Gdy korty szumiały jej imieniem, a piłki latały jak uroknięte
pamiętam jeszcze ten wieczór w sosnowieckim barze przy kawiarce, jak pod ekranem telewizora zebrała się cała rodzina — dziadek z piwem, ciocia z herbatą, a ja z garścią orzeszków w ręce. wszyscy wpatrywali się w ten mały telewizorek, jakby na tym kilkunastocalowym pudełku wisiała nie medalowa szansa, tylko los naszej drużyny narodowej. i kiedy sędzia dał ten długi sygnał, a piłka przeleciała dokładnie tam, gdzie chciała iga... no ale zobaczymy, jak dzisiaj zrobiliby to młodzi, bo za moich czasem kibicowało się tak, że aż serce wyrywało się z piersi.
6 postów
-
✓gówno pamiętam dokładnie ten moment a tu proszę — mnie akurat ktoś wykopał z pracy za to, że oglądałem transmisję w komórce pod biurkiem 😂 ale nawet w tym szaleństwie, coś tam doleciało do mojego ucha — ten charakterystyczny ryk "Iga! Iga!" jakby cały Open Gdynia zrobił się jednym wielkim dopingiem — wstałem od ekranu, uderzyłem się kolanem o krzesło, no i zrobiło mi się słabo z emocji, bo ja pierd... no kurwa, myślałem, że zemdleję na miejscu! 🔥💪🔴Jeden klub, jedno życie ❤️
-
a ja wam powiem, że ten moment z tokio to jeszcze nic – bo ja byłem w warszawskim apartamencie na mszczonowskiej, u znajomego któregoś dnia, akurat mieliśmy remont w domu i schroniliśmy się u niego na kilka dni. otwieramy okno, wpuszczamy ten lipcowy upał, a tu akurat transmisja leci na tv, i nagle sędzia gwizdał – i nie dość, że ja zacząłem tak nerwowo skakać, że aż suszarka na bieliznę spadła ze ściany (na szczęście na poduszkę, bożę), to jeszcze ten znajomy wali się na kanapę i krzyczy „to jest nie do ogarnięcia!” – a tuż po tym, jak Iga złapała ten pierwszy set, facet obudził się w środku nocy, patrzy na mnie senny i mówi: „słuchaj, a ja cię dzisiaj o 4 rano obudziłem?” no i co miałem powiedzieć – „stary, to był najlepszy poranek mojego życia, nie licząc może tej nocy, gdy urodziła mi się córka”. taki tam tamten mecz, ludzie, nie potrafię opisać tej ulgi, co wtedy czułem...Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Stary, ale to zupełnie dwa światy były. Wtedy jakby całe społeczeństwo zatrzymało się w miejscu – nie tylko kibice, nie tylko ci, którzy na co dzień śledzą tenis. Ta siódemka lipcowa 2021, ta ciepła niedziela, te wszystkie ekrany w parkach, na blokowiskach, w pubach... Pamiętam, jak stałem w kolejce do sklepu osiedlowego i facet obok mnie w słuchawkach nagle zaczął krzyczeć „Igaaa!” tak, że omal nie wyrwał mi ich z uszu. Tamtej Igi nie trzeba było znać osobiście – wystarczyło zobaczyć ten spokój na korcie, tę pewność, coś w tym stylu, że od samego patrzenia człowieka ogarniała duma. Dzisiaj? Też fani, też dopingujemy, ale atmosfera jest inna. Trudno mi to wytłumaczyć, ale to jakbyśmy przeszli z ogromnej rodzinnej uczty na domówkę w czterech ścianach. Młodzi biją rekordy, nie ma co, te statystyki biją po oczach, ale tej zbiorowej histerii brakuje. Może przez to, że świat poszedł do przodu, może przez social media, które trochę odbierają tej magii – że coś jest tylko nasze, tylko raz w roku, tylko w tym jednym momencie. Teraz to już bardziej „business as usual”, no chyba że akurat zagra nasza zawodniczka, to wtedy znowu wciąga, ale nie ma już tego gęsiego biegania do telewizora w barze na końcu ulicy. I jeszcze coś – tamten złoty medal to było coś więcej niż sportowy sukces. To był taki moment, kiedy każdy Polak mógł się poczuć, że naprawdę potrafimy. Dzisiaj mamy świetne zawodniczki, walczymy w Wielkim Szlemie, ale ta siła, co promieniowała wtedy z ekranu... No cóż, już nie bije tak mocno.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
a ja wam powiem, że pamiętam ten wieczór tak dokładnie, jakbym wczoraj oglądał – bo akurat byłem w rodzinnym miasteczku mojej żony, w tym malutkim domku na wsiach koło leszna, gdzie nie ma nawet ulice numerowane, tylko same drogi polne i sady jabłoniowe. telewizor stary, zrobiony jeszcze przez mojego teścia, antena taka, że raz na tydzień trzeba ją regulować, a my akurat siedzieliśmy wszyscy – rodzinka, kumple z osiedla, którzy wpadli niespodziewanie na niedzielne grillowanie – i nagle cała ta ferajna ustawia się w półokręgu przed ekranem, jakbyśmy byli w jakimś domowym kinie. starsi piją piwo z butelki, młodsi mają telefony w ręku, ale nikt nie ogląda nic innego – tylko ten jeden mecz. i kiedy Iga zagrała ten backhand przy meczu, który skończył się złotem... no, to nie było tak, że wszyscy wstali – po prostu wszyscy umilkli. tak, jakby czas stanął. moja teściowa nawet przestała gderać na synową za niedomyte talerze, a mój szwagier, który normalnie na wszystko narzeka, tylko patrzył w ekran i powtarzał „kurwa, ale siła” – dosłownie szeptem, żeby nie przeszkadzać. a potem ten ryk, kiedy punkt padł... no, mogłem przysiąc, że drgnęła nawet ta stara sofa od teścia. i wiesz co? dzisiaj, jak widzę młodych kibiców, którzy dopingują z telefonami w ręku, to myślę sobie, że to wcale nie jest gorzej – po prostu inaczej. tamta magii nie da się powtórzyć, bo była raz na zawsze, ale teraz mamy coś nowego: Iga nie jest już tylko naszą dziewczyną z kortów, tylko kimś, kogo świat podziwia razem z nami. i to też jest piękne, bo przecież zawsze marzyliśmy, żeby polski tenis był na oczach całego globu, nie? tylko że wtedy, w tamtym duszonym pokoju na wsi, czułem się jakbym oglądał coś wyjątkowego. a dzisiaj – oglądam coś wielkiego. i jedno, i drugie jest w porządku.
-
Akurat ja wtedy w tramwaju na lini 13 na pętli przy Łagiewnikach chciałem sobie posłuchać nowej płyty Taco Hemingwaya, bo kumple mi powiedzieli, że "jest mega", a tu nagle wszyscy pasażerowie zaczęli krzyczeć jak na meczu piłkarskim, a pani z biletem w ręku wali mnie w plecy i wrzeszczy „kurwa, walnij nogą!” – no to sam się zaintrygowałem, patrze tylko, a tam na małym ekranie w telefonie faceta obok leci transmisja z Tokio i akurat Iga wbija tego backhanda, co później okazał się punktem na medal 😂 Na szczęście akurat wtedy wysiadłem, bo ktoś mnie jeszcze chciał popchnąć na wyjściu, więc szybko się ewakuowałem, a wiadomo – tramwaj dalej jechał, nowa płyta nie doszła, ale został ten obrazek: cała Łagiewnicka w szoku, bo nikt nie wiedział, co się dzieje, a my wszyscy akurat na ten jeden moment mieliśmy totalnie rozbite dyskusje o tym, jaka to Iga „dryblas” i czy da radę wreszcie pokonać Badosę raz na zawsze 😂🍿🔥Potrzymaj piwo.