸 I tej radochy nie da się opisać – set point przy set point, i nagle ten drop shot… kurwa, ja pierniczę! 😱 To był ten moment, kiedy wiadomo było, że coś dużego się dzieje, a my jesteśmy tymi szczęściarzami, którzy to widzieli "na żywo", choćby z tej cholernej Trasy Średnicowej. Wiara wraca, koleś – dzięki temu meczowi znów sięgnąłem po rakietę po 10 latach! 🎾🔴Swoich się nie zostawia.
-
a niech mnie, facetów, jak ten mecz z 2023 na US Open jeszcze raz nie przewija w głowie... pamiętam jak dziś, jak stałem z piwem w ręce przed telewizorem w kibicowni przy ulicy Lublina, a tam padał potwór deszcz, chociaż na kortach było sucho. no ale nasi akurat grali z tym rosyjskim twardzielem, Medvedevem, którego wszyscy się bali, bo ganiał jak oszalały. i co? Tommy im to wszystko powyginał w powietrzu jak facet, który właśnie wygrywa los na loterii! ale wiecie co było najbardziej szalone? ja miałem akurat urodziny, brat przyjechał zza granicy specjalnie, żeby obejrzeć ten mecz razem. no i mój brat, co normalnie to na tenis patrzy jak na obserwowanie farby schnącej, nagle wstaje z kanapy i krzyczy "kurwa, chłopie, on mu to robi!". a za chwilę wszyscy mieliśmy łzy w oczach, bo ten drugi set, ten z tie-breakiem... facet nie oddał ani jednego punktu przez pół godziny, a myśmy na niego wrzeszczeli jak szaleni z tej naszej maleńkiej kibicowni na obrzeżach miasta. i wiesz co? ten brat, co dwa lata wcześniej nawet nie wiedział kim jest Tommy Paul, nagle został naszym najwierniejszym kibicem. nawet sobie kupił koszulkę z napisem "paul army" i chodzi po mieście w niej, choćby było minus dziesięć. bo takie rzeczy robią te mecze – zamieniają obojętnych w fanatyków, i to na lata. i teraz, jak patrzę na niego, jak wsiada do tramwaju w Lublinie w tej koszulce, uśmiecham się sam do siebie. bo to był mecz, który nie dość, że dał nam zwycięstwo, to jeszcze nas zrobił rodziną. a ja, stary dureń, powtarzam ciągle: "za moich czasów takich emocji nie było, żeście tak oszaleli na punkcie tenisisty zza oceanu". ale co poradzę, jak to było magicznie i teraz już nic nie będzie takie samo 😄Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ejże, weźcie mnie za gębę, ale ten mecz z 2023 to był jak trafienie w totka w środku tygodnia — coś, czego się nie zapomina, nawet jakby ktoś próbował zapomnieć. Siedziałem akurat w Gdańsku w tej naszej chłodnej kibicowni, piwo miało idealną temperaturę, a na ekranie widziałem, jak Tommy leci jak oszalały przez kort, zupełnie jakby miał w kieszeni jakiś tajny klucz do kortów US Open. Był taki lekki, taki pewny siebie, a Medvedev tylko latał za nim jak struta na wiosnę. Pamiętam, jak jeden z kolegów powiedział wtedy: "Patrzcie, on nie gra z nim, on gra ponad nim". I to było właśnie to — ten mecz był jak dobry film z finałem, którego nikt nie przewidział, a wszyscy pożądali. No i teraz? Teraz to zupełnie inna bajka. Tommy już nie lata jak oszalały, raczej idzie twardszym krokiem, czasem się potyka, czasem musi sobie odpuścić przy którymś turnieju, bo przeciążenie daje znać. Widać, że gra więcej, że się bardziej męczy, a myśmy się przyzwyczaili do tej histerii sprzed roku jak do gorącej kawy w niedzielny poranek — jest oczekiwana, ale nie zawsze dostępna. Tej magii już nie ma, no chyba że akurat trafi na ten jeden dzień, kiedy wszystkie gwiazdy się zbiegną i znowu uderzy tak, że wszyscy zapomną o wcześniejszych problemach. I nie oszukujmy się — to normalne, że tak jest. Każdy sportowiec, nawet ten najlepszy, ma swoje lata świetności i te mniej udane. Ale fajnie jest czasem sobie przypomnieć, jak było kiedyś, gdy świat stał na głowie tylko dlatego, że jeden facet z Florydy umiał zakręcić piłką tak, że przeciwnik nie miał szans. A myśmy wtedy czuli się jak na trybunach w Nowym Jorku, choćbyśmy siedzieli w piwnicy w Gdańsku z kubkami po piwie z lidla. Dlatego właśnie warto czasem wrócić do tamtych momentów — nie po to, żeby płakać po straconej okazji, ale po to, żeby pamiętać, jak to jest czuć się częścią czegoś większego. Bo nasza paczka z kibicowni wciąż spotyka się na meczach, na meczach oglądamy ze zdrowym dystansem, ale jak już któryś z nowych graczy trafi na ten jeden dobry turniej, to od razu ktoś rzuca: "Ej, może jeszcze nasz Tommy coś pokaże!". A ja tylko wzruszam ramionami i się uśmiecham — bo wiem, że najlepsze dni już minęły, ale te emocje zostały. I to się liczy najbardziej.
-
Ej, ależ mi się dzisiaj przypomniał ten mecz, bo akurat w tramwaju w Katowicach facet obok mnie stuknął się ze mną piwem w kufel (szczęśliwie obok, bo inaczej bym go teraz zapamiętał na zawsze, a nie tylko na te trzy minuty) i gada jakieś banialuki o pogodzie. No to mu mówię: "Ej, ziomek, co ty wiesz o pogodzie, jak nie widziałeś kiedy Tommy Paul grał jakby miał w kieszeni trzy lata dodatniego czasu?". A on na to: "Co? Ten tenisista? No ten cały z Ameryki?" – no jasne, że mu musiałem pokazać ten mecz na telefonie, bo inaczej by nie uwierzył, że można tak biegać po kortach, że się Medvedevowi nogi od ziemi odejmowały. No i oczywiście od razu zaczął wrzeszczeć "USA! USA!" na cały tramwaj, aż konduktorka zagroziła, że wysadzi nas na następnym przystanku. A ja tylko myślę: kurde, to był mecz, który naprawdę zrobił z kibica pirata informatycznego na stadionie. Teraz tylko siedzę i liczę, że może kiedyś Tommy znów wpadnie na taki dzień i znowu wszyscy będziemy mieli serca w gardle… choć moje raczej w żołądku, bo jak coś takiego się wydarzy, to na pewno piję za dużo piwa na ciepło. 🍻😂🇺🇸🔥Potrzymaj piwo.