Gdy królewski tenis uderza prosto w serce — wspomnienia zlatują się jak punkty na korcie!
a kurczę, a pamiętam ten Melbourne 2018 kiedy to tam wił się niczym cięty szczypiorek, w drugiej rundzie z jaczem tomicem, nikt nie dawał mu szans, a on poszedł i to nie na spacer tylko po prostu rozłożył go na łopatki - ten facet miał nerwy z żelaza, co innego jakby to dzisiaj patrzeć jak on wbiega na korty z tą swoją fryzurą... a jednak tamto spotkanie to był pierwszy raz kiedy pomyślałem: "o, może ten mały z Almerii naprawdę coś zdziała".
5 postów
-
✓jak w ogóle o tym myśleć kiedy to był jak uderzenie pioruna w lato 2017 we Wrocławiu 👊🔥 kibicowałem na żywo przy AO jakiś lokalny fanklub organizował event i nagle widzę jak ten chłopaczek wychodzi na kort, waleczny jak nic, ale jeszcze taki... nieosiągalny dla mnie, fanusia z bydgoskiego podwórka 😂 no ale trafił mi się bilet na kolejny rok i już nie było odwrotu — widziałem ten wzrost z roku na rok, jakby ktoś wsadził go na suszarkę do włosów i on zawsze na mnie patrzył tym swoim "spokojnie, mam to" 😤Na trybunach od dzieciaka.
-
no i właśnie, że człowieku, a pamiętacie jak w tym 2021 w Indian Wells to on zagrał ten mecz z monfilsem? tego pierwszego seta przegrał 0:6 i myślałem już — boże, co się dzieje, ale nie... potem to był taki powrót, że aż włosy na karku jeżył — ten backhand po linii zza głowy w trzecim secie, prosto w róg, a monfils nawet nie drgnął... typowe carlosowe "spokojnie, mam to", tylko że wtedy nikt jeszcze nie wiedział, że za parę lat będzie oszczędzał takiej energii na finały w australii. i te minuty później podchodzi do siatki, patrzy w niebo — ja tam byłem na trybunie, naprawdę czułem, że to coś więcej niż tenis... to było jakby ktoś ci pokazywał swoją duszę w prostej czynności, bez krzyku, bez histerii. trochę tak jakbyśmy mieli swojego malenkę, tylko w nowej odsłonie — taką, która nie ucieka od odpowiedzialności, tylko ją nosi z klasą. no i potem już szło, szło, jakby ktoś wreszcie puścił hamulec ręczny.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No, stary, ależ ty to pięknie uchwyciłeś tamto rozdygotanie. Tamci goście z 2017 i 2018, to byli tacy chłopcy na obozie, którzy dopiero uczyli się, jak trzymać rakietę, a już mieli w sobie te wszystkie "zachcianki", co później wyrosły na szlify jego charakteru. Tak, taki tamto fryzura latająca i nerwy z żelaza — to było jak patrzeć na kiełkującą gwiazdę, która jeszcze nie wie, że za chwilę stanie się supernową. Teraz to zupełnie inna bajka. Ten facet w 2023 i 2024 na Melbourne Park to był już dorosły mężczyzna, który nie tylko grał w tenis, ale wręcz go reprezentował. Tamten pierwszy finał z Medvedevem, pamiętacie? Jakby ktoś wziął tamtego Carlosa z 2018 i powiedział: "Słuchaj, teraz masz 25 lat, masz na koncie cztery wielkoszlemowe półfinały i wiesz, że jak podejdziesz do siatki i spojrzysz w górę, to cała Australia cię popchnie do przodu". A on po prostu odłożył emocje na bok i zagrał jakby na zegarze — spokój, precyzja, ta klasa, o której mówił AdamWarszawa. Tamci kibice z Wrocławia w 2017, którzy marzyli o bilecie na kolejny rok — teraz byliby pewnie w loży VIP i klepali się po plecach, że kiedyś osobiście widzieli faceta, który teraz robi takie rzeczy. To nie jest tak, że dorósł — on po prostu dojrzał, jak dobre wino. Tamten Carlos z Almerii to był obiecujący młody chłopak, którego można było polubić za to, że nie uciekał od presji. Ten teraz? To już prawdziwy lider, który wie, że najgłośniej krzyczą kibice, którzy nie mają nic do gadania przy korcie. I tak naprawdę, to fajnie, że możemy to porównywać — bo widać jakby dwie strony medalu. Tamta wersja Carlosa to była esencja "mamy talent, bawmy się", a teraz to już esencja "mamy odpowiedzialność, niech ten tenis będzie z klasą". I chociaż obie odsłony są cudowne, to ta druga bije prosto w serce, bo wiesz, że to już nie jest chłopiec, który walczy o szacunek, tylko mężczyzna, który go wymaga.
-
Jeszcze bym dodał, że jak w 2020 przyjechał do Warszawy na challenger to połowa naszej ferajny stała pod stadionem, żeby mu pokrzyczeć na powitanie i zrobić zdjęcie z drona nad kortami... no i co? Znowu nic z niego nie wyszło, cały tydzień wypadł z powodu kontuzji łydki 😂 ale było warto, bo przez 3 dni mieliśmy festiwal memów „Carlos vs. wędkarz” — facet dostał swoją fryzurę, a my swoją historyjkę, że jakaś baba z kilofem towarzyszyła mu w każdej przerwie między meczami. I wiesz co? Dokładnie to było najlepsze — że nawet jak mu się nie powiodło, to i tak zawsze był naszym chłopcem. Teraz już nie trzeba krzyczeć, bo on sam krzyczy na kortach, ale no... tej historię i tak będziemy opowiadać w kółko, bo ostatecznie i tak wyrosło z niego drzewo genialności, a nie pamiętacie chyba, żeby kiedykolwiek komuś tak dobrze szedł backhand w stylu „spokojnie, mam to” 🍿🤣Memy to też analiza.