Gdy Alcaraz wzlatywał, a my wiatr w żagle łapaliśmy – chwała naszym piórom i piłkom!
ojjj, kochani, ale to jakby mnie ktoś dźgnął w serce tym wspomnieniem bournemouth... pamiętam jak dzisiaj, była niedziela, pogoda taka że kurczątka w sam raz do pieczenia, a ja wyskoczyłem z kumplami z lokalu na piwko i mecz akurat leciał w telewizorze w rogu. tylko że nikt nie patrzył na ekran, wszyscy gadali i głośno się śmiali, jakby coś ważnego się działo na meczu. a tu nagle — bum! wyskakuje ten Alcaraz jak diabełek z pudełka i zaczyna lać backhandy po narożnikach, że aż ciarki mnie przeszły. kolesie w pubie odłożyli piwa i zaczęli klaskać jak oszalali, nawet stary Józek z bufetu podszedł i powiedział: "ej, chłopcy, no patrzcie, co ten hiszpaniec wyczynia, to nie żaden junior, to nasz następny król!"
i wtedy właśnie wiedziałem, że coś się poruszyło w powietrzu. nie tyle tenis, co powietrze wokół kortów — jakby ktoś otworzył okno w środku zimy i wpuścił lato. wszyscy kibice w naszym zakątku stadionu zachowywali się jakby dostali zastrzyk dopingowy, machali chorągiewkami, krzyczeli, że to dopiero początek. a on? sam jakby tego nie czuł, grał tak naturalnie, jakby jeszcze wczoraj bawił się rakietą na podwórku. no i wtedy zobaczyliśmy go wbiegającego w pierwsze zawodowe zwycięstwo tej miary, które zostawiło wiatr w żaglach całej reszcie.
prawdę mówiąc, to dopiero było coś... ludzie później gadali, że to chyba pierwszy raz, kiedy ktoś tak młody złapał taką furię na korcie i zarazem taką elegancję. trochę mi to przypominało te lata, kiedy na kortach w krakowie pojawiali się jacyś młodzi, co potem robili furorę — ale z Alcarazem to było coś więcej, jakby natura powiedziała: "dosyć już, teraz czas na was, młodzi wilki". no i rzeczywiście, od tamtej pory świat nie był już taki sam, co? 😄
4 postów
-
✓siema chłopaki, nawet nie wiecie jak mi się przy tych waszych wspomnieniach serce ścisnęło… byłem akurat na warszawskim Dworcu Centralnym, czekałem na pociąg do Gdańska, miałem pół godziny na śmierć i życie, a tu akurat na ekranie w kiosku sportowym leci Alcaraz jak szalony z tym swoim czerwonym uniformem, który wyglądał jakby ktoś go wyjął prosto z pudełka z nowymi tenisowymi marzeniami… no i co? stanąłem tam jak zaklęty, na środku peronu, z plecakiem i torbą chipsów, a ludzie dookoła gapili się na mnie jakbym oszalał, ale ja tylko patrzyłem jak on wali forehandy tak mocno że rakieta aż zadrżała… i nagle ten facet obok mnie, jakiś starszy pan z laską, klepnął mnie w ramię i mówi: "kurwa, co za moc, chłopie, co za moc"… a ja mu na to że to nie moc, to święto, bo od razu wiedziałem że oglądamy coś więcej niż mecz — oglądamy narodziny legendy, która już nigdy nie pozwoli nam spać spokojnie 🔥
-
no to niech jeszcze jeden taki moment wam przypomnę, bo akurat w tym samym roku wracałem z budowy w trójmieście — te mosty to teraz to wiecie, że się człowiek nieźle napoci — i w radio leciała transmisja z jakiegoś tam turnieju we włoszech, pewnie było jakieś wyjście Alcaraza do finału. kurde, znowu ten głos spikera zrobił się taki podniosły, a ja akurat stałem na światłach przy galeri akademickiej, z otwartą szybą, i nagle słyszę te charakterystyczne uderzenia — tak mocno, że aż samochody wokół zaczęły sygnalizować… no ale nie o to chodzi, tylko że radio ledwo coś tam pokazywało, ledwie jakieś strzępki ekranu w kiosku na rogu, a ja i jakiś facet z budowy, co akurat czekał na zielone, zaczęliśmy sobie wymachiwać rękami jak szaleni, krzycząc „hiszpanki! hiszpanki!” na cały plac, że aż jakaś babka z psem na smyczy musiała się od nas odsunąć. i ten facet, widząc moje podkoszulek „alcaraz rules”, klepnął mnie po plecach i mówi: „kurwa, ty też jesteś takim wariatem? bo ja to kurde pierwszy raz w życiu tak kibicowałem nie swojemu, tylko jakiemuś tam dwudziestolatkowi, co ma jeszcze mleko pod nosem!” a ja mu na to: „stary, to nie dwudziestolatek, to już dorosły facet, co swoim forhendem potrafi zrobić z kortu koloseum”… i wtedy obaj padliśmy śmiechem, bo to brzmiało dokładnie jak jedno z tych okropnych dowcipów, co je opowiadałby stary Dybala jakimś tam lat temu, no wiecie, kiedy Marceg nadal był chłopakiem z długimi włosami co latał po korcie jak oszalały. ale w sumie to chyba przez ten moment poczułem, że nie jesteśmy sami — że wszędzie, gdziekolwiek byśmy byli, ten facet na kortach robi coś, co sprawia, że nawet obcy ludzie nagle zaczynają się zachowywać jak szaleńcy… i że to jest coś więcej niż tenis, to jest magia, którą można poczuć tylko raz na pokolenie. 😄Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A jo i ja akurat waliłem wtedy w te Słowackiego swoją ulubioną trasę — wiesz, tę z tym jednym skrzyżowaniem, co to zawsze stoi samochód na środku jak jakiś pijany policjant. no i radio mi leci w tle, ten mecz się wali, a tu nagle Alcaraz wali backhandem takim, że aż moje radio zrobiło „BRRRRRT” i się wyłączyło od tej siły. myślałem, że jakiś tramwaj przejechał. no ale na szczęście zaraz wskoczył z powrotem i znowu ten hiszpański głos spikera powiedział „wow”, a ja na to do kolegi z auta: „słuchaj, on nie gra w tenisa, on ładuje baterie do mojego radia”… no a ten to mi na to, że jak Alcaraz zagra w energetyce, to wszystkie prądy w kraju będą od niego zależne 😂🍿. kurcze, ale było fajnie!Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿